wtorek, 4 października 2016

Bridget, ach ta Bridget!

Wczoraj wzięłam udział w strajku. Bardzo chciałam pójść i wrócić ze świadomością, że kobiety w dzisiejszych czasach potrafią się jednoczyć. Że nie są bierne na to, co przyniesie los. Udało się!!! Wróciłyśmy z satysfakcją, broniąc swojej wolności i praw. Wczoraj zobaczyłam, że wystarczy mała iskierka, która przeistacza się w ogień i kobiety mają moc. Tak, MAMY TĘ MOC. To dobrze wróży na przyszłość. Myślę, że My Kobiety potrafimy działać i jesteśmy niesamowicie zorganizowane (tu: ukłon w stronę organizatorek wczorajszego marszu). Wystarczył tydzień czasu, aby zebrać 20 000 kobiet w Krakowie! Jestem pod wrażeniem!

Po marszu wspólnie z Dziewczynami poszłyśmy na Bridget Jones. I chyba nie znajdę słów, by opisać to, co tam przeżyłyśmy. Bridget w tej części spodziewa się dziecka. Jaja na całego! Ubaw po pachy! Tego nie możne przegapić! Siedziałam już pod koniec na wpół-zgięta, bo brzuch nie pozwalał inaczej...! Na przemian to płacz, to łzy, bo wzruszających momentów było sporo. Chętnie wybrałabym się jeszcze raz! Nie pamiętam, kiedy ostatnio tyle się śmiałam! To naprawdę fantastyczny film.

Jak nic trzeba się wybrać do wesołego miasteczka....:D

4 komentarze:

  1. ja też ubawiłam się po pachy. aż mnie brzuch bolał ze śmiechu:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też byłam w kinie na bridget i miałam te same wrażenia, łącznie z tym, że aż płakałam ze śmiechu momentami :) Fajny film na poprawę humoru w te szare jesienne dni. Wpadłam z koleżankami na pomysł, żeby zrobić sobie kiedyś maraton z BJ i obejrzeć wszystkie 3 części ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)