niedziela, 11 grudnia 2016

What a wonderful...day !!!

W sobotę tak jak pisałam w poprzednim poście były urodziny Tymcia. Klubokawiarnia LikeKonik rzeczywiście spełnia wszystkie wymogi odnośnie organizacji imprez dla dzieci. Wcześniej podpytałam Koleżankę, która poleciła i zaryzykowałam. Wydaje mi się, że dzieci były zadowolone. My- dorośli- również, bo mogliśmy posiedzieć spokojnie przy cieście i kawce. I tak to jest, że jak się idzie na imprezę gdzie "wszystko jest gotowe" to się okazuje, że nawet głowy zapomnieć można. I potwierdza się, że im mniej ma się na głowie, to gorzej- tak u mnie zdecydowanie. Tam wszystko było gotowe, a ja w pewnych momentach nie wiedziałam co ze sobą począć! Jak dla mnie scenariusz na urodziny był super przygotowany. Poprosiłam o motyw przewodni Świnki Peppy i Kubusia Puchatka, bo to ulubione postacie Tymka na ten moment. Był czas na opowieści, zagadki, konkursy, rysunki na pamiątkę, były tory przeszkód z poduszek, tunele i przede wszystkim Bartek, który zajął całe towarzystwo! Na koniec była chwila bajki na dużym ekranie. Poczęstunek dla dzieci naprawdę na poziomie- nie tylko same chrupaki, ale i owoce, warzywa, popcorn i oczywiście słodkości- w tym tort ze Świnką Peppą właśnie. Tymek dostał fantastyczne prezenty, idealne na Jego wiek i choć tematyczne, to nie powielił się ani jeden! :) Bardzo się cieszę, że dopisali Ci co mogli, a Ci co nie- mam nadzieję, że dopiszą innym razem :) Grudzień to taki szalony miesiąc, że rzeczywiście nie każdy zawsze może być :/
Wyszliśmy przed 16.00 na krakowski Rynek, a tam- pokaz wielkich baniek mydlanych i cały Rynek w tradycyjnych światełkach choinkowych w odcieniu ciepłej, żółtej bieli. Przyznam szczerze, że dawno czegoś tak pięknego nie widziałam. Jednak klasyka sprawdza się zawsze i po raz kolejny się to potwierdziło. Imponująco wyglądają te światełka w klasycznym kolorze i przy tradycyjnej zielonej choince, cały Rynek się mieni jednym kolorem. nie jest pstrokato, nie ma neonów, atmosfera 100% świąteczna. Udzieliło nam się, bardzo. Było +12 stopni, nikt nie zmarzł, można było spacerować do woli i załapać się na kolejne krakowskie pyszności m.in. grzańca, ale my tacy głodni, że pojechaliśmy na obiad z Sąsiadami. Po obiedzie z nimi- wparowaliśmy do drugich Sąsiadów i tak samo z siebie zrobiło się after party urodzinowe. Dzieci szalały, ja mogłam posiedzieć przy stole (wstając tylko po to, żeby ...yyy właściwie nie wiem ! :)
Do mieszkania przyszliśmy o 22.30, dzieci padły w locie, a my przy nich.
Napewno zapamiętam ten dzień z powodu mnóstwa uśmiechów, żartów, dobrego towarzystwa i wina, ciepłego wiatru w grudniu i przepięknej krakowskiej atmosfery na Rynku.

Piękną aurę miałeś Dudku
w dniu drugich urodzin
żadnej łezki, żadnych smutków!
Torcik dzień osłodził.
To dla Ciebie mój Słodziaku!
Pięknie się złożyło,
że na Święta zawitałeś...!
Dwa latka przybyło!
Znów wspominam tamtą chwilę,
łza się w oku kręci,
nikt mi tego nigdy niczym
nie wymaże z mej pamięci...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz :)