wtorek, 9 grudnia 2014

Bo to zła interpretacja była...!

Dziś zobaczyłam zdjęcie w Gazecie Wyborczej, takie oto:











To komentarz do testu gimnazjalistki, która chciała wziąć udział w konkursie historycznym. Podobno Jej zdolności z zakresu historii nie były powalające, ale chciała spróbować. Nauczyciel w taki oto sposób (jak na zdjęciu) skomentował predyspozycje uczennicy. Co zrobił? Delikatnie rzecz ujmując- skutecznie podciął skrzydła tej młodej osobie i moim skromnym zdaniem przekroczył wszelkie kompetencje. Jakim prawem napisał takie słowa? Kto dał Mu na to pozwolenie? Gdzie wsparcie ze strony Pedagoga, że może innym razem? Że niestety, ale są lepsi od Niej? Że jeśli trochę się podszkoli, to może spróbować za rok? Gdzie docenienie, że chciała spróbować? Gdzie się podziała tak szeroko dziś rozpowszechniana technika motywacji?! Gdzie szacunek, który należy się bezwzględnie każdemu? Moi drodzy Czytelnicy, gdyby to moje dziecko przyniosło do domu coś takiego, to jak słowo daję: nie ręczyłabym za siebie. Oj, coś czuję, że nauczyciele nie będą mieli ze mną łatwo...czas pokaże. A wiecie dlaczego? Dlatego, że jak pamiętam swoją szkołę średnią, to z reguły przy interpretacjach wierszy dostawałam komentarz: "błędna interpretacja". Cóż, zwykle moje wypracowanie nie było zgodne z opracowaniem pani Polonistki, która bez niego nie prowadziła lekcji. (coś w stylu opracowania dla nauczycieli). Dałam za wygraną. Stwierdziłam, że choćbym nie wiem jak się starała i co napisała i tak prawdopodobnie Polonistka uzna inaczej. Często kończąc pisanie mojej interpretacji wierszy byłam naprawdę zadowolona, że to wszystko moje, że napisałam je sama...ale na nic to się zdało. Mogłam przyjąć metodę innych uczniów, żeby pisać dokładnie tak, jak podpowiadały opracowania, ale tego nic zrobiłam. Nie zrobiłam tego również na maturze ani pisemnej, ani ustnej i .....z powodzeniem ją zdałam. A dziś? Pani Polonistka  dalej wałkuje te same lektury z uczniami, z opracowaniami...rok w rok to samo. Przypuszczam, że lekcje języka polskiego wyglądają tak samo jak kiedyś. I popatrzcie jaki to los przewrotny, że założyłam wierszowanego bloga...wiem, że moje wiersze to w zasadzie rymowanki i ciężko w nich szukać poezji typu Szymborska, jednak coś mi się wydaję, że Pani Polonistka nawet połowy by nie napisała...A Wy drodzy Czytelnicy? Jak zapatrujecie się na takie komentarze nauczycieli? Macie jakieś skuteczne metody, argumenty? Bardzo jestem ciekawa, czy Wam również nauczyciele dawali uwagi według określonych szablonów pochodzących z ich opracowań :) Moja Polonistka nigdy nie zapytała, czy potrafię pisać wierszem... do głowy Jej to nie przyszło, ale dała mi kiedyś "bardzo dobry", za wypracowanie na temat dowolny. Potem niestety nie mogła uwierzyć, że napisałam je sama... i myślałam, że Jej ręka uschnie, kiedy wpisywała ocenę do dziennika :)

6 komentarzy:

  1. Ja tylko z dowolnych dostawalm dobre oceny. Nigdy nie umiałam zmieścić sie w szablonie polonistów z liceum, przez co znielubilam pisanie na długie lata ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale teraz mamy blogi :) a Polonistki pewnie nie! :P

      Usuń
  2. Nie zapomnę jak polonistka na koniec siódmej czy ósmej klasy powiedziała do mnie, że moje oceny są "cichaczem" i też myślałam, że jej ręka uschnie kiedy wpisywała ocenę do dziennika ;) W liceum było lepiej, a polonistki jak i lekcje polskiego wspominam z uśmiechem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam z powrotem :) I dzieki za komentarz :)

      Usuń
  3. ja miałam genialna polonistke w średniej szkole. Cudowna, z powołania. Mnie chciałao sie być na tych lekcjach. przyjmowała każdą interpretację:) natomiast takie stwierdzenie nauczyciela do ucznia to kpina wg mnie! uważam, że w tej kwestii masz rację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miałaś szczęście, że na taką trafiłaś :)

      Usuń

Dziękuję za komentarz :)