czwartek, 22 października 2015

Sama na placu boju

To ten dzień. Dzień, w którym jestem sama w domu. Nareszcie mogę zrobić zaległe rzeczy związane z (kiedyś!) podjęciem pracy, doszkalaniem się itp. Aruś w przedszkolu, a Tymuś na wsi. Cieszę się czasem, który płynie dziś tylko dla mnie. Znalazłam wreszcie chęć zmiany swojego CV i portali pracowniczych, żeby było tam tylko to, co aktualne. I jest. Zrobione. Uporządkowałam również swoją mailową skrzynkę pocztową i zostało w niej zaledwie 5 maili. Te istotne i sentymentalne dla mnie, zostały wydrukowane i schowane głęboko, pośród innych moich "sekretów i skarbów". W laptopie też mniej, ponieważ i tu segregacja nastąpiła. Cały czas mam ochotę porządkować, ogarniać, systematyzować...tak czuje moje wewnętrzne JA i tego się trzymam. Powoli odczuwam ulgę. Fugi lśnią, fronty też. W szafach mniej zdecydowanie. Czuję większy luz. Potrzebuję tej przestrzeni jak nigdy dotąd i nie odpuszczę, dopóki wszystkiego nie pogrupuję. Miło potem usiąść i przez chwilę (bo dzieci ten stan szybko zmieniają) popatrzeć na efekt. I naprawdę powiem, że nie mam zielonego pojęcia skąd bierze się w tak małym mieszkaniu tyle papierków, świstków, rzeczy niewiadomego pochodzenia...Uaktualniając profile swe wypiłam dziś gorącą czekoladę i zrobiłam sobie makaron razowy z łososiem. Zjadłam sama i bez pośpiechu. W trakcie jedzenia, upominałam siebie, że nie muszę się nigdzie dziś śpieszyć. Popatrzyłam za okno. Wyciągnęłam przez chwilę nogi. I odetchnęłam- w ciszy. W zupełnej ciszy. Tak mi tego brakowało...

3 komentarze:

  1. 5 maili w skrzynce? U mnie jakieś miliony :) Hasła, rejestracje, newslettery, listy kontaktów z poprzednich prac, sprawy prywatne, biznesowe, towarzyskie, dziecięce, blogowe, społecznościowe... Nawet się za to nie zabieram, dobrze że pogrupowane to mam chociaż ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)