poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Kuchnia- część 1

Już w pierwszym zdaniu to napiszę, że gdyby nie pomoc Rodziców i Brata Męża mego to nici z kuchni by wyszły. Opieka nad naszymi dziećmi to bezcenna sprawa, a i możliwość transportu bardzo się przydała!

Moje doświadczenia z kuchnią są dosyć duże, bo tutaj w mieszkaniu również ją zamawialiśmy. Ostatecznie zdecydowaliśmy, że do małej przestrzeni najlepiej sprawdzi się biała lakierowana kuchnia z czarnymi dodatkami. Tak się też stało. Kuchnia jednak przy dwójce małych dzieci szybko się brudzi, każde dotknięcie widać i trzeba co jakiś czas polerować. Plus tego jest taki, że szybko czyszczą się lakierowane powierzchnie, więc wcale ta opcja nie była taka zła. Doskonale pamiętam mój zachwyt w dniu, kiedy wszystko w niej ułożyłam i kiedy okazało się, że w tak małej zabudowie można zmieścić tyle szafek i różnych rozmaitości. Do tej pory tej opcji kuchni nie zmieniłabym i mam nadzieję, że ktoś kto zamieszka po nas bedzie choć trochę o nią dbał. (Tak, wiem, że na "wynajętym" to niemal niemożliwe...). Pięknie odbija światło, jest idealnie wpasowana we wnękę i w dodatku ma absolutnie wszystko co potrzebne.

Kuchnia to serce domu. Takim hasłem chwalą się różne portale i spece, którzy pokazują swoje pomysły i zachęcają do zakupu. A ja się śmieję, że serce musi bić. Jak się w kuchni gotuje pyszności, to i owszem- wtedy kuchnia jest prawdziwym sercem domu. Ktoś się nie zgodzi..?

Pomysł na kuchnię w naszym domu pojawił się już dawno temu. Rozważałam dwie opcje- znów białą/lekko kremową z rustykalnymi dodatkami i duuużym zlewem albo drewnopodobne fronty. Ta druga opcja tak się rozgościła, że już prawie ją kupiłam. Prawie.
Po drugiej wizycie w sklepie, kiedy już wszystko było w zasadzie ustalone Pani zwyczajnie zapytała: czy Pani podobają się te "drewniane" fronty? I w zasadzie, choć bardzo chciałam mieć taką domową kuchnię i kojarzyła mi się dobrze i spójnie z domem w małym miasteczku to powiedziałam, że muszę iść na kawę i sprawę ostatecznie przemyśleć. Pokazałam T. jeszcze raz pierwszą opcję, którą na początku odrzucił i stwierdził, że jednak jest... lepsza! Najlepsza. Zmiana, a raczej powrót do opcji nr 1 umożliwiła wybór spójnego blatu ze stołem i zamontowanie jeszcze większego zlewu jednokomorowego. Wszystko wyszło na plus. I jak patrzę na te lekko kremowe fronty, które jeszcze są w pudełkach, to już wiem, że po raz drugi bedzie to kuchnia moich marzeń. W moim stylu i w moich kolorach. A Ci co mnie znają wiedzą, że uwielbiam kontrasty. Tak bedzie i tym razem. Ostatecznie zamówiliśmy jedną część kuchni, która zapełni jedną ścianę. O drugiej pomyślimy przy przeprowadzce, bo zdecydowaliśmy się zabrać AGD z mieszkania. Wtedy być może dokupimy siedzisko pod okno i barek z półkami.
Wszystko w swoim czasie :)

A tu fotki podglądowe:
 Fronty szafek- źródło- Internet

Nasz stół, ale bez krzeseł na zdjęciu. Źródło- Internet
Blat kuchenny- będzie w kolorze stołu. Źródło- Internet,


2 komentarze:

Dziękuję za komentarz :)