środa, 28 maja 2014

Awaria Thermomixu (?!), czyli o dżemie słów kilka...













Znacie takie porzekadło,
które w uszy kiedyś wpadło:
co dwie głowy to nie jedna?
Sytuacja nasza biedna.
Czemu biedna sytuacja?
Bo zdarzyła się wariacja,
ale zacznę po kolei,
byście zdarzeń jasność mieli.
Po raz wtóry temat nowy-
dżem. A jaki? Truskawkowy.
Uzbierałam w brud słoików,
co bez wszelkich ozdobników,
jednakowe wszystkie słoje,
jakie trudy, jakie znoje,
tylko moja głowa wie,
ile trzeba głowić się.
Myślę sobie- kolekcjoner
AnciMamci nie dorówna,
myślę sobie dopasować
to naprawdę jest rzecz trudna.
Są. Słoiki. Są. Jednakie
i czerwone, właśnie takie
mam zakrętki, niepotrzebne
na zakrętkach żadne cętki.
Odmierzamy więc składniki,
mój Król Kuchni zna swe triki,
nie wnikamy, już mieszamy
i w słoiki dżem wlewamy.

W międzyczasie próbujemy
i w milczeniu smakujemy...
Tak nam słodko się zrobiło,
jakby trochę Nas zemdliło
i nawzajem oznajmiamy,
że coś sporo dosładzamy...
Drugi rzut słoików wre,
teraz już nie będzie źle.
Próbujemy jeszcze ciutkę...
znowu wyszło nam słodziutkie!
Więc pretensje nam do wagi,
dopuściła się zniewagi,
bo źle cukier odważyła
i proporcje pogubiła.

Wszystko waga Nam źle waży!!!
To nie mogło się przydarzyć!
Co?! Król Kuchni już szwankuje???
Małżeństwo słowem pluje...
Poleciały epitety,
różne słowa, różne bzdety.
Trudno. Trzeba reklamować.
Nie będziemy zaś żałować.
Takie rzeczy się zdarzają,
pstryczki mały rozum mają.

Więc ogarniam blat i ladę...
kątem oka widzę kabel...
jakoś dziwnie wykręcony...
thermomixem przystawiony...!
Żesz u licha! Żesz w pierony!
Król Mój jest uniewinniony!

Tak Dwie Głowy dżem zrobiły-
kabla nie zauważyły,
że przekrzywił urządzenie,
zatem błędne miał ważenie.
Teraz sporo jest słodkości :)
Zasłodzimy wszystkich gości :)
A przy dżemie brzoskwiniowym,
trza usprawnić Nasze głowy :)

czwartek, 22 maja 2014

O wodzie

Woda: mokra, przezroczysta
I z sikawki zawsze tryska
I w butelce i w fontannie
W morzu, w rzece, nawet w wannie!

O coś teraz Cię poproszę:
Włóż na nogi swe kalosze
I gdy niebo się zachmurzy
Wskakuj prosto do kałuży!

Najcenniejsza jest na świecie
Wiosną, zimą również w lecie
Powiem Ci coś jeszcze skrycie:
Woda wszystkim daje życie,

Bardzo zdrowa dla urody
I pomocna dla ochłody
I potrzebna nawet w zoo.
To jej symbol. H2O

czwartek, 15 maja 2014

Kremówy od Tortowej Bestii z okazji psiej pogody :)

Krople z nieba lecą
wszędzie sobą śmiecą
słońce się schowało,
wkoło posmutniało...
I z tego powodu,
deszczowego chłodu
Słodkość Wam przedstawiam
i wierszem zabawiam:

Trzeba pół kartonu mleka
niechaj w pogotowiu czeka
i do garnka przelanego
razem zagotowanego
z:
szklanką cukru prawie pełną (3/4)
niech się razem uzupełnią
z cukrem waniliowym jednym
z aromatem jakże świetnym
i pół kostki margaryny.
Niech się wszystko zmieni w płyny!
Niech się razem zagotuje!
Niech za długo nie paruje!

Dodajemy lecz ostrożnie,
choć to nie wygląda groźnie:

znowu pół kartonu mleka
niech się wlewa i nie zwleka,
jedna szklanka zwykłej mąki-
niech nie cierpi już rozłąki,
plus dwie łyżki kartoflanej,
intensywnie wciąż mieszanej
z jednym żółtkiem lecz bez piany,
wszystko nadal w mig mieszamy!.

Niech mieszane długo będzie,
niechaj znikną grudki wszędzie,
niechaj wyjdzie jednolite
i rzecz jasna smakowite!

Masę lekko wystudzamy,
a krakersy układamy
na brytfannie nie za dużej
i na spodzie i na górze.
Masą będzie przełożone
i w lodówce wystudzone.
Niech krakersy będą słone
idealnie ułożone!





















Już. Najlepszy przepis macie.
Gwarantuję. Spadną gacie.
Deszcz nie będzie Wam przeszkadzał,
ich smak będzie Was osładzał,
jeszcze bardziej, jeszcze trudniej
jeśli z wierzchu cukrem pudrem
będą równo posypane.
Doznania gwarantowane!
I podzielcie prostokąty,
niechaj wyjdą równe kąty,
symetryczne, krakersowe
jak Kremówki-Pyszne-Nowe.

Przepis jest od Katarzyny,
Taaaaak już widzę Wasze miny
Wiecie- to Tortowa Bestia,
należała Jej się kwestia.




















Smacznego!

P.S. Gdyby wyszły grudki, polecam zmiksować na wysokich obrotach powstałą masę tak, aby była płynna.

wtorek, 13 maja 2014

Mieszka z nami psuj!

Kupiła Babcia do wody pompkę,
wziął pompkę Aruś w swą małą rączkę
i zanim się ledwo zdążyłam odwrócić
Aruś nie musiał się zbytnio natrudzić
i obdarł pompkę z pianki ochronnej.
Nawet nie zrobił miny bezbronnej
tylko wyszczerzył swoje zębusie
i tak rozbawił przy tym Mamusię,
że głowę w dłonie znowu schowałam
i z bezsilności prawie płakałam
i z tego śmiechu, bo cóż poradzę,
pianki do pompki już nie przygładzę.
Nawet trzech minut nie wytrzymała,
choć sporo wody przepompowała,
i dalej wodę pompować będzie,
a woda tryskać znów będzie wszędzie
nic nie poradzę na tego Zbója.
Mojego Synka. Arusia-Psuja.

piątek, 9 maja 2014

Formułka na nerwa nr 33

Nie za długo żeś się cieszył
nader szybko żeś się speszył
napotkałeś Konkurenta
pękła Twoja twarz nadęta

i zrobiła się sflaczała
błyskawicznie zmizerniała.
Nie, to dla mnie nie dziwota,
aż raziła Twa głupota.

Wielki Znawca i Doradca
myślałby kto Pan i Władca...!
Ja się pytam: Ty doradzasz?
Ot, Ty sobie sam przeszkadzasz!

A dopiero innym prawić,
adorować Ich i bawić...
instruować, pokazywać,
kończynami wymachiwać...!

Zatem Tamten Cię skasował,
a powiedział ze dwa słowa
lecz powiedział tak dosadnie,
że w sekundzie byłeś na dnie!

Długa droga jest przed Tobą,
lepiej licz się z mą przestrogą!...
Chyba grozić Ci nie muszę?
Zaserwować Ci katusze...?

wtorek, 6 maja 2014

Do O... nr 9

Tak, znalazłam rozwiązanie.
Jakie?
Interpretowanie.
Co Ty na to mi odpowiesz?
Możesz teraz knuć plan w głowie?
Nie, nie możesz, bo żeś martwy.
Dla mnie jednak jesteś warty...
Minimalnie,
okruszynkę,
nie za dużo,
ociupinkę
ale jednak...
niby mało
samo z siebie tak się stało,
że nabierasz tu znaczenia.

Nic nie zmieni wydarzenia.

Jak tak teraz patrzysz na mnie,
jak np. jem śniadanie,
albo jak mam dzień wariata,
jak się czujesz jako .....?
Dalej mięśnie swe zaciskasz?
Gromy z oczu wszędzie ciskasz?
Czy się gromy już skończyły
i się we łzy zamieniły?
Czy Ci teraz jest wygodnie?
Jakie masz na sobie spodnie?
Nikt Ci nic nie uprasuje...
nikt Ci nic nie przygotuje...
nikt się z Tobą nie zaśmieje...
Sam żeś rozwiał swe nadzieje...!
Już mi nie potowarzyszysz,
śmiechu mego nie usłyszysz...
już mi nie pogratulujesz.
Czego?
Sam wkrótce zrozumiesz.