wtorek, 31 maja 2016

1! Finał !

Dotarłam do mety. Ale to pierwszy odcinek mety, który pokonałam zaskakująco dobrze. Jestem z siebie dumna. Jestem zadowolona, że przez ostatnie ponad 1,5 miesiąca ćwiczyłam prawie codziennie minimum 45 minut. To mały sukces, ale jakże ważny! Nie od dziś wiadomo, że małe sukcesy tworzą te wielkie, zatem działam dalej i stawiam sobie kolejne wyzwania. To mój sukces. Moje indywidualne ćwiczenia, które potrzebowało moje ciało i moja dusza.
Ok. 40 przebiegniętych kilometrów
minimum 20 godzin hula-hop
brzuszków nawet nie zliczę, ani ćwiczeń Pilatesu, bo nie o to też chodzi. Chodzi o wytrwałość i ciąg dalszy :)
Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak wsłuchać się w siebie i zaplanować najbliższe dni.

2 komentarze:

Dziękuję za komentarz :)