wtorek, 12 kwietnia 2016

Koktajl Mołotowa

Pomieszanie z poplątaniem- tak nazwałabym ostatnie dni, które dają hmmm sporo wrażeń i wydarzeń. Cała codzienność niby taka zwykła, ale jednak podrasowana a to chorobą, a to przyjemnościami. Jeśli mowa o przyjemnościach to niewątpliwie był to wyjazd ze znajomymi do czterogwiazdkowego hotelu w Krynicy. Było - jak się można domyślić- cudownie. Taki błogi z pozoru weekend, który minął tak szybko, że sami nie wiemy kiedy. I już nawet nie ma czasu się nim cieszyć i celebrować to, co się tam zdarzyło. Jedzenie, kolacje, śniadania do pokoju ahh! Kiedy tak było ostatnio?! Okolica piękna, zielona- nasycona również innymi barwami, które odważnie się mieniły w lekkich oparach unoszącymi się nad potokiem. Jego szum w pokoju przy uchylonych drzwiach balkonowych. Jednostajny szum, łagodzący wszelkie napięcia i zmęczenia. Jego przezroczysta barwa, w którą można by wpatrywać się godzinami. Dobrze nam było. Oj dobrze. Nawet moja wysypka poantybiotykowa okazała się groźna i niegroźna zarazem. Pomimo kiepskiego stanu nie mogłam odmówić sobie masaży, saun (!) suchych i ziołowych, a nawet basenu, co wierzcie mi przy takiej wysypce nie jest takie proste. Wyjazd udał się, nie powiem. Ale! Na drugi dzień przyjazdu okazało się, że Arek zachorował u dziadków. I tu zamilknę, bo ten kto ma małe dzieci dobrze wie, jak taka wiadomość działa na podświadomość. Nie pozostało nic innego, jak tylko tłumaczyć sobie, że obydwoje są w dobrych, a nawet najlepszych rękach, w jakich tylko mogliby być. I z takim nastawieniem minął romantyczny weekend we -uwaga- czworo :) Teraz popijam lampkę wina po ciężkim dniu. To drugi dzień, kiedy jestem z chłopcami w domu. Dzisiejszy dzień był po prostu męczący. Nie to, żebym musiała rozdzielać dwóch delikwentów, ale sprostać oczekiwaniom na zmianę jak nie jednego, to drugiego proste nie było. Drapię zatem swoje kończyny, bo goi się wszystko to co jeszcze pozostało i swędzi, że hoho! Arek ten tydzień przedszkola raczej ma z głowy, więc jutro powtórka z rozrywki. Potrzeba mi jedną dużą furę siły. Ktoś dysponuje i się podzieli?

p.s. Biegam. Dystans- 4,7 km x 4 dni daje 18,8 km. Obym nie przestała. I jeszcze hula-hop ulubione moje. Kręcę i kręcę. Niech no tylko coś z tego się wyrzeźbi :)

2 komentarze:

  1. bieganie Aniu daje siłe, najlepsza jaka możesz mieć:) zdrówka dla was:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)