wtorek, 22 grudnia 2015

Ani mroźno... ani zimno...:-)

Są kałuże
nie ma śniegu
na spokojnie
i nie w biegu
dla odmiany...
takie święta
przeżywamy!

Prawie żeśmy
spakowani
i ogromnie
podekscytowani
inne święta
mieć będziemy...
i przed siebie
z dziećmi jedziemy...!

A tak poza tym, to jestem w trakcie ogarniania siebie, czyli paznokcie, włosy i wszelkie zabiegi, na które zwykle nie mam czasu...popijam lampkę wina, gotuję kurczaka z cukinią i miodem i zaczynam upychać to, co przygotowane na wyjazd. Ominęło nas w tym roku całe zamieszanie przedświąteczne, korki z tym związane, zakupy itd. Choinka w domu ubrana, o taka:

Bo choinka być musi. Cieszę się na ten wyjazd. Nie będzie nas ponad tydzień, bo wracamy dopiero po Sylwestrze. Zabieram zatem sukienkę, szpilki i wiecie, wszystko to, bez czego kobieta nie może się obyć na wyjeździe. Spakować całą naszą czwórkę to nie lada wyzwanie powiem szczerze. Jest tego duuużo... Ale spokój jest mi bardzo potrzebny. Chcę odpocząć, choć przy chodzącym i wariującym Tymku hmmm...nie wiem czy będzie to możliwe. Potrzebuję jednak zmiany otoczenia. Będzie tam dla nas wszystko gotowe. Ach! Oby było nam dane dojechać szczęśliwie :)
A Wam Kochani życzę wszystkiego dobrego z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Przeżyjcie te Święta według Waszego uznania, pamiętajcie, że Nowy Rok będzie taki, jak Święta- zatem przeżywajcie całym sobą, bo drugi taki rok już nie powróci...! Pozdrawiam serdecznie i znikam!
Do Siego Roku!
AnciaMamcia.

wtorek, 15 grudnia 2015

ROCZEK TYMUSIA !!!

Hej, hej Wszyscy!
Tu Tymonek,
dzisiaj dla mnie
ważny dzionek,
roczek dzisiaj
mnie przywitał
i o zdanie
nie zapytał!
A rok temu
o tej porze...
co się działo,
o mój Boże!
Co się działo-
Mama wie,
dzisiaj z tego
śmieje się :)
Włosy rosną
mi na głowie
i niech każdy
tu się dowie,
centymetrów
jest piętnaście,
stopom w butach
znowu ciaśniej,

































pulowerek
już przykrótki
nie, nie jestem
już malutki!
Rosnę silny,
rosnę zdrowy,
a co wpada
mi do głowy
to już tylko
Mama wie.
Razem ze mną
cieszy się.




















Łokciem przepchnę się
jak trzeba,
chciałbym dotknąć
wreszcie nieba,
chlapię w wannie
na Arusia,
chociaż wcale
bym nie musiał...
Zjadam wszystko
i do końca
i wystawiam
twarz do słońca,
chociaż słońca
teraz mało...
w lecie to się
będzie działo...!




















Spaceruję
na całego
i nie boję
się niczego
i przegryzłem
szósty smoczek.
Taki to
SZALONY ROCZEK !!!

wtorek, 8 grudnia 2015

Mikołaj szaleje!

Jak to jest, że z dnia na dzień przybywa w naszym małym mieszkanku tle rzeczy? A no tak, że raz do roku przychodzi do dzieci Mikołaj. Raz do roku dzieci mają urodziny. Raz do roku są święta Bożego Narodzenia. Raz do roku jest Dzień Dziecka i wiele wiele innych "raz do roku"... Pomimo odgruzowania mieszkania, gdzie chwaliłam się tym w poprzednich postach, znów u nas robi się ciaśniej. W tym roku Mikołaj delikatnie mówiąc nas "rozpieścił". Do tego stopnia, że prezenty które przyniósł zostały podzielone na dwa dni, a nawet trzy, bo dziś z kolei Mikołaj przychodzi w przedszkolu u Arusia. Prezenty wrzucił przez komin oraz zostawił je dwa razy na balkonie! Zatem chłopcy zebrali całą masę pięknych prezentów i cieszą się z nich , że hej! Monster truck, sterowane BMW, tor samochodowy, pociąg Tomek z kolejką, wąż do spania, czapki i wieeele wiele innych fantastycznych prezentów czeka, żeby się nimi bawić, ale również czeka na to, żeby znaleźć swoje miejsce na półce. Tak, bo u nas każda zabawka ma swoje miejsce. Trzeba teraz wygospodarować miejsce dla nowych zabawek, ale trzeba zastanowić się, z jakich zabawek chłopcy już nie korzystają i zrobić z nich kolejną wyprzedaż. To jedyne wyjście, chcąc przechowywać zabawki w jednym tylko domu. Opłacało się piec pyszne pierniki dla Mikołaja :) A dziś mój Zdolniacha (bo tak został nazwany przez panią Wychowawczynię z przedszkola) przywita się z Mikołajem w przedszkolu, ale o tym jaki Aruś mądry będzie w innym poście :) Wziął dziś ze sobą czapkę Mikołaja, założył koszulę w kratkę i dżinsy. To mój starszy dzielny Syn. Ach!!! Jaki On już duuuży!!!


I o mnie Mikołaj nie zapomniał, bo przyniósł prezent, który nie nadaje się do publicznego pokazania, ale przyniósł również piękny kubek, z motywem lawendy, rumianku, róż... herbata miętowa smakuje w nim wyjątkowo...:)

P.S. Aruś wrócił zachwycony. Prezent od Mikołaja dostał, ale co najważniejsze- siedział na kolanach u samego MIKOŁAJA!!! Dziś na warsztatach kulinarnych robili naleśniki z marmoladką, serkiem i nutellą i "wszystkie mi mamo smakowały! I dziś wszystko się działo na raz Mamooo!"

środa, 2 grudnia 2015

Mądrość Arusia 5

Arusiu, z kim się dzisiaj bawiłeś w przedszkolu?
- z Zosią.
Z Zosią to wiem, ale z kim jeszcze?
- z Liwką.
Mhm, z Liwką i z kimś jeszcze?
- z Igą.
Aruś, a bawiłeś się z jakimś chłopczykiem?
- nie, wolę mamo dziewczynki...

piątek, 27 listopada 2015

Św. Mikołaju przybywaj!

Tak już będzie. Rok po roku będziemy powtarzali pewne czynności razem z Chłopcami. Tym razem mowa o zbliżającym się okresie świątecznym, a wiadomo, że przed nim najpierw wszystkie dzieci czekają cierpliwie (lub mniej cierpliwie) na prezenty od Św. Mikołaja. W tym roku Aruś wynagrodził nam robienie pierniczków, bo w zeszłym roku to działo się :) Ale tym razem był tak zaangażowany w robienie pierników, że mało nie padłam z wrażenia. Dobrą decyzją było zapisanie Arka na zajęcia kulinarne, bo przewodził w wypiekach, że hej! Powstały przepyszne pierniczki. Tomasz dzielnie ratował ciasto, które w tym roku okazało się być trochę twarde :) Zrobiłam dodatkowy lukier i kupiłam kolorowe kuleczki. Mikołajowi również smakowały, choć zostawił pół ciasteczka, bo pewnie się najadł. Nie dopił też kakao i Aruś stwierdził, że "mądry ten Mikołaj, bo się ze mną dzieli". No, fakt- mądry :))) List napisany (mały akcent od Tymusia również został w liście umieszczony), wysłany, znaczki przyklejone więc czekamy. Reszta pierników schowana do pudełek. Czy czekają? Hmmm... Aruś trochę podjada :)























































Byliśmy z Tymkiem na spacerze. Oto, co wyrosło w fajnodomowym parku:





















Pogoda zmieniła się nieco. Jest sporo chłodniej. Mówiłam już, że coraz bardziej odpowiada mi chłód? Chłód, ale nie zimno...ehhh jakoś trzeba przetrwać zimę. Strop zalany, parter zatem stoi sobie. Cieszę się z tego niesamowicie. Ale o moim stanie duchowym i emocjonalnym tym razem ani słowa. Czekam na lepszy dzień...albo chociaż babski wieczór!


czwartek, 19 listopada 2015

Się dzieje!

Wczorajszy dzień był dniem, w którym Tymuś postawił swoje pierwsze 2 kroczki. Stojąc przy łóżku zaczął iść w stronę Taty, zrobił dwa kroki i bęc na pupę. Hura! Nie mogę się doczekać, kiedy zacznie chodzić, choć wiem, że wtedy dopiero będzie bieganina :) Kiedy to zleciało...wczoraj również pierwszy raz powiedział "tata" :) W końcu! Jakiś miesiąc temu było "mmmammma" a "taty" ani widu, ani słychu, a tu proszę. Dał radę. I oby tak dalej. Mój Dudi-Puti :P
A Aruś? Ucieszony na całego! Mamo, idę z Dudem się kąpać. Mamo, mogę go pocałować w pupkę? Mamo, dam mu autko, ładnie się podzieliłem? Patrz Dudi, autko dla Ciebie. Proszę. Baw się Dudi ze mną! Dudi, patrz na mnie! Mamo, nie patrzy! Dudi, Dudu!!! No, teraz patrzy :) I tak w kółko... Potem lądują razem w Tymkowym łóżeczku i wariacja na całego, potem Aruś z niego wychodzi i udaje, że się przewraca na dywanie. Dudi w tym czasie pęka ze śmiechu. Koniecznie muszę to nagrać. Koniecznie, bo wtedy śmieje się tak głośno, że hej. Wariatkowo u nas...wariatkowo...

poniedziałek, 16 listopada 2015

11 miesiąc Dudka-Putka

Powracając z Kielecczyzny
z Matki Browar Ojcowizny
przejedzeni, wypoczęci,
by zostało zaś w pamięci:

tysiąc harców o poranku
i herbaty litry w dzbanku,
sporo kroków przemierzonych
oraz czipsów nasączonych
sosem, winem, śmiechem głośnym
jednym małym żartem sprośnym,
wzrok ucieszył się z obrazków
i miejscowych wynalazków
z towarzystwa przemiłego,
z zamieszania niejednego
warto czasem się oderwać
tydzień monotonny przerwać...
warto było mieć poduchę
co mnie kryła razem z uchem,
warto było mieć kielonek
co umilił głośny dzionek,
warto było zagrać w szachy,
ubaw z Mężów był po pachy...
co do Dudka-Putka mego,
to wariował na całego,
warto było porozmawiać
i za stołem tak rozprawiać
było z Kim i było o czym.
Życie miło nam się toczy.
A tu kwartet nasz w kąpieli,
Zgodnie Tymka przygarnęli :)

anciamamcia.blogspot.com

niedziela, 8 listopada 2015

"Prosimy Was o uśmiech..."

Odkąd Aruś się urodził mamy rytuały czytania, śpiewania i głaskania do snu. A dziś o śpiewaniu. Aruś poznał już bardzo dużo piosenek, łącznie z kołysanką ułożoną przeze mnie i śpiewanie jej specjalnie dla Niego. Teraz potrzebuje nieco innej tematyki. I przypomniałam sobie moją nauczycielkę ze szkoły podstawowej, która uczyła mnie w klasach 1-3. Była moim pierwszym nauczycielem w życiu. Była najlepszym nauczycielem. To od Niej usłyszałam pierwsze pochwały za osiągnięcia w klasie. To Ona oceniała i dopingowała wszystkich, żeby się starali, żeby podnosili ręce w górę, kiedy znają odpowiedź. To Ona zawsze chwaliła, nawet jeśli odpowiedź nie była trafna. To Ona. Kobieta, matka czwórki, albo piątki dzieci. Ostoja spokoju i przemiła osoba, która zawsze miała niezliczone pokłady cierpliwości. To Ona odkrywała w nas zainteresowania i bez problemu odgadła i moje- śpiewanie. Muszę się Wam przyznać, że śpiewanie towarzyszy mi od zawsze i już zawsze będzie mi bliskie. Choć nie jestem sławną diwą czy kimś tam, to jednak mogę się pochwalić występami na szkolnych akademiach, w których to właśnie najwięcej śpiewałam oraz dziecięcymi konkursami, w których brałam udział i śpiewanie w kościele, (a nawet nauka gry na gitarze, ale zabijcie mnie ni w ząb nie pamiętam nic!) a wszystko to dzięki pani Basi. Śp. pani Basi.... O Jej śmierci dowiedziałam się jakieś parę lat temu i nie mogłam w to uwierzyć, z resztą nadal czasem wydaje mi się, że wciąż żyje sobie :) Ale do czego zmierzam. Do pamiętnego przeze mnie solowego występu na akademii szkolnej, gdzie zostałam wcześniej przygotowana na śpiew przed całą szkołą, bez akompaniamentu niestety (tym gorzej!). A, że Aruś wprost uwielbia tę piosenkę, to bardzo chcę podziękować pani Basi, za to, że mnie jej nauczyła i wtedy śpiewać kazała. Bo nigdy nie pomyślałabym, że przyjdzie taki dzień, w którym będę tę piosenkę śpiewać moim dzieciom...aż się łezka w oku kręci...pomimo, że to piosenka o uśmiechu. Być może część z Was ją zna, ale ja i tak bardzo chcę ją Wam przypomnieć:

 Czegoś nie ma w szkolnym programie, zapomniano o tym w pośpiechu. 
A tu chodzi o ważną sprawę, o tabliczkę mnożenia uśmiechów. 
Sprawę trzeba załatwić od ręki, bo widzimy na każdej ulicy,
że ponurych mamy zbyt wielu, a w uśmiechu jest ciągle deficyt. 

Refren: 
Prosimy was o uśmiech, bo uśmiech jest potrzebny,
 Jak kwiatom promień słońca, jak ptakom lot podniebny. 
Potrzebny jest nam uśmiech przez bardzo duże „U”, 
od rana do wieczora, jak również w czasie snu. 
Piosenka wie najlepiej, piosenka dobrze wie, 
że gdzie uśmiechów nie ma, tam gorzej jest niż źle! 
Więc uśmiech trzeba mnożyć , tam gdzie się tylko da, 
To proste jest i łatwe jak dwa razy dwa. 

Uśmiech przyda się w domu i w szkole i w tramwaju i w tłoku przed klasą, 
A jeżeli się niebo zachmurzy, uśmiech może zastąpić parasol. 
Bo wystarczy popatrzeć pogodnie i uśmiechnąć się chmurom na przekór, 
żeby światu całemu pokazać ile słońca jest w każdym człowieku.
 Refren: 
Prosimy was o uśmiech… 

Pamiętam Jej uwagi odnośnie każdego śpiewanego wersu, a zwłaszcza słowo: deFIIIIcyt, bo po nocach mi się śniło, że mnie chrypa złapała i głos się zawiesił gdzieś w powietrzu :) Wpis ten niech będzie pamiątką dla mnie, dla Was i w całości poświęcam go ku pamięci mojej pani Basi. 
[+] [+] [+]

niedziela, 25 października 2015

15 lat temu

Dokładnie 15 lat temu zaczęliśmy ze sobą BYĆ. A dziś po piętnastu latach zobaczyłam fundament pod nasz DOM. Czasem szczęścia nie da się opisać słowami... :)

czwartek, 22 października 2015

Sama na placu boju

To ten dzień. Dzień, w którym jestem sama w domu. Nareszcie mogę zrobić zaległe rzeczy związane z (kiedyś!) podjęciem pracy, doszkalaniem się itp. Aruś w przedszkolu, a Tymuś na wsi. Cieszę się czasem, który płynie dziś tylko dla mnie. Znalazłam wreszcie chęć zmiany swojego CV i portali pracowniczych, żeby było tam tylko to, co aktualne. I jest. Zrobione. Uporządkowałam również swoją mailową skrzynkę pocztową i zostało w niej zaledwie 5 maili. Te istotne i sentymentalne dla mnie, zostały wydrukowane i schowane głęboko, pośród innych moich "sekretów i skarbów". W laptopie też mniej, ponieważ i tu segregacja nastąpiła. Cały czas mam ochotę porządkować, ogarniać, systematyzować...tak czuje moje wewnętrzne JA i tego się trzymam. Powoli odczuwam ulgę. Fugi lśnią, fronty też. W szafach mniej zdecydowanie. Czuję większy luz. Potrzebuję tej przestrzeni jak nigdy dotąd i nie odpuszczę, dopóki wszystkiego nie pogrupuję. Miło potem usiąść i przez chwilę (bo dzieci ten stan szybko zmieniają) popatrzeć na efekt. I naprawdę powiem, że nie mam zielonego pojęcia skąd bierze się w tak małym mieszkaniu tyle papierków, świstków, rzeczy niewiadomego pochodzenia...Uaktualniając profile swe wypiłam dziś gorącą czekoladę i zrobiłam sobie makaron razowy z łososiem. Zjadłam sama i bez pośpiechu. W trakcie jedzenia, upominałam siebie, że nie muszę się nigdzie dziś śpieszyć. Popatrzyłam za okno. Wyciągnęłam przez chwilę nogi. I odetchnęłam- w ciszy. W zupełnej ciszy. Tak mi tego brakowało...

czwartek, 15 października 2015

10 m-c!

Miesiąc za miesiącem goni
i piętnasty się ukłonił.
Dziś piętnasty października,
znów kolejny miesiąc znika.
Tymuś za to drepcze sobie,
przy kanapie, przy komodzie
i zaczyna dokazywać,
bardzo chciałby już wygrywać :)
"Mama" już usłyszeliśmy,
bardzo się rozczuliliśmy,
Aruś się Nim opiekuje,
upomina, dokazuje
i przybiega "w razie złego"
mówi:
"Nie chcę Dudka mieć innego"
"Nigdy Dudka nie sprzedamy!"
Moje Dwa Synusie- Mamy :D

środa, 14 października 2015

Tymon na łóżko wychodzi!

A to psikus od Tymusia,
bo na łóżku u Arusia
sam tam wyszedł nie wiem jak!
W szoku byłam dziś, oj tak...
znowu mi się przypomniało,
że z Arusiem tak bywało,
że się wszędzie wspinał sam.
Takich dwóch Synusiów  mam :)

Coś dla stóp

Chcę podzielić się z Wani moją opinią na temat maski co stóp, którą zakupiłam w biedronce za ok. 15 zł. Chciałam spróbować czegoś nowego i jak zobaczyłam tę maskę, to pomyślałam, że może spróbuję. Przyniosłam do domu, odczekała swoje i wre wczoraj znalazłam czas, by ją rozpakować i wreszcie użyć. Otóż:
najpierw trzeba dokładnie umyć i osuszyć stopy. Rozcinamy opakowanie i wyciągamy z saszetki dwa foliowe buty z wkładkami zapachowymi w środku. Stopy wkładamy do środka i otulamy je "foliową skarpetką" i na wierzch zakładamy bawełniane skarpety, które przytrzymają folię we właściwym miejscu. Efekt i wrażenia?
Powiem szczerze, że nigdy nie przypuszczałabym, że to jest tak mega nawilżający zabieg! Po lecie moje stopy były lekko suche na piętach, a teraz?! Aksamit! Bardzo polecam tego rodzaju maseczki i uważam, że w porównaniu z tymi tradycyjnymi nie mają żadnych szans. Skarpety trzymamy na stopach godzinę zegarową. W trakcie odczuwałam najpierw chłód, a potem ciepło. Bardzo przyjemne odczucie o zapachu eukaliptusowym. Po wyciągnięciu stóp, wcieramy pozostałości w skórę i czekamy, aż się wchłonie. Cóż, powiem tyle, że mam dziś na stopach bawełniane skarpetki, w których się ślizgam jak wariatka, bo mam tak łagodne stópki. Bez żadnego ścierania (które jest cholernie niezdrowe, bo naskórek narasta nierówno i rogowacieje!), bez wysiłku mam dziś stópki jak niemowlak! Na opakowaniu pisze również, że efekt złuszczania następuje samoistnie po 4-5 dniach, tyle że u mnie złuszczać nie ma co, ale może i Wam pomoże taki specyfik! Polecam.

Wałek do ciasta + dżemik i basta!

Robi nasz Aruś postępy nie tylko w angielskim jak się okazuje. Dziś byłam w przedszkolu odprowadzić Go rano, żeby wspólnie dać prezent Paniom z przedszkola z okazji Dnia Nauczyciela i co usłyszałam? Że grupa Arusia podobno przejawia zdolności artystyczne. Co fakt, to fakt, bo odkąd zmieniły się Panie u Arusia w grupie, tak ciągle słyszymy w domu jakieś powiedzonka, przysłowia, mądrości, wierszyki i piosenki. Już sławny wierszyk o wężu słyszał chyba każdy (ale tu podobno Zosia miała swój udział:P). Fajnie, że mój Synuś lubi muzykę, bo ja ją kocham od zawsze i żyć bym bez niej nie mogła. Zatem podśpiewujemy codziennie i na dobranoc również, oprócz czytania książek. Zapisaliśmy Arusia od początku tego roku na warsztaty kulinarne, za namową Pani z przedszkola właśnie, bo podobno Aruś najwięcej bawi się w kuchni i coś gotuje. Myślę sobie, że to może przez to, że mnie ciągle przy kuchni widzi...? Tak czy siak kiedyś robili koktajl, potem sałatkę owocową, a teraz dżemik truskawkowy dostaliśmy do domu! Ależ to cieszy rodzica! I brawo tu dla Pani, której najwyraźniej bardzo się chce :) Jak przyszedł z przedszkola z tym słoiczkiem, to był jeszcze ciepły i zastygał :) Tak się Aruś w gotowaniu rozkręcił, że jak robiliśmy ostatnio pizzę, to On wałek w dłoni dzierżył! Klepał, wałkował na wszystkie strony, układał składniki, smarował i ....dyrygował. Ubaw po pachy! Następnym razem muszę strzelić fotę. A póki co- dżemik:

poniedziałek, 12 października 2015

Formułka na nerwa nr 36

Ups to teraz się podziało,
śniegiem wszędzie posypało
i zrobiło się ponuro.
Chmura mknie za drugą chmurą.
Tak się aura zeszpeciła
wszystko wkoło ochłodziła,
a pan Nerw nie zauważył
i wypadek się przydarzył.
Rano zbierał się jak zwykle
i minuty rankiem nikłe,
bo za szybko uciekały
tak Mu na złość wyprawiały.
Jest i On- odpicowany.
Stoi boski Pan-nad-Pany.
Myśli, że Mu się udało,
że mu minut w czort zostało
a tu dupa. Do widzenia.
Nie spasował ni odzienia,
nie spasował też obuwia
ale idzie krokiem żółwia
i coś grzebie w swojej torbie
tak jak Grek początkiem w zorbie,
ślamazarnie, choć do taktu
i nie widzi wkoło traktu.
Idzie, stąpa nań odważnie,
choć mu kinol nieźle marznie
to jak zwykle nieświadomy
Finał prawie już wiadomy.
Jak nie piz...e jaki długi
łbem zawadził o framugi,
o drzwi stare na przedmieściu.
Że też stare drzwi zbezcześcił!
O Ty łajzo! Ty Ofermo!
Niech pochłonie Cię Inferno!
Szkoda drzwi i tej framugi!
Wstawaj Faflu, boś za długi!
Patrz pod nogi Ty Pieronie!
Patrz pod nogi, nie na dłonie!
Tamte i tak do krwi zdarte!
Ryło też jest nic nie warte!
A coś myślał?! Czegoś szukał-
Żeś kopytem czarnym frukał?
Ot, kolejna jest nauczka.
To nie ja. To śniegu sztuczka.
Do mnie nie miej ni pretensji
ani żalu. Innej wersji
nie wymyślę. Nic nie zmienię.
Wszystko winne Twe odzienie.
Zbieraj gnaty Patafianie,
bo zrymuję jeszcze lanie!


niedziela, 11 października 2015

Full organisation!

Jak mnie czasem dopada taki stan, że wszystko muszę poukładać, przesortować, przeglądnąć to strach się bać. W białej skrzyni skumulowało się mnóstwo pluszaków, zabawek do kąpieli dawno zapomnianych i przez to nie używanych i wiele wiele innych zabawek, z których Aruś jak był mniejszy to korzystał. Dzisiejszym popołudniem ni to z tego ni z owego wysypałam wszystko i tak się zaczęło...Wszystkie pluszaki nie tylko ze skrzyni, wylądowały w pralce. Zabawki plastikowe w wannie, a nawet we dwóch wanienkach dziecięcych i są przygotowane do umycia. Pewnie zajmę się nimi w tym tygodniu o ile tylko Tymon to jakoś zniesie. Patrząc dziś na pokój Arusia z przykrością stwierdzam, że nieco trzeba go odświeżyć, odgruzować ze wszystkiego właściwie i należy to zrobić jak najszybciej. Uporałam się już z powiedzmy 1/3 jego asortymentu, ale jeszcze sporo zostało do zrobienia. Podłoga i listwy lśnią, łącznie z tym, że wytarte na koniec pronto. Pachnie. Tadeusz (nasz kwiatek) znów odzyskał bijącą po oczach zieleń, bo nieco się zakurzył stojąc na szafie. Powrócił na parapet i zobaczymy, czy tej zimy kaloryfer znów będzie mu przeszkadzał. Gordi zatem ma sąsiada- Tadeusza. Łóżko Arusia odświeżone, łącznie z materacem i pościelą. A co w planach? A więc:
zakup nowego żyrandolu, bo ten woła o pomstę do nieba!
zakup nowych świecących gwiazdek i ozdób na ścianę
trzeba zawieść również bmw do Dziadka do garażu i automatycznie zwolni się połowa pokoju.
Pewnie zastanawiacie się, jak można korzystać z pokoju, w którym stoi auto o takich gabarytach? A można, jak się cały dzień spędza albo w przedszkolu- albo na placu zabaw :) Zima się zbliża, pogoda jest paskudna to i miejsce w pokoju jest niezbędne do zabawy. Część rzeczy wylądowała w koszu ze względu na stan nieużywalności z powodu usterek, a część zostanie spakowana i kto wie? Może znajdą się jacyś chętni, żeby je odkupić. Książek tylko nie tykam. Bo to skarb największy. I chyba, że by się jakaś w mak rozsypała, to dopiero wtedy pozbyłabym się jej, a tak to absolutnie! W końcu używane i wyeksploatowane świadczą o tym, jak bardzo się przydały i wiele wniosły, łącznie ze śladami po ząbkach :) Jutro dalszy ciąg porządków. Bardzo chciałabym się z tym uporać :) dobrej nocy.

A jednak...!

Stało się. A jednak! Dzisiejszy dzień to ten, w którym Aruś nie miał drzemki i dał radę wariować cały dzień. Aż nie wierzę. Śpioszek mój kochany, rośnie i jest coraz starszy, to i w końcu musiała nastać ta wiekopomna chwila. Dziś też przypominaliśmy sobie kolory po angielsku oraz pięknie Aruś policzył do 10 bez pomyłki, ale to już po naszemu. Powiedział mi też wierszyk o kotku z pamięci, o wężu zatem dzień dzisiejszy obfity w sukcesy. Zmieniliśmy też płytę w samochodzie na angielską, bo wreszcie dostaliśmy ją z przedszkola, więc umilamy sobie przejażdżki piosenkami po angielsku :) Rośnie Aruś to widać i słychać również ponieważ zadaje coraz bardziej poważne pytania typu: czemu Boziuś jest na boso? Skąd bierze się woda w wodospadzie? A czemu tam leci? A w kranie? A gdzie leci rurami?
- Niech Aniołek ten nade mną mnie pilnuje Mamo i Dudka też niech pilnuje. Powiedz Mu Mamo.
- Aruś, sam powiedz do Aniołka, przecież Cię słyszy.
- Aaa to już usłyszał i pewnie popilnuje...

piątek, 9 października 2015

Trochę o mnie...

Serdecznie dziękuję za nominację od Kubka w groszki / Z pamiętnika Kobietki. Na przepis o mnie składają się następujące odpowiedzi, które mam nadzieję powiedzą innym jaka jestem tak naprawdę, zatem:
Jaka jest Twoja ulubiona zaleta?
Hmmm wydaje mi się, że akceptuję wybory życiowe innych ludzi. Nie próbuję zrozumieć, tylko akceptuję. Czasem zastanawiam się co skłania ich do podjęcia takich czy innych decyzji, ale na tym koniec. Uwielbiam w ludziach ich różnorodność. Doceniam ich wielorakie koncepcje i patrzenie na świat.
Jak brzmi Twoje motto?
Żyj i daj żyć innym- zdecydowanie.
Gbybyś nie była sobą, to kim chciałabyś być?
Odkąd tylko pamiętam zawsze miałam poczucie, że urodziłam się na zamku. Nie wiem skąd to się bierze i nie potrafię tego wytłumaczyć. Może jednak istnieje inne wcielenie? Do tej pory mam tak, że gdy wchodzę w mury zamkowe ogarnia mnie niewytłumaczalny stan, łzy podchodzą do oczu, dostaję gęsiej skórki i serce bije zdecydowanie szybciej. Nie wiem kim kiedyś byłam, ale wiem, że mogę być tylko postacią związaną z zamkami, królami itp. Gdyby dane mi było włożyć na siebie prawdziwą suknię balową z gorsetem to prawdopodobnie rozpłakałabym się za szczęścia.
Jak wyobrażasz sobie szczęście?
Założenie sukni balowej :) A na ten moment szczęście moje to dwójka najwspanialszych na świecie Synków i Mąż, jakiego nigdy bym nie zmieniła na nikogo innego. Nigdy.
Jakie błędy najłatwiej wybaczasz?
Przeżyłam w życiu naprawdę wiele i wiele wybaczyłam. Bez wątpienia potrafię wybaczać, jednak chciałabym przy tym szczerej rozmowy, albo choćby jednego magicznego słowa.
Ulubiona postać w historii?
Może to ta, którą kiedyś byłam? A poważnie to uwielbiam Wisławę Szymborską, ale to za Jej twórczość. Idoli jako takich nie mam.
Ulubione bohaterki w rzeczywistości?
Lubię Martynę Wojciechowską za Jej osiągnięcia, za wszechstronność. Potrafi cieszyć się życiem, realizować swoje pasje, a przy tym wychowywać swoją córeczkę oraz Meryl Streep za wszystkie kreacje aktorskie, podejście do życia i poczucie humoru.
Co najbardziej cenisz u przyjaciół?
To, że akceptują mnie (mam taką nadzieję :P) taką jaka jestem, że choć rzadko się z nimi widuję to potrafimy ze sobą porozumieć się bez słów. I to umysłowe zrozumienie może istnieć tylko między przyjaciółmi właśnie. Cieszę się, że ich mam.

p.s. Dziękuję za nominację i za to, że mogłam chwilę pomyśleć o sobie i moim wewnętrznym "ja". Bo nie pamiętam, kiedy wcześniej miałam taką możliwość. Dzięki Moniu!

Nominuję:
Matkę Browar, może znajdzie chwilkę?
Francja po mojemu
oraz
Rzeczy zebrane :)


wtorek, 29 września 2015

Makaron z papryczką jalapeno

Od kilku dni, a może nawet kilkunastu "chodził" taak, dosłownie chodził za mną makaron na ostro.
I stało się. Dziś na obiad wsuwam, że aż mi się uszy trzęsą :) Podaję przepis:

3 plastry szynki parmeńskiej
ząbek czosnku
1 cebula
świeże liście bazylii
połówka papryczki jalapeno
makaron
masło klarowane
kilka łyżek śmietanki 30%
parmezan (do posypania)

Papryczkę kroimy wzdłuż, wydrążamy środek i ścieramy na tarce (na bardzo drobno!) Kroimy cebulę w kostkę, szynkę parmeńską również. Na głębokiej patelni rozgrzewamy masło klarowane i szklimy cebulę razem z papryczką, potem dodajemy szynkę, żeby się pomarszczyła. (ja nie smażę jej mocno) i na końcu dodajemy przeciśnięty czosnek. Mieszamy. Odstawiamy, dodajemy świeże liście bazylii. W międzyczasie gotujemy makaron (u mnie muszle -al'dente). 
Makaron odcedzamy, przerzucamy na patelnię i polewamy kilkoma łyżkami śmietanki 30%. Podgrzewamy, mieszamy, żeby śmietanka się lekko ścięła i gotowe! Do smaku posypujemy parmezanem i obiad w 15 minut gotowy :D I rozgrzewa w te wiejące chłodem dni.

Smacznego Kochani!

anciamamcia.blogspot.com

anciamamcia.blogspot.com

anciamamcia.blogspot.com

wtorek, 15 września 2015

Miesiąc 9

To dziewiąty miesiąc!
Tyle samo ile w brzuszku
to dla Ciebie mój Maluszku!

Dzień był intensywny.
Jak to z Tobą- kreatywny
i na maksa pozytywny :)

Wstajesz już Tymusiu!
Wszyscy z Tobą się cieszymy,
oczom naszym nie wierzymy!

Przemierzasz mieszkanie!
W każdą stronę, w lewo, w prawo!
Pięknie Ci wychodzi. BRAWO!

Siedzisz jak przystało.
I nie mogę wyjść z podziwu,
(nie mam na to przecież wpływu)

Rośnij nam Kochany!
Mój Tymonie Tymoniasty,
wpis dla Ciebie. Dziś piętnasty :)


anciamamcia.blogspot.com





wtorek, 8 września 2015

Do O...#12

Zawsze jadłeś idealnie
jak przystało
zawsze równo, po kolei
lecz się stało.
Stało się i tak już będzie
życia mało

Choć nie jedno słowo Tobie
się wyrwało
Teraz Tobie moje słowo
się wyrywa
To ten moment kiedy serce
chce wygrywać
Zanim rozum znowu pojmie
co się stało
to za późno.
Znów kolejne słowo
się wyrwało.
Ale powiem Ci,
że czasem nie pamiętam...
zapominam, bardzo jestem
tu zajęta.
I zaciera się Twój obraz
mimochodem.
Znów...kolejny rok.
Znów wieje chłodem...

Serce walnę, a co!

Ci co mnie znają wiedzą, jaka jestem. Że wszystko co słodkie, raczej serca mego nie zdobędzie. No chyba, że jest to sernik (ale nie za słodki!!!) hihihi. I jakież było moje zdziwienie, kiedy przytaszczyłam do domu piękną (jak dla mnie), szarą doniczkę i zaczęłam ją ozdabiać. Koniecznie chciałam coś namalować na niej, żeby "się coś działo". I się stało. Serce powstało. A nawet trzy! Siebie nie poznaję. Który to już raz..? Kobieta zmienną jest. I nie uwierzycie, ale jak patrzę na moje drobne wrzosy i lawendę i na te serca własnie, to jakoś tak weselej się robi. Już pomijam fakt, że kupiłam sobie różowe rękawiczki...mocno różowe...chyba na siłę pragnę zatrzymać lato. Polecam Wam drodzy moi czytelnicy tę szarą doniczkę, którą możecie zakupić za ok. 20 zł w praktikerze. A jak mi pachnie moja lawenda...ach!!!







Dobrej nocy wszystkim :)

wtorek, 25 sierpnia 2015

Nostalgicznie

Szumią liście,
szumią drzewa
wiatr tak głośno swą melodię śpiewa...

Lecą krople
tak swobodnie
chłodno, chłodniej, jeszcze chłodniej...

Chłód nie straszny,
bo za oknem,
to na dworze i w tym chłodzie wszystko moknie...

Dziś jestem wdzięczna za...

Jakiś czas temu na fb dopisałam się do grupy dziś jestem wdzięczna za... Lubię tę grupę ze względu na to, że codziennie widzę wiele powodów, które dają ludziom szczęście. A jedni piszą o kubku herbaty albo, że ugryzła je tylko jedna osa, a nie dwie...można tam przeczytać naprawdę wszystko. Cieszy mnie ta różnorodność i często tam zaglądam. Nie raz zdarzyło mi się samej napisać powód, który daje mi szczęście. Dziś natomiast pogoda pod psem. Cieszę się z niej bardzo. Potrzebuję takiego dnia czasem. I tak rozmyślając o końcu wakacji doszło do mnie, ile tak naprawdę dobrego wydarzyło się ostatnio w moim życiu. Postanowiłam to zachować. TU. Nie na fb...
za wyjazd na bobry z MAA, za atmosferę, że jechaliśmy razem całą ekipą na tę wycieczkę, za grilla i inne pyszności
za wyjście na kazimierz z L i K
za wyjście na kazimierz w moje urodziny z T
za noc saunową, było bosko!
za udane urodziny Arka, że prawie wszystkich udało się zgromadzić, za tort od K
za czas spędzony na wsi, za zapach powietrza, warzyw i owoców
za wyjazd nad morze z Sąsiadami i naszymi dziećmi, za ten spontan i CHĘĆ!
za G i za nasze rozmowy, że jesteśmy daleko od siebie, a wciąż blisko
za W, że jesteśmy jeszcze dalej, ale nadal rozmawiamy przez tel 2 godziny bez problemu
że pomogłam znaleźć obcej dziewczynie złoty łańcuszek po babci i zaraz potem za to że dostaliśmy 160 zł rabatu ot tak po prostu od pani- dobro powraca!
za to, że mam z kim pójść na kawę, kiedy tego potrzebuję
za rozwój i zdrowie nasze i dzieci
za nowe szpilki w kolorze light blue
za przetwory, które zrobiłam
za to, że nie muszę oszczędzać na jedzeniu i tak naprawdę nigdy nie musiałam
za babski wieczór i policję
za wyjście z dziewczynami na kazimierz
za tych kilka piw wypitych w to lato i kilka lampek pysznego wina
za kilka flakoników ulubionych perfum
za czekoladowego buta
za ulubiony krem
za nową biżuterię i sukienkę
za spodnie, o których marzyłam
za kapelusz na jesień
za malutki wazon od TM
za spokojne spacery z Tymusiem i za Jego apetyt, cierpliwość oraz uśmiech
za to, że potrafię powiedzieć STOP i zachować umiar we wszystkim, czyli za zdrowy rozsądek
za keratynę na włosach dzięki L i K
za tę porę roku, bo kocham ją najbardziej, a co za tym idzie za nostalgię, która czasem jest mi potrzebna
za energię, która jest we mnie
za bilans Arusia, że wszystko jest aż nadto, że przeszedł bez problemu badania czterolatków (!) i współpracował z lekarzem w 100 %, za podziw lekarza i miłe słowa, za budującą rozmowę z panią z przedszkola, za to, że dowiedziałam się tak miłych rzeczy o Arusiu i że podjęłam dobrą decyzję.
za bazylię w doniczce i słonecznik ze wsi
za to, że pomimo braku czasu jakoś dajemy radę z T
że Św. Antoni i Św. Juda Tadeusz ZAWSZE mi pomaga
oraz
za to, że miejsce, w którym kiedyś powstanie nasz dom podoba mi się tak bardzo, że bardziej już chyba nie może...


czwartek, 20 sierpnia 2015

Sałatka z wędzonym łososiem

Dziś takie śniadanko sobie zrobiłam:


Choć sałatka może wydać się nieco dziwna na śniadanie, to mnie właśnie naszła na nią ochota.
Składniki:
wędzony łosoś
rukola
utarty ser cheddar
rozgnieciony ząbek czosnku
prażone ziarna słonecznika
3 kromki z bagietki z utartym i zapieczonym serem cheddar
sos- ja używam zalewy z ziołami z suszonych pomidorów i mieszam z czosnkiem, bo lubię pikantne potrawy :)

Bardzo Wam polecam, a do picia na rozgrzewkę sos pomidorowy z pieprzem. Mniam. Wszystko mniam.
Energia nadal mnie nie opuszcza. Oby trwała we mnie jak najdłużej. Pogoda nieco zelżała pod względem upałów i przyznaję, że potrzebowałam tego świeżego oddechu powietrza. Podwiewa wiatr, a to jest to co lubię. Na spacerach szarpie włosy i tworzy niezły misz-masz na głowie. Naprawdę lubię taką pogodę. Jest rześko. Jest zdrowo! Spacerowanie jest najbardziej przyjemne- lepsze być już chyba nie może. Tymuś lubi siedzieć w wózku i oglądać sobie wszystko. Cieszy mnie to, że mogę tego doświadczać. Mam świadomość, że być może to ostatnie lato w takim wydaniu. Czasem tylko chciałabym mieć chwilę tylko dla siebie...
p.s. jest i obiad :)
Makaron ze szpinakiem i bazylią.




wtorek, 18 sierpnia 2015

Baby...ach te Baby!

Przyszedł czas. Czas na zmianę tego, co do tej pory. Czas na zmianę siebie samej. Czas na zmianę wyglądu, ubioru i kolejne podejście, by utrwalić w sobie korzystne dla ciała i duszy nawyki. Muszę wreszcie powiedzieć stop nieregularnemu odżywianiu, bo rozleniwiłam się w te wakacje, że hej. Czas na sport. Czas na ruch. Czuję, że chcę chwycić swoje życie we własne ręce. I nie myślcie sobie, że to mój pierwszy raz...:) Mam ochotę wykupić pół sklepu z ubraniami, z butami...Ale spokojnie, zacznę od fryzjera. Dziś dzwonię i umawiam się. A wieczorem robię porządki w szafie. I brzuszki.

sobota, 15 sierpnia 2015

Ósmy miesiąc

Dziś zawitał ząbek trzeci,
prawda, że czas szybko leci...
ząbek z góry już wyrasta,
czas na niego widać nastał...

piątek, 24 lipca 2015

Policjanci z jajami

Och! Co za spontan, co za atrakcja
wczoraj się w parku zdarzyła,
zatem na blogu tu informacja-
Policja nas odwiedziła.
Gdzie? Na osiedlu
fajnodomowym,
przy wodzie, czipsach i piwie.
Ktoś oknem trzaskał
i błyski puszczał,
podglądał nas obrzydliwie.
Najpierw Ochroniarz
ręce rozkładał
i tuptał z nogi na nogę,
pewnie pomyślał:
sześć dziewcząt siedzi
grzecznie na kocu,
nic zrobić więcej nie mogę!
Znów Go wezwali
więc znów przychodzi
i mówi do nas półszeptem:
"grzecznie siedzicie,
lecz znów telefon.
Ostatni raz już przyszedłem,
Sąsiad uparty do nas wydzwania
i teraz Policję wzywa".
A to niech dzwoni, my na kocyku
chować nie będziem piwa!
Bo my u siebie i w naszym parku
chciałyśmy sobie pogadać
i na spokojnie każda w swe usta
czipsa zaczęła wkładać.
Minęła chwila. Ktoś tu nadciąga.
Jest sąsiad i jest sąsiadka.
Oni dzwonili, bo im przeszkadza,
że z matką spotyka się matka.
I grzecznie zatem informujemy,
że jest po jedenastej,
że my siedzieć tu nadal będziemy
lato jest do jasnej, ciasnej...
Foch i obraza. No cóż poradzić.
Piwo i czipsy legalne
i zachowanie nasze aż nader
było w tym dniu kulturalne.
Chcieli skorzystać z naszych komórek,
czy swoich w nerwach nie wzięli?
CO?! Padły nam nasze komórki
więc pecha znów będą mieli.
Zapytałyśmy ich na odchodne:
"to co, mamy dzwonić na siebie?" :P
"Mamy to zgłosić? i tym podobne...
idźcie już, idźcie już lepiej...
Pan się ubierze, bo na wpół goły
mowę Pan do nas wygłasza!
Może to zgłosić? Że rozebrany?
Bo nas to bardzo obraża...!
Pani sąsiadka blondplatynowa,
czemu się na nas tak wściekła?!
I po telefon z Panem Sąsiadem
tak bardzo szybko uciekła...
On nigdy nie pił? Ona nie jadła?
Nikt nigdy Ich nie zaprosił?
Żal d...ę ścisnął? Do licha, diabła
nigdy Ich śmiech nie tarmosił?!
W głowie się czasem
pomieścić nie chce,
że ludzie są tacy sztywni.
NIE MOJA WINA
NIE MÓJ INTERES,
ŻE LUDZIE NA ŚWIECIE DZIWNI.
Zatem nadjechał duuuuuży radiowóz,
a w środku dwóch Policjantów,
takich no wiecie- po kilku głębszych
można by wziąć za Amantów.
I wysiadają. Prężą swe klaty
na lewo w przód i na prawo,
my śmiech tłumimy jak małolaty.
I Radna z nami jest. Brawo.
Prawie wszystkie żeśmy mamuśki,
do koca tak przyklejone,
woda i czipsy, piwo na środku-
teraz już mało schłodzone...
Patrzą tak na nas, na nasze miny
i lekko się podśmiechują
i myślą: Co my tu k.... dzisiaj robimy?
A jak tak gdzieś...torturują?
A jak gdzieś kradną,
Bóg wie co jeszcze?
A tu matule spisywać...
Cóż, my cichutko i na kocyku,
zaczęli nam przytakiwać.
Nawet kajdanki mieli podobno,
wszystko nam powiedzieli,
my z radiowozem razem na zdjęciu-
nic z naprzeciwka nie mieli...!
jakbyśmy chciały- dziś też możemy
spotkać się na kocyku.
Dyżur znów mają nasi Panowie,
znów z nimi śmiechu bez liku...
Jak będę chciała, będę tam siedzieć
i piwko będę tam piła.
Z tym towarzystwem nikt mnie nie zgarnie,
bo w kupie zawsze jest siła !!!

środa, 15 lipca 2015

Siódmy nastał miesiąc :)

Z wiadomością znów się spiesząc
mówię: siódmy nastał miesiąc,
po raz siódmy jest piętnasty.
Kto świętuje? Tymoniasty!

środa, 1 lipca 2015

Drugi ząb!

Żeby większy był ambaras,
to dwa ząbki idą na raz!
I huśtawki poszły w ruch...
Jeden Zuch i drugi Zuch :)

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Witaj ząbku po raz pierwszy!

Co to w buźce u Tymusia?
Co znalazła tam Mamusia?
Co z dziąsełka się wyżyna?
Pierwszy ząb! Oto nowina!
Potwierdzone przypuszczenia-
będą nowe uzębienia :P
Czy bolesne, czy też nie?
Wkrótce przekonamy się...

Dzień dziecka z BMW

Kiedyś przy okazji chrzcin rodzinka sprezentowała Tymkowi czarne BMW. O takie:



Sprytnie zamówili rejestrację, bo z przodu pisze Tymuś, a z tyłu Aruś. A My? Poszliśmy za ciosem. Tomasz będąc w Niemczech zmówił dla naszych chłopaków rower BMW i samochód odpychany, takie oto (zakupione w salonie samochodowym):


Taki rower to świetny patent dla dziecka, które już potrafi jeżdzić na rowerku biegowym. Ten egzemplarz jest sporo wyższy od poprzedniego (PUKY) i ma hamulec przy kierownicy. Fajne jest to, że ma dopinany zestaw z pedałami, które kiedyś zamontujemy oraz podnoszone siodełko. Taki rowerek można używać do 50 kg!!! Ach to niemieckie wykonanie...! Mam nadzieję, że będzie nam służył długo :)
A samochodzik odpychany? Cóż...jest ciężki- zatem mało wywrotny, bo bardzo mądrze wyprofilowany. Siedzenie jakby ze skóry- takie przyjemne w dotyku tworzywo. Nic nie skrzypi, nic nie piszczy...i znów ta niemiecka jakość. I jest bardzo niskie. W sam raz dla malutkich dzieciaczków, zatem Tymuś- rośnij nam!



Mamy zatem niezłą kolekcję. Tymuś z okazji dnia dziecka dostał jeszcze wózek z klockami, choć to Aruś korzysta aktualnie z wszystkiego. Wózek taki zakupiłam w MEGA okazyjnej cenie za jedyne 49 zł w rossmanie. A cieszyłam się z tego wózka jak małe dziecko, bo kiedy Aruś był jeszcze mały to miałam w planach kupić taki wózek, ale jakoś tak zeszło..... i nie kupiłam. Wiem, że swego czasu w Ikei podobny kosztował 100 zł, ale był bez klocków, a tu proszę. Taki zakup w rossmanie! Pani w kasie nie chciała mi go skasować, jak zobaczyła, że biorę ostatni egzemplarz :P Ale, ale! Trzeba było się orientować, co w gazetce piszczy :D
Najlepszego Bąki Moje Kochane z okazji Waszego Święta

1.06.2015 r.

Na dzień mamy/na dzień taty

Przedszkolaki nauczone,
serca pięknie utworzone,
Paniom bardzo tu dziękuję
i z serduszek się raduję :)














Cudowności na dzień matki,
tu serduszka, żywe kwiatki
i wręczone przez Arusia
(nauczony przez Tatusia)

mówi mi do ucha szeptem:
"Prosę, to dla Ciebie Mamo"
Nigdy się tak nie poczułam przedtem.

Mój Przedszkolak najdzielniejszy.
Prezent też najcudowniejszy.
Pękam z dumy po raz enty.
Kto by nie był wniebowzięty?!


***

Na dzień Taty zrobiliśmy z Arusiem medal dla Taty. Aruś sam wszystko przykleił i wręczając powiedział Tomaszowi na ucho: "Kocham Cię Tato". Speszony ze schowaną głową dał medal Tacie Tomaszowi oraz kubek- puszkę na kawkę do pracy, żeby mógł ją zabrać do samochodu:

źródło: internet
















Prawda, że fajowy???


poniedziałek, 15 czerwca 2015

Śpiący Aktor

Z okazji Dnia Rodziny w Przedszkolu organizowano przedstawienie w Teatrze Ludowym. Jako, że Aruś najmłodszy i w najmłodszej grupie również został zaangażowany w występ. Dostał do nauki wierszyk, taki jak cała grupa Żabek:

-"Człapu-człapu, rechu-rech, kum-kum.
-Nie wiemy kum-kum!
-Poszedł Ropuch spacerować kum-kum
Calineczki swej pilnować kum-kum
lecz nagle coś przyleciało
i Calineczkę porwało kum-kum-kum!
- Aaa! Bocian, bocian! Kryć się!"

Zatem nauczony całego wierszyka brał udział w próbach w przedszkolu. Miał również strój żabki (który kiedyś był jego piżamką!), ale wyglądał obłędnie w nim na scenie :D (piąty od lewej)


Zatem zaprosiliśmy dziadków razem z Mają i z Julą i My dumni rodzice z śpiącym Tymkiem w wózku zasiedliśmy na widowni. No i wyszedł. Mój najcudowniejszy. Najbardziej uśmiechnięty i ewidentnie szczęśliwy, że stoi tam z innymi dziećmi. Powiedzieli swój wierszyk i zeszli. Brawa, ochy i achy granic nie miały. Rodzice łezki ocierali ukradkiem i przyznam się, że i mi łezka poleciała ale nie w momencie, jak Aruś występował tylko na samym początku, przy starszej grupie, która przy pięknej muzyce zaczęła tak tańczyć, że achhh!!! Za to jak Aruś się wiercił na scenie to palcem Mu pogroziłam, że ma stać grzecznie, a co! Występ to przecież poważna sprawa i nie ma machania do rodziców, bo to nie dość, że rozprasza inne dzieci to jeszcze całą widownię, która chciałaby jednak złapać jakiś sens przedstawienia! Tak więc przyszła kolej na resztę grup i potem znów wyszły Żabki, ale bez naszego Arusia! A gdzie moja Żabka? Czemu nie wyszła? Cierpliwie wysiedziałam do końca i poszłam na tyły teatru, przez jakieś magazyny, potykając się o rekwizyty i inne teatralne wdzianka i pompony znalazłam wreszcie Panią z przedszkola. Widząc mnie od razu przybiegła i mówi: "Proszę Panią, Aruś zasnął! Próbowaliśmy Go obudzić, ale za chiny ludowe się nie dało. Drzemki dziś nie było, a już 17.00 więc śpi w magazynie...!"
Myślałam, że mi oczy z orbit wyjdą. Powaga. Opad szczeny jak nie wiem co. No, ale co poradzić, skoro mój Spiący Aktor w przedszkolu idąc na drzemkę pewnie gdzieś przed 13.00 śpi pełne 2 godziny i i tak trzeba Go budzić? To cud, że choć wyszedł na pierwszą połowę przedstawienia...bo nie ukrywam było by smutno, gdyby nie wyszedł wcale, a od Pani wiem, że i tacy się zdarzali. Wszyscy ponoć Go oglądali jak śpi, a Aruś NEMO. Wiecie, co powiedział, jak się obudził? Pytam Go: Aruś, usnąłęś?! A On: Nie!, Nie chciałam spać...nie miałem poduszki!
A teraz przyznawać się, kto z was miał okazję strzelić sobie drzemkę za free za deskami teatru, no kto...?! :P

Półrocznica Tymoniastego

Niebo w oczach u Tymusia,
a to niespodzianka,
że się oczka nie zmieniły
z żadnego poranka.
Rano oczka swe otwiera-
dalej są niebieskie!
Mówią ponoć, że się życie
szykuje królewskie!
I nie mała to odmiana
dla nas- przyznam szczerze.
Jest to dla nas cud-wyjątek
i bardzo się cieszę :)

wtorek, 9 czerwca 2015

Zaległości, zaległości!

Dawno, dawno temu.... pisałam ostatniego posta :) Naprawdę nie znajduję ostatnio czasu, żeby zasiąść do komputera i przyznam szczerze, że w ogóle mi tego nie brakuje. Jeśli korzystam z internetu to przez telefon i to tylko, jeśli dostanę jakieś powiadomienie na fejsie. Uzależniona to ja napewno nie jestem i nie zamierzam. Zaległości sporo u mnie się nazbierało. Ale dzień za dniem biegnie tak szybko, że nawet czasem nie wiem jaki mamy dzień tygodnia. A to spacerek, a to obiadek dla Tymka, a to deserek, a to przewijanie i tak w kółko. Aruś cały czas dzielnie chodzi do przedszkola. Łapie co jakiś czas katar, potem mija, potem katar znowu wraca. A my razem z Tymoniastym w domu. Dobrze nam. Tymcio spokojny egzemplarz. Kręci się na brzuszek non stop, łapie i ciągnie wszystkie zabawki, wsadza je do buzi i zaczyna się etap ślinienia :P Zęby...? Nadchodzą...? Tymuś uwielbia całusy w klatkę piersiową i w szyję i to go rozbawia najbardziej. Mały Przytulański Pieszczoch. Aruś Go uwielbia. Codziennie Go całuje, wita się z nim i mówi: Hej Dudku, jak się spało? Hej Dudku, patrz na mnie! Dudku, czy mogę Cię przytulić? I tak w kółko. Tak samo jest na dobranoc i jak wstajemy rano. Nie wyjdzie Aruś bez pożegnania, oj nie! I mówi, masz Dudku, pobaw się ze mną. To moje autko, a to będzie Twoje. Cymaj w jękę jak Ci daje, Dudu mój! Pękam ze śmiechu, jak to słyszę. Podobno zazdrość pojawi się, gdy Tymek zacznie chodzić. Tak mi wszyscy mówią. Ale mówili też, że pojawi się, jak Tymek się urodzi...zatem nie słucham i się cieszę niezmiernie, że nikt o nikogo zazdrosny nie jest. Wreszcie przyszło lato, zatem możemy spacerować z Tymkiem do oporu, bo On w przeciwieństwie do Arusia siedzie grzecznie w gondoli. Wystarczy Go czymś zabawić i po problemie. A z Arusiem to było,,,oj było...po pół godziny już się podnosił i ewidentnie Mu się nudziło. Potem jak był starszy to wstawał, chciał wysiadać, aż w roczek zaczął chodzić i wózek w odstawkę poszedł. Zobaczymy jak będzie z Tymusiem. Póki co jest spokojnie i również rozkoszuję się tym ostatnim dla mnie etapem spacerowania z gondolą, bo jak zmienię na spacerówkę to już nie zamierzam do niej powracać :) Używajcie lata Kochani, bo minie jak z bicza strzelił i jedzcie dużo truskawek, bo sezon nastał w pełni!!!

piątek, 15 maja 2015

5 miesiąc Tymusia

Duduś mój Tymuś kochany,
cierpliwy Synusio Mamy...

dziś piąty miesiąc wybija,
a czas tak ucieka
wciąż mija...
a chciałabym go zatrzymać,
tak, żeby nie musiał już mijać,
bo dobrze nam razem jest w domu...
tak dobrze, jak jeszcze nikomu!
Moja spokoju Ostojo,
bez końca chcę patrzyć
w twarz Twoją!
Tak. Jesteś dzielny jak zuch
i każdy najdrobniejszy
Twój ruch-
dla mnie jest zawsze na medal.
Inaczej zwyczajnie się nie da.
I kocham te Twoje fikołki,
rogale, piski, koziołki,
jak kręcisz się z plecków na brzuszek.
Mój najdzielniejszy Maluszek.
Luxtorpedo Ty Moja!
Moja spokoju Ostoja.
To ja szczęśliwa Mama-
dla Ciebie- dziś wierszowana :)

wtorek, 12 maja 2015

A to banan!

A to banan wyjątkowy-
pierwszy owoc "Tymonkowy"
Jedna trzecia w mig zjedzona,
Tymka buźka ucieszona.
Pierwszy owoc zaliczony.
Tymuś zaś- rozochocony :DDD

Nareszcie!

Od dawna ich szukałam i znaleźć nie mogłam. Minęło sporo czasu, aż w końcu natknęłam się na nie w galerii proszowickiej. Co ja tam robiłam? A no właśnie. Sporo rzeczy. W minioną środę byłam pierwszy raz na jarmarku/targu czy jak kto woli :) Cuda tam można znaleźć! Obeszłam zatem wszystko wzdłuż i wszerz i kupiłam sporo fajnych i potrzebnych rzeczy. A jedną z nich są właśnie one :) Moje wymarzone szklanki. Minimalistyczne, ze ściąganymi uchwytami, idealne do kawy i do herbaty. Jak widać gorący sok pomidorowy z pieprzem też całkiem nieźle w nich wygląda. A jak smakuje....mmmmm :) Okazało się, że nawet na allegro są droższe. Takie zakupy to ja rozumiem!


Podobnie jest z wszystkimi ubraniami dla dzieci i dla dorosłych również. Ceny przez pół! Cudownie było tak sobie przemierzać tam i z powrotem wszystkie lokalne sklepiki. A to wędliny, a to (moim zdaniem) najlepszy sklep z biżuterią i oczywiście ceny w nim również konkurencyjne. A ile tam różnych pięknych tac, wazonów, świeczników, zegarów! W TK MAX ceny są 3 razy droższe... Oj przyda mi się to miejsce na urządzanie domu :) Zapomniałam dodać, że spacerowałam w kaloszach, bo akurat lekko kropił deszczyk. Ale to majowy! I z tej radości aż skakałam po kałużach, a co! Następne zakupy napewno TAM. :)

piątek, 17 kwietnia 2015

ROBBIE DOBRZE ROBI !!!!!!

To już dziś! Dziś wieczorem odbędzie się w Krakowie koncert Robbiego Williamsa. Ile to już lat słucham Jego piosenek...? Och, ale się cieszę!!! Usiedzieć nie mogę, spać w nocy też :) Wiem, że będzie cudownie i że Robbie da z siebie wszystko!!! Ale mi serducho stuka :D :D :D  Roznosi mnie dziś! Roznosi!!! Już słyszę pierwsze dźwięki!!! Juuuuuupiiiiiii!!! Miłego weekendu dla Was :)

środa, 15 kwietnia 2015

4 miesiąc Tymoniastego !!!

To dziś. Czwarty miesiąc Tymoniastego! O godz. 9.15 wyskoczył na świat jak Luxtorpeda, że ledwo za Nim nadążyłam! Mój Dudek :) Tak Go nazwał Aruś. Mój Dudek. Mój Duduś. Jak byliśmy z koszyczkami na Święta w Kościele, to ktoś chciał postawić swój koszyk obok naszych i przestawił koszyk Tymka, a Aruś zawołał w głos: Hej! To koszyk mojego Dudka!!! Tak braciszka dzielnie broni. Oby tak zostało. Całuje Go po stopach, rączkach, włosach i właściwie gdzie się da. Jak wraca z przedszkola, to najpierw szuka Tymka i to z Nim się najpierw wita, a nie ze mną!



















Jest. 9.15 i siłą rzeczy wspomnienia powracają :))) Dziś również Tymuś przekręcił się z pleców na brzuszek. Jak miał chyba niespełna miesiąc to również to zrobił, ale tamto chyba się nie liczy :P
A to Tymuś:




















oraz nasze koszyczki:



















P.S. Tymuś właśnie przysypia, a 4 miesiące temu wydawał właśnie swój pierwszy okrzyk. Teraz drzemie sobie....ale ten czas zasuwa!

piątek, 3 kwietnia 2015

Moja sałatka na Wielkanoc

Kochani,
na samym początku życzę Wam wesołych, radosnych i rodzinnych Świąt Wielkiej Nocy. Pogoda w tym roku nie sprzyja, za to niech nastroje będą pozytywne. Zwolnijcie na chwilkę, poświętujcie z najbliższymi, naładujcie akumulatory, żeby potem powrócić ze zdwojoną siłą i energią :)))) Tego Wam drodzy Czytelnicy życzę,





















a poniżej podaję Przepis na sałatkę.
Jest idealna na Wielkanoc, bo kolorowa, na ostro i z chrzanem.


1 podwójny filet z kurczaka
2 woreczki białego ryżu
pęczek rzodkiewek
2 ogórki świeże duże (lub 3 małe)
rzeżucha lub posiekana bardzo drobno natka pietruszki (opcjonalnie)
kurkuma
chrzan ze słoika
majonez lub jogurt naturalny
sól
pieprz

Fileta należy ugotować w ulubionych przyprawach np. suszony czosnek, papryka, przyprawa do kurczaka lub w kostce rosołowej (najlepiej naturalnej!), następnie pokroić go w małą kostkę. Gotujemy ryż w kurkumie, żeby nabrał ładnego koloru. Ryż ma być aldente! Następnie kroimy rzodkiewkę i świeżego ogórka (również w kostkę). Wszystko razem łączymy. Ja używam majonezu, ale wiem, że są tutaj zwolennicy i zwolenniczki jogurtu naturalnego- więc jak kto woli :) Po połączeniu składników dodajemy pieprz i ewentualnie sól. Odstawiamy, żeby się  "przegryzło". I na sam koniec dodajemy chrzan, tyle ile uważacie. Sałatka ma być pikantna i kolorowa, dlatego można dosypać natkę pietruszki lub rzeżuchę. Jest naprawdę przepyszna. Bardzo Wam polecam na Święta.

poniedziałek, 30 marca 2015

Zamieszkał z nami Teofil !!!

Stało się. Zamieszkał.
Nawet nie wiem kiedy.
Bez uprzedzeń i znienacka
usłyszałam wtedy
słowa Arkadiusza:
"o dzwoni Teofil!"
Kto?
Teofil Mamo!
Tego u nas w domu
się nie spodziewano.
Wiem ja tylko tyle-
oczy ma czerwone,
włosy granatowe,
hełm, na hełmie rower (!)
reszta- niewiadome.
A! Jeszcze ma tarczę
i miecz w dłoni trzyma.
Taka w naszym domu
właśnie jest nowina.
Czy on jest przyjazny?
Ponoć wcale nie!
Ponoć brzydko się uśmiecha-
oj obawiam się...
co w głowie Arusia
gdzieś zakiełkowało,
że takiego Przyjaciela
zaprojektowało.
Czasem stoi koło Niego,
lecz ja Go nie widzę,
tylko dzwoni do Arusia!
Lecz ja nic nie słyszę...
A co dalej z Teofilem?
Się okaże- czy na długo tu zamieszkał-
czy tylko na chwilę...

czwartek, 26 marca 2015

Jest moc w ... :)

Wczorajszy dzień był dniem, który był niesamowicie owocny. A to wszystko za sprawą słońca, które się pokazało i na szczęście przez cały dzień nie schowało się ani na chwilę. Od rana, jak tylko Aruś poszedł do przedszkola zaczęłam ogarniać mieszkanie. Ci, co mieszkają w 40 metrach wiedzą jak szybko robi się bałagan. Wystarczy wyciągnąć i nie schować paru rzeczy i zaraz panuje chaos na całego. Tak jest i u nas. Najpierw łazienka. Samo jakoś tak wychodzi, że najpierw tam zaglądam. Składam ręczniki kąpielowe, chowam rzeczy do kosza na pranie, układam zabawki do kąpieli, przekładam tu wanienka, tu przewijak, tu kosmetyki, tu dziecięce, tu moje, bo jak zwykle wszystko się używa i potem jakimś dziwnym trafem na swoje miejsce nie wraca. Potem idę do kuchni: blat, lada, stół i wszelkie inne powierzchnie, na których są okruchy, kurz i nie wiadomo co jeszcze. Chowam ubrania, piżamy, przebieram Tymka, robię Mu poranną toaletę i odkładam do leżaczka, niech się przygląda co Matka wyprawia. Wodzi za mną wzrokiem, że hej! Grzeczne Dzieciątko, co to da posprzątać i ugotować i pozwoli Matce lekki make-up zrobić :) Potem idę do Arka do pokoju, a tam....fura samochodów i różnych innych bibelotków, skarbów i rzeczy najważniejszych. Wietrzę pościel, śpiworek Tymka i patrzę na balkon.......! No nie. Myłam jakoś ponad tydzień temu. Zrobię to za chwilę. Podłoga. tu nawet się nie będę rozpisywać, bo to najgorszy element sprzątania dla mnie. Drepcząc we trójkę (póki co!) po 20 czy 25 metrach bieżących idzie naprawdę oszaleć. Wszędzie okruchy, pyłki i Bóg jeden wie co jeszcze. Odkurzam i myję, łącznie z łazienką. Podeściki dziecięce. Niby mega fajna sprawa, ale kurz do nich dosłownie lgnie. Myję pod prysznicem i stwierdzam, że Tymek przysypia, więc i ja biorę szybki prysznic. Ubieram się i ogarniam dalej. W międzyczasie robię sobie śniadanie i kawkę zbożową. Zajadam, sprawdzam fejsa i pocztę z ogłoszeniami o pracę- tak dla rozeznania, bo za kilka miesięcy...:) Na razie cicho-sza! Myję balkon i nastawiam pranie, jedno, potem drugie i fajnie schnie na umytym balkonie. Okna zostawiam gratis dla Tomasza. Idę robić delikatny mejkapik (czyli krem ileśtam w jednym, bo szybciej), przebieram się i robię od razu ciasto na naleśniki, bo będzie z głowy. Usmażę na świeżo, jak Aruś dotrze z przedszkola. Tymuś się budzi, wypija mleczko i powoli zbieramy się na spacerek. Jest godzina 13.00! A tak się uwijałam...Wychodzimy na zewnątrz, a tam....! Słońce i ciepełko! Och i Ach! Kocham wiosnę lato i jesień (jak jest ciepła!)! Spacerujemy do godz. 15.00 i wpadam do domu, żeby szybciutko usmażyć naleśniki dla mojego Głodomorka, który wróci z przedszkola. Ostatnio ma jakiegoś tasiemca. Przedwczoraj zjadł 10 pierogów. 5 z mięsem i 5 z jabłkami. Czy On w tym przedszkolu coś jada? Jak pytam, to twierdzi, że zjada wszystko. Przed 16.00 przychodzi Tomasz z Arusiem. Składam prania, chowam gdzie się da. Aruś rozkłada swoje ciuchcie, samochody i "dzwoni na akcję"!!! Matko, a tu drugi rośnie...a akcja w domu taka, że z Tomaszem nie słyszymy co mówimy, bo tak nas Arek zagłusza. A Tymuś? Ma po prostu... wyrąbane :P Śmieje się do Arka i wyciąga do Niego swoje malutkie rączki. Arek Go przytula i opowiada takie historie, że hej! Nie wiem czy pisałam, ale ja jestem Koko, Tymuś-Handzo, Tomasz to Bruno, a Aruś to Wilson. Tymuś czasem robi za Mechanika. Niech żyje Stacyjkowo! Ja jestem czasem drugim dźwigiem, kiedy Tomasz nie daje rady. Jest moc w 40 metrach, tak powiem. A dziś? W piekarniku nóżki z kurczaka i pure z parmezanem rzecz jasna i chyba zrobię jeszcze surówkę z marchewki i jabłka. Słońce dziś się chowa...ojjj niedobrze!

piątek, 20 marca 2015

Kasza gryczana z warzywami

Mam chwilowy przesyt wszelakiego mięsa i sosów mu towarzyszących. Szukałam inspiracji na obiad, ale nic ciekawego nie znalazłam, więc postanowiłam przyrządzić kaszę w sposób nieco inny. Najpierw należy ją zrumienić z oliwą (max 2 łyżki oliwy na 2 woreczki kaszy), a potem podgotować w bulionie. Najlepiej, żeby bulion był naturalny. Danie zapewniam będzie Wam smakować, będzie zdrowe i lekkie- w sam raz na piątek- a zatem do dzieła!

Myśli tak w mojej głowie fruwały,
oczy w laptopa patrzyły-
wreszcie przepis znów doskonały
moje komórki stworzyły.
Kasza gryczana wpierw przepłukana
siup na patelnię wędruje
i na oliwie w mig podsmażana,
czujesz już zapach jej? Czujesz?
Bulion- pół litra niech w garnku czeka,
kaszę przesypuj w naczynie
i gotuj wrzątek, uchyl nieco wieka
niech 9 minut upłynie.
Odcedź i zostaw gdzieś na półmisku,
a teraz zeszklij cebulę
(kasza z półmiskiem razem w uścisku)
i warzyw przygotuj górę.
U mnie marchewka, brokuł, kalafior-
takie tu opcje są moje,
wsyp do cebuli- niech się z nią tuli,
niech mają teraz za swoje!
Zmiękła już góra wielowarzywna?
To przypraw czosnkiem, papryką
i łyżkę miodu dodaj na koniec-
przysmaż i niechaj przestygną-
lecz nie za długo, niech odparuje
i sięgnij teraz po kaszę
i z górki na górę niech lecą chórem
niech wyją altem i basem!
Mieszaj- nie mieszaj rób jak uważasz,
tu daję Ci wolną rękę.
Zdjęcie załączam tutaj dla Ciebie,
Smacznego- tak na zachętę :)




















Kasza z bulionu razem z warzywem
to dla mnie pyszna odmiana,
kasza nie zawsze musi z mięsiwem
i sosem być obtaczana!

poniedziałek, 16 marca 2015

3 miesiąc Tymka

Cóż...śmiało mogę stwierdzić, że od dziś czuję, że nie jestem w domu sama lecz z Tymkiem. Jakby wiedział, że skończył się trzeci miesiąc odkąd pojawił się na świecie. Domaga się, żeby na niego patrzeć i się do niego uśmiechać. I od wczoraj, jak tylko wezmę go na ręce to nie chce puścić mojej bluzki! Nawet pojawia się podkówka, jak próbuję Go odłożyć! Wyraźnie nas woła i nie chce być sam w łóżeczku czy leżaczku-bujaczku i tylko patrzeć na zabawki... Jak tylko ktoś z nas podchodzi, to wita nas uśmiechem i nie ma zmiłuj się. Trzeba powoli angażować Go w nasze sprawy ot. np. przy stole. Pewnie za parę dni powróci z piwnicy krzesełko do jedzenia, z którego Aruś swego czasu korzystał. A plus naszego krzesełka jest taki, że dosunięte do stołu nadaje się dla takiego nawet Maluszka jak Tymuś, bo jest rozkładane aż do pozycji leżącej :) Zatem może pełnić funkcję leżaczka-bujaczka właśnie i w dodatku przy stole. I będziemy zasiadać we czwórkę!!! Ale się nas namnożyło :D A co potrafi nasz Tymek? Uderzać w zabawki, robić "dzióbek", gaworzyć- że hej ( gu, bu, ag i zaczyna piszczeć!) i pięknie się cieszyć na nasz widok właśnie. Trzyma głowę już całkiem nieźle. Na brzuszku leży, ale nie za długo- za to na mnie może leżeć ojjjj długo! Wygodniś :D Dziś zaczęliśmy korzystać z dużej butelki Dr Brown i smoczka nr 1 oraz ledwo ledwo, ale żeby zużyć kończymy pieluszki rozmiar 2 i przechodzimy na rozmiar 3. A za miesiąc zaczniemy wprowadzać jedzonko!!! Już za miesiąc :) I wtedy napewno będzie już z nami przy stole, choć znając siebie- zapewne za kilka dni przytaszczę to krzesło, bo doczekać się nie mogę tej chwili. Normalnie się cieszę jak wariat :D :D :D

czwartek, 12 marca 2015

Przedszkole!!! I to nie są żarty!

No i stało się. Aruś zakończył uczęszczanie do żłobka, a rozpoczął przygodę z przedszkolem. Chodzi już od tygodnia. Cały wolny czas mogę śmiało poświęcić sobie i Tymusiowi. A czasu mamy, że hej! Aruś w przedszkolu jest do godz. 15.00. Z dnia na dzień staje się coraz bardziej samodzielny. I je za dwóch. Po przedszkolu pochłania naprawdę sporo. Rośnie mi mój Synuś, oj rośnie! I w pierwszym dniu podobno zadawał pytania i angażował się w zabawę. Oj ważne to dla mnie, bo poszedł w świat i tak już teraz będzie... Zaczął myć sam ząbki, sam ładnie zjada (a ile ja się Go w domu proszę!!!), a tam ponoć nie ma z tym problemu. Jako 2,5 latek daje radę całkiem- całkiem. Do domu wraca wyspany, wybawiony i przez to wcześniej chodzi spać, to i wieczór dla nas jest dłuższy. Cieszy mnie to bardzo. Chodzi na taniec, rytmikę, gimnastykę i na angielski. Zaczął tańczyć, czego wcześniej nie robił, śpiewa piosenki i nawet sam je wymyśla. Ubaw po pachy. Zaczął układać puzzle!!! Czyżby nastąpił jakiś przełom? I zaczął cenić swoje ulubione zabawki, którymi bawi się aż do wieczora. I kąpie się jak dorosły pod prysznicem. Do żadnej wanienki nie wejdzie...Uparciuch Jeden!

Pożegnanie ze żłobkiem

Na kilka dni przed feriami Aruś zakończył swoją przygodę ze żłobkiem. Tak, tak! Pół roku zleciało sama nie wiem kiedy!
Tu wyruszał w pierwszy dzień:
http://www.anciamamcia.blogspot.com/2014/09/pierwsze-koty-za-poty-dzien-w-zobku-nr-1.html

Co nam pozostało? Sporo prac wykonanych z plasteliny i tych z papieru. Zrobiliśmy wspólnie z Arusiem pudełko, w którym są figurki z plasteliny m.in. Duduś, który teraz zamieszkuje z nami i ma na imię Tymuś :D Sami zobaczcie zdjęcia, odnajdziecie Dudusia?





























Kwiatki, choinki, bukiety, BMW, drzewa, liście i wiele, wiele innych...

Mamy również teczkę, a w niej prace z papieru :)












oraz prace zrobione specjalnie na Walentynki dla Mamy i Taty :) Dla mnie kolejny pierścionek, dla Taty breloczek do BMW i piękne serducho :)













I żeby nie było- My też coś po sobie zostawiliśmy. Aruś w ostatnim dniu zaniósł ciasteczka owsiane z czekoladą, a ja napisałam- zgadnijcie co? Wiersz, a jak.







































Fajny Żłobek

Jest to miejsce, gdzie odgłosów jest bez liku
i gdzie z bajek słychać głośne „kukuryku”.
Dla Starszaków są pomoce dydaktyczne,
dla Maluszków są zabawki- jakże liczne!
Tu dla Dzieci są zabawy przemyślane,
każde Dziecko przy zabawie roześmiane,
bo Starszaki umiejętnie tu tańcują,
a Maluszki ruchy starszych naśladują.
I Maluszki pierwsze kroki tu stawiają,
swym językiem, między sobą rozmawiają.
Każdy Maluch może napić się z kubeczka,
każdy Maluch może pójść spać do łóżeczka
i nauczy się samodzielności,
i doświadczy towarzystwa, i radości.
Wszystkie Ciocie mają zawsze dobry humor,
nawet wtedy, gdy panuje niezły rumor-
pomagają wszystkim Dzieciom bez wyjątku:
w poniedziałki, wtorki, środy- aż do piątku!
Brawo dla Nich za trud i wysiłek,
za podany może setny już posiłek!
Gdzie to? W Fajnym Domu na parterze.
Ja polecam i dziękuję- całkiem szczerze!

AnciaMamcia- Mama Arusia
WWW.anciamamcia.blogspot.com

W sobotę 21 II Aruś pojechał na swoje pierwsze ferie z Babcią i  Dziadkiem oraz Kamilką. Pojechali do Murzasichle aż na tydzień! Aruś podobno był bardzo dzielny w ogóle nie płakał za nami. Podobno zasypiał przy obiedzie i przy frytkach :) Szaleństwa było nie mało, wrażeń- tylko muszę się o zdjęcia upomnieć :D