środa, 25 maja 2016

8! i 7!

Może dziś znajdę siłę, do tego żeby poćwiczyć tak bardziej efektywnie, bo o wczorajszych marnych wyczynach to szkoda pisać. Spraw rodzinnych jest coraz więcej, jednak powoli miejmy nadzieję wszystko nakieruje się na te lepsze tory. Nic nie zdarza się bez przyczyny i choć zdarzenia są przykre, bardzo osobiste i każdy w rodzinie wolałby ich uniknąć, to jednak konsekwencje ponieść trzeba. Innej rady nie ma. Wszystko minie i miejmy nadzieję, że zmieni się na lepsze. Trzeba przyznać, że chyba nigdy jeszcze nie działo się tak wiele rzeczy na raz. Trzeba iść dalej, byle do przodu...
Dziś zupa- prawdopodobnie krupnik, choć nie wiem czy jeszcze mam kaszę, więc zmienię na grysik i będzie grysikowa. Nie pamiętam kiedy taką jadłam ostatnio. Nawet nie wiem ile mam zapasu jedzenia w pojemnikach...
Dzień do południa znika nie wiem kiedy, a od południa zaczynam gotować, karmić, przebierać Tymcia, potem przygotowywać wszystko na spacer /placyk/, który trwa aż do wieczora, potem maraton z kolacją, kąpielą, czytaniem i tak do dnia następnego. W międzyczasie znoszę fochy Arka, choć doprowadza mnie to do punktu wrzenia. Wszystko wariuje dookoła. Mam ochotę wyjść i oddychać innym, spokojnym powietrzem...potem wrócić rzecz jasna :)
W ogóle ostatnio mam wrażenie, że żyję z dnia na dzień. Gdzieś mi ucieka to, co już było od dawna zorganizowane. Teraz sama nie łapię do końca co się dzieje. Po cichutku zmierzam do punktu, w którym zawsze chciałam być, ale sporo czasu na to trzeba i tu pojawia się kolejny problem. Czas właśnie. Nic na to nie poradzę. Nie jestem wolnym ptakiem, który może wyjść z domu gdzie chce i kiedy chce...niestety. Jestem w domu z dziećmi już od 4 lat i wiem, że wszystkiego naraz nie zrobię. Wiem też, że przez ten czas i tak dużo zrobiłam. Natura moja jednak umiaru nie zna i jak zwykle chciałaby więcej. Moja obecna dewiza na najbliższe dni to "byle do przodu" właśnie.
Tego się trzymam kurczowo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz :)