czwartek, 29 września 2016

Zakończenie sezonu

Spełniło się marzenie Arka o tym, by mógł patrzeć na ognisko. Męczył, męczył i wymęczył... Wykopki na wsi udały się, choć pogoda w tym roku nieco płatała nam figle. A to zaświeciło słońce i kiedy już wydawało się, że wyjdzie na dobre, to za moment pokropił deszcz i zrobiło się ponuro. Na sam czas wykopków i ogniska na szczęście deszcz nas oszczędził. Zebraliśmy 36 paczek ziemniaków, które wylądowały w piwnicy. Możemy śmiało robić frytki :) Znów dane mi było poczuć zapach ziemi, który podczas wykopków jest wyjątkowy. Zawsze twierdzę, że to jeden z tych zapachów, który przypomina mi beztroskie dzieciństwo. Czasem tęsknię za tym...a teraz patrzyłam sobie na moich Dwóch Wspaniałych, jak dzielnie starali się wrzucać ziemniaki do wiaderek. Dudi jednak nie boi się ubrudzić. Arek zdecydowanie wolał ich jednak nie dotykać, tylko jeździć z Dziadkiem na traktorze, a i Dziadek pozwolił pokierować!!! Zabrał się Aruś do wrzucania ziemniaków dopiero po tym, jak dostał rękawiczki. Wtedy było Mu już wszystko jedno. Potem po skończeniu wszystkich przewidzianych prac, Dziadek rozpalił ognisko i ręcznie przygotował prawdziwe patyki do ogniska. Ileż było śmiechu, jak patyki upaliły się pierwsze niż kiełbaski i wisiały jak na nitce...! Fajny czas spędzony na wsi zapamiętamy napewno. Są zdjęcia, więc jak Chłopcy podrosną to z chęcią im przypomnę jak to na wsi bywało...:)
Wróciliśmy do domu, z zapachem ogniska na ubraniu, najedzeni i zaczęliśmy przebierać dzieci do spania wtem przywitał nas...żołądkowy wirus Tymka.
Na drugi dzień w niedzielę pojechaliśmy do Portu w Nieznanowicach, razem z moimi siostrami. Przepiękne miejsce, idealne na niedzielny obiad i spacer. Jednak zarówno obiad jak i spacer w tym dniu z uwagi na stan zdrowia Tymka był "na szpilkach". Cały czas myślami byłam gdzie indziej i chyba już przeczuwałam co się święci...To co działo się przez ten tydzień chciałabym oddzielić wielką krechą i nigdy do tego nie wracać. Nigdy jeszcze nie miałam do czynienia z tak nieprzyjemnym wirusem żołądkowym, albo raczej moja młodsza latorośl nie miała...! Niech to się już więcej nie powtórzy!
Dziś jest lepiej. Mamy czwartek. Prawie tydzień wyjęty z życia. Z Tymkiem jutro jeszcze zostajemy w domu dla bezpieczeństwa.
To nas jesień przywitała...!

1 komentarz:

  1. Biedaki, ale ważne że już wszystko wraca do równowagi:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)