środa, 14 września 2016

Wesele na ...250 par :)

Lubię śluby i wesela. Zawsze na takie okazje zabieram ze sobą dobry humor, żeby się dobrze bawić. Z takim nastawieniem nawet jak coś się nie uda, to zawsze można się zwyczajnie uśmiechnąć, gdyż nie zawsze Państwo Młodzi mają wpływ na to, co się dzieje. Pierwszy raz w życiu mieliśmy okazję być na tak dużym ślubie. W kościele na całej mszy śpiewała dziewczyna.
Było pięknie. Zwykle po takich uroczystościach nachodzą mnie przemyślenia, jacy to Rodzice Państwa Młodych muszą być dumni, że wyprawili takie ogromne wesele i wszystko się udało... Szczerze przyznaję, że porwała mnie chwila, w której pół tysiąca ludzi śpiewało sto lat Młodej Parze. Nic, tylko puchnąć z dumy pozostaje :) Suknia Pani Młodej i tak będzie tym jedynym i dla mnie najbardziej urzekającym elementem całego przyjęcia. Było nam niezmiernie miło, że mogliśmy uczestniczyć w takim przedsięwzięciu :D
Sobota była dla nas dniem, w którym mogliśmy się bawić, obserwować, smakować i uczestniczyć w pięknych chwilach, których nie zapomina się do końca życia :)
W niedzielę znów wylądowaliśmy na Bobrowym Rozlewisku. Muszę przyznać, że osiągnęłam już niemal mistrzostwo w pakowaniu naszej czwórki nad wodę oraz w pakowaniu kosza piknikowego. Na miejscu tradycyjnie zrobiłam masło czosnkowe i standardowo nie zostało nic! Ani jednej chrupiącej kromki :)
Znów przywieźliśmy ze sobą 2 kg piasku (po kilo przypadające na Jednego Syna)...pisać więcej nic nie muszę...

p.s. Na przyszły sezon obiecuję sobie kupić menażkę :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz :)