czwartek, 26 marca 2015

Jest moc w ... :)

Wczorajszy dzień był dniem, który był niesamowicie owocny. A to wszystko za sprawą słońca, które się pokazało i na szczęście przez cały dzień nie schowało się ani na chwilę. Od rana, jak tylko Aruś poszedł do przedszkola zaczęłam ogarniać mieszkanie. Ci, co mieszkają w 40 metrach wiedzą jak szybko robi się bałagan. Wystarczy wyciągnąć i nie schować paru rzeczy i zaraz panuje chaos na całego. Tak jest i u nas. Najpierw łazienka. Samo jakoś tak wychodzi, że najpierw tam zaglądam. Składam ręczniki kąpielowe, chowam rzeczy do kosza na pranie, układam zabawki do kąpieli, przekładam tu wanienka, tu przewijak, tu kosmetyki, tu dziecięce, tu moje, bo jak zwykle wszystko się używa i potem jakimś dziwnym trafem na swoje miejsce nie wraca. Potem idę do kuchni: blat, lada, stół i wszelkie inne powierzchnie, na których są okruchy, kurz i nie wiadomo co jeszcze. Chowam ubrania, piżamy, przebieram Tymka, robię Mu poranną toaletę i odkładam do leżaczka, niech się przygląda co Matka wyprawia. Wodzi za mną wzrokiem, że hej! Grzeczne Dzieciątko, co to da posprzątać i ugotować i pozwoli Matce lekki make-up zrobić :) Potem idę do Arka do pokoju, a tam....fura samochodów i różnych innych bibelotków, skarbów i rzeczy najważniejszych. Wietrzę pościel, śpiworek Tymka i patrzę na balkon.......! No nie. Myłam jakoś ponad tydzień temu. Zrobię to za chwilę. Podłoga. tu nawet się nie będę rozpisywać, bo to najgorszy element sprzątania dla mnie. Drepcząc we trójkę (póki co!) po 20 czy 25 metrach bieżących idzie naprawdę oszaleć. Wszędzie okruchy, pyłki i Bóg jeden wie co jeszcze. Odkurzam i myję, łącznie z łazienką. Podeściki dziecięce. Niby mega fajna sprawa, ale kurz do nich dosłownie lgnie. Myję pod prysznicem i stwierdzam, że Tymek przysypia, więc i ja biorę szybki prysznic. Ubieram się i ogarniam dalej. W międzyczasie robię sobie śniadanie i kawkę zbożową. Zajadam, sprawdzam fejsa i pocztę z ogłoszeniami o pracę- tak dla rozeznania, bo za kilka miesięcy...:) Na razie cicho-sza! Myję balkon i nastawiam pranie, jedno, potem drugie i fajnie schnie na umytym balkonie. Okna zostawiam gratis dla Tomasza. Idę robić delikatny mejkapik (czyli krem ileśtam w jednym, bo szybciej), przebieram się i robię od razu ciasto na naleśniki, bo będzie z głowy. Usmażę na świeżo, jak Aruś dotrze z przedszkola. Tymuś się budzi, wypija mleczko i powoli zbieramy się na spacerek. Jest godzina 13.00! A tak się uwijałam...Wychodzimy na zewnątrz, a tam....! Słońce i ciepełko! Och i Ach! Kocham wiosnę lato i jesień (jak jest ciepła!)! Spacerujemy do godz. 15.00 i wpadam do domu, żeby szybciutko usmażyć naleśniki dla mojego Głodomorka, który wróci z przedszkola. Ostatnio ma jakiegoś tasiemca. Przedwczoraj zjadł 10 pierogów. 5 z mięsem i 5 z jabłkami. Czy On w tym przedszkolu coś jada? Jak pytam, to twierdzi, że zjada wszystko. Przed 16.00 przychodzi Tomasz z Arusiem. Składam prania, chowam gdzie się da. Aruś rozkłada swoje ciuchcie, samochody i "dzwoni na akcję"!!! Matko, a tu drugi rośnie...a akcja w domu taka, że z Tomaszem nie słyszymy co mówimy, bo tak nas Arek zagłusza. A Tymuś? Ma po prostu... wyrąbane :P Śmieje się do Arka i wyciąga do Niego swoje malutkie rączki. Arek Go przytula i opowiada takie historie, że hej! Nie wiem czy pisałam, ale ja jestem Koko, Tymuś-Handzo, Tomasz to Bruno, a Aruś to Wilson. Tymuś czasem robi za Mechanika. Niech żyje Stacyjkowo! Ja jestem czasem drugim dźwigiem, kiedy Tomasz nie daje rady. Jest moc w 40 metrach, tak powiem. A dziś? W piekarniku nóżki z kurczaka i pure z parmezanem rzecz jasna i chyba zrobię jeszcze surówkę z marchewki i jabłka. Słońce dziś się chowa...ojjj niedobrze!

6 komentarzy:

  1. no to kura domowa jak sie patrzy;) witam w gronie:) takie chwile warto zapisać, bo póxniej miło jest do nich wrócic:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak...kiedyś będę się z tego śmiać :)

      Usuń
  2. Wiosenne przyspieszenie :) a z innej beczki, to my kobiety jednak trudniej mamy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zagaduj, nie zagaduj :P Kiedy poczytam coś u Ciebie? Ale fakt...mamy trudniej :)

      Usuń
  3. Dopiero jak to człowiek spisze, to się zdziwić można ile tego jest w ciągu dnia. Ja ostatnio nie wiem jak się nazywam, bo praca, pranie, sprzątanie, gotowanie, dzieci ogarnianie, się edukowanie i z mężem przebywanie to nie przelewki ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)