poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Podsumowanie wakacji...

Wakacje już się kończą... I znów napiszę- kiedy to zleciało? Pogoda w tegoroczne wakacje jest naprawdę piękna. Słońce nas rozpieszcza, wiatr szarpie włosy, powietrze już robi się rześkie...to moja ulubiona pora roku, bo zbliża się jesień. Piękna polska złota jesień. Czuć jej zapach w powietrzu. W oddali słychać odgłosy piły mechanicznej (będzie to sprzęt, który mój Mąż będzie musiał zakupić, bo uwielbiam jej odgłos!!!) i czuć zapach palonych liści. Czy może być piękniej? Nie, chyba nie może :) Wczoraj byliśmy w naszym DOMU. Jest pięknie wylana podłoga. Wreszcie stoję na poziomie rzeczywistym, nie muszę już dodawać tych 25 cm w głowie. Jest tak dobrze... nie chciałam wczoraj z niego wychodzić. Za nic! Nie mogę się doczekać zakończenia tego, co zaplanowaliśmy na ten rok. Jestem naprawdę szczęśliwa, że dane mi jest planować, przeliczać, wybierać, dyskutować...ni jak mi to nie przeszkadza, to po prostu czysta przyjemność.

Urlop minął nawet nie wiem kiedy. Pozostała nam tona fajnych zdjęć i pięknych wspomnień. Jestem bardzo dumna, że dzieci moje (o czym miałam okazję się przekonać właśnie na urlopie) tak pięknie się bawiły. Mają mega pozytywne nastawienie do świata, chyba czują, że jesteśmy razem i tylko dla siebie, kiedy mamy wolny czas. Nigdzie nam się nie spieszy (no chyba, że na obiad!) i nic się nie liczy tylko tu i teraz. Masa uśmiechów wciąż dźwięczy mi w uszach i prawie czuję łaskoczący piasek na stopach. Opalenizna już co prawda nie ta, ale energii przybyło, że hej! Odpoczęliśmy nad Balatonem, wygrzaliśmy i chyba nawet przegrzaliśmy, a potem w tej samej dobie wróciliśmy do mieszkania, zrobiłam 4 prania i w nocy pojechaliśmy nad nasze polskie Morze. Mieliśmy czas i dystans do wszystkiego. Nagięliśmy trochę zasad rodzicielskich, żeby chłopcy poczuli różnicę, że są wakacje i mogą sobie pozwolić na nieco więcej. I my też sobie pozwoliliśmy. Po powrocie usłyszeliśmy od Arka, że nigdzie nie było tak fajnie jak nad morzem. I, że teraz czas pojechać - uwaga- w góry :) Obiecaliśmy i pojedziemy.

Marzy mi się pojechać nad Morze późną jesienią. Tak, chcę żeby wszystko było zamknięte. Chcę szukać możliwości zjedzenia czegokolwiek. Chcę znów jak kiedyś znaleźć dziką plażę, zejść stromym szlakiem. Chcę spacerować i żeby brzeg morza nigdy się nie kończył. Mogę iść nawet w deszcz, byle przed siebie. Chcę znów poczuć chłodny wiatr we włosach, założyć gumowce i kurtki przeciwdeszczowe. Napewno kiedyś pojedziemy. Może nawet z dziećmi, żeby powdychały jodu, bo późną jesienią podobno najlepiej. Chcę widzieć różnicę pomiędzy sezonem letnim, kiedy tętni życie, wszystko dookoła ciepłe, pachnące, grające pomiędzy tym, co spokojne, odległe i niedostępne. Chociaż raz chcę doświadczyć tej różnicy...

Dobrze mi. Służy mi obecna aura. To mój dobry czas. Wiem, że o tej porze roku mogę najwięcej. I choć na blogu i portalach jest mnie mniej, to w szufladzie sporo notatek. Coraz więcej. Może kiedyś ujrzą światło dzienne. A z nowinek- testuję eko-sprzątanie. Powolutku wprowadzam jeden zrobiony przeze mnie specyfik i testuję jego działanie. Dlaczego? Bo mam dość tego smrodu z chemii. A inspirację czerpię jak zwykle z Zielonego Zagonka Ewy Kozioł. Po powrocie z urlopu wysprzątałam całe meble kuchenne. Każdą szafkę, listwę i być może dzięki temu na zimę będzie nieco mniej. Już nie mogę się doczekać porządków w piwnicy. Sama nie wiem, dlaczego tak mnie cieszą!? Może dlatego, że od dziecka brałam w nich udział i pomagałam? Fugi na balkonie wyczyszczone wstępnie dzięki specyfikom koleżanki, bo obawiam się, że eko-metody raczej w tym przypadku by nie pomogły. Jest lepiej. Powtórzę to jeszcze ze dwa razy i może doczekam się upragnionego efektu..?
Okres wakacji to bezapelacyjnie piękny czas...korzystamy z basenów, bo Arek nie odpuści za nic. Dobrze nam...wiem :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz :)