piątek, 20 marca 2015

Kasza gryczana z warzywami

Mam chwilowy przesyt wszelakiego mięsa i sosów mu towarzyszących. Szukałam inspiracji na obiad, ale nic ciekawego nie znalazłam, więc postanowiłam przyrządzić kaszę w sposób nieco inny. Najpierw należy ją zrumienić z oliwą (max 2 łyżki oliwy na 2 woreczki kaszy), a potem podgotować w bulionie. Najlepiej, żeby bulion był naturalny. Danie zapewniam będzie Wam smakować, będzie zdrowe i lekkie- w sam raz na piątek- a zatem do dzieła!

Myśli tak w mojej głowie fruwały,
oczy w laptopa patrzyły-
wreszcie przepis znów doskonały
moje komórki stworzyły.
Kasza gryczana wpierw przepłukana
siup na patelnię wędruje
i na oliwie w mig podsmażana,
czujesz już zapach jej? Czujesz?
Bulion- pół litra niech w garnku czeka,
kaszę przesypuj w naczynie
i gotuj wrzątek, uchyl nieco wieka
niech 9 minut upłynie.
Odcedź i zostaw gdzieś na półmisku,
a teraz zeszklij cebulę
(kasza z półmiskiem razem w uścisku)
i warzyw przygotuj górę.
U mnie marchewka, brokuł, kalafior-
takie tu opcje są moje,
wsyp do cebuli- niech się z nią tuli,
niech mają teraz za swoje!
Zmiękła już góra wielowarzywna?
To przypraw czosnkiem, papryką
i łyżkę miodu dodaj na koniec-
przysmaż i niechaj przestygną-
lecz nie za długo, niech odparuje
i sięgnij teraz po kaszę
i z górki na górę niech lecą chórem
niech wyją altem i basem!
Mieszaj- nie mieszaj rób jak uważasz,
tu daję Ci wolną rękę.
Zdjęcie załączam tutaj dla Ciebie,
Smacznego- tak na zachętę :)




















Kasza z bulionu razem z warzywem
to dla mnie pyszna odmiana,
kasza nie zawsze musi z mięsiwem
i sosem być obtaczana!

poniedziałek, 16 marca 2015

3 miesiąc Tymka

Cóż...śmiało mogę stwierdzić, że od dziś czuję, że nie jestem w domu sama lecz z Tymkiem. Jakby wiedział, że skończył się trzeci miesiąc odkąd pojawił się na świecie. Domaga się, żeby na niego patrzeć i się do niego uśmiechać. I od wczoraj, jak tylko wezmę go na ręce to nie chce puścić mojej bluzki! Nawet pojawia się podkówka, jak próbuję Go odłożyć! Wyraźnie nas woła i nie chce być sam w łóżeczku czy leżaczku-bujaczku i tylko patrzeć na zabawki... Jak tylko ktoś z nas podchodzi, to wita nas uśmiechem i nie ma zmiłuj się. Trzeba powoli angażować Go w nasze sprawy ot. np. przy stole. Pewnie za parę dni powróci z piwnicy krzesełko do jedzenia, z którego Aruś swego czasu korzystał. A plus naszego krzesełka jest taki, że dosunięte do stołu nadaje się dla takiego nawet Maluszka jak Tymuś, bo jest rozkładane aż do pozycji leżącej :) Zatem może pełnić funkcję leżaczka-bujaczka właśnie i w dodatku przy stole. I będziemy zasiadać we czwórkę!!! Ale się nas namnożyło :D A co potrafi nasz Tymek? Uderzać w zabawki, robić "dzióbek", gaworzyć- że hej ( gu, bu, ag i zaczyna piszczeć!) i pięknie się cieszyć na nasz widok właśnie. Trzyma głowę już całkiem nieźle. Na brzuszku leży, ale nie za długo- za to na mnie może leżeć ojjjj długo! Wygodniś :D Dziś zaczęliśmy korzystać z dużej butelki Dr Brown i smoczka nr 1 oraz ledwo ledwo, ale żeby zużyć kończymy pieluszki rozmiar 2 i przechodzimy na rozmiar 3. A za miesiąc zaczniemy wprowadzać jedzonko!!! Już za miesiąc :) I wtedy napewno będzie już z nami przy stole, choć znając siebie- zapewne za kilka dni przytaszczę to krzesło, bo doczekać się nie mogę tej chwili. Normalnie się cieszę jak wariat :D :D :D