środa, 23 sierpnia 2017

Do O...#16

Żniwa
zapach mają swój jedyny.

Twoje żniwo
jak mój O... określimy?

Jak określić
zamiar Twój i Twe nawyki

co mieszały się i wirowały
jak kosmyki

zbóż, tych co na łanach..?

Nikt już nigdy się nie dowie
o ich planach.

Choć potrzeba było wiatru
i przestrzeni,

biegu i kierunków ich
nie sposób zmienić.

Wiem to ja. Aż nadto.
Zbyt świadomie.

Wiesz to Ty.
Osobno myślmy.

Niech łan tonie...
zapach zmieni.

Żniwo niech przemoknie
niech się pieni.

Niech spleśnieje
i niech zgnije
niech się zmarni.

A my bądźmy
wciąż dla siebie
popularni...

wtorek, 25 lipca 2017

Ostoja



Osiadłam na dobre. Właśnie piszę z miejsca, w którym chciałam być. Ono powstało i jest. A kiedyś go nie było. To zaskakujące jak szybko się pojawiło. Mam wrażenie, że to było pstryknięcie palcem. Czas tak szybko leci… Jedno zamknięcie oczu, potem otwierasz i jesteś w zupełnie innym miejscu. Takie teraz mam odczucie.
Wczoraj pierwszy raz poczułam zapach domu. Zapach przywiezionych przez nas rzeczy, zabawek i do tego naleśniki na kolację, które sprawiły, że wchodząc z zewnątrz można by pomyśleć, że jesteśmy tu od zawsze. Jedzenie zawsze zbliża ludzi. A przynajmniej według mnie.
Dostałam też na przywitanie cytrynowe ciasto od Sąsiadów. To taki miły gest, że w całym tym kołowrotku sprawił, że usiadłam i teraz oprócz naleśnika i kawy skubię go po kawałku. Kojarzycie Osła ze Shreka jak przetoczył się przez kołowrotek? Moment, w którym spadł jest momentem, w którym ja skubię ciasto :)
Teraz widzę, że to wszystko prawda. Stół, spiżarnia (!), pokoje i każdy zakątek to nasze docelowe miejsce. Teraz dokładnie widzę, jak porusza się choinka na wietrze. Teraz mam okazję się przyjrzeć, jak wyglądają moje kwiatki w nocy, które minimalnie oświetla księżyc i solarny żółw. Teraz mam czas, żeby rejestrować wszystko z najdrobniejszymi szczegółami. Teraz tak właśnie będzie.
Bezpowrotnie rozpoczął się nowy etap w naszym życiu. Jednak trudno mi pogodzić się z upływającym czasem. Z jego niezwyciężoną nieuchwytnością. Przenika przez palce na moich oczach i mknie do przodu i wciąż.
Najgorszym momentem było ściąganie dekoracji ze ścian u Chłopców. Ich dekoracji. Ich malutkich kącików, ale jakże przytulnych, bajkowych i ulubionych. To tak jakby ktoś próbował zaburzyć i zepsuć wszystko to, co dziecinne i beztroskie. Czułam, że nie mam prawa tego ściągać. I z każdą kolejną naklejką wiedziałam, że te chwile nie wrócą już nigdy. NIGDY. Te osiem lat spędzonych w naszym M to czas, w którym działo się wszystko. Niezliczona ilość sąsiedzkich spotkań, śmiechów i żartów. To nasz wielki dzień Ślubu i Błogosławin, gdzie dokładnie mogłabym wskazać miejsce, w którym klęczeliśmy, a potem wsiadaliśmy do naszego pięknego granatowego jaguara. To niezapomniana do końca życia brama na osiedlu, którą przygotowali nasi Sąsiedzi. To również czas innych poważnych decyzji, życiowych sukcesów, przełomów i zwrotów akcji J To miejsce, gdzie rozpoczęły się skurcze porodowe, to miejsce do którego wracaliśmy po egzaminach, to miejsce do którego ZAWSZE wracaliśmy… To miejsce, do którego przywieźliśmy nasze dzieci i w którym spędziły swoje pierwsze lata życia. Nie ma go już. I nigdy nie powróci.
A tutaj wreszcie dzieje się to o czym mówiliśmy dzieciom od przynajmniej roku. Dzień za dniem rozmowy o budowie i nowych pokojach sprawiły, że nasza starsza Latorośl ma już dość „starego” przedszkola, pomimo, że w nowym nie spędził jeszcze całego dnia. Przygotowałam dzieci na te zmiany jak tylko mogłam. Przyjeżdżaliśmy tu kiedy tylko mogliśmy, żeby im również było łatwiej zmienić swój dziecięcy świat. I dobrze się złożyło, że kiedy polowali u Dziadków na lisa, my przemieniliśmy te nasze dwa światy. Teraz Arek może nadzorować malarzy i po przedszkolu liczyć ile mają pędzli J
A moja nieśmiertelna pralka umiejscowiona w pomieszczeniu gospodarczym wygląda jak mała pralinka. I robi pierwsze pranie w naszym domu!!!

środa, 12 lipca 2017

Król Bolebor #1

Król się zjawił
wiwatował
Żonę zaś pod pachą
schował.
Król się najadł.
Król się napił
i z poddanych swoich
zakpił.

Król tańcował
nieudolnie
choć klaskali wszyscy
zgodnie.
Król powrócił
do pałacu
na królewskim wielkim
kacu.

Król przebywa w swej
komnacie.
Król, Królowa, kac
i gacie.

Króla nawet coś
zemdliło
i Królowi się
odbiło.
Król po chwili puścił
pawia.
Król poddanych
nie zabawia...
Król porzucił etykietę...
Król odwiedził toaletę...

Król pod nosem głośno gwizdnie
i z wysiłku jak nie pirzgnie!

Zatem Królem być- przesrane.
Życie Króla upaprane...

Jutro będzie wiwatował
w końcu kaca odchorował
i nie spojrzy na podwładnych.

Zdarzeń ciąg nastąpi nagły ...:)

czwartek, 6 lipca 2017

Być dzieckiem jeszcze raz...

Chciałabym być dzieckiem czasem...
móc rozszaleć się z hałasem
Wybiec z domu na podwórze
i pomachać ręką chmurze.

Krzyczeć głośno: Hej Pilocie!
Dziurę widzę w samolocie!
Skakać, śpiewać samogłoski!
A świat byłby znów beztroski...

Móc znów wskoczyć do kałuży...
i by każdy dzień się dłużył...
Porcja lodów niech by była
i pół świata przysłoniła...!


I deszcz złapać znów na język!
I podziwiać w nocy księżyc!
I snuć długie opowieści,
o tym co się w głowie mieści...



Do O...#16

Zasupłane
już na wieki wieków.

Amen.

To od Ciebie
zostawione
i nam dane.

Dane wszystkim
i przez Ciebie
drogi O...
i przez Ciebie
ja historii
nie zakończę.

Wszyscy żeśmy
nadal

bohaterzy.

Los nasz
na nas wszystkich
zęby szczerzy.

Licho ponoć
nigdy
nie zasypia.
I na życie dla nas
ważna to pryncypia.

Musisz przyznać,
że zadanie wykonane.
Że przez Ciebie
tak jest życie
zasupłane.

środa, 21 czerwca 2017

Do O...#15

Pisać mogłabym do Ciebie
tak po stokroć.
Słów mi nie zabraknie
Boża dobroć.
Słowa Tobie wyszukane
coraz nowsze.
Niech zawiodą
przemyślenia
na manowce.
Niech zawiodą tam
gdzie jeszcze ich nie było!
Niech by przez to nic się nigdy nie skończyło.
Spokój błogi
w końcu światło dookoła.
Ptak znów ćwierka
i melodia gra wesoła.

***
Gdyby zgasło
to melodia
się przemieni.
I wystraszy.
Ptak wyfrunie
między swemi.

A my razem
i w pamięci
mojej T...
Widzisz, przyszło
słońce,
przyszło światło
a z nim lato...

I piętnaście
lat nam mija
dziurę wierci
teraz dla mnie
mi umierasz
w mej pamięci.
I nie widzę
już ni złości
ni uśmiechu.
Nie odtwarzam
nie przysłucham
już się echu.
Czy umierasz
teraz,
ostatecznie..?
Gdzie się podział
plan Twój sprytny,
by żyć wiecznie...?
Gdzie Twa mądrość,
kiedy nagle wszystko zdycha?!
Nie chcesz żyć mi po raz drugi?
Mów u licha!

sobota, 17 czerwca 2017

środa, 7 czerwca 2017

Do O...#14

Znowu blednie
rozmazane
to wspomnienie
tak niechciane...
Choć niechciane
niech by było.
Niechaj by cokolwiek żyło.
Błysk,
migawka,
krzyk,
zabawka,
słońce,
drzewo
i huśtawka.
I powoli
obumiera.
Z czasem
nie ma się co spierać.
Czas podobno
leczy rany.
Żart to- przyznaj-
niesłychany...