sobota, 4 października 2014

Dzień 1 X zapamiętamy na długo...

Umówiliśmy spotkanie
na umowy podpisanie,
no i Mamcia się wybrała
lecz dowodu zapomniała.

A notariusz jak notariusz
już zapisał swój scenariusz,
bez dowodu ani rusz,
dowód musi być i już!

Trzeba wracać do Krakowa,
mogła wcześniej myśleć głowa...
Wpierw Arusia podrzucamy
i z placyku wyjeżdżamy,

nagle słychać wielkie buch!!!
Auta zatrzymany ruch.
Ruch wręcz uniemożliwiony-
prawy-tylni uszkodzony.

Biedne nasze BMW.
Trzeba w oczy spojrzeć złu.
Wróciliśmy po mój dowód-
był to najważniejszy powód.

Tomasz biegnie przez ulicę.
Nie. Policja. Dobrze widzę.
Mandat. W sumie zasłużony.
Tomasz Mój- oszołomiony.

Co się dzisiaj jeszcze stanie?
Co październik ma w swym planie?
Choć umowa podpisana
(działka nasza zaklepana),

to męczący był to dzień.
Niech ten dzień już skończy się!
Nagle Aruś wymiotuje...
i wyraźnie źle się czuje...

Noc. Nie wspomnę o czuwaniu,
o na przemian naszym spaniu...
A to tylko jeden dzień.
Nic. Już nic nie zdziwi mnie.

6 komentarzy:

  1. tak było, potwierdzam ale... głowa do góry!!! teraz będzie już tylko lepiej bo.... co się źle zaczyna dobrze się kończy :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. to jak piatek trzynastego!!! mam nadzieję, że z Arusiem już lepiej?

    OdpowiedzUsuń
  3. To tak widocznie miało być, działka zakupiona z przytupem :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)