niedziela, 22 maja 2016

Weeekeeend :D (10)

11-cie dni do końca pierwszego cyklu treningów
sobota
Sami za sobą nadążyć nie możemy i chyba tak nam pozostanie. A to za sprawą zwrotu planów sobotnich, które miały być na krakowskim rynku. Okazało się, że wieczorem dostałam mms-a z pięknym widoczkiem. Rano zadzwoniłam do adresatów, żeby pochwalić, że fajnie i że "gdzie to tak?" Zatem po obgadaniu szczegółów ustaliliśmy, że rynek nie zając i poczeka na niedzielę i organizujemy piknik w tym magicznym miejscu. Ale nastąpiła kolejna zmiana planów, bo podjeżdżając pod nasz nowy dom, okazało się, że jest tak bosko, że nie mamy ochoty jechać dodatkowe paręnaście kilometrów, a potem jeszcze na nogach do miejsca docelowego. Na szybko zrobiłam ślimaczki z ciasta francuskiego, żeby spakować coś na przekąskę, owoce, kawę w termosie, kupiliśmy soki, kiełbasę na grilla i parówki oraz uwaga- kaszankę, bo i tacy się znaleźli co na nią ochotę mieli. Jedzenia było sporo i zastanawialiśmy się kto to wszystko zje! I zjadło. Łącznie 10 osób. Miło było, fura śmiechu, fura rozgrzebanego piasku (który był z przeznaczeniem do ogrodzenia), która tymczasowo robiła za piaskownicę. Przywieźliśmy dwie fury kurzu, błota, piachu i Bóg jeden wie czego jeszcze. Nigdy, NIGDY w życiu nie widziałam moich dzieci tak brudnych i tak szczęśliwych zarazem. Arka skarpetki ściągnęłam pod wieczór i wrzuciłam prosto do reklamówki ze śmieciami. Istna masakra. Ważyły chyba z 10 kg, a to z kolei przez wodę, która była dodatkową atrakcją dla dzieci. Skąd woda u nas pod domem? A z ogromnej beczki, którą dostaliśmy tymczasowo od Rodziców, bo wody na budowie potrzeba non stop. Zaworek tak korcił wszystkich po kolei, że chlapanie było co chwilę. Dzieci pobawiły się u naszych nowych sąsiadów (przy okazji wreszcie poznałam Sąsiadkę!) i dzień upłynął sami nie wiemy kiedy. Sporo zdjęć, fajnych ujęć, z których napewno nie raz się pośmiejemy. Było słonecznie, pięknie, świeżo i gorąco. Czy tak tam już zawsze będzie? Ptaki śpiewają, świerszcze grają i wszystko bym oddała, by móc tam posiedzieć przy ognisku! Jesteśmy szczęściarzami. Goniliśmy za dziećmi, o mały włos nie wylądowałam na kolanach u Pana koparkowego, który bardzo chciał mnie przewieźć (!!!- widzicie mnie tam- wiem- !!!) Wszędzie rozłożone koce, koszyki, jedzenie, biegające dzieci i prawdziwe życie przez duże Ź. Tak nam właśnie minęła sobota :)

10 dni do końca#
A dziś? Byliśmy w kościele na krakowiaków. Dzieci jak zwykle pobłogosławione, przywitane przez księdza. I co się okazuje? Że w kościele też spotykamy Sąsiadów :) A to żeśmy się dosiedli, a co!

Potem zaplanowany obiad w naprawdę niezłej restauracji, gdzie zjadłam pyszne risotto z kaczką i gruszką, Tomasz makaron ze szparagami i bobem, ehhh same pyszności! Zatem zaległy rynek zaliczony. Pooglądaliśmy konie i obrazy, pogadałam sobie z przemiłą starszą Panią Malarką, kiedyś może się skuszę na Jej obraz, kto wie? I do wieczora plac zabaw. Teraz Tomasz śmiga po winko. Teraz czas tylko dla siebie, bo dzieci padły jak zaczarowane.
A trening? Kto wie? Napewno jakiś będzie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz :)