poniedziałek, 13 października 2014

Wykopki

"Boże broń, żebyś zbierała ziemniaki!" No tak. A jakże. W tym roku nic z tego. Za to w tym roku pierwszy raz uczestniczy w tym Aruś. Wyobraź sobie. Pole. Dużo pola za stodołą. Gdzie wzrokiem sięgniesz, wszędzie pola zielono-żółte. A to rosną kalafiory, a to kapusta, a to brokuły, a u nas ziemniaki. Patrzę w prawo- jarzynki. Wśród nich kolorowe kwiatki, tylko dla ozdoby. Dla pocieszenia oczu, dla poprawienia humoru, żeby ładniej wyglądało. "Żeby się do nich uśmiechnąć"- jak mawia Tomka Mama. Idę pod górę, żeby zobaczyć skąd dochodzi odgłos traktorów. Naprzemienny. Jeden przestaje, inny zaczyna i tak w kółko. Po drodze jak zwykle znajduję dwie czterolistne koniczyny. Już ich nawet nie zbieram. Zrywam, chowam do kieszeni i jak zwykle o nich zapominam. Dziś wykopki. Aruś maszeruje po polu z Dziadkami, Tatą i wujkiem. Słońce świeci niemiłosiernie. Grzeje jak oszalałe. Siadam za stodołą, koło folii gdzie zostało jeszcze trochę papryki. Siadam na plastikowej paczce. Opieram się i czuję zapach- zapach świeżo odkopanej, mokrej ziemi, chryzantem i trawy. Do tego słońce tak mocno wszystko ogrzewa...Wdycham powietrze, jakże inne od tego w Krakowie. Aruś już na traktorze z Dziadkiem. Totalny relaks. Może się zdrzemnę. I w tym momencie zaczyna się taniec brzucha. Dzidziuś wariuje. Czyżby też szczęśliwy...? Podnoszę koszulkę, żeby dostał choć trochę tego ostatniego słońca. Matko! Co wyprawia! Pierwszy raz w tej ciąży tak intensywnie czuję Jego ruchy. Jest mi tak błogo, że nie ruszam nawet koniuszkiem palca. Za to co się dzieje w moim brzuchu...! Oddaję się tej chwili. Trwam. Niech ten czas się zatrzyma. Nie chcę do Krakowa. Nie chcę wracać. Chcę, żeby świeciło słońce i żeby było słychać tylko dalekie odgłosy traktorów. I nic więcej. Chcę wdychać to powietrze. Nagle słychać Arusia. Mamo! Patrz! Patrz Mamo, jaki ziemniak! No rzeczywiście, niezły okaz...To dla mnie? Dziękuję. I biegnie dalej do Dziadka. Po drodze się przewraca. Tak mu się to podoba, że przewraca się znowu. A co jak będę brudny?! Nic! Aruś, możesz brudzić się do woli! Zatem znów się przewraca. Wrzuca ziemniaki do wiaderka. Układa ziemniaki w skrzynkach, żeby było równo. Mamo! Patrz! Motyl! Siedzi na kwiatuszku! Mamo! Dziadek ma trakoja! Trakoj sypie ziemię! Mamo, biegamy! O nie. Wołami mnie nie ruszą. Dzidziuś szaleje, Aruś szaleje. Słyszę żarty Tomka z Mamą. Jak zwykle upomina Ją, żeby nie robiła 10 rzeczy na raz. I zarzeka się, że ostatni raz jest z Nią w parze. Boże, obydwoje siebie warci :) A ja urywam się na spacer i po drodze zjadam nieidealne jabłka, resztki malin, nieziemskie winogrona.  Tylko orzechów coś mniej. Nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba...Zajadamy pyszności z grilla i moje ulubione kanapki czosnkowe. Wypala nam mordki, bo Ania czosnku nie żałowała. Obdarowani brokułami, kalafiorami, cebulą, ziemniakami, jajkami i marchewką, miodem- wracamy. Ja zrelaksowana, ale taka śpiąca, że po drodze głowa mi leci. Ja chcę takiego powietrza! Takiego zmieszanego! Następnym razem zakręcę trochę w słoiku i zabiorę. Aruś brudny, nie do poznania. Ale jaki szczęśliwy. Tomasz w dresach. Dresy w ziemi. Ziemia w samochodzie. Ale bosko. Kocham jesień. Kocham tę piękną polską jesień na wsi. Że też czasu nie da się zatrzymać...









1 komentarz:

  1. Cudowna sobota, nic tylko Wam pozazdrościć takiej wypadowni :) Widać,że Aruś przeszczęśliwy i Ty też :) Buźka!
    Ps. Lubię Te Twoje nie-wierszowane posty :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)