poniedziałek, 5 grudnia 2016

Coraz bliżej!

W minioną sobotę Chłopcy już po raz kolejny pojechali do Dziadków. My w tym czasie pojechaliśmy do domu, żeby powoli zacząć uprzątać...w zasadzie całość. Jak to na etapie "prawie" końcowym bywa, niby wszystko jest już zrobione, ale pozostają jeszcze detale, które również zajmują sporo czasu naszym Specom :)
Nie wytrzymałam dłużej i umyłam okna na górze, ale od środka. Były nieco zachlapane w niektórych miejscach, na szczęście żadnych zadrapań i trwałych uszkodzeń nie zauważyłam. Jednak sporo czasu zajęło mycie okien "z pierwszego". To chyba najgorsze mycie, bo prosto po skończonej budowie... Chwalę teraz wszystkie cuda techniki, które niewątpliwie sprawę ułatwiają, jednak ciężko nazwać to, co pozostało po moich paznokciach...
Ale jaka zmiana! Jaki widok i blask! Akurat w ten dzień co chwilę świeciło mocne słońce i efekt był naprawdę piękny...! Duże tafle okien pod tym względem są dla mnie magiczne. To takie wielkie oczy na świat :)
Na dole ustawione są wciąż rusztowania, więc tam się nawet nie zapędziłam, zmiotłam tylko z dolnych szyb wszelki pył, kurz moją specjalną szczotką, którą to Mąż upolował przy okazji na ostatnich zakupach. Przydała się bardzo. Nawet to pomogło, żeby wpadło jeszcze więcej światła!
Fachowcy nasi dają sobie i nam (!) jeszcze max 1,5 tygodnia i twierdzą, że to koniec prac na ten moment. Bardzo się cieszę, bo to oznacza, że w święta mogę choć na chwilę przekroczyć próg i cieszyć się, że plan na ten rok został zrealizowany.
We wtorek przyjeżdża podłoga, naprawdę nie mogę się doczekać!!!
I co najważniejsze: wypiliśmy pierwszą kawę u Sąsiadów!!!
Jak za starych dobrych czasów, co prawda w lekkim pośpiechu obgadaliśmy sprawy "na topie", trochę się uśmialiśmy z tych naszych budów, ale też pooglądaliśmy ich wnętrza i choć są zupełnie inne niż nasze, to również bardzo fajnie wszystko wygląda. Kolorowe krzesła przy stole to chyba najmocniejszy akcent, który widać aż do mnie przez okno! U Sąsiadów, choć sporo jeszcze drobnych prac do zrobienia, to naprawdę można poczuć się jak w domu.
Tomasza zaczęło skręcać, że i Jemu włączyło się wicie naszego gniazda. Teraz nie tylko ja, ale i On ewidentnie marzy o tym , żeby rano obudzić się przed dziećmi, nastawić ekspres z kawą i wspólnie ją wypić.


Jeszcze w pidżamach 
Jeszcze zaspani
Spijają kawę
Wspólnie
Zakochani
Słońce zagląda
budzi o poranku
Na nowo 
młodych
spełnionych.
Kochanków... 


A poza tym, mamy już wyczyszczony, nieco oszlifowany nasz sufit z betonu. Zakupiłam satynowy lakier z minimalnym srebrnym brokatem. Tomasz opowiedział mi jak wyglądało czyszczenie kawałek po kawałku- szczerze podziwiam i majstrów i efekt końcowy. Jest idealnie.
Zanosi się, że w spadku po Babci i Dziadku Tomasza dostanę dokładnie taką samą szafę, jaką miałam u siebie w domu w dzieciństwie. Miło będzie mi znów z niej korzystać... I powspominać trochę... Jakoś bardzo przemawia do mnie drewno starego PRL-u niż płyty-dykty pseudo drewniane, oklejane. Choć wiem, że takie również posiadam i zabiorę do domu, to jednak sentyment w tym przypadku bierze górę :) Grunt, to znaleźć dla szafy takie miejsce, by mogła nam jeszcze trochę posłużyć.
Jeszcze najnowsze zdjęcia:











2 komentarze:

  1. no pięknie jest!!!!! trzymam kciuki za jaknajszybsza poranna kawę we dwoje:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)