środa, 8 października 2014

Co w ciąży słychać...?

Właśnie trwa. 30 tydzień mojej drugiej ciąży. Nie mogę w to uwierzyć. Czas leci tak szybko, czasem wręcz za szybko. Nie mam czasu skupić się na ciąży, tak jak to było za pierwszym razem. Ruchy dziecka są mniej odczuwalne i zmęczenie również. Żadnych dolegliwości, absolutnie żadnych nie stwierdzam. Aruś zajmuje prawie cały mój czas. Mam wyrzuty sumienia, że nie rozmawiam z brzuszkiem, nie relaksuję się odpowiednio...W ciągu dnia Aruś zadaje 100 pytań, na które muszę udzielić odpowiedzi i to nie byle jakiej, o nie...! Całe szczęście, że przez 4 godziny w ciągu dnia Aruś zadaje te pytania w żłobku :) Jestem zatem w części odciążona. Samopoczucie mi sprzyja, nie sądziłam, że drugą ciążę zniosę lepiej jak pierwszą. Wiem, jeszcze nie ma co zapeszać, ale jest naprawdę super. Czasem tylko zapominam i za szybko rano wstaję z łóżka. A teraz coś dla tych, którzy twierdzą, że jak przysłowiowa matka siedzi w domu, to nic nie robi, a więc:
- 7.20 pobudka moja i Arusia, włączamy Trakoja Toma, Strażaka Samego lub ostatni hit, którymi są rosyjskie bajki typu Multik Raskraska, czyżby zamiłowanie po Mamusi do rosyjskiego?
- szybka toaleta i make up, ograniczony, ale zawsze jakiś musi być
- 8.00 ogarniam Arusia, Jego toaleta poranna, ubieranie, kakao, pakowanie plecaka, bo musi w tym uczestniczyć
- 8.25 wychodzimy do Żłobka (rzecz jasna do przedszkola, bo Aruś chce być w przedszkolu, a nie w żłobku! Boże Broń!)
- 8.30 wracam. Zbieram wieczne pranie z suszarki, składam, paruję, upycham do półek, ogarniam mieszkanie łącznie z podłogą, wietrzę pościel itd. itp. Robię sobie śniadanie i koniecznie kawę inkę w tej ciąży. Połykam 6 tabletek. Od razu przygotowuję owoce, które zjadam po śniadaniu, ewentualnie orzechy laskowe, pistacje, migdały i takie tam do chrupania. Ostatnio dołączyłam też jogurt. Jem w spokoju. Sama. Ewentualnie z facebookiem, lecz najczęściej z włączoną ulubioną muzyką. Opróżniam zmywarkę, ładuję następne naczynia. Załączam zmywarkę i ....pralkę. Generalnie pranie to jak mycie zębów. Co będzie przy dwójce dzieci? Oby mi było dane wkrótce się przekonać :) Sprzątam łazienkę po porannych czynnościach Arusia (Mama! Ja sam! Łącznie z tym, że musi się rano zważyć. Odgapia ode mnie). Zajmuje mi to jakieś 1,5 godziny.
- 10.00 Przygotowuję obiad. Obiad musi być. Zdrowe odżywianie się, zwłaszcza w ciąży to podstawa. Czasem przygotowuję osobny obiad dla mojego T., który ostatnio przywiązuje dużą uwagę do tego, co je. A, że kobieta w ciąży ma swoje zachcianki, to gotujemy nieco więcej. Wyciągam pranie i wieszam. Wyłączam zmywarkę. Sprzątam po gotowaniu. Siadam. Chwila dla siebie, trwa zwykle nie dłużej niż 20-30 minut, chyba że obiad bardziej wymagający, bo czasochłonny to nie mam jej w ogóle. Przecież była, jak jadłam śniadanie!
-12.20 wychodzę po Arusia,
12.40 wychodzimy ze Żłobka i idziemy na plac zabaw. (Tędy Mamo, tędy idziemy! Mikołaj też idzie! Mamo, Mikołaj ma wózek! Ja też chcę wózek! Mamo! Siadłem na Dzidzię! CO? Siadłeś na Dzidzię? Aruś, nie wolno siadać na Dzidziusiach, bo zrobisz im krzywdę! Mamo, ja siadałem! Aruś, ale tak nie można itd...itd... Mamo! Leci listek! A Ty listku! Mamo ces listek? Mamo! Kamycki! Ces Mamo kamycka? Mamo! Patrz honda civik! A czyja? Jakiegoś Pana, albo Pani, mówiłam Ci. Mamo, cejwona? Tak, czerwona. Mamo, chcę uchu! Mamo, a wies Tymek nie jadł obiadu! Aruś chodź, chciałeś się huśtać. Mamo, idziemy na pacejek! Ja chce na pacejek! Mamo, Mikołaj jobi uchu! Ja tes sce! Dobrze, idziemy się huśtać.
- Docieramy na plac zabaw, w toku i natłoku zdań. Z placu schodzimy ok. 13.20.
- Mamooooo, nie sce spać! Arusiu, jesteś zmęczony, nie ma już dzieci, Mikołaj też poszedł, idziemy.
- 13.30- jesteśmy w domu. Toaleta Arusia, picie, siku, picie, siku, picie, siku....pisać dalej?
- 13.40- Aruś ŚPI.
- 13.40 jem pierwszą porcję obiadu. Dużo piję. Bardzo dużo, z uwagi na nerki, które dokuczały mi w pierwszej ciąży.
- 14.00 za godzinę Aruś wstanie. Siadam na sofie i ucinam sobie drzemkę, ale przed tym nastawiam zegarek, żeby nie być nemo jak się pierwszy obudzi.
- 14.50 otwieram oczy. Powieki ciężkie, ważą 100 kg. Błoga cisza, chyba, że dzieci sąsiadów hałasują w ogródkach.
- 15.00 /mniej więcej/ Aruś się budzi. Mamo, Mamusiu, mogę iść? Mamusiujo! Mamuńciusiuniu (Skąd On to wymyśla?!) Idę Arusiuniu!
- 15.15 ubieram Arusia, dojada sobie drugi obiad. A również z nim jem, drugą małą porcję. Bawimy się, czytamy, oglądamy bajki, układamy puzzle. Aruś wysypuje z pudeł wszystko co może. Mamo! Ale ja muse! Jobie gajaz! (Robi garaż). Albo gotuje. Nie przestaje mówić ani na chwilę. Łącznie z tym, co chcę zjeść, co chcę pić, czy zjadłam, czy wypiłam. Tuli Dudusia i mówi: Bądź grzeczny, to pojedziemy nad morze. Aruś! Już byliśmy nad morzem! Ale pojedziemy jesce! Aruś, pojedziemy, ale już byliśmy. Powiedz Dudusiowi, że czekasz na niego, że chcesz się z nim bawić! Aruś: wstawaj Dudusiu! Dam Ci auto!
- 16.00 albo idziemy na plac zabaw, póki pogoda sprzyja, albo siedzimy na balkonie i opowiadamy, co widzimy.
- 17.30, 18.00 lub 18.30 Tomasz dociera do domu. Odbiera telefony, je z Arusiem na kolanach. Aruś ciągnie Go wszędzie, gdzie może. Opowiada co w żłobku. "I był kompot". "Mam w bidonie" "Asia dała mi".
- 16.30 przygotowuję Arusiowi kisiel, jogurt, budyń lub owoce w zależności od tego co jadł dzień wcześniej.
- Po obiedzie i z rozrzuconymi zabawkami nie da się przejść. Sprzątam. Aruś wyciąga znowu. Ja upycham. Tomasz mówi: po co? Zaczynam się irytować. Sama nie wiem czemu. Dzień jak co dzień.
- Omawiamy, w miarę możliwości co w firmie. Spotkania, zlecenia, co się podobało klientom, a co nie. Ustalamy, co trzeba robić. Przerywamy. Aruś przebija się głosem, bo: "Tatoooo! Baw się!" Mamo: "Nie patrz", albo Mamo: "Patrz!"
- 19.00 nie wierzę. Sprzątam. Przygotowuję kolację. Tomasz przygotowuje sobie trzy posiłki na następny dzień. Arek ogląda bajki.
- 19.30 idą się kąpać. Włączam sobie coś spokojnego. Piję. Dużo piję. Połykam 4 tabletki. Przypominam sobie, że jestem w ciąży.
- 20.00 kolacja, kakao, czytanie rzepki, lokomotywy, żyrafy, Hilarego, abecadła, murzynka Bambo i... trwało by to bez końca.
- ok. 21.00 Aruś idzie spać.
Siku, przykryj mnie Tato, pić Tato- chcę wooooody! Tatuńciu! Tatusiu! Taaaaatoooo! Wody chcę! chcę sikuuuu! Tato ja chcę........... kupkę!
- 21.20. Aruś śpi. Oglądamy "Na wspólnej" nudne jak flaki z olejem. Gadamy z godzinę, zanim zorientujemy się która godzina. Sprawy nasze, firmowe, Arusiowe, żłobkowe i wiele wiele innych. Jak rozmawiamy, to tracimy poczucie czasu.
- 23.00 kąpiel i spanko.
Tomasz- pobudka o 6.30, Ja 7.20 i kolejny dzień przed nami.
Jakby co, to ja tylko siedzę w domu.
 Decyzja o posiadaniu Dzieci była najlepszą w życiu. Czasem kocham to zamieszanie :)

7 komentarzy:

  1. no nie wierzę, ancia mamcia bez wiersza?! ;) mój dzień bardzo podobnie, może godziny snu chłopaków wcześniejsze no i jeszcze drugie dziecko, ale ta przyjemnośc juz niebawem.Miłosz tez siada na dzieciach, tzn. na Olku i za chiny ludowe nie wiem jak juz mu mam tlumaczyć, że nie wolno, że Olusia to boli- taa akurat, skoro ten sie tylko cieszy! Też sie zastanawiałam skąd dzieci biorą takie zdrobnienia? ostatnio jak mnie wołał, a byłam w łazience, to po czwartym mamusssiiuuu!!! usłyszałam- Monika!!!Normalnie z dwójką Aniu to jaja jak berety:)Jest mega fajnie, mega wesoło, mega męcząco. Czasem zastanawiam się skąd ja mam na to wszystko siły;)? Piękny post:) Myślę, że niejedna z nas ma ten sam schemat dnia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie mi uświadomiłaś, że u nas też Aruś woła: Anka!!! i Tomaszuuuu!!! Pierniki Jedne Nasze Kochane :) A wierszy chyba mam chwilowy przesyt :)

      Usuń
    2. nowa ANcia mamcia- mnie sie podoba:)

      Usuń
  2. Oj z dwójką jest wesoło, ale wiesz co? po jakimś czasie oni się po prostu zajmują sobą, a Ty masz chwilę przerwy od pytań i patrzenia ;) Tyle, że po chwili musisz rozstrzygnąć konflikt, popatrzeć jednak na wieżę z klocków, nos wysmarkać itd ;)
    Ale z tym praniem to ja się pytam - co Ty pierzesz? przy dwójce ja piorę co 2, czasem co 3 dni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się też zastanawiam co ja piorę...ale w koszu prawie zawsze coś się znajdzie :)

      Usuń
  3. Witaj Aniu,
    jak miło wiedzieć, że u Ciebie wszystko okej :) z wielką przyjemnością przeczytałam wpis. Pozdrawiam ciepło, Gosia ( WSEiI ;) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, Gosia to Ty?! Siedziałyśmy razem na angielskim???

      Usuń

Dziękuję za komentarz :)