poniedziałek, 30 marca 2015

Zamieszkał z nami Teofil !!!

Stało się. Zamieszkał.
Nawet nie wiem kiedy.
Bez uprzedzeń i znienacka
usłyszałam wtedy
słowa Arkadiusza:
"o dzwoni Teofil!"
Kto?
Teofil Mamo!
Tego u nas w domu
się nie spodziewano.
Wiem ja tylko tyle-
oczy ma czerwone,
włosy granatowe,
hełm, na hełmie rower (!)
reszta- niewiadome.
A! Jeszcze ma tarczę
i miecz w dłoni trzyma.
Taka w naszym domu
właśnie jest nowina.
Czy on jest przyjazny?
Ponoć wcale nie!
Ponoć brzydko się uśmiecha-
oj obawiam się...
co w głowie Arusia
gdzieś zakiełkowało,
że takiego Przyjaciela
zaprojektowało.
Czasem stoi koło Niego,
lecz ja Go nie widzę,
tylko dzwoni do Arusia!
Lecz ja nic nie słyszę...
A co dalej z Teofilem?
Się okaże- czy na długo tu zamieszkał-
czy tylko na chwilę...

czwartek, 26 marca 2015

Jest moc w ... :)

Wczorajszy dzień był dniem, który był niesamowicie owocny. A to wszystko za sprawą słońca, które się pokazało i na szczęście przez cały dzień nie schowało się ani na chwilę. Od rana, jak tylko Aruś poszedł do przedszkola zaczęłam ogarniać mieszkanie. Ci, co mieszkają w 40 metrach wiedzą jak szybko robi się bałagan. Wystarczy wyciągnąć i nie schować paru rzeczy i zaraz panuje chaos na całego. Tak jest i u nas. Najpierw łazienka. Samo jakoś tak wychodzi, że najpierw tam zaglądam. Składam ręczniki kąpielowe, chowam rzeczy do kosza na pranie, układam zabawki do kąpieli, przekładam tu wanienka, tu przewijak, tu kosmetyki, tu dziecięce, tu moje, bo jak zwykle wszystko się używa i potem jakimś dziwnym trafem na swoje miejsce nie wraca. Potem idę do kuchni: blat, lada, stół i wszelkie inne powierzchnie, na których są okruchy, kurz i nie wiadomo co jeszcze. Chowam ubrania, piżamy, przebieram Tymka, robię Mu poranną toaletę i odkładam do leżaczka, niech się przygląda co Matka wyprawia. Wodzi za mną wzrokiem, że hej! Grzeczne Dzieciątko, co to da posprzątać i ugotować i pozwoli Matce lekki make-up zrobić :) Potem idę do Arka do pokoju, a tam....fura samochodów i różnych innych bibelotków, skarbów i rzeczy najważniejszych. Wietrzę pościel, śpiworek Tymka i patrzę na balkon.......! No nie. Myłam jakoś ponad tydzień temu. Zrobię to za chwilę. Podłoga. tu nawet się nie będę rozpisywać, bo to najgorszy element sprzątania dla mnie. Drepcząc we trójkę (póki co!) po 20 czy 25 metrach bieżących idzie naprawdę oszaleć. Wszędzie okruchy, pyłki i Bóg jeden wie co jeszcze. Odkurzam i myję, łącznie z łazienką. Podeściki dziecięce. Niby mega fajna sprawa, ale kurz do nich dosłownie lgnie. Myję pod prysznicem i stwierdzam, że Tymek przysypia, więc i ja biorę szybki prysznic. Ubieram się i ogarniam dalej. W międzyczasie robię sobie śniadanie i kawkę zbożową. Zajadam, sprawdzam fejsa i pocztę z ogłoszeniami o pracę- tak dla rozeznania, bo za kilka miesięcy...:) Na razie cicho-sza! Myję balkon i nastawiam pranie, jedno, potem drugie i fajnie schnie na umytym balkonie. Okna zostawiam gratis dla Tomasza. Idę robić delikatny mejkapik (czyli krem ileśtam w jednym, bo szybciej), przebieram się i robię od razu ciasto na naleśniki, bo będzie z głowy. Usmażę na świeżo, jak Aruś dotrze z przedszkola. Tymuś się budzi, wypija mleczko i powoli zbieramy się na spacerek. Jest godzina 13.00! A tak się uwijałam...Wychodzimy na zewnątrz, a tam....! Słońce i ciepełko! Och i Ach! Kocham wiosnę lato i jesień (jak jest ciepła!)! Spacerujemy do godz. 15.00 i wpadam do domu, żeby szybciutko usmażyć naleśniki dla mojego Głodomorka, który wróci z przedszkola. Ostatnio ma jakiegoś tasiemca. Przedwczoraj zjadł 10 pierogów. 5 z mięsem i 5 z jabłkami. Czy On w tym przedszkolu coś jada? Jak pytam, to twierdzi, że zjada wszystko. Przed 16.00 przychodzi Tomasz z Arusiem. Składam prania, chowam gdzie się da. Aruś rozkłada swoje ciuchcie, samochody i "dzwoni na akcję"!!! Matko, a tu drugi rośnie...a akcja w domu taka, że z Tomaszem nie słyszymy co mówimy, bo tak nas Arek zagłusza. A Tymuś? Ma po prostu... wyrąbane :P Śmieje się do Arka i wyciąga do Niego swoje malutkie rączki. Arek Go przytula i opowiada takie historie, że hej! Nie wiem czy pisałam, ale ja jestem Koko, Tymuś-Handzo, Tomasz to Bruno, a Aruś to Wilson. Tymuś czasem robi za Mechanika. Niech żyje Stacyjkowo! Ja jestem czasem drugim dźwigiem, kiedy Tomasz nie daje rady. Jest moc w 40 metrach, tak powiem. A dziś? W piekarniku nóżki z kurczaka i pure z parmezanem rzecz jasna i chyba zrobię jeszcze surówkę z marchewki i jabłka. Słońce dziś się chowa...ojjj niedobrze!

piątek, 20 marca 2015

Kasza gryczana z warzywami

Mam chwilowy przesyt wszelakiego mięsa i sosów mu towarzyszących. Szukałam inspiracji na obiad, ale nic ciekawego nie znalazłam, więc postanowiłam przyrządzić kaszę w sposób nieco inny. Najpierw należy ją zrumienić z oliwą (max 2 łyżki oliwy na 2 woreczki kaszy), a potem podgotować w bulionie. Najlepiej, żeby bulion był naturalny. Danie zapewniam będzie Wam smakować, będzie zdrowe i lekkie- w sam raz na piątek- a zatem do dzieła!

Myśli tak w mojej głowie fruwały,
oczy w laptopa patrzyły-
wreszcie przepis znów doskonały
moje komórki stworzyły.
Kasza gryczana wpierw przepłukana
siup na patelnię wędruje
i na oliwie w mig podsmażana,
czujesz już zapach jej? Czujesz?
Bulion- pół litra niech w garnku czeka,
kaszę przesypuj w naczynie
i gotuj wrzątek, uchyl nieco wieka
niech 9 minut upłynie.
Odcedź i zostaw gdzieś na półmisku,
a teraz zeszklij cebulę
(kasza z półmiskiem razem w uścisku)
i warzyw przygotuj górę.
U mnie marchewka, brokuł, kalafior-
takie tu opcje są moje,
wsyp do cebuli- niech się z nią tuli,
niech mają teraz za swoje!
Zmiękła już góra wielowarzywna?
To przypraw czosnkiem, papryką
i łyżkę miodu dodaj na koniec-
przysmaż i niechaj przestygną-
lecz nie za długo, niech odparuje
i sięgnij teraz po kaszę
i z górki na górę niech lecą chórem
niech wyją altem i basem!
Mieszaj- nie mieszaj rób jak uważasz,
tu daję Ci wolną rękę.
Zdjęcie załączam tutaj dla Ciebie,
Smacznego- tak na zachętę :)




















Kasza z bulionu razem z warzywem
to dla mnie pyszna odmiana,
kasza nie zawsze musi z mięsiwem
i sosem być obtaczana!

poniedziałek, 16 marca 2015

3 miesiąc Tymka

Cóż...śmiało mogę stwierdzić, że od dziś czuję, że nie jestem w domu sama lecz z Tymkiem. Jakby wiedział, że skończył się trzeci miesiąc odkąd pojawił się na świecie. Domaga się, żeby na niego patrzeć i się do niego uśmiechać. I od wczoraj, jak tylko wezmę go na ręce to nie chce puścić mojej bluzki! Nawet pojawia się podkówka, jak próbuję Go odłożyć! Wyraźnie nas woła i nie chce być sam w łóżeczku czy leżaczku-bujaczku i tylko patrzeć na zabawki... Jak tylko ktoś z nas podchodzi, to wita nas uśmiechem i nie ma zmiłuj się. Trzeba powoli angażować Go w nasze sprawy ot. np. przy stole. Pewnie za parę dni powróci z piwnicy krzesełko do jedzenia, z którego Aruś swego czasu korzystał. A plus naszego krzesełka jest taki, że dosunięte do stołu nadaje się dla takiego nawet Maluszka jak Tymuś, bo jest rozkładane aż do pozycji leżącej :) Zatem może pełnić funkcję leżaczka-bujaczka właśnie i w dodatku przy stole. I będziemy zasiadać we czwórkę!!! Ale się nas namnożyło :D A co potrafi nasz Tymek? Uderzać w zabawki, robić "dzióbek", gaworzyć- że hej ( gu, bu, ag i zaczyna piszczeć!) i pięknie się cieszyć na nasz widok właśnie. Trzyma głowę już całkiem nieźle. Na brzuszku leży, ale nie za długo- za to na mnie może leżeć ojjjj długo! Wygodniś :D Dziś zaczęliśmy korzystać z dużej butelki Dr Brown i smoczka nr 1 oraz ledwo ledwo, ale żeby zużyć kończymy pieluszki rozmiar 2 i przechodzimy na rozmiar 3. A za miesiąc zaczniemy wprowadzać jedzonko!!! Już za miesiąc :) I wtedy napewno będzie już z nami przy stole, choć znając siebie- zapewne za kilka dni przytaszczę to krzesło, bo doczekać się nie mogę tej chwili. Normalnie się cieszę jak wariat :D :D :D

czwartek, 12 marca 2015

Przedszkole!!! I to nie są żarty!

No i stało się. Aruś zakończył uczęszczanie do żłobka, a rozpoczął przygodę z przedszkolem. Chodzi już od tygodnia. Cały wolny czas mogę śmiało poświęcić sobie i Tymusiowi. A czasu mamy, że hej! Aruś w przedszkolu jest do godz. 15.00. Z dnia na dzień staje się coraz bardziej samodzielny. I je za dwóch. Po przedszkolu pochłania naprawdę sporo. Rośnie mi mój Synuś, oj rośnie! I w pierwszym dniu podobno zadawał pytania i angażował się w zabawę. Oj ważne to dla mnie, bo poszedł w świat i tak już teraz będzie... Zaczął myć sam ząbki, sam ładnie zjada (a ile ja się Go w domu proszę!!!), a tam ponoć nie ma z tym problemu. Jako 2,5 latek daje radę całkiem- całkiem. Do domu wraca wyspany, wybawiony i przez to wcześniej chodzi spać, to i wieczór dla nas jest dłuższy. Cieszy mnie to bardzo. Chodzi na taniec, rytmikę, gimnastykę i na angielski. Zaczął tańczyć, czego wcześniej nie robił, śpiewa piosenki i nawet sam je wymyśla. Ubaw po pachy. Zaczął układać puzzle!!! Czyżby nastąpił jakiś przełom? I zaczął cenić swoje ulubione zabawki, którymi bawi się aż do wieczora. I kąpie się jak dorosły pod prysznicem. Do żadnej wanienki nie wejdzie...Uparciuch Jeden!

Pożegnanie ze żłobkiem

Na kilka dni przed feriami Aruś zakończył swoją przygodę ze żłobkiem. Tak, tak! Pół roku zleciało sama nie wiem kiedy!
Tu wyruszał w pierwszy dzień:
http://www.anciamamcia.blogspot.com/2014/09/pierwsze-koty-za-poty-dzien-w-zobku-nr-1.html

Co nam pozostało? Sporo prac wykonanych z plasteliny i tych z papieru. Zrobiliśmy wspólnie z Arusiem pudełko, w którym są figurki z plasteliny m.in. Duduś, który teraz zamieszkuje z nami i ma na imię Tymuś :D Sami zobaczcie zdjęcia, odnajdziecie Dudusia?





























Kwiatki, choinki, bukiety, BMW, drzewa, liście i wiele, wiele innych...

Mamy również teczkę, a w niej prace z papieru :)












oraz prace zrobione specjalnie na Walentynki dla Mamy i Taty :) Dla mnie kolejny pierścionek, dla Taty breloczek do BMW i piękne serducho :)













I żeby nie było- My też coś po sobie zostawiliśmy. Aruś w ostatnim dniu zaniósł ciasteczka owsiane z czekoladą, a ja napisałam- zgadnijcie co? Wiersz, a jak.







































Fajny Żłobek

Jest to miejsce, gdzie odgłosów jest bez liku
i gdzie z bajek słychać głośne „kukuryku”.
Dla Starszaków są pomoce dydaktyczne,
dla Maluszków są zabawki- jakże liczne!
Tu dla Dzieci są zabawy przemyślane,
każde Dziecko przy zabawie roześmiane,
bo Starszaki umiejętnie tu tańcują,
a Maluszki ruchy starszych naśladują.
I Maluszki pierwsze kroki tu stawiają,
swym językiem, między sobą rozmawiają.
Każdy Maluch może napić się z kubeczka,
każdy Maluch może pójść spać do łóżeczka
i nauczy się samodzielności,
i doświadczy towarzystwa, i radości.
Wszystkie Ciocie mają zawsze dobry humor,
nawet wtedy, gdy panuje niezły rumor-
pomagają wszystkim Dzieciom bez wyjątku:
w poniedziałki, wtorki, środy- aż do piątku!
Brawo dla Nich za trud i wysiłek,
za podany może setny już posiłek!
Gdzie to? W Fajnym Domu na parterze.
Ja polecam i dziękuję- całkiem szczerze!

AnciaMamcia- Mama Arusia
WWW.anciamamcia.blogspot.com

W sobotę 21 II Aruś pojechał na swoje pierwsze ferie z Babcią i  Dziadkiem oraz Kamilką. Pojechali do Murzasichle aż na tydzień! Aruś podobno był bardzo dzielny w ogóle nie płakał za nami. Podobno zasypiał przy obiedzie i przy frytkach :) Szaleństwa było nie mało, wrażeń- tylko muszę się o zdjęcia upomnieć :D

piątek, 6 marca 2015

Co było- nie wróci (rozmiar 56)

Czas spakować nasze pierwsze ubranka, które służyły Arusiowi i Tymusiowi. Na pamiątkę postanowiłam zrobić ich galerię, co oznacza, że jednak jestem sentymentalna. To w nich właśnie moi Chłopcy rozpoczynali swoje życie na świecie. Jak ten czas leci...Kiedyś może będą mieli ochotę zobaczyć, jacy byli mali :) A jeśli nie- sama chętnie sobie przypomnę.
A więc napisałam na facebooku info, że wieczorem będzie post o ubrankach i że zainteresowanych serdecznie zapraszam i moi drodzy- zanim powstał post- ubranka się zaklepały. Mam nadzieję, że posłużą :)))