wtorek, 24 czerwca 2014

Fartuch i do malowania!

Dzisiaj mamy stanowisko
wcześniej ułożone,
potem taśmą z każdej strony
mocno podklejone.
A powierzchni jest tak dużo,
bo na całym stole,
dodatkowy rozłożony
na nasze swawole.
Co tylko namalowałam,
było poprawione,
przez Arusia pędzel duży
grubo przyzdobione.
Przypomniały mi się czasy
kiedy malowałam,
nawet swoje pędzle duże
w piwnicy schowałam.
Muszę je odnaleźć zatem
znowu się przydadzą,
znowu suche, białe kartki
kolorem przygładzą.
I szczęśliwy mały Aruś,
tak, szczęśliwy cały
farbki, albo raczej woda po nich
bardzo smakowały...
jak się tylko zagapiłam,
to się okazało,
że z pędzelka tak zabawnie
na kartkę kapało,
trzeba było więc językiem
wody posmakować,
przy okazji całą buzię
nieźle wysmarować.
Mogę sobie upominać,
strofować do woli,
Aruś śmiechem znów próbuje,
na przekór, powoli...
Fartuch śniadaniowy zatem
spełnił swe zadanie
i oszczędził raz kolejny
Arusia ubranie :)
Dziury w kartkach się zrobiły,
bo kartki namokły,
kartki teraz się zmarszczyły,
kolorem nasiąkły.
Tu uwieczniam, na pamiątkę
nasze arcydzieła,
teraz wena już odeszła,
nogi za pas wzięła :)






3 komentarze:

  1. Świetna zabawa :) Oj dawno z Zosią nie malowałyśmy, w sumie niemal cały czas kiedy nie śpi i nie j spędzamy na dworze, ale muszę znowu farby wyciągnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Polecam obklejenie stołu, chyba że Zosia umie już na samej kartce malować, bo u mnie to farby były wszędzie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. zwykle całkiem nieźle trzymała się kartek, a za podkład w razie czego robiły gazety :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)