wtorek, 2 grudnia 2014

Pora rozpocząć 38 tc

Zwariowany tydzień. Tyle się dzieje. Marzę o tym, żeby wreszcie był spokój. Tylko my i dzieci. I nic innego. Żadnego zamieszania związanego z działką, kredytem, firmą, egzaminami...za dużo tego. O porodzie nie wspominając. Wczoraj rozbolały mnie nerki. Rozbolały do tego stopnia, że się położyłam i wzięłam 2 panadole. Niby zgodnie z zaleceniem lekarza, bo ja niechętna do leków jestem barrrdzo, ale cóż. Wyjścia nie było. Nie przeszło od razu, więc w pół godziny spakowałam do końca torbę moją do szpitala i Dudusia. Na wszelki wypadek, gdyby mnie zostawili na dłużej. Wypiłam ze trzy litry, posłusznie wzięłam dawkę syropu, na noc alveo i wyciąg z aloesu. POMOGŁO.
Przedwczoraj byłam z kolei na badaniach odnośnie wszelkich bakterii (czyli wszystkim dobrze znane wymazy). Wyniki jutro. A dziś? Byłam z rana na badaniach krwi. Wyniki też jutro. Wracając ze szpitala i parkując ostrożnie w garażu co by sąsiadce autka nie uszkodzić- uszkodziłam swoje. Ręce mi opadły. Brawa dla innej sąsiadki, która wywalczyła zamontowanie ni z dupy ni z oka tego właśnie słupka. Teraz musimy wjeżdżać tyłem w miejsce garażowe, ale potem z wózkiem najlepiej żebyśmy przefrunęli, bo przejechać między autami na pewno nie przejedziemy.
Skutek tego taki, że dziura w aucie, którą zrobił Tomasz nadal sobie JEST i w dodatku teraz mój cudowny szlaczek na drzwiach również. To, że jestem zła to chyba nie jest dobre określenie. Jestem bezradna. A to jest stan dla mnie najgorszy. Należę do tych osób, które zawsze starają się znaleźć jakieś wyjście, ale teraz nie wiem czy takie będzie. Walczyć z administracją? A może z Sąsiadką? Kto ma na to czas i siłę? My chyba nie...Mamy sto tysięcy innych rzeczy na głowie. Aruś wrócił ze żłobka z gorączką. To było do przewidzenia, bo noc właściwie zapowiadała jakieś choróbsko. Budził się ponad 10 razy i skarżył się na katar. Odebrany wcześniej, przyszedł do domu i się rozpłakał. Moja Pchełka. Położyłam Go na drzemkę, ale płacze co chwilę przez sen. Katar jest naprawdę duży. Zobaczę co będzie jak wstanie (jeśli w ogóle porządnie zaśnie...), bo znając nas pewnie wieczorem pojedziemy od razu do naszego lekarza. Katar trwa już drugi tydzień, a to do Arusia nie podobne...
Jutro do odbioru są moje wyniki badań, ale nikt po nie się nie wybiera, bo to przedostatni dzień nauki Tomasza do egzaminu. W czwartek już będzie PO. W czwartek zatem, odbieram wyniki i idę na wizytę do ginekologa. To już jedna z ostatnich wizyt, bo właśnie rozpoczął się 38 tydzień ciąży. Byle dotrwać...i nie zwariować.
P.S. Św. Juda uruchomiony. Oby pomógł.

4 komentarze:

  1. Kochana życzę spokojnego dotrwania do tego magicznego dnia :D

    OdpowiedzUsuń
  2. To na ten ostatni czas przed Waszym Wielkim Spotkaniem z Waszym Dzieckiem życzę wiele spokoju i przede wszystkim ZDROWIA! Powodzenia !!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I spokój się przyda i zdrowie też :) Bardzo Ci dziękuję :)

      Usuń

Dziękuję za komentarz :)