sobota, 1 kwietnia 2017

Uroki domu



Nie ma sensu dusić się w takie piękne dni jak dziś i dlatego zaraz z samego rana zebraliśmy się i jesteśmy w Niepołomicach. Pozwoliłam dziś moim dwóm Latoroślom na umorusanie się nie po pas, a po uszy. I w życiu, serio nie widziałam tak brudnych moich dzieci. Chyba nawet nie przyszło mi do głowy, że dzieci mogą się tak ubrudzić. Wokół naszego domu gdzieniegdzie rośnie kępka trawy, a tak to sama ziemia, a raczej piaskowy pył, w którym dosłownie toniemy. Gumowce są niezbędną częścią naszej garderoby, a z kolei gorąco w nich niemiłosiernie…Pan z ziemią jedzie do nas już od paru dni. Nie powiem, chciałabym żeby wreszcie dojechał, bo chodzić i tonąć już nie mam ochoty. 

Dwa tygodnie temu przeżyliśmy w naszym domu dreszczyk grozy. Poszłam na chwilę do mamy wieczorem i nieco się zagadałam. Zanim się zorientowałam, gdy otworzyłam drzwi wychodząc od Niej coś mi te drzwi porwało…a co? Wiatr! Potężny wiatr, jakiego nie pamiętam jak żyje. Szarpnęłam więc drzwi z powrotem do siebie i zamknęłam je. Po chwili postanowiłam, że jednak idę, bo to przecież parę kroków i szybko przebiegnę. Na moment ustało wiać więc szybkim krokiem przemaszerowałam dzielący mnie dystans. Na tym małym odcinku zaobserwowałam uginające się drzewa, trzaskające gałązki i wirujące w powietrzu różne przedmioty. Przestrzeń i ciemność w połączeniu z siłą wiatru zrobiły niesamowity efekt. Jak tylko wpadłam do swojego domu, to szybciutko opowiedziałam dzieciakom co widziałam, a oni słuchali z otwartą buzią…! Na dodatek, kiedy siedzieliśmy wszyscy przy stole pierwszy raz całą czwórką obserwowaliśmy…burzę! Biorąc pod uwagę fakt, że nie mamy ni w ząb żadnej zasłony, to mieliśmy naprawdę niezłe „fonobłyski” (pamiętacie to określenie z czasów PRL?!). Zatem „fonobłyski” rozpościerały swoje ramiona na cały nasz widok z okien na ogród. Całe niebo było jedną wielką błyskawicą. Grzmoty były nieco mniej efektowne, ale to może i lepiej..?

Dziś z kolei usłyszeliśmy sześć sygnałów alarmowych straży pożarnej i widzieliśmy w oddali palące się ognisko. Przesiedzieliśmy, to za duże słowo, ale dosłownie cały dzień spędziliśmy na powietrzu, grabiąc, sprzątając i segregując odpady, które chyba nigdy się nie skończą :) Chłopcy kopali tunele w ziemi, robili swoje „ogródki”, sprzątali taras itd., itp…
Czujemy się jak na wakacjach. A to przecież nasze nowe życie..!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz :)