środa, 31 grudnia 2014

Ostatni post w 2014 roku!


Fajnie być rodziną 2+2 i w takim składzie będziemy witać Nowy Rok. Lazania zrobiona. Podobno czeka na nas ciasto czekoladowo-sernikowe. Karmi żurawinowe- schłodzone. Gry przygotowane. Nastrój- jest. Towarzystwo również. 

Kochani,
zabawy szalonej,
nocy przetańczonej,
spełnienia marzeń,
sylwestrowych wrażeń!

AnciaMamcia.

wtorek, 30 grudnia 2014

Do O... nr 11

Czytaj.
Tak jak obiecałam,
tak jak wcześniej
Ci pisałam-
znów się u mnie
pozmieniało.
Samo z siebie
tak się stało.
Czy pomogłeś
w osiągnięciach?
Rewanż dla mnie
po napięciach?
Myśli moje
rozbiegane
oczy moje
roześmiane
i kończyny
zbyt ruchliwe
oraz serce
tak szczęśliwe...
Wiesz dlaczego
tak się dzieje,
że mi wiatr
pomyślny wieje?
Patrzysz? Widzisz
moje zmiany
i sukcesy,
dalsze plany...?
Co mi powiesz
teraz na to?
Czy pomogłeś
mi w tym ...?
Tak na koniec
tego roku,
późną porą
w ciemnym mroku
tak się teraz
zastanawiam
wiesz Ty czego się
obawiam?
Że pomagasz,
dopingujesz,
że te plany
Ty sam knujesz...
albo chyba
zwariowałam.
Znów do Ciebie
napisałam.
Znów Ci wszystko
wygarnęłam,
łącznie z tym
co osiągnęłam.
Dumny? Smutny?
Rozzłoszczony?
Zachowaniem swym
skruszony?
Choć być może
znasz me plany
Jesteś
odseparowany.
Nie mów nic
i znów uciekaj,
ciesz lub złość się
i nie zwlekaj.
To kolejny rok
bez Ciebie.
Dali Ci już
miejsce w niebie?

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Czego Wam życzyć?

Kochani,
ten rok był dla Nas nadzwyczaj pomyślny, zarówno w sferze zawodowej jak i osobistej. Szczerze powiedziawszy, to nie pamiętam tak dobrego roku...
Jak zapewne wiecie jesteśmy już we czwórkę. Euforia to mało powiedziane. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że sprawy przybrały taki obrót. 
Chciałam życzyć Wam wszystkiego co najlepsze. 
Niech te Święta będą dla Was czasem, który spędzicie wspólnie z Rodziną. Oprócz tego życzę Wam radosnych, spokojnych Świąt, pięknej choinki, pysznych potraw i wszelkiej pomyślności na Nowy Rok. Niech przyszły będzie tak dobry dla Was, jak ten był dla Nas. 
Cieszcie się sobą nawzajem tak, jak my cieszymy się sobą. 

P.S. Są pierniki pieczone przed porodem, a z nich ma być choinka. Będzie fotka, jak się uda :-)))
Nasza "prawie" ubrana choinka :)

Piernikowa choinka- z BMW i traktorem :)

wtorek, 9 grudnia 2014

Bo to zła interpretacja była...!

Dziś zobaczyłam zdjęcie w Gazecie Wyborczej, takie oto:











To komentarz do testu gimnazjalistki, która chciała wziąć udział w konkursie historycznym. Podobno Jej zdolności z zakresu historii nie były powalające, ale chciała spróbować. Nauczyciel w taki oto sposób (jak na zdjęciu) skomentował predyspozycje uczennicy. Co zrobił? Delikatnie rzecz ujmując- skutecznie podciął skrzydła tej młodej osobie i moim skromnym zdaniem przekroczył wszelkie kompetencje. Jakim prawem napisał takie słowa? Kto dał Mu na to pozwolenie? Gdzie wsparcie ze strony Pedagoga, że może innym razem? Że niestety, ale są lepsi od Niej? Że jeśli trochę się podszkoli, to może spróbować za rok? Gdzie docenienie, że chciała spróbować? Gdzie się podziała tak szeroko dziś rozpowszechniana technika motywacji?! Gdzie szacunek, który należy się bezwzględnie każdemu? Moi drodzy Czytelnicy, gdyby to moje dziecko przyniosło do domu coś takiego, to jak słowo daję: nie ręczyłabym za siebie. Oj, coś czuję, że nauczyciele nie będą mieli ze mną łatwo...czas pokaże. A wiecie dlaczego? Dlatego, że jak pamiętam swoją szkołę średnią, to z reguły przy interpretacjach wierszy dostawałam komentarz: "błędna interpretacja". Cóż, zwykle moje wypracowanie nie było zgodne z opracowaniem pani Polonistki, która bez niego nie prowadziła lekcji. (coś w stylu opracowania dla nauczycieli). Dałam za wygraną. Stwierdziłam, że choćbym nie wiem jak się starała i co napisała i tak prawdopodobnie Polonistka uzna inaczej. Często kończąc pisanie mojej interpretacji wierszy byłam naprawdę zadowolona, że to wszystko moje, że napisałam je sama...ale na nic to się zdało. Mogłam przyjąć metodę innych uczniów, żeby pisać dokładnie tak, jak podpowiadały opracowania, ale tego nic zrobiłam. Nie zrobiłam tego również na maturze ani pisemnej, ani ustnej i .....z powodzeniem ją zdałam. A dziś? Pani Polonistka  dalej wałkuje te same lektury z uczniami, z opracowaniami...rok w rok to samo. Przypuszczam, że lekcje języka polskiego wyglądają tak samo jak kiedyś. I popatrzcie jaki to los przewrotny, że założyłam wierszowanego bloga...wiem, że moje wiersze to w zasadzie rymowanki i ciężko w nich szukać poezji typu Szymborska, jednak coś mi się wydaję, że Pani Polonistka nawet połowy by nie napisała...A Wy drodzy Czytelnicy? Jak zapatrujecie się na takie komentarze nauczycieli? Macie jakieś skuteczne metody, argumenty? Bardzo jestem ciekawa, czy Wam również nauczyciele dawali uwagi według określonych szablonów pochodzących z ich opracowań :) Moja Polonistka nigdy nie zapytała, czy potrafię pisać wierszem... do głowy Jej to nie przyszło, ale dała mi kiedyś "bardzo dobry", za wypracowanie na temat dowolny. Potem niestety nie mogła uwierzyć, że napisałam je sama... i myślałam, że Jej ręka uschnie, kiedy wpisywała ocenę do dziennika :)

piątek, 5 grudnia 2014

WIELKA akcja "Zwierzaki Pocieszaki"

Już jest!
Nowa,
rymowana,
długo tak
wyczekiwana!
To książeczka
o zwierzakach,
o pociesznych
POCIESZAKACH.
I nie mała to afera,
dziś odbyła się premiera!
Będzie wzmianka
na Onecie
w różnych miejscach
w internecie.
Pomagamy więc
Dzieciakom,
zwierzakowym
POCIESZAKOM!
Dla Fundacji to cegiełka-
Twoja pomoc będzie wielka!
Dziesięć wierszy
rymowanych,
drukowanych,
malowanych
mogą być pod Twą choinką!
Niech nakłady wszelkie
znikną !!!

Kochani,
to idealna okazja na to, by zrobić komuś wspaniały prezent i zasilić konto fundacji. Więcej szczegółów o akcji tu: KLIK oraz o fundacji "Kawałek Nieba" tu: KLIK.


wtorek, 2 grudnia 2014

Pora rozpocząć 38 tc

Zwariowany tydzień. Tyle się dzieje. Marzę o tym, żeby wreszcie był spokój. Tylko my i dzieci. I nic innego. Żadnego zamieszania związanego z działką, kredytem, firmą, egzaminami...za dużo tego. O porodzie nie wspominając. Wczoraj rozbolały mnie nerki. Rozbolały do tego stopnia, że się położyłam i wzięłam 2 panadole. Niby zgodnie z zaleceniem lekarza, bo ja niechętna do leków jestem barrrdzo, ale cóż. Wyjścia nie było. Nie przeszło od razu, więc w pół godziny spakowałam do końca torbę moją do szpitala i Dudusia. Na wszelki wypadek, gdyby mnie zostawili na dłużej. Wypiłam ze trzy litry, posłusznie wzięłam dawkę syropu, na noc alveo i wyciąg z aloesu. POMOGŁO.
Przedwczoraj byłam z kolei na badaniach odnośnie wszelkich bakterii (czyli wszystkim dobrze znane wymazy). Wyniki jutro. A dziś? Byłam z rana na badaniach krwi. Wyniki też jutro. Wracając ze szpitala i parkując ostrożnie w garażu co by sąsiadce autka nie uszkodzić- uszkodziłam swoje. Ręce mi opadły. Brawa dla innej sąsiadki, która wywalczyła zamontowanie ni z dupy ni z oka tego właśnie słupka. Teraz musimy wjeżdżać tyłem w miejsce garażowe, ale potem z wózkiem najlepiej żebyśmy przefrunęli, bo przejechać między autami na pewno nie przejedziemy.
Skutek tego taki, że dziura w aucie, którą zrobił Tomasz nadal sobie JEST i w dodatku teraz mój cudowny szlaczek na drzwiach również. To, że jestem zła to chyba nie jest dobre określenie. Jestem bezradna. A to jest stan dla mnie najgorszy. Należę do tych osób, które zawsze starają się znaleźć jakieś wyjście, ale teraz nie wiem czy takie będzie. Walczyć z administracją? A może z Sąsiadką? Kto ma na to czas i siłę? My chyba nie...Mamy sto tysięcy innych rzeczy na głowie. Aruś wrócił ze żłobka z gorączką. To było do przewidzenia, bo noc właściwie zapowiadała jakieś choróbsko. Budził się ponad 10 razy i skarżył się na katar. Odebrany wcześniej, przyszedł do domu i się rozpłakał. Moja Pchełka. Położyłam Go na drzemkę, ale płacze co chwilę przez sen. Katar jest naprawdę duży. Zobaczę co będzie jak wstanie (jeśli w ogóle porządnie zaśnie...), bo znając nas pewnie wieczorem pojedziemy od razu do naszego lekarza. Katar trwa już drugi tydzień, a to do Arusia nie podobne...
Jutro do odbioru są moje wyniki badań, ale nikt po nie się nie wybiera, bo to przedostatni dzień nauki Tomasza do egzaminu. W czwartek już będzie PO. W czwartek zatem, odbieram wyniki i idę na wizytę do ginekologa. To już jedna z ostatnich wizyt, bo właśnie rozpoczął się 38 tydzień ciąży. Byle dotrwać...i nie zwariować.
P.S. Św. Juda uruchomiony. Oby pomógł.