wtorek, 20 grudnia 2016

Szafa Dziadka

Na własne życzenie wkradło się zamieszanie przedświąteczne. Jak zwykle związane jest z układaniem, pakowaniem, oddawaniem itd. Przewożę już część rzeczy do domu, bo już mogę. Miało nie być zamieszania, a jest. A jednak. Ciągle sprzątam i ciągle piasek wnosi się i wnosi. Musimy zacząć od podstawowych potrzeb od nowa. Od wycieraczki, mopa, czajnika (żeby zrobić kawę!), śrubokrętów itp, itd. Od drabiny! Matko, dopiero teraz miałam okazję przekonać się, że drabina jednak nie jest taka zła. Jest niezbędna. Na wsi jest, wypróbowałam ją przecierając okna i to już postanowione, że drabinę swoją powinnam zakupić. Kiedy? Nie wiem :) Napewno nie powinnam już więcej skakać po krześle tam i z powrotem, bo krzesło stoi na płytkach...
W mieszkaniu minimalnie widać na półkach większy luz, ale minimalny naprawdę. W głowie mi się nie mieści, ile rzeczy jest w naszym mieszkanku, a przecież ja minimalistką jestem! Nie mniej jednak jest nas cztery osoby, a te najmniejsze dwie mają najwięcej rzeczy...
Dziś za sprawą brata mojego T. przyjechała szafa Ś.P. Dziadka Adama i Babci Janci oraz okrągły stolik  i dwa krzesła. Totalna prowizorka, jednak przyjemnie mi się patrzy na mebel, który ma już swoją historię. Czyszcząc szafę znalazłam narysowane ołówkiem jedynki i krzyżyki, w których miały być montowane drzwi i drążek. Ile to już lat minęło, od kiedy ktoś to zaznaczył...? Znalazłam w szafie również stary medalik z Matką Boską Częstochowską...! Ciekawe czyja to sprawka :) Nie muszę pisać, że już jest mój? Własnie dlatego mam taki ogromny sentyment do starych kufrów, skrzyń, szkatułek i szaf. Wszystkie mogłyby być moje :)
Teraz stoi umyta i się wietrzy. Zaaplikowałam w nią wszystko co było możliwe, łącznie z olejkiem pudrowym. Na sam początek początków szafa Dziadka będzie w sam raz :)
Przewieźliśmy również nasze łóżko sypialniane oraz materac. Stoją i czekają na skręcenie. Materac rozwinięty, pokrowce spakowane do pralni.
Jeszcze trochę i dom zacznie być prawdziwym domem!

czwartek, 15 grudnia 2016

Dla Dudisia!

Dudku,
Tymciu najkochańszy
to są drugie urodziny!
Wszystko Twoje
i dla Ciebie,
razem z Tobą się cieszymy!
Bądź nam dalej jaki jesteś
nigdy się nie zmieniaj!
Ucz się nadal mówić pięknie
i piosenki śpiewaj!
Jesteś Dudku najwspanialszy!
(powiem Ci w sekrecie)
każde dziecko i Ty również
jest jedyne na tym świecie :D

środa, 14 grudnia 2016

Ostatni dzień...!

Tak obiecują Nasi na budowie. Nasi, tak ich nazwałam, żeby szybciej było. W końcu przebywają w naszym domu już chwilę, zatem są Nasi :) Najchętniej sama zerwałabym te kartony zabezpieczające płytki na podłodze, ale wiem co się kryje "pod" :D Pełno białego pyłu...unoszącego się- co tu kryć- nawet w powietrzu. Dom trzeba ogrzewać i wietrzyć zarazem, ale to już będzie moje zadanie. W przeciwnym razie można poczuć się trochę jak w konserwie...Damy radę, tylko niech już skończą na ten moment. Następnym razem jak przyjdą to chyba osadzać część drzwi, na które czekamy i jeszcze trochę poczekamy :) O całości drzwi nie wspominając...
W niedzielę przewiozłam już pierwsze pakunki, żeby choć trochę zrobić miejsca w pokoju u Chłopców. Znów czeka mnie runda pakowania/oddawania/sprzedawania pewnych zabawek, które u nas zalegają. A, że Mikołaj w tym roku łaskawy był, to coś mi się wydaje, że Gwiazdka gorsza nie będzie...
I znów miejsce na półkach z powrotem się zapełni!
Co planuję dalej?
Docelowo przewieźć ramę łóżka i materac- na tym mi chyba najbardziej zależy, żeby już ani chwili nie zalegała w piwnicy. Po prostu szkoda mi tego i już. Gdyby się udało, to i z Czernichowa parę skarbów zabiorę, a jest co!
Ma przyjechać kontener na gruz, więc jest szansa na jakikolwiek wstępny porządek wokół domu. Nie uwierzę, dopóki nie zobaczę...
A póki co:
Podłoga, ściana w salonie już prawie skończona! Hura!!! A, nie mówiłam, że uda się przykleić na ścianę bez listew wykończeniowych? A nie mówiłam? Jak się chce, to się da!!!
Nie mogę się doczekać piątku. Nareszcie pojadę i zobaczę całość :D

niedziela, 11 grudnia 2016

What a wonderful...day !!!

W sobotę tak jak pisałam w poprzednim poście były urodziny Tymcia. Klubokawiarnia LikeKonik rzeczywiście spełnia wszystkie wymogi odnośnie organizacji imprez dla dzieci. Wcześniej podpytałam Koleżankę, która poleciła i zaryzykowałam. Wydaje mi się, że dzieci były zadowolone. My- dorośli- również, bo mogliśmy posiedzieć spokojnie przy cieście i kawce. I tak to jest, że jak się idzie na imprezę gdzie "wszystko jest gotowe" to się okazuje, że nawet głowy zapomnieć można. I potwierdza się, że im mniej ma się na głowie, to gorzej- tak u mnie zdecydowanie. Tam wszystko było gotowe, a ja w pewnych momentach nie wiedziałam co ze sobą począć! Jak dla mnie scenariusz na urodziny był super przygotowany. Poprosiłam o motyw przewodni Świnki Peppy i Kubusia Puchatka, bo to ulubione postacie Tymka na ten moment. Był czas na opowieści, zagadki, konkursy, rysunki na pamiątkę, były tory przeszkód z poduszek, tunele i przede wszystkim Bartek, który zajął całe towarzystwo! Na koniec była chwila bajki na dużym ekranie. Poczęstunek dla dzieci naprawdę na poziomie- nie tylko same chrupaki, ale i owoce, warzywa, popcorn i oczywiście słodkości- w tym tort ze Świnką Peppą właśnie. Tymek dostał fantastyczne prezenty, idealne na Jego wiek i choć tematyczne, to nie powielił się ani jeden! :) Bardzo się cieszę, że dopisali Ci co mogli, a Ci co nie- mam nadzieję, że dopiszą innym razem :) Grudzień to taki szalony miesiąc, że rzeczywiście nie każdy zawsze może być :/
Wyszliśmy przed 16.00 na krakowski Rynek, a tam- pokaz wielkich baniek mydlanych i cały Rynek w tradycyjnych światełkach choinkowych w odcieniu ciepłej, żółtej bieli. Przyznam szczerze, że dawno czegoś tak pięknego nie widziałam. Jednak klasyka sprawdza się zawsze i po raz kolejny się to potwierdziło. Imponująco wyglądają te światełka w klasycznym kolorze i przy tradycyjnej zielonej choince, cały Rynek się mieni jednym kolorem. nie jest pstrokato, nie ma neonów, atmosfera 100% świąteczna. Udzieliło nam się, bardzo. Było +12 stopni, nikt nie zmarzł, można było spacerować do woli i załapać się na kolejne krakowskie pyszności m.in. grzańca, ale my tacy głodni, że pojechaliśmy na obiad z Sąsiadami. Po obiedzie z nimi- wparowaliśmy do drugich Sąsiadów i tak samo z siebie zrobiło się after party urodzinowe. Dzieci szalały, ja mogłam posiedzieć przy stole (wstając tylko po to, żeby ...yyy właściwie nie wiem ! :)
Do mieszkania przyszliśmy o 22.30, dzieci padły w locie, a my przy nich.
Napewno zapamiętam ten dzień z powodu mnóstwa uśmiechów, żartów, dobrego towarzystwa i wina, ciepłego wiatru w grudniu i przepięknej krakowskiej atmosfery na Rynku.

Piękną aurę miałeś Dudku
w dniu drugich urodzin
żadnej łezki, żadnych smutków!
Torcik dzień osłodził.
To dla Ciebie mój Słodziaku!
Pięknie się złożyło,
że na Święta zawitałeś...!
Dwa latka przybyło!
Znów wspominam tamtą chwilę,
łza się w oku kręci,
nikt mi tego nigdy niczym
nie wymaże z mej pamięci...

piątek, 9 grudnia 2016

W kuchni rządzę JA!

Zwłaszcza dziś. Czasem dopada mnie wena w gotowaniu taka, że aż sama się boję. Dziś naszła mnie ochota na razowy makaron (wstążki). Zeszłam na dół do piwnicy i w warzywach znalazł się por! Oooo- pomyślałam, idealnie. Wyszedł mi dziś makaron ze słonecznikiem, na cebuli z lekko uduszonym porem :D Posypany parmezanem smakuje naprawdę świetnie! Do tego dziś barszczyk czerwony z ziemniakami, bo Tymek bez zupy nie istnieje :) Dziś Tymcio nasz ma urodziny w żłobku, a jutro urodziny dla rodziny i znajomych.
Zbieram się po moje Latorośle, zupa stygnie :)

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Coraz bliżej!

W minioną sobotę Chłopcy już po raz kolejny pojechali do Dziadków. My w tym czasie pojechaliśmy do domu, żeby powoli zacząć uprzątać...w zasadzie całość. Jak to na etapie "prawie" końcowym bywa, niby wszystko jest już zrobione, ale pozostają jeszcze detale, które również zajmują sporo czasu naszym Specom :)
Nie wytrzymałam dłużej i umyłam okna na górze, ale od środka. Były nieco zachlapane w niektórych miejscach, na szczęście żadnych zadrapań i trwałych uszkodzeń nie zauważyłam. Jednak sporo czasu zajęło mycie okien "z pierwszego". To chyba najgorsze mycie, bo prosto po skończonej budowie... Chwalę teraz wszystkie cuda techniki, które niewątpliwie sprawę ułatwiają, jednak ciężko nazwać to, co pozostało po moich paznokciach...
Ale jaka zmiana! Jaki widok i blask! Akurat w ten dzień co chwilę świeciło mocne słońce i efekt był naprawdę piękny...! Duże tafle okien pod tym względem są dla mnie magiczne. To takie wielkie oczy na świat :)
Na dole ustawione są wciąż rusztowania, więc tam się nawet nie zapędziłam, zmiotłam tylko z dolnych szyb wszelki pył, kurz moją specjalną szczotką, którą to Mąż upolował przy okazji na ostatnich zakupach. Przydała się bardzo. Nawet to pomogło, żeby wpadło jeszcze więcej światła!
Fachowcy nasi dają sobie i nam (!) jeszcze max 1,5 tygodnia i twierdzą, że to koniec prac na ten moment. Bardzo się cieszę, bo to oznacza, że w święta mogę choć na chwilę przekroczyć próg i cieszyć się, że plan na ten rok został zrealizowany.
We wtorek przyjeżdża podłoga, naprawdę nie mogę się doczekać!!!
I co najważniejsze: wypiliśmy pierwszą kawę u Sąsiadów!!!
Jak za starych dobrych czasów, co prawda w lekkim pośpiechu obgadaliśmy sprawy "na topie", trochę się uśmialiśmy z tych naszych budów, ale też pooglądaliśmy ich wnętrza i choć są zupełnie inne niż nasze, to również bardzo fajnie wszystko wygląda. Kolorowe krzesła przy stole to chyba najmocniejszy akcent, który widać aż do mnie przez okno! U Sąsiadów, choć sporo jeszcze drobnych prac do zrobienia, to naprawdę można poczuć się jak w domu.
Tomasza zaczęło skręcać, że i Jemu włączyło się wicie naszego gniazda. Teraz nie tylko ja, ale i On ewidentnie marzy o tym , żeby rano obudzić się przed dziećmi, nastawić ekspres z kawą i wspólnie ją wypić.


Jeszcze w pidżamach 
Jeszcze zaspani
Spijają kawę
Wspólnie
Zakochani
Słońce zagląda
budzi o poranku
Na nowo 
młodych
spełnionych.
Kochanków... 


A poza tym, mamy już wyczyszczony, nieco oszlifowany nasz sufit z betonu. Zakupiłam satynowy lakier z minimalnym srebrnym brokatem. Tomasz opowiedział mi jak wyglądało czyszczenie kawałek po kawałku- szczerze podziwiam i majstrów i efekt końcowy. Jest idealnie.
Zanosi się, że w spadku po Babci i Dziadku Tomasza dostanę dokładnie taką samą szafę, jaką miałam u siebie w domu w dzieciństwie. Miło będzie mi znów z niej korzystać... I powspominać trochę... Jakoś bardzo przemawia do mnie drewno starego PRL-u niż płyty-dykty pseudo drewniane, oklejane. Choć wiem, że takie również posiadam i zabiorę do domu, to jednak sentyment w tym przypadku bierze górę :) Grunt, to znaleźć dla szafy takie miejsce, by mogła nam jeszcze trochę posłużyć.
Jeszcze najnowsze zdjęcia:











piątek, 2 grudnia 2016

Płyną...

Tak gorące, słone
płynie każda
w swoją stronę
i wyznacza nowy szlak...

Dziś niech zmierza
dokąd pragnie
niech rozpuści się
niech spadnie
wszystko jedno jak...

Może płynie ich za dużo
może one czemuś służą
może...
jednak
niech spływają...
chociaż słony mają smak...

środa, 30 listopada 2016

Mikołaj zaklepany

I nastała wiekopomna chwila- jak co roku- zaklepaliśmy przybycie Świętego Mikołaja. Bo Chłopcy grzeczni przecież! :P Listy namalowane, podpisane, pierniki upieczone i schowane do pudełka. Jak tak dalej pójdzie to nic nie zostanie na choinkę. W trosce o to właśnie, dziś upiekłam ciastka z marchewką i dżemem. Aż się Chłopcom uszy trzęsły! Tu link:  http://anciamamcia.blogspot.com/2015/01/ciastka-z-dziurka.html
Pracownia częściowo odświeżona, jeszcze jeden lub dwa dni i niemal każdy zakamarek będzie jak nowy. Okna umyte również :)
Póki co zmagam się z katarem (chyba po ostatnim pobycie na budowie zmarzłam) i teraz mam za swoje. Kicham i prycham. Dziś zajadamy zupę krem z kalafiora. Całkiem, całkiem. Daje radę.
A w domu ściany zaczyna pokrywać śnieżna biel. Tak, nasi fachowcy zaczęli malować ściany na czysto. Bardzo się cieszę. Jutro jest plan, żeby pojechać po dodatkowe kolory farb.
Jak czytam tego posta, to sama się z siebie śmieję. A raczej ze zdań, które napisałam. Wszystko pourywane jakieś...
Fachowcy nie dopytali, czy mają układać płytki wokół kominka i ułożyli. A jutro skują. Nie dam się przekonać do kolejnych listew łączeniowych, bo zaburzą mi kształt podłogi, na której będą panele. A jeśli chodzi o panele to- WYBRALIŚMY. Nareszcie. Szukałam takich, które będą jak najbardziej zbliżone do naturalnego koloru drewna i chyba się udało. Zostaną położone również na całej ścianie, więc powinno to całkiem nieźle wyglądać. Spełniają wymogi pod ogrzewanie podłogowe, zatem będzie podłoga w pełni. 
A z ciekawostek to Arek chce pokój żółto-czerwony. Hmmm. Już to widzę :)

poniedziałek, 28 listopada 2016

Zadania na grudzień

Też tak macie, że gdy nadchodzi grudzień chcecie wszystko uprzątnąć, odświeżyć, zakończyć pracę lub zlecenia po to, by z Nowym Rokiem rozpocząć wszystko od nowa?
Ja należę do osób, które na każdej płaszczyźnie starają się nieco wszystko pogrupować, niepotrzebne schować lub oddać, zużyte- wyrzucić. Czy to w głowie, czy w realu :) I dopadło mnie. Dziś musiałam zejść do piwnicy i odnaleźć moje pięknie przepisywane na czysto notatki ze studiów i zaczerpnąć nieco info z nich i stało się. Zaczęłam szperać w pudłach, żeby sprawdzić co też na dnie skrzętnie skrywają. A kryje się sporo skarbów- głównie gier, alfabetów-zabawek, pluszaków ze trzy reklamówki, całe pudło płyt CD z bajkami dla dzieci, o żesz! Jeszcze puzzle i gry dla nieco starszych. A co dopiero mówiłam, że zawiozę sporo gier z mieszkania do Niepołomic i się zrobi nieco luźniej. Zrobi się, zawiozę sporo więcej niż mi się wydaje...
Jak już odnalazłam notatki i schematy, które były mi potrzebne to...
O mały włos a dostałabym w głowę pokrywą od grilla, która spadła z góry i nieco się obiła :D Znalazłam też brakujący malarski pędzel (tak, malarski profesjonalny pędzel do malowania yhm obrazów- wiecie, że dawno temu miałam być malarką?!) Komplet uzupełnionych pędzli czeka. Kto wie, kto wie- może kiedyś z dziećmi ponownie zapełnię płótno jakimiś bohomazami? Przynajmniej powiem, że to dzieci :P
Z utęsknieniem dotknęłam ramy naszego sypialnianego łóżka, które rozkręcone stoi przy ścianie i cierpliwie czeka, aż ktoś je ponownie skręci i uzupełni materacem, a na wierzchu przyozdobi ciepłym kocem...
Wyszperałam ozdoby świąteczne, które przeznaczyłam do pracowni- a końcu pora zadbać o miejsce pracy i nieco lepszy nastrój w niej. Odkurzone, przygotowane, spakowane na jutro- czekają mnie bowiem porządki w biurze. Obiecałam na koniec roku zaangażować się nieco bardziej. Zaplanowałam zamieszczenie kilku dodatkowych informacji na stronę internetową, ale to na czwartek.
Wniosek jest jeden. Porządki w piwnicy odbyć się muszą!!!

Co za wielkie, ciężkie wieko
tak upadło niedaleko,
że mi prawie mózg obiło,
gdy w podłogę zadudniło...

Dostać w głowę takim deklem
co zadudnił tak zaciekle,
to naprawdę śmieszne nie jest.
Taką raczej mam nadzieję...:)

niedziela, 27 listopada 2016

Co w domu słychać?

A słychać, pompa ciepła działa w najlepsze i jest już przyjemnie ciepło. Zdarza się jakiś komunikat, ale i tego będziemy musieli się nauczyć, żeby działała poprawnie. Płytki w salonie już położone, zafugowane i zakryte, aby nikt nie uszkodził przy dalszych wykończeniach. Wciąż waham się czy zamawiać podłogę- panele, które wybrałam. Parametry, jednostki, cena...to nigdy nie jest takie proste. Za wszelką cenę chciałabym zamówić i nie żałować za dwa lata...Jest jednak pewna granica cenowa, której nie przekroczę- no way! Jeszcze nie zwariowałam...!
Mają przyjechać lustra, zatem w nadchodzącym tygodniu uzupełnią się fugi wokół luster i będzie można zakładać umywalki, baterie oraz wc. Jak wc będzie czynne to już prawie na noc zostać będzie można i...sprzątać, sprzątać i jeszcze raz sprzątać. Ekipa- złego słowa nie powiem- ogarnia cały ten bałagan naprawdę nieźle, ale okien, podłóg, płytek na ścianach myć nie będą, choć śmiałam się, jak byliśmy ostatnio i zobaczyłam nareszcie mój zafugowany brodzik- to tacy dumni z niego byli, że wszystko na świeżo było zmiecione i odkryte dla widoku :)
Najważniejsza sprawa to montowanie gniazdek, bo nadal prawie wszystkie kable wystają...To również ma być zrobione w tym tygodniu. Miło tak wejść do siebie i zobaczyć jak praca wre :) W tym tygodniu również jest szansa, że pomalują ostatecznie ściany na biało, bo gładziutkie już są wszędzie. Będzie poprawiany garaż wewnątrz- Mąż Mój nie odpuszcza :P
A ostatnio co chwilę przeglądam abstrakcyjne obrazy. Mam fioła na ich punkcie, bo za każdym razem widzę coś innego. Każde spojrzenie powoduje, że nie wiem co za chwilę w nich zobaczę. Nawet nastrój ma wpływ na to, jak odbiorę dany obraz- o świetle nie wspominając. Mam trochę tych ścian w domu. Z pewnością znajdzie się miejsce dla jakiejś odjechanej, nasyconej kolorami abstrakcji!

poniedziałek, 21 listopada 2016

Lepiej mi :)

Lepiej mi, bo słońce świeci mocno :) Biegłam dziś sobie swoją trasą i powiem szczerze, że się tak zgrzałam jak mało kiedy. Myślałam, że mnie przewieje, że zimne powietrze, a tu nic! Biegłam, gdzie nogi niosły w towarzystwie pięknie świecącego słońca! Wspaniałość! Wróciłam czerwona jak burak, zmęczona- ale tak przyjemnie zmęczona. Po drodze niewątpliwie byłam atrakcją dla wszystkich napotkanych robotników, którzy pokazywali na mnie palcem, bez najmniejszego obciachu. I znów scena jak z filmu: bo nóżki mnie niosły przed siebie, muzyka w uszach Gunsów (i nie tylko) na full i śmiałam się pod nosem z tych wszystkich napotkanych, bo widziałam tylko ruchy ich ust- nie słysząc co mówią- bo szczerze, to mało mnie to obchodzi :)))
Fajnie tak śmiać się do siebie,
fajnie, gdy słońce świeci,
fajnie, gdy muzyka gra!
Kawa dziś na balkonie będzie :)
Czy to aby napewno końcówka listopada...?

środa, 16 listopada 2016

"Nieistotne"

Nieistotne tyle rzeczy
nieistotne tyle spraw,
chociaż zewsząd wszystko skrzeczy
i domaga się swych praw

Mówię basta. Mówię koniec.
Bo wszystkiego nie dogonię.
I zabiegać nie zamierzam.
To co teraz JEST przemierzam.

I wyrzucam to co zbędne
i wypycham też nogami
bronię przed tym się zaciekle.
Nie chcę więcej się tym dławić.

W głowie sito, które cedzi
to co ważne i co warte,
niech przesieje wszystkie śmieci.
Pora skusić życia kartę.

wtorek, 15 listopada 2016

Qla świetlna !!!



Wczorajszy księżyc był zjawiskiem jakiego nie mieliśmy okazji obserwować od 1948 roku bodajże. Rzeczywiście był wielki! 
W nocy między godziną 2.00 a 3.00 Tymon się przebudził, napił się i ułożył ponownie do snu.
Ja z kolei zamiast wrócić do łóżka, to podeszłam do okna, bo jakby jakaś nowa lampa w nie świeciła. Odsunęłam żaluzje, a tu...KULA. Okrągła, duża, świetlna kula, skierowana wprost w nasze okna, tkwiła sobie samotnie, ale niezwykle odważnie zaglądała do naszego mieszkanka. I tak przyklejona
i wpatrzona patrzyłam sobie na Niego przez dobrych parę minut. Dostrzegłam nawet oczy i uśmiech :) Taki dumny był i okrągły...zupełnie jak...KSIĘŻYC :D Uśmiechał się w całej swojej wielkiej dostojności i okazałości. Sam. I niczego się nie bał. Odważny z Niego Gość, tak sobie myślę. Nic tylko Go pogłaskać i przytulić. Taki dla mnie wczoraj BYŁ. Niezwykły, jak nigdy dotąd. I nieosiągalny. To Jego największy atut :)

Znalezione obrazy dla zapytania księżyc 14 listopada 2016
źródło Internet: openmagazyn.pl
Świeć mi kulo
świeć tak mocno
świeć mi w nocy
w moje okno.

Przypominaj mi
o sobie
jeśli chcesz
to w każdej dobie
wykorzystuj 
swoją siłę.

Będzie to
niezwykle miłe...


czwartek, 10 listopada 2016

Zimno..! Ale tylko na zewnątrz :)

Ile można wetrzeć, wsmarować, wklepać balsamu w przesuszoną skórę? Dużo, chyba z 0,5 kg! Tyle chyba wczoraj wtarłam w niemal każde możliwe miejsce. Przyniosło mi to ulgę i nastrój też się poprawił. Zrobiłam też maskę na twarz. Po niedługim czasie nałożyłam krem nawilżający i naprawdę zrobiło mi się lepiej. Zawinięta w najgrubszy sweter, przy otwartym oknie popijałam gorzką kawę. Chwile dla siebie są dla mnie czasem nieocenione....
Polecam bardzo kosmetyki specjalistyczne polskiej firmy TOŁPA. Wyprodukowane z samych naturalnych składników, niektóre nawet w metalowych tubkach, żeby nie zasysały powietrza i przy tym bakterii. Wystarczy dobrać odpowiednio do predyspozycji skóry, ja tak zrobiłam i od jakiegoś czasu używam głównie tej marki. Mają też dostępną linię dla dzieci, ja używałam płynu do kąpieli oraz balsamu, a ostatnio wpadła mi w oko pasta do zębów, mająca w składzie ksylitol- zamiast cukru, który o zgrozo- pojawia się w pastach do zębów i to wcale ponoć nie rzadko! Pasta ma bananowo-miętowy smak. Jak zużyjemy standardowy elmex to pewnie wypróbujemy pastę od Tołpy.
W międzyczasie ogarnęłam lodówkę, zrobiłam w niej totalny porządek i miejsce na kolejne zakupy. Po południu musieliśmy z dziećmi pojechać wybrać podłogę, albo raczej jej fragment do salonu. Niełatwa to sprawa, bo dzieciom w takich chwilach się nudzi. A czas nam ucieka! Chcielibyśmy móc w zimie pojechać i normalnie wejść do domu :) Przewiało mnie niesamowicie! Zimno jak piernik i ta wilgoć w powietrzu!!! 
Wstępnie wybrałam też drzwi, powiem szczerze, że mnie urzekły! Teraz, jeśli złożymy zamówienie trzeba czekać od 4-6 tygodni. Aż mi wierci w brzuchu na myśl, że już coraz bliżej do wstępnego końca naszych planów na ten rok. Płytki w łazienkach już w zasadzie skończone, ponoć potrzebują jeszcze "ze dwa dni" :D
Prąd jest, żarówki bezwładnie wiszą na kablach i dają już światło w naszym domu. Pompa ciepła zaczęła grzać, póki co ustawiona na dół na 17 stopni. To już jest dom! Jak jest światło i ciepło to już musi być dom, a nie budowa. Wymurowana została również altanka na kosz śmieciowy i słupy pod bramę :) Wszystkiego przybywa z dnia na dzień!
Cieszę się ogromnie, na myśl, że to nowe nasze gniazdko urządzam po swojemu. Tomasz nie wtrąca się w ogóle. Ma to szczerze w nosie :) Projektował, budował i basta. Reszta moja. Tylko moja jupiiiiiiiiiiii :)
A ten stół?! Matko.....
http://jysk.pl/salon-jadalnia/stoly-do-jadalni/stoly-do-jadalni/stol-gadeskov-90x190-jasny-dab-czarny
Długi na 190! Wszyscy by się przy nim zmieścili.
Skradł moje serce pieron jeden!

wtorek, 8 listopada 2016

Milusiński !!!

Tak się kończy
szybki wypad
w celu załatwienia
paru spraw.

Milusiński
w moich rękach.
Wzdychać muszę
och i ach!

I włochate to
i miłe
i w kolorach
black and white

Będzie mi
umilał zimę
Zgadzam się,
tak, yes, all right :P
anciamamcia.blogspot.com


poniedziałek, 7 listopada 2016

Zagadka

Co ma cztery nogi?
Co ma cztery rogi,
a na wierzchu blat
i ma sporo lat?

Będzie znów jak nowy.
Po mojemu kolorowy.
Złotem będzie się przeplatał,
tak jak różne jego lata.

Przyszła pora.
Stolik znalazł Amatora.
I Amator ucieszony :)
Stolik będzie odnowiony.




piątek, 4 listopada 2016

Czy pamiętasz...?

Czy pamiętasz smak powietrza
który smagał Twoją twarz?

Czy pamiętasz moje włosy,
które stargał na wskroś wiatr?

Słowa, myśli pojedyncze
i refleksje
w myślach lincze

Ile już minęło lat?

Nie żałuję. Nic. Niczego.
Choć wiatr hula mi po twarzy
choć się z Tobą nic nie zdarzy...

Ile już minęło lat?

Minie jeszcze tuzin lat,
wszędzie będzie hulał wiatr...

Wiatr niech wieje, słońce praży-
to jest przecież życia smak....

Ile ludzi, tyle życia
nikt nic nie ma do ukrycia...

Ach...minęło tyle lat...!

środa, 2 listopada 2016

Powrót do rzeczywistości :)

Zastanawiam się, jak to się dzieje, że Święto Zmarłych trwa tylko jeden dzień, a przed tym świętem jest taki ruch w mieście? Ludzie są wszędzie. Na ulicach korki, w sklepach wszyscy zachowują się jakby miało zabraknąć towaru. O umiar proszę! To tylko jeden dzień, który powinien skłaniać do nostalgii, spokoju, a nie szaleństwa tuż przed :( Jedzenia jeszcze w sklepach nie brakuje, więc po co ten pośpiech? I te nerwy za kierownicą? Nie śpiesz się za szybko- taki wniosek mi się nasuwa, bo możesz skończyć....wiadomo gdzie :(
W dzień poprzedzający Arek był na pierwszych halloween' owych urodzinach u kolegi z przedszkola. Zabawa była przednia, było zbieranie cukierków, lizaki w kształcie dyni i wiedźmy :D Chłopcy szaleli na maksa, miło mi się patrzyło na ten rozgardiasz, który zapanował w mieszkaniu Solenizanta. (Miło mi się patrzyło, bo to nie mój rozgardiasz :) Takie są następstwa organizowania imprez w domach, mieszkaniach :) Arek zadowolony bardzo, to Jego taka pierwsza przygoda i przebieranki razem z kolegami z takiej okazji :) Arek ponownie wykorzystał strój czarodzieja, mieliśmy też kościotrupa, nietoperza i inne stworki :)
Po tych trzech godzinach szaleństwa wróciliśmy do domu, zadowoleni i z kolejnym zaproszeniem na następne urodziny :D Cudowny czas nastał :D Dzieci mi rosną!!!
W Święto Zmarłych pojechaliśmy na cmentarze. Nigdzie nam się nie spieszyło. Zapaliliśmy znicze i znów można było poczuć tą magiczną atmosferę na cmentarzach. To wyjątkowy dzień, który skłonił mnie do refleksji nad tym co do tej pory, a co jeszcze przed. Potrzebowałam tego, tak dużo się ostatnio dzieje. Po powrocie zjedliśmy obiad i przeznaczyliśmy resztę dnia na zabawę z dziećmi.
I choć urodziny i Halloween były super zorganizowane, to jednak nic nie przebije naszej polskiej tradycji... :)

A teraz pozostaje dotrwać do końca tygodnia, choć ciągle myślę, że dziś poniedziałek :)

niedziela, 30 października 2016

O domu słów parę :)

Dzień za dniem mija, jak zwykle za szybko. Od rana do wieczora pochłaniają nas obowiązki i dzieci. W tym czasie w naszym domu jest coraz więcej zmian. Jedna ekipa kończy, wchodzi druga, potem następuje kolejna zmiana i tak w kółko. Ściany nasze wygłaskane i przyjemnie się na nie patrzy. Właz/ wyłaz (jak kto woli) na strych zamontowany. W kotłowni i pomieszczeniu gospodarczym są już położone płytki. W górnej łazience również, ale tam prace jeszcze trwają. Zamówiłam wannę- która moim zdaniem jest obłędna! Miejsce na nią jest już przygotowane, pozostaje ją tylko zamontować. Chyba się nie doczekam tej kąpieli...! Płytki do salonu, dolnej łazienki już dotarły. Dumna jestem, bo od początku zamawiałam je sama i organizowałam czas dostawy na budowę. Sporo ich było, bo w sumie ok. 80 m2. Zdecydowałam się na dosyć odważne połączenie płyt i paneli w salonie. Mam nadzieję, że efekt będzie zadowalający. W górnej łazience są już meble, które czekają, aż ktoś je kiedyś skręci i wstawi gdzie trzeba. W komplecie mam już lampy. Ale będzie pięknie! W tym tygodniu otrzymaliśmy podłączenie prądu, więc za niedługo pompa ciepła zacznie działać! Choć przeprowadzka planowana jest na przyszły rok, to coś czuję, że nie jeden raz czmychniemy w zimie do Niepołomic :) Ocieplenie domu na zewnątrz jest skończone, teraz drewniane belki pokrywane są blachą, taką jak nasz dach. To się dzieje, ale tak na serio...?!

piątek, 28 października 2016

Odrobina kobiecości...

Żadnej mądrości w pierwszym zdaniu nie napiszę, bo o tym już chyba wszystkie wiedzą, że...Kobieta po 30-tce zmienia się i to bardzo. Już kiedyś pisałam o tym, że świadomość siebie inna, dojrzałość emocjonalna i społeczna również, a co za tym idzie również gust staje się jeszcze bardziej świadomy i dopasowany do każdej z nas. Wiemy już co nam odpowiada, a co nie, w czym wyglądamy dobrze i jakie tkaniny powinnyśmy zakładać. O kolorach to nawet nie piszę! :)
Jakiś czas temu "wzięło mnie" na zakupy, a że okres wyprzedaży w sklepach oferował różne cenowe atrakcje, to postanowiłam z nich skorzystać. Kupiłam parę fajnych ubrań, ale w szczególności upodobałam sobie skórzaną czarną spódnicę. Uszyta w moim klimacie, z ukrytym zamkiem w pasie od góry i od dołu, że zamienia się w rozporek! Aj! Szukałam takiej. Długość to coś a'la 7/8 i już widzę ją w zestawieniu z czarnymi rajstopami i kozakami. I w nosie mam, że wszystko czarne. Tak mi się taki zastaw podoba :) Na górę może uda mi się kupić krótkie sztuczne futerko, które od jakiegoś czasu nie daje mi spokoju. Upatrzyłam jedno, czas je w końcu zmierzyć, zanim wykupią mój rozmiar! Na jesień kupiłam lakier do paznokci w kolorze ciemnej wiśni i nieco jaśniejszy puder w kamieniu. Opalenizna zeszła już prawie całkiem...
Nadal nie spotkałam mojej chanelki. Kiedyś napewno znajdę tę, która zagości w mojej szafie :)

poniedziałek, 17 października 2016

Takie skarby wypatrzyłam

Odkąd zrobiło się zimno i spędzamy czas głównie w mieszkaniu, nosiłam się z zamiarem jakiejś małej zmiany u Chłopców w pokoju. Nagle zauważyłam, że czegoś w nim brakuje, choć ciężko w tak małą przestrzeń upchać dodatkowo cokolwiek. Nic za to nie stoi na przeszkodzie, żeby poprzekładać, zmienić, ewentualnie oddać lub wyrzucić coś, czego Chłopcy już nie używają. (Nad tym pracuję i jestem w trakcie). Zabawki, choć układane tematycznie znalazły swoje nowe miejsce. A zatem:
- na regale- książki, dużo książek- tu choćby nie wiem ile przybyło, to zawsze zmieszczę!
anciamamcia.blogspot.com




















- w plastikowym pudle- samochody i pojazdy (plastikowe i metalowe)
- w kolorowym koszu- klocki lego
anciamamcia.blogspot.com




















- w białej skrzyni- plastikowe tory i zabawki o nieco większych gabarytach
- półka-spinacz- wypatrzona przeze mnie i od razu zakupiona w postaci dwóch sztuk. Oprzeć się nie mogłam, idealnie służy do przypięcia najnowszej pracy, zdjęcia, dyplomu, planu zajęć, tablicy obowiązków itp. I co najważniejsze- mało popularna :)
- skrzynia na kółkach to też nowość, która teraz mieści wszystkie drewniane układanki
anciamamcia.blogspot.com




















- w kuchni- przybyły nam nowe akcesoria (wałek, foremki, taca- idealne do ciastoliny!)
anciamamcia.blogspot.com




















- mamy nowe dwie półki (nie znoszę półek, ale te jestem w stanie zaakceptować- są mega przytulne!) Służą do przechowywania książek najczęściej czytanych np. na dobranoc :)
anciamamcia.blogspot.com




















- kolejka drewniana została "wzbogacona" o kolejną część, której nie mieliśmy- most, tudzież wiadukt z tunelem
- czapka owad- jest BOSKA! Nadaje się w zasadzie na każdą głowę, bo jest uszyta z rozciągliwego materiału. Poliester niestety, ale nie wymagajmy cudów za 19,99 zł. Czułki wymiatają!!!
anciamamcia.blogspot.com




















Kosztem naprawdę niewielkim zmieniłam w pokoju tak dużo! Cieszę się i Chłopcy się cieszą.
Pokoik, choć jak widać malutki mieści bardzo dużo :)
Z powodzeniem zabiorę część mebli do nowego domu. Z czystej ekologii będę chciała wykorzystać to, co już mam :)
Próbuję ogarnąć wszystkie gry na szafie. Może mi wpadnie do głowy jakiś pomysł? :D
anciamamcia.blogspot.com


anciamamcia.blogspot.com









piątek, 14 października 2016

Jak inaczej dzień wygląda...-

-... kiedy świeci słońce!
Zupełnie inaczej wygląda świat za oknem, który nareszcie okraszony jest pięknymi promieniami słonecznymi! Widzę jesień tą, którą ujrzeć chciałam. Oj jak bardzo chciałam, żeby choć na chwilę pogoda uległa zmianie...! I stało się :) Choć temperatura nie sięga ponad 12 stopni C.
Dziś piątek i Aruś rano zażyczył sobie naleśniki. Nie pozostaje mi nic innego, jak usmażyć dla naszej czwóreczki mały stosik okrągłych jak słońce naleśników :)
Tymcio dziś w domu. Katar jak na moje oko bardzo mały, bo tak naprawdę to tylko rano po nocy ściągam to co się zdążyło nagromadzić. W trosce o to, by nie złapał czegoś na weekend wolałam zostać dziś z Tymciem w domu. Prawdopodobnie jutro pojadą razem do Babci i Dziadka na wieś, a my będziemy mieli okazje do załatwienia/kupienia kolejnych rzeczy do naszego domu. Jeszcze zobaczymy, czy plan się powiedzie. W sobotę z rana planujemy jeszcze zaszczepić Tymka, bo poprzednio zabrakło szczepionek :)
Co u nas poza tym?
Aruś wczoraj wrócił z wycieczki Klockolandowej. Oszczędnie w słowach powiedział, że było fajnie, ale wiesz mamo, nie do końca mi się podobało. (Zdaje się, że bywał w fajniejszych miejscach). Bardziej podobała mu się przejażdżka małym busem w Kraków i siedzenie z Panią, niż budowy z klocków, które tam konstruowali. Uznał, że jego żyrafa miała za krótką szyję. Dłuższej mieć nie mogła, bo się przewracała, a Pani mówiła, że powinna mieć dłuższą :) Suma summarum szyja była z jednego klocka i już. "Wtedy się mamo nie przewracało". Do nauki mamy wierszyk na przedstawienie. Chyba najwyższa pora zacząć go powtarzać.
Dziś przeglądam wszystko to, co nagromadziło się na szafie u Chłopców. Sporo tam gier, muszę je sobie przejrzeć, bo naprawdę ostatnio mało wychodzimy na zewnątrz. Tymcio coraz większy i tym samym wykazuje duże zainteresowanie puzzlami (w przeciwieństwie do Arusia na tamtym etapie). Przekłada, wyciąga, wkłada, obraca w każdy możliwy sposób, sprawdza czy w inną stronę się zmieści i tak w kółko. I uwielbia ciastolinę (w przeciwieństwie do....wiadomo :) Arek to nawet tknąć nie chciał, bo "be fuj"! Tymcio za to drobi na mikroskopijne kawałeczki i rozkłada obok siebie. Potem zbiera te okruszki, które da radę i wkłada do garnka i woła "zupa"!
Dziś pierwszy raz usłyszałam "pasiam!"
Czyli: przepraszam!
Mamy już: posię, pasiam, doś, teś, jecie, topa i kakał (poranne kakałko :)
Cudnie mówi Mój Bąk. I jest grzeczny, że aż strach. Po Mamusi :P

Dziś Dzień Nauczyciela. W tym roku wspólnie z innymi Rodzicami z Przedszkola zrobiliśmy kwiatka z bibuły, które wbijaliśmy do wspólnego jednego koszyka. Nasza była róża przybrana kryształkami i z kleju na gorąco zrobiliśmy pajęczynkę na wierzchu. Miałam też okazję napisać krótki wierszyk, który został wydrukowany i dołączony jako całość. Ciekawe czy Paniom pomysł się spodoba :)

wtorek, 11 października 2016

Nie do końca komfortowo...

Jesień w Krakowie zawitała na dobre. Pogoda nie jest taka, jaką lubię w tym czasie. Co chwilę mży i jest przeważnie pochmurno. Brakuje mi tego palącego słońca, które prześwituje na wylot kolorowe liście. Bardzo mi tego brakuje. Jesień jest moją ulubioną porą roku, ale bardzo ulotną. Jesień w pełni to taka, w której główną rolę gra kolor właśnie oraz promienie słoneczne. A tu nici. Nie słyszę szeleszczących liści pod nogami, bo są mokre. I śliskie. Ehh nie tego chciałam...
Do kuchni powrócił czosnek i cebula. I wciąż makaron, przygotowywany na różne sposoby. Do tego zupy i wypieki drożdżowe (ale tu już T tworzy po swojemu z Chłopcami). Powoli i nieśmiało zaczynamy otwierać przetwory na zimę. Dzieciaki zajadają buły drożdżowe z dżemem śliwkowym jak szalone. I choć atmosfera iście sielska i domowa, to jednak ta za oknem pozostawia wiele do życzenia. Jak pomyślę, ile miesięcy do np. marca to...
Z racji tego, że wieczory dłuższe, to powróciliśmy do gier, puzzli i wszelkich innych układanek. W lecie czas spędzaliśmy do nocy na placu zabaw i czasu na to nie było wcale! Za to teraz, jeśli pogoda choć trochę się nie poprawi, to zdaje mi się, że przerobimy wszystko co na półkach zalega...
Tęsknię za słońcem. Niech się choć zza chmury wychyli...
Dziś na "obiad" (bo to chyba za dużo powiedziane) kasza gryczana z sosem warzywnym z termomixu. Zajęło mi to całe 20 minut. Będzie jeszcze budyń na deser. Arek sobie zamówił po drodze jak szliśmy do przedszkola. Ostatnio nieco zmieniło się u nas żywienie Chłopców. Staram się, żeby zawsze był obiad choćby jednogarnkowy, pomimo, że jedzą w placówkach. Jak przychodzą do domu to są bardzo głodni, więc nie robimy już żadnych kanapek, tylko drugi obiad zajadają. Wieczorem za to, nie zawsze chcą kolację. Tak się nam pozmieniało :)

P.S. Dom nasz powoli przypomina prawdziwy dom. Mamy już pełny surowy stan zamknięty. Teraz za to sporo ekip na zewnątrz i w środku pracujących. Ruina przed domem ogromna za sprawą wszelkich tirów, koparek i innych sprzętów ciężkich. Wciąż czekamy na prąd, ale będzie już niebawem. Dzieje się dużo, ale nie gnamy z tym, zgodnie to ustaliliśmy. W tym roku robimy to co niezbędne. Przyjdzie wiosna, to będziemy działać dalej.

poniedziałek, 10 października 2016

Do O...#13

Znów tam stoję
lecz
tym razem
z tamtym dawnym
niepokojem
I spoglądam
choć niepewnie
Dookoła
wszystko blednie
Nie,
nie stoję teraz sama
szara droga
i ta brama
co jak twierdza
niezdobyta...
Drzewo kwitnie
słońce świta
Jakże ciepło
i słonecznie
Nie, nie czuję się
bezpiecznie.
Ciągle patrzę
w tamtą szybę.
Niemo
pusto
nic nie widzę.
Nie ma Ciebie
chociaż byłeś.

Jest.

I znów się
pojawiłeś.

W tamtej szybie
w blasku słońca.
Czemu boję
się bez końca?
I odchodzisz
znów od szyby.
Wszystko we śnie
i na niby.
Ale jednak
znów się działo.
Raz kolejny
tak się stało.
Wszystko było
jedną chwilą.
Oczy Twoje
mnie nie zmylą.
Nic nie wróci
mi niczego.
Nie ma dobra,
nie ma złego
tylko pustka
jest po czasie.
Co tam jeszcze
masz w zapasie..?

Znowu wszystko
jest znajome,
w ciepłym słońcu
utopione
Jesteś tylko

TAM.

Przez chwilę.
Żeby lepiej
Ciebie ujrzeć,
raz kolejny
się wychylę
ponad ramię,
które teraz było ze mną
w to czekanie.
Nie, już nie śpię.
Teraz trzeźwo w sufit patrzę.
Nie, już O...
nie zapłaczę.
I nic mi nie powiedziałeś.
Nie wiem czy się uśmiechałeś...
Odwróciłeś się od szyby.
Znowu byłeś TAM na niby.
I odszedłeś.
Czy za szybko?
Ciekaw jestem czy Ci przykro...


środa, 5 października 2016

Dudi się rozgadał!

Kiedy ten czas przestanie tak galopować? Ani się obejrzałam, a Tymek już do nas mówi! Dość, jeszcze, ja też, daj, Sisio (Krzysio !!!) Taś (Staś) i wiele, wiele innych, które dziś zapisuję w naszym malutkim notesie. Faktem jest, że mówi głównie przy nas, ale mówi. Bardzo się cieszę. Wraz z Tomaszem wspólnie uznajemy, że największy przebój i tym samym nasz ulubiony zwrot Tymka to: nie jem!!! Z głośnym akcentem oznacza po prostu: nie wiem :)
Dzieci to Słodziaki. Bez dwóch zdań.

Dumna Mama jest Tymusiu,
każde Twoje słowo
jest celebrowane przez nas
ponownie. Na nowo <3

wtorek, 4 października 2016

Bridget, ach ta Bridget!

Wczoraj wzięłam udział w strajku. Bardzo chciałam pójść i wrócić ze świadomością, że kobiety w dzisiejszych czasach potrafią się jednoczyć. Że nie są bierne na to, co przyniesie los. Udało się!!! Wróciłyśmy z satysfakcją, broniąc swojej wolności i praw. Wczoraj zobaczyłam, że wystarczy mała iskierka, która przeistacza się w ogień i kobiety mają moc. Tak, MAMY TĘ MOC. To dobrze wróży na przyszłość. Myślę, że My Kobiety potrafimy działać i jesteśmy niesamowicie zorganizowane (tu: ukłon w stronę organizatorek wczorajszego marszu). Wystarczył tydzień czasu, aby zebrać 20 000 kobiet w Krakowie! Jestem pod wrażeniem!

Po marszu wspólnie z Dziewczynami poszłyśmy na Bridget Jones. I chyba nie znajdę słów, by opisać to, co tam przeżyłyśmy. Bridget w tej części spodziewa się dziecka. Jaja na całego! Ubaw po pachy! Tego nie możne przegapić! Siedziałam już pod koniec na wpół-zgięta, bo brzuch nie pozwalał inaczej...! Na przemian to płacz, to łzy, bo wzruszających momentów było sporo. Chętnie wybrałabym się jeszcze raz! Nie pamiętam, kiedy ostatnio tyle się śmiałam! To naprawdę fantastyczny film.

Jak nic trzeba się wybrać do wesołego miasteczka....:D

piątek, 30 września 2016

Do Ciebie Boże...

Ten, kto stąpa po tej Ziemi
na Twój wzór ponoć stworzony
Dziełem Twoim tutaj wszystko
Tobą udoskonalone

Czasem w tej doskonałości
człowiek błądził po omacku
i powstały nieścisłości
w dziele Twej doskonałości.

Chyba nic chciałbyś Mój Boże
widzieć dzieci Twe ułomne?
Ślepi Ludzie Głusi Ludzie-
Politycy-pracochłonne...

Jakie dzieło chcesz oglądać
Boże, któryś tak nam doskonalił...
Jedna Partia i głos który
większość Kobiet z nóg powalił...

Dałam Boże Ci Dwa Dzieła,
które Tobie są podobne
samoistnie i świadomie
chęcią życia były głodne.

Dzieła swe Tworzyłeś
od początku doskonale.
I na podobieństwo Twoje
dzieła stworzyłam wytrwale.

Żeby były DOSKONAŁE.
MOJE I ŚWIADOME.
(Moje Partio to sumienie.
Tobie- nieznajome!)

Widzisz Boże, nie grzmisz Boże
kiedyś to nastąpi
Ten, kto trafi Tam do Ciebie
w swoje racje zwątpi.



czwartek, 29 września 2016

Zakończenie sezonu

Spełniło się marzenie Arka o tym, by mógł patrzeć na ognisko. Męczył, męczył i wymęczył... Wykopki na wsi udały się, choć pogoda w tym roku nieco płatała nam figle. A to zaświeciło słońce i kiedy już wydawało się, że wyjdzie na dobre, to za moment pokropił deszcz i zrobiło się ponuro. Na sam czas wykopków i ogniska na szczęście deszcz nas oszczędził. Zebraliśmy 36 paczek ziemniaków, które wylądowały w piwnicy. Możemy śmiało robić frytki :) Znów dane mi było poczuć zapach ziemi, który podczas wykopków jest wyjątkowy. Zawsze twierdzę, że to jeden z tych zapachów, który przypomina mi beztroskie dzieciństwo. Czasem tęsknię za tym...a teraz patrzyłam sobie na moich Dwóch Wspaniałych, jak dzielnie starali się wrzucać ziemniaki do wiaderek. Dudi jednak nie boi się ubrudzić. Arek zdecydowanie wolał ich jednak nie dotykać, tylko jeździć z Dziadkiem na traktorze, a i Dziadek pozwolił pokierować!!! Zabrał się Aruś do wrzucania ziemniaków dopiero po tym, jak dostał rękawiczki. Wtedy było Mu już wszystko jedno. Potem po skończeniu wszystkich przewidzianych prac, Dziadek rozpalił ognisko i ręcznie przygotował prawdziwe patyki do ogniska. Ileż było śmiechu, jak patyki upaliły się pierwsze niż kiełbaski i wisiały jak na nitce...! Fajny czas spędzony na wsi zapamiętamy napewno. Są zdjęcia, więc jak Chłopcy podrosną to z chęcią im przypomnę jak to na wsi bywało...:)
Wróciliśmy do domu, z zapachem ogniska na ubraniu, najedzeni i zaczęliśmy przebierać dzieci do spania wtem przywitał nas...żołądkowy wirus Tymka.
Na drugi dzień w niedzielę pojechaliśmy do Portu w Nieznanowicach, razem z moimi siostrami. Przepiękne miejsce, idealne na niedzielny obiad i spacer. Jednak zarówno obiad jak i spacer w tym dniu z uwagi na stan zdrowia Tymka był "na szpilkach". Cały czas myślami byłam gdzie indziej i chyba już przeczuwałam co się święci...To co działo się przez ten tydzień chciałabym oddzielić wielką krechą i nigdy do tego nie wracać. Nigdy jeszcze nie miałam do czynienia z tak nieprzyjemnym wirusem żołądkowym, albo raczej moja młodsza latorośl nie miała...! Niech to się już więcej nie powtórzy!
Dziś jest lepiej. Mamy czwartek. Prawie tydzień wyjęty z życia. Z Tymkiem jutro jeszcze zostajemy w domu dla bezpieczeństwa.
To nas jesień przywitała...!

czwartek, 22 września 2016

Aborcja- protestuję!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Wara Tobie Polityku
z ciała i z sumienia
Nigdy za mnie nie decyduj
nie ujmuj cierpienia

Nigdy przecie
Ty nie pojmiesz
nie jesteś Kobietą...
stąd tysiące Kobiet w Polsce
krzyczą w tłumie: 

Veto!

Jeśli kiedyś stanę u drzwi
Tego Jedynego-
On osądzi Polityku!
Tobie nic do tego!!!

poniedziałek, 19 września 2016

Skóra i puder

Po ostatnich odwiedzinach moich sklepów i sklepików do których zaglądam, jak tylko mam wolną chwilę- towarzyszy mi niemal codziennie zapach olejków. Tym razem sięgnęłam po olejek pudrowy i skórzany. Dawno temu dostałam kominek, który powrócił do łask i jest codziennie odpalany :) Zapach raz słodki, raz nieco drażniący nos unosi się w moim małym mieszkanku i umila nam jesienne wieczory, które w ostatnich dniach diametralnie się zmieniły. Są już dłuższe, bo zmrok robi się zdecydowanie wcześniej. Na balkonie mam świeżo zasadzone wrzosy i lawendę, żeby zatrzymać lato... a i kulinarne menu w mojej kuchni się zmienia. Wszystko co ostatnio gotuję jest jeszcze bardziej pikantne, napoje intensywne. I żeby optymistycznie zakończyć wpis, za to właśnie kocham jesień: że smak i zapach wszystkiego co z ziemi wyrosło jest tak silny...że w garnku ostro, kolorowo a w powietrzu pachnie niemiłosiernie!

niedziela, 18 września 2016

I pojechał!

13 września to będzie pamiętny dzień dla naszej Rodzinki. Bowiem w tym dniu Arek pojechał SAM na rowerze- na dwóch kółkach rzecz jasna. Teraz śmiało hamuje, zawraca i kręci ósemki. I chce się ścigać, jak to Arek. Mój Dzielny Czteroletni Mistrzunio <3

środa, 14 września 2016

Wesele na ...250 par :)

Lubię śluby i wesela. Zawsze na takie okazje zabieram ze sobą dobry humor, żeby się dobrze bawić. Z takim nastawieniem nawet jak coś się nie uda, to zawsze można się zwyczajnie uśmiechnąć, gdyż nie zawsze Państwo Młodzi mają wpływ na to, co się dzieje. Pierwszy raz w życiu mieliśmy okazję być na tak dużym ślubie. W kościele na całej mszy śpiewała dziewczyna.
Było pięknie. Zwykle po takich uroczystościach nachodzą mnie przemyślenia, jacy to Rodzice Państwa Młodych muszą być dumni, że wyprawili takie ogromne wesele i wszystko się udało... Szczerze przyznaję, że porwała mnie chwila, w której pół tysiąca ludzi śpiewało sto lat Młodej Parze. Nic, tylko puchnąć z dumy pozostaje :) Suknia Pani Młodej i tak będzie tym jedynym i dla mnie najbardziej urzekającym elementem całego przyjęcia. Było nam niezmiernie miło, że mogliśmy uczestniczyć w takim przedsięwzięciu :D
Sobota była dla nas dniem, w którym mogliśmy się bawić, obserwować, smakować i uczestniczyć w pięknych chwilach, których nie zapomina się do końca życia :)
W niedzielę znów wylądowaliśmy na Bobrowym Rozlewisku. Muszę przyznać, że osiągnęłam już niemal mistrzostwo w pakowaniu naszej czwórki nad wodę oraz w pakowaniu kosza piknikowego. Na miejscu tradycyjnie zrobiłam masło czosnkowe i standardowo nie zostało nic! Ani jednej chrupiącej kromki :)
Znów przywieźliśmy ze sobą 2 kg piasku (po kilo przypadające na Jednego Syna)...pisać więcej nic nie muszę...

p.s. Na przyszły sezon obiecuję sobie kupić menażkę :D

wtorek, 6 września 2016

Shopping :)

W nadchodzący weekend- nie zapeszając- wybieramy się na Ślub i przyjęcie weselne. Nie lada to wyzwanie dla Państwa Młodych, bo organizują imprezę na UWAGA- 500 osób! I nie lada to wyzwanie dla mnie, bo co ja mam na siebie włożyć?!

***

Dziś od rana wybrałam się na zakupy. Jakże sprawnie mi poszło! Myślałam, że zostawiając wszystko na ostatnią chwilę nie znajdę nic, co wpadnie mi w oko, a tu taki psikus, że w 20 minut (serio) znalazłam sukienkę. Wybrałam zwiewny materiał w kolorze szampańskim, bo ma być piękna pogoda. Zamierzam założyć do tego moje szpilki light blue i dodatki w kolorze złoty brąz. Sukienkę udało mi się kupić w ekspresowym tempie i za....cenę prawie minimalną! Czy może być lepiej...? Czy mówiłam, że uwielbiam wyprzedaże? :) Była to ostatnia sztuka, która czekała właśnie na mnie :) I co ważne, jest szansa, że jeszcze nie raz ją wykorzystam na inne okazje.
Po zakupach spotkałam koleżankę, która znalazła chwilkę, żeby potowarzyszyć mi przy serniku i kawie :)

Z fryzurą będę musiała poradzić sobie sama, bo terminu już brak :)
Naprawdę cieszę się, że nie będę musiała przemierzać kolejnych kilometrów w centrach handlowych i tym samym tracić w nich czas :)

czwartek, 1 września 2016

1 IX !!! Ale jak to...?!

Czas pędzi nieubłaganie. Działa to na korzyść, bo wszystko idzie do przodu zgodnie z planem, ale z drugiej strony pewne chwile już nie wrócą na dobre... i pewnie nie tylko ja jako Matka mam w tej sytuacji totalne rozdwojenie jaźni... Bo dobrze, że dzieci rosną i zaczęły pełną parą chodzić do edukacyjnych placówek, ale czuję się trochę nieswojo na fakt, że etap przebywania w domu przynajmniej jednego z Nich już nigdy nie powróci! I dziwnie mi dziś...Pierwszy raz od niepamiętnych czasów- bez obiadu!!!
Aruś wczoraj wieczorem powiedział, że będzie tęsknił za swoim fioletowym kocykiem i już moja w tym głowa, żeby odwrócić nieco Jego uwagę i skierować myślenie w inne tory :)
Tymuś dziś pierwszy raz został na obiad i spanie w żłobku. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Póki co jest bardzo dzielny, naprawdę spodziewałam się wszystkiego. Jest dobrze. I nic innego nie pozostaje mi jak cieszyć się tą chwilą, że wychodzą i spędzają czas w sposób, w jaki chciałam żeby spędzali. I nie chorują, bo to nie sezon jeszcze. Matka ciesz się. Teraz i już!

A co poza tym? Tak jak w poprzednim poście pisałam w tym roku na jesieni, może dopiero w zimie (zobaczymy czy czas i finanse pozwolą) zamierzamy się wybrać w góry z dziećmi. I już dziś zakupiłam 6 par boskich, chłopięcych, grubych rajstop pod kombinezon. Nie mogłam się powstrzymać. Uwielbiam kupować chłopięce majtki, kalesony i rajstopy chroniące przed wiatrem/zimnem. I cieszę się z nich, jakbym to ja miała je zakładać :P Arusiowi też nowe bokserki zakupiłam z bawełny organicznej, aj aj aj! Super sprawa, będą jak znalazł na zimę. Pasuje mi jeszcze kupić parę ubrań dla Arka, bluzy, polary, spodnie...rośnie mi Aruś oj rośnie!

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Podsumowanie wakacji...

Wakacje już się kończą... I znów napiszę- kiedy to zleciało? Pogoda w tegoroczne wakacje jest naprawdę piękna. Słońce nas rozpieszcza, wiatr szarpie włosy, powietrze już robi się rześkie...to moja ulubiona pora roku, bo zbliża się jesień. Piękna polska złota jesień. Czuć jej zapach w powietrzu. W oddali słychać odgłosy piły mechanicznej (będzie to sprzęt, który mój Mąż będzie musiał zakupić, bo uwielbiam jej odgłos!!!) i czuć zapach palonych liści. Czy może być piękniej? Nie, chyba nie może :) Wczoraj byliśmy w naszym DOMU. Jest pięknie wylana podłoga. Wreszcie stoję na poziomie rzeczywistym, nie muszę już dodawać tych 25 cm w głowie. Jest tak dobrze... nie chciałam wczoraj z niego wychodzić. Za nic! Nie mogę się doczekać zakończenia tego, co zaplanowaliśmy na ten rok. Jestem naprawdę szczęśliwa, że dane mi jest planować, przeliczać, wybierać, dyskutować...ni jak mi to nie przeszkadza, to po prostu czysta przyjemność.

Urlop minął nawet nie wiem kiedy. Pozostała nam tona fajnych zdjęć i pięknych wspomnień. Jestem bardzo dumna, że dzieci moje (o czym miałam okazję się przekonać właśnie na urlopie) tak pięknie się bawiły. Mają mega pozytywne nastawienie do świata, chyba czują, że jesteśmy razem i tylko dla siebie, kiedy mamy wolny czas. Nigdzie nam się nie spieszy (no chyba, że na obiad!) i nic się nie liczy tylko tu i teraz. Masa uśmiechów wciąż dźwięczy mi w uszach i prawie czuję łaskoczący piasek na stopach. Opalenizna już co prawda nie ta, ale energii przybyło, że hej! Odpoczęliśmy nad Balatonem, wygrzaliśmy i chyba nawet przegrzaliśmy, a potem w tej samej dobie wróciliśmy do mieszkania, zrobiłam 4 prania i w nocy pojechaliśmy nad nasze polskie Morze. Mieliśmy czas i dystans do wszystkiego. Nagięliśmy trochę zasad rodzicielskich, żeby chłopcy poczuli różnicę, że są wakacje i mogą sobie pozwolić na nieco więcej. I my też sobie pozwoliliśmy. Po powrocie usłyszeliśmy od Arka, że nigdzie nie było tak fajnie jak nad morzem. I, że teraz czas pojechać - uwaga- w góry :) Obiecaliśmy i pojedziemy.

Marzy mi się pojechać nad Morze późną jesienią. Tak, chcę żeby wszystko było zamknięte. Chcę szukać możliwości zjedzenia czegokolwiek. Chcę znów jak kiedyś znaleźć dziką plażę, zejść stromym szlakiem. Chcę spacerować i żeby brzeg morza nigdy się nie kończył. Mogę iść nawet w deszcz, byle przed siebie. Chcę znów poczuć chłodny wiatr we włosach, założyć gumowce i kurtki przeciwdeszczowe. Napewno kiedyś pojedziemy. Może nawet z dziećmi, żeby powdychały jodu, bo późną jesienią podobno najlepiej. Chcę widzieć różnicę pomiędzy sezonem letnim, kiedy tętni życie, wszystko dookoła ciepłe, pachnące, grające pomiędzy tym, co spokojne, odległe i niedostępne. Chociaż raz chcę doświadczyć tej różnicy...

Dobrze mi. Służy mi obecna aura. To mój dobry czas. Wiem, że o tej porze roku mogę najwięcej. I choć na blogu i portalach jest mnie mniej, to w szufladzie sporo notatek. Coraz więcej. Może kiedyś ujrzą światło dzienne. A z nowinek- testuję eko-sprzątanie. Powolutku wprowadzam jeden zrobiony przeze mnie specyfik i testuję jego działanie. Dlaczego? Bo mam dość tego smrodu z chemii. A inspirację czerpię jak zwykle z Zielonego Zagonka Ewy Kozioł. Po powrocie z urlopu wysprzątałam całe meble kuchenne. Każdą szafkę, listwę i być może dzięki temu na zimę będzie nieco mniej. Już nie mogę się doczekać porządków w piwnicy. Sama nie wiem, dlaczego tak mnie cieszą!? Może dlatego, że od dziecka brałam w nich udział i pomagałam? Fugi na balkonie wyczyszczone wstępnie dzięki specyfikom koleżanki, bo obawiam się, że eko-metody raczej w tym przypadku by nie pomogły. Jest lepiej. Powtórzę to jeszcze ze dwa razy i może doczekam się upragnionego efektu..?
Okres wakacji to bezapelacyjnie piękny czas...korzystamy z basenów, bo Arek nie odpuści za nic. Dobrze nam...wiem :)

czwartek, 25 sierpnia 2016

Marchewkowe love

Jest pomarańczowe
nieco pozwijane
marchewkowe love
przeze mnie schrupane.

Mała to uciecha,
ale bardzo zdrowa
i ciało się cieszy
i cieszy się głowa!

sobota, 20 sierpnia 2016

Jakby tego było mało...

Pękło wszystko co opór stawiało
jakby tego było mało
serce się uradowało
rozum się oczyścił
jakby był chłostany batem
działań nic już nie powstrzyma zatem... :)

czwartek, 18 sierpnia 2016

Instrukcja obserwacji otoczenia #3

Rozpierają swoje skrzydła, ścięgna i ramiona
rozciągają się bezwstydnie
wszędzie
dookoła
w każdej furtce się zagnieżdżą, za miastem i w mieście,
zawsze znajdą dobrą porę, wiedzą od nas wcześniej...
Pną się w górę, osiągnęły szczyt swej bezwstydności
rozmiar każdy,
odpowiedni każdej objętości.
To ich czas, ich pora by się dumnie prężyć
zapach, kolor, przestrzeń, deszcz, słońce i księżyc.
Wszystko współgra
poprzez każdy odcień
powiew
pyłek
Jeszcze chwila.
Jeszcze mocniej weń nastąpi schyłek.
Kolor barwę swą osiągnie i tak się zabarwi
mocna intensywność sprawi, że ów kształt się zgarbi
i pomarszczy
pofaluje
zmieni gabaryty.
Czy myślałeś, że barwniki knuły ten plan skryty?
Obserwujesz?
Patrzysz?
Czy żeś zagoniony?
Nie stać Ciebie na refleksję człowieku znużony?
Patrz na detal
szczegół
patrz jak się wytęża,
patrz póki barwnik siły swe rozpręża.
Jak już bez sił będzie i opadnie pokonany
to wiedz, że ów nędzny barwnik ziścił swoje plany,
bo kolor pozmieniał na złoty, bogaty.
Od początków dziejów przez dekady, laty
tak było i będzie.
A czy jest? Sam ujrzyj.
Idź istoto marna.
Zmysłom swoim ulżyj.

Rozstania nadszedł czas...#1

Nie wiem kiedy to zleciało. Dzieci rosną jak na drożdżach. A po nich zostają tylko drobiazgi, które kiedyś pełniły swoją funkcję. Sukcesywnie pozbywam się ubrań, butów i zabawek niemowlęcych, które jeszcze się czasem wyłonią nie wiadomo skąd. Część zabawek chowam do pudełka, w którym leżakują inne skarby chłopaków. Kiedyś otworzą i pooglądają. Albo i nie :) I tak oto pamiątkowa fotka, a kto wie, czy sama tu kiedyś zaglądnę...?

I aż się łezka w oku kręci, jak pomyślę, że to już koniec tego magicznego etapu. Butelki w końcu muszą wylądować w koszu na śmieci...




piątek, 29 lipca 2016

Baju baj proszę Pana! I proszę Pani!

Jedziemy. Spakowani na urlop. W tym roku na wakacje miałam możliwość zrobić nieco większe zakupy niż zwykle. Cieszę się z tego niezmiernie. Umiar jednak zachowałam we wszystkim, zgodnie z zasadami Elementarza Stylu. Oj jak ja często wracam do tej książki! W tym roku, jeśli będzie słońce to w opalaniu pomoże mi:


Taki oto olejek z drobinkami złota, który nawet bez opalania (co widać na zdjęciu) daje fajną poświatę na skórze. Zakupiłam perfumy, które są mieszanką wybuchową zapachów kwiatowych oraz owocowych, tego mi trzeba po prostu! Aruś dostał na drogę wymarzonego Złomka, a Tymuś dziś dostanie drewniane puzzle, bo lubi bardzo tego typu gry. Dopiero się w tym rozkręca, ale to miła odmiana dla nas, że siądzie i zaczyna układać. Dzięki pomocy Tomasza Mamy, jestem odprasowana od stóp do głów i cała reszta również. Wszystko poukładane i zasunięte w bagażach. Jeden cały, calusieńki wolny dzień aż do wieczora zaowocował zrobieniem paznokci, depilacji, całe prasowanie właśnie i zapakowanie wszystkich niezbędnych rzeczy. Dziś tylko dorzucam leki, kosmetyki, zakupy żywieniowe na drogę i na pobyt i ruszamy przed siebie. Nawet samochód doczekał się generalnych porządków, że aż miło w drogę ruszać. Zabieram winko, nowy bossski strój kąpielowy i ruszamy na Węgry. Na miejscu czekać będę Sąsiady. Sami swoi :) To będzie udany wypoczynek :) Udanego urlopu dla Was!

P.S. hodujemy dinoZARŁA :)

Hodujemy Dinozarła
sprzyja nam za oknem aura
jedno oczko nam pokazał
na skorupkę nie uważał.
Popękało wzdłuż i wszerz
wyszedł z jaja mały Zwierz.
To Ci jest niespodziewajka,
że Dinozarł wyszedł z jajka :)




Udanego wypoczynku dla Was!!!

wtorek, 26 lipca 2016

Dziękuję...!

Aż tyle dobroci jak mnie w życiu spotka,
to mnie ta dobroć tak przez życie pogna,
że z tego pędu nogi poplączę!
Podziękowania dla WSZYSTKICH łączę 
Za każde słowo bardzo dziękuję.
A teraz spadam. Wieczór. Świętuję 

wtorek, 19 lipca 2016

Francjo!

Francjo...!
Zbyt gościnna byłaś.

Żal i smutek po raz wtóry.

Niepotrzebnie Wszystkich ugościłaś!
Nic nie będzie takie samo przed gościną.
Och, niektórych Twoich Gości czas przeminął.

Ni powrotu
ni wybaczenia.

Nie ma ludzkiego istnienia.

Ból, żal, smutek i bezsilność.

Francjo,

zapłaciłaś za zbyt hojną Ich

gościnność.



poniedziałek, 18 lipca 2016

Drzwi stoją otworem

Znowu drzwi stoją otworem.
Czy przekroczyć mam ich próg?
Czy przywita mnie z humorem
nieznajomy, obcy wróg?

Lepiej sprawdzę. Poznam wroga
Niżbym w miejscu miała tkwić
Lepsza taka będzie droga.
Znów waleczna pragnę być!

niedziela, 5 czerwca 2016

Mały Zdobywca

Weekend. Sobota spędzona na dniach Niepołomic. Szaleństwo, wariacje, poobijany Arek. Mocno poobijany, bo nieostrożny. Nie do zahamowania... Nic nie działa ostatnio- prośby, groźby, nic. Dopiero jak upadnie i zrobi sobie krzywdę, to wtedy na chwilę przestaje. 3 poważne upadki w sobotę sprawiły, że opadłam z sił. I nigdy jeszcze tak nie upadłam. I nigdy nie byłam tak bezsilna, a jak już kiedyś pisałam- bezsilność powoduje u mnie złość. Skutek? Nogi Arka w sińcach fioletowych, policzek w środku przecięty. Dni Niepołomic- zaliczone, ale kosztowały nas naprawdę sporo...
A dziś? Niedziela.
Obiad w Trattorii, potem Ogród Botaniczny i znów upadek. Tym razem kolano. Co dopiero się zagoiło. Siniec wczorajszy dziś spuchnięty i zobaczymy co z nim będzie dalej. Czy przestanie boleć, a jeśli tak- to kiedy. Kolano obtarte, ale tu mogło być gorzej. Upominając Go w Ogrodzie spotkałam chyba jakiegoś wykładowcę. Zatem mówię do Arka:
- Arek, wczoraj były 3 upadki, a dziś biegasz po schodach, proszę Cię przestań!
Na co Pan mówi do mnie cichutko:
- Proszę Panią, zdobywcy nie da się zatrzymać...

Usłyszał ode mnie ów Pan, że mam nadzieję, że Jego słowa się spełnią, bo jak nie to.....! Na marne pójdą te moje ataki serca miejscowe....

wtorek, 31 maja 2016

1! Finał !

Dotarłam do mety. Ale to pierwszy odcinek mety, który pokonałam zaskakująco dobrze. Jestem z siebie dumna. Jestem zadowolona, że przez ostatnie ponad 1,5 miesiąca ćwiczyłam prawie codziennie minimum 45 minut. To mały sukces, ale jakże ważny! Nie od dziś wiadomo, że małe sukcesy tworzą te wielkie, zatem działam dalej i stawiam sobie kolejne wyzwania. To mój sukces. Moje indywidualne ćwiczenia, które potrzebowało moje ciało i moja dusza.
Ok. 40 przebiegniętych kilometrów
minimum 20 godzin hula-hop
brzuszków nawet nie zliczę, ani ćwiczeń Pilatesu, bo nie o to też chodzi. Chodzi o wytrwałość i ciąg dalszy :)
Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak wsłuchać się w siebie i zaplanować najbliższe dni.

poniedziałek, 30 maja 2016

2! Przedostatni dzień :)

Dziś poniedziałek, przedostatni dzień treningów ciała mego. Masakrycznie śpiący poranek mi się dziś przytrafił, nie wiem czy to te zmiany pogody, w sensie słońce i wiatr naprzemiennie...nie lubię tego. Nie lubię takich rozlazłych chwil. Na szczęście przytrafiają się sporadycznie. Może to kobiece dni temu winne..?
 Dziś oczywiście w planach brzuszki. I razowy makaron ze szpinakiem.
Tymuś dziś jest tak spokojny, że wprawia mnie w osłupienie. Sam bawił się do południa cały czas. Przyszedł się przytulić parę razy i tyle. Pewnie i On potrzebuje chwili spokoju. Bo starzy jak zwykle cały weekend balowali :) Teraz już spi. A zasnął w parę sekund! Coś ten dzień ospały jakiś...

Edit:
brzuszki, dużo brzuszków i ćwiczeń na inne partie ciała zaliczone w tym Pilates.

4 i 3

W sobotę byliśmy na kolejnej Komunii Świętej. I od razu to napiszę: za dużo jedzenia! Kusiło, kusiło i skusiło. Oczywiście nie sposób było wszystkiego spróbować i chyba 4 dania gorące to lekka przesada...czułam się jak na weselu. Obok mnie przechodził Kamil Stoch ze swoją ekipą i fan clubem, który miał imprezkę w tym samym lokalu, tyle że na dole. Uśmiechnięty jak zawsze i życzliwy dla wszystkich dookoła chcących zrobić sobie z Nim selfie. My jak to My- nie zrobiliśmy. Może kiedyś :P
Po komunii czułam się ospała na maksa, obolała od szpilek i siły na trening zabrakło.

Niedziela
Grill w Niepołomicach z Sąsiadami jako-taki, a to dlatego, że pierwszy raz przegonił nas deszcz. Trudno. Jeszcze nie jeden grill nas czeka :) Wróciliśmy cali w kurzu, bo wiało pod koniec już bardzo mocno. Dzieci umorusane po pas. Nie- sory. Po czubek głowy. Myłam, prałam wszystko łącznie z butami. Za to mało zjadłam, po sobotniej Komunii czułam, że jedzenie to ostatnie, czego chcę. Machnęłam brzuszki. I sama siebie podziwiam :D

piątek, 27 maja 2016

Słoiczek szczęścia # Dzień Matki

Co jest w środku?
Tajemnice.
Tajemnice prosto z serca,
które sobie leżakują.
Zakręcone
już schowane.
Słowa w nich
tam zapisane
łezki z oczu
wycisnęły.
Utworzyły szachownicę
uczuć
tych najgłębszych,
prostych,
rodzicielskich.
W ruloniki się zwinęły,
żeby było im wygodnie.
Niech tam śpią,
niech leżakują,
bo za serce tak ujmują...!
Niech to będzie tajemnica.
Uczuciowa
przeplatana
szachownica.

6! i 5!

Niepołomice. Tam ostatnio się kierujemy, bo prac z domem jest coraz więcej i ustaleń z tym związanych co nie miara! Mamy już ogrodzenie, oprócz bramy i słupków ją wyznaczających. Wczoraj byliśmy na grillu u K. Arek szalał z dziewczynami, Tymek próbował dzielnie za nimi gonić. Rozmów rodzinnych ciąg dalszy. Trzeba wierzyć, że będzie lepiej, że kiedyś to nastąpi. Gdyby mi ktoś powiedział, że ten rok będzie taki przełomowy, to nigdy bym nie uwierzyła. Odwiedziliśmy wczoraj moją mamę i Tomasza mamę z okazji Dnia Matki.
Na wsi okazało się, że jest nowa Pani Królikowa z małymi królikami w brzuchu oraz 3 małe kotki. Arek sobie jednego wybrał i chyba z wzajemnością się polubili. Wczoraj pierwszy raz piły mleko z miski. Ubaw i atrakcja niemała dla naszych chłopców. Oprócz tego spróbowaliśmy już pierwszych truskawek prosto z pola. Mniam! Chłopcy biegali i przewracali się w polu, rzucali bryłki ziemi gdzie popadnie. Widać, że im tego brakuje i podoba się im taka "inna" zabawa :) Zdjęcia są. Tym razem tylko dla nas.
Wczorajszy trening był bardzo zagrożony, ale po powrocie bardzo, bardzo późnym wieczorem do mieszkania zdążyłam dać sobie niezły wycisk. 1,5 godziny intensywnego kręcenia hula-hop spowodowało, że jedynie co mi doskwierało to kolano. Tak intensywne ćwiczenia z zaciśniętym brzuchem i rękami w przód lub w górze powoduje, że przestałam się już męczyć przy tego rodzaju wysiłku i jedynie co to zaczynam obciążać kolano właśnie. Forma urosła- niezaprzeczalnie, ale najwyższa pora zmienić sobie i urozmaicić te moje wygibasy. Bo co mi po kręceniu, które nie męczy mnie już? Nie o to przecież chodzi, ale o to żeby się zmęczyć, spocić, żeby był efekt. Myślę co dalej i napewno coś wymyślę.
Dziś dla odmiany brzuszki i ćwiczenia, które dołączyłam już jakiś czas temu na uda, pośladki a wszystko to z mojej książki pilates, którą dostałam jeszcze w liceum. Takie rzeczy zawsze się przydają. I na jadłospis sobie tam zaglądam, żeby nie być monotonnym.
Dziś Synki w domu. Teraz śpią, a ja w ciszy czekam, aż wstaną.
Kocham ciszę, zwłaszcza ostatnio i słucham siebie i swoich potrzeb jeszcze bardziej i jeszcze mocniej. I coraz lepiej na tym wychodzę. I cholernie mi z tym dobrze.

środa, 25 maja 2016

8! i 7!

Może dziś znajdę siłę, do tego żeby poćwiczyć tak bardziej efektywnie, bo o wczorajszych marnych wyczynach to szkoda pisać. Spraw rodzinnych jest coraz więcej, jednak powoli miejmy nadzieję wszystko nakieruje się na te lepsze tory. Nic nie zdarza się bez przyczyny i choć zdarzenia są przykre, bardzo osobiste i każdy w rodzinie wolałby ich uniknąć, to jednak konsekwencje ponieść trzeba. Innej rady nie ma. Wszystko minie i miejmy nadzieję, że zmieni się na lepsze. Trzeba przyznać, że chyba nigdy jeszcze nie działo się tak wiele rzeczy na raz. Trzeba iść dalej, byle do przodu...
Dziś zupa- prawdopodobnie krupnik, choć nie wiem czy jeszcze mam kaszę, więc zmienię na grysik i będzie grysikowa. Nie pamiętam kiedy taką jadłam ostatnio. Nawet nie wiem ile mam zapasu jedzenia w pojemnikach...
Dzień do południa znika nie wiem kiedy, a od południa zaczynam gotować, karmić, przebierać Tymcia, potem przygotowywać wszystko na spacer /placyk/, który trwa aż do wieczora, potem maraton z kolacją, kąpielą, czytaniem i tak do dnia następnego. W międzyczasie znoszę fochy Arka, choć doprowadza mnie to do punktu wrzenia. Wszystko wariuje dookoła. Mam ochotę wyjść i oddychać innym, spokojnym powietrzem...potem wrócić rzecz jasna :)
W ogóle ostatnio mam wrażenie, że żyję z dnia na dzień. Gdzieś mi ucieka to, co już było od dawna zorganizowane. Teraz sama nie łapię do końca co się dzieje. Po cichutku zmierzam do punktu, w którym zawsze chciałam być, ale sporo czasu na to trzeba i tu pojawia się kolejny problem. Czas właśnie. Nic na to nie poradzę. Nie jestem wolnym ptakiem, który może wyjść z domu gdzie chce i kiedy chce...niestety. Jestem w domu z dziećmi już od 4 lat i wiem, że wszystkiego naraz nie zrobię. Wiem też, że przez ten czas i tak dużo zrobiłam. Natura moja jednak umiaru nie zna i jak zwykle chciałaby więcej. Moja obecna dewiza na najbliższe dni to "byle do przodu" właśnie.
Tego się trzymam kurczowo.

poniedziałek, 23 maja 2016

9!

Padam z nóg. Ubiegałam się dziś trochę za Tymkiem, choć Jego kolan uchronić przed upadkiem nie zdołałam. Na dzisiejszy wieczór mamy jeden temat- DOM. Mnóstwo spraw do omówienia, czyli budowy ciąg dalszy. Na szczęście sałatka ze słonecznikiem już dawno zjedzona, teraz popijam pierońsko dobre białe wino.
Chyba dzisiejszy dzień będzie bez treningu. A co tam :) Nawet woły nie pomogą!

niedziela, 22 maja 2016

Weeekeeend :D (10)

11-cie dni do końca pierwszego cyklu treningów
sobota
Sami za sobą nadążyć nie możemy i chyba tak nam pozostanie. A to za sprawą zwrotu planów sobotnich, które miały być na krakowskim rynku. Okazało się, że wieczorem dostałam mms-a z pięknym widoczkiem. Rano zadzwoniłam do adresatów, żeby pochwalić, że fajnie i że "gdzie to tak?" Zatem po obgadaniu szczegółów ustaliliśmy, że rynek nie zając i poczeka na niedzielę i organizujemy piknik w tym magicznym miejscu. Ale nastąpiła kolejna zmiana planów, bo podjeżdżając pod nasz nowy dom, okazało się, że jest tak bosko, że nie mamy ochoty jechać dodatkowe paręnaście kilometrów, a potem jeszcze na nogach do miejsca docelowego. Na szybko zrobiłam ślimaczki z ciasta francuskiego, żeby spakować coś na przekąskę, owoce, kawę w termosie, kupiliśmy soki, kiełbasę na grilla i parówki oraz uwaga- kaszankę, bo i tacy się znaleźli co na nią ochotę mieli. Jedzenia było sporo i zastanawialiśmy się kto to wszystko zje! I zjadło. Łącznie 10 osób. Miło było, fura śmiechu, fura rozgrzebanego piasku (który był z przeznaczeniem do ogrodzenia), która tymczasowo robiła za piaskownicę. Przywieźliśmy dwie fury kurzu, błota, piachu i Bóg jeden wie czego jeszcze. Nigdy, NIGDY w życiu nie widziałam moich dzieci tak brudnych i tak szczęśliwych zarazem. Arka skarpetki ściągnęłam pod wieczór i wrzuciłam prosto do reklamówki ze śmieciami. Istna masakra. Ważyły chyba z 10 kg, a to z kolei przez wodę, która była dodatkową atrakcją dla dzieci. Skąd woda u nas pod domem? A z ogromnej beczki, którą dostaliśmy tymczasowo od Rodziców, bo wody na budowie potrzeba non stop. Zaworek tak korcił wszystkich po kolei, że chlapanie było co chwilę. Dzieci pobawiły się u naszych nowych sąsiadów (przy okazji wreszcie poznałam Sąsiadkę!) i dzień upłynął sami nie wiemy kiedy. Sporo zdjęć, fajnych ujęć, z których napewno nie raz się pośmiejemy. Było słonecznie, pięknie, świeżo i gorąco. Czy tak tam już zawsze będzie? Ptaki śpiewają, świerszcze grają i wszystko bym oddała, by móc tam posiedzieć przy ognisku! Jesteśmy szczęściarzami. Goniliśmy za dziećmi, o mały włos nie wylądowałam na kolanach u Pana koparkowego, który bardzo chciał mnie przewieźć (!!!- widzicie mnie tam- wiem- !!!) Wszędzie rozłożone koce, koszyki, jedzenie, biegające dzieci i prawdziwe życie przez duże Ź. Tak nam właśnie minęła sobota :)

10 dni do końca#
A dziś? Byliśmy w kościele na krakowiaków. Dzieci jak zwykle pobłogosławione, przywitane przez księdza. I co się okazuje? Że w kościele też spotykamy Sąsiadów :) A to żeśmy się dosiedli, a co!

Potem zaplanowany obiad w naprawdę niezłej restauracji, gdzie zjadłam pyszne risotto z kaczką i gruszką, Tomasz makaron ze szparagami i bobem, ehhh same pyszności! Zatem zaległy rynek zaliczony. Pooglądaliśmy konie i obrazy, pogadałam sobie z przemiłą starszą Panią Malarką, kiedyś może się skuszę na Jej obraz, kto wie? I do wieczora plac zabaw. Teraz Tomasz śmiga po winko. Teraz czas tylko dla siebie, bo dzieci padły jak zaczarowane.
A trening? Kto wie? Napewno jakiś będzie :)

piątek, 20 maja 2016

12:) # Na podbój NCK! Tańce, hulanki i swawole :)

Jesteśmy już po przedstawieniu. Tym razem zostaliśmy zabrani na wesołą i nieco patriotyczną wycieczkę po naszej polskiej ziemi. I tak wędrowaliśmy z dziećmi od gór, aż nad morze. Przedstawienie uważam za udane. Arek- tym razem jako Góral- uśmiechnięty jak zwykle- wystąpił wraz z koleżanką mówiąc razem wierszyk do mikrofonu. I jak na to, że nawet nie wiedzieliśmy, że będzie mówił go tylko z koleżanką to poszło wyśmienicie. Nie przekrzyczeli się nawzajem, mówili równiutko i zrozumiale. Potem jeszcze wziął udział w tańcach i jak na chłopczyka, który za tańcami "raczej średnio" to również było ok.
Na poprzednim przedstawieniu były piosenki bardziej chwytające za serce, natomiast tym razem obyło się bez łez. Może to za sprawą Tymcia, który (choć grzecznie oglądał całe przedstawienie) to jednak raz podjadał, raz popijał, raz na siedzeniu, a raz pod....:) Nawet potańczył w kółeczko, kiedy i dzieci na scenie tańczyły. U Tymka obstawiam większą muzykalność. U Arka- odwaga zaś jak zwykle bierze górę :)
Oprócz tańców- dzieci przedstawiały również piosenki angielskie, zatem i Arek znów był na scenie, a potem był jeszcze balet- ale tu już jakby to ująć "nie nasza bajka" :) Czekał na nas jeszcze szybki i w sporym zamieszaniu poczęstunek, zatem szybko się uwinęliśmy.
We czwórkę pełni wrażeń udaliśmy się biegiem i z wariacjami po drodze do samochodu, a stamtąd jakoś tak nas poprowadziło na kawę do McDonalda. I tam spotkaliśmy innych Rodziców, z którymi co dopiero się pożegnaliśmy :D Dzieci pobawiły się (jakby jeszcze było mało!) i wróciliśmy do domu na sam wieczór.
Arek co chwilę (dalej z uśmiechem od ucha- do ucha!) dopytywał, czy: ładnie występowałem? A ładnie mówiłem? a widziałem Cię Mamo! Machałaś mi! I Dudi mi machał! I tańczył! Widziałem!
Szczęśliwy, uśmiechnięty i to najważniejsze. Teraz chrapie jak smok. To znaczy chrapią swa smoki.
Moje dwa cudowne Smoki :D

Ja natomiast spadam do treningu. Dobrej nocy!

czwartek, 19 maja 2016

Szczęśliwa 13- nastka :D

To magiczny dzień, w którym zrobiłam tyle rzeczy, że aż się sama dziwię. Balkon lśni, nowy kwiatek doczekał się ozdobnej doniczki. 5 prań wysuszonych! Pozostało-2 :) Mieszkanie również zyskało inny "odcień" :D I moja skóra też!!! Bo po zasłużonym maratonie zafundowałam sobie ogrzewanie się w słońcu :)

Trening brzucha mego dziś- nie powiem- szalony :) A mięśnie nie bolą :) Dziś zaczęłam od rozgrzewki na hula-hop, potem gimnastykę rozciągającą i zaraz po niej intensywny marsz do miejsca, w którym zwykle zaczynam biegać.

Przebiegłam w piernik i jeszcze trochę, a jak mi dobrze było!!! Kwiat we włosy wpięłam i biegłam dalej. Miny kierowców- bezcenne :) Słońce, ciepło i wiatr we włosach, ach co za dzień!!! Gdybym miała skrzydła, to uniosłyby mnie nad wszystkich- tak właśnie się dziś czułam :) I tak naprawdę, to wewnątrz nadal czuję, że jestem bardzo wysoko :D

Ubranie dla Arka przygotowane na jutrzejszy występ w NCK. Zabieramy Tymka. Będzie, będzie się działo! I będzie zabawa :D

środa, 18 maja 2016

14- czyli równe dwa tygodnie !!!

Czasu coraz mniej i za dwa tygodnie moje pierwsze wyzwanie gimnastyczne dobiegnie końca. A wczoraj za sprawą dobrego humoru mojego Małża (tak, od dziś tak na Niego mówię), a przez to również i mojego- ubawiliśmy się przy kręceniu hula-hop, że hej! Małż wykręcił wczoraj 50 minut :) Żebyście widzieli, jak nadrzuca biodrem, gdy kółeczko się zsuwa! No komedia jak nic! Zatem wczoraj bite dwie godziny hula-hop się kręciło. Wspólne ćwiczenia są naprawdę fajnym klimatem i niezmiernie cieszę się, że możemy je wykonywać razem. W ogóle wczorajszy humor mojego Męża był tak wyostrzony, że już dawno takiego nie słyszałam :) Podoba mi się to, oj bardzo :)

A dziś- zaliczyłam już małą bo 15-minutową rozgrzewkę z hula-hop. Na ten moment to musi wystarczyć.
Zaraz idę zrobić sobie kawę i przygotować obiad dla Tymusia, bo pewnie się za niedługo obudzi. Dziś w planach sporo ćwiczeń i choć ta pogoda doprowadza mnie do szewskiej pasji, to dzielnie (a zwłaszcza dziś! bo półmetek!) fikać zamierzam.

Edit:
i znów Mąż dołączył :) Pobija swoje rekordy jak nic! Ja wykręciłam dodatkowe 45 minut, w sumie dziś godzinka zaliczona. A jutro- BIEG :D

wtorek, 17 maja 2016

15- czas upływa :)

Dzisiejszy dzień podobny do wczorajszego. Wczoraj miałam postanowienie, że nogi nie wychylę na zewnątrz, bo jak zwykle nie przeszkadza mi wiatr, tak ten obecny nie daje żyć! Jest bardzo zimny i nieprzyjemny. Stało się inaczej. Dzieci...! One bez placu zabaw żyć nie mogą, więc ustąpiłam. A dziś? Się okaże. Może chociaż na chwilę...

Z treningów odpadły biegi, bo męczące jest biec pod wiatr. A sport w moim wydaniu ma być przyjemny. I przyznaję się bez bicia, że ćwiczenia na brzuch, uda czy inne części ciała są dla mnie coraz bardziej nudne. I aż głowa paruje mi, co sobie urozmaicić. Jedno jest pewne- że nie przestaję ćwiczyć, bo samopoczucie jak i kondycja skóry uległy zmianie. Chcę więcej! Zakupiłam sobie wczoraj balsam z pomarańczą i imbirem. Zapach mnie powalił! Jestem jak najbardziej na tak :)

Dziś na obiad klopsy od babci, zatem gotuję tylko ziemniaki. Mam luz w tym zakresie :)

Plan na dziś:
hula-hop, ćwiczenia w domu. A tak naprawdę to chciałabym pobiec przed siebie, ale niechże przestanie tak wiać!

Edit:
50 minut hula-hop zaliczone oraz 10 minut ćwiczeń na brzuch również z hula-hop. I rozciąganie mięśni. Zakwasów ani śladuuuu :D

poniedziałek, 16 maja 2016

Pozostało 16 dni do końca maja

17- niedziela- czyste lenistwo, grill w Niepołomicach i pogoda a fe! Słońce nie rozpieszczało :(

Hula hop- 25 minut
Dodatkowo ćwiczenia na brzuch :)
Leżę i kwiczę ! Ałć!

sobota, 14 maja 2016

Pozostało- 18 :)

Wczoraj był piątek 13 maja. Wieczór okazał się bardzo przyjemny, bo zamówiliśmy sobie dwie sałatki i wypiliśmy po 1/4 kieliszka wina białego. Ni w ząb nic nie ćwiczyłam. Miałam biec, ale rozpadało się, że hej i tak pada również dziś.

A dziś sobota. Sprzątam i nic nie widać. Dzieci mało spały, mało zjadły obiadu (a dziś ugotowałam młode ziemniaki z koperkiem i z młodą kapustą!) i do tego mieli jeszcze łososia, który ostał się ze wczoraj. Średnio im dziś apetyt dopisuje.

Za oknem siąpi i z domu nie chce się wychodzić. Zobaczymy, czy nas gdzieś poniesie, czy dzień dzisiejszy spędzimy w domu. Ehh tak patrzę przez okno i stwierdzam, że mój kwiatostan na balkonie wygląda gorzej niż źle. Jeszcze w taką pogodę... Najwyższa już pora odnowić kwiatki po raz drugi w tym sezonie!

Edit:

Wysprzątałam jednak sporo, nawet widać. Mąż dzielnie pomagał. Dzieci utrudniały, ale co tam! 5 worków znów spakowałam!

Przy tegorocznej Eurowizji wykręciłam 45 minut hula-hop i szybko śmignęłam brzuszki oraz dołączyłam ćwiczenia na pupę oraz mięśnie rąk. Pora najwyższa wziąć się i za nie :)

A Szpaczek niestety zagrożony. A tak trzymałam kciuki! Jest w tym roku kilka naprawdę fajnych piosenek. Niech wygra najlepszy! :)

Dobranoc!

piątek, 13 maja 2016

Pozostało- 19!

Właśnie wróciłam z zakupów razem z Tymciem. Dziś na obiad łosoś z piekarnika z ryżem, a dla nas osobno będzie kasza gryczana na cebuli z warzywami. Goszczą już u nas w kuchni ogórki gruntowe, rzodkiewki i inne pychotki, bo mini warzywniak w Proszowicach otwarł się kilka dni temu. Mąż ma okazję znów robić tam codziennie zakupy. O! I kalarepa już chrupie głośno :P
Co dziś w planach? Ach...
Jak to zwykle w piątek staram się ogarniać co się tylko da, żeby na jutro zostało jak najmniej. (Dzieci oczywiście skutecznie utrudniają moje wysiłki i w mig robi się znów rozgardiasz). Pranie w koszu mam wrażenie, że dosłownie się rozmnaża po cichutku, kiedy nikt nie widzi. Dopiero tyle tego było i znów dwa pełne kosze! Brrrr!
Ostatnimi dniami znów jestem smakoszką kawy. Przerwa w jej piciu spowodowała, że teraz jej smak doceniam jeszcze bardziej i co o dziwo- zaczynam od niej dzień. Aktualnie piję o smaku orzechowym i z mlekiem.
Mam dziś w planach- oczywiście ćwiczenia. Jeśli pogoda pozwoli to pobiegnę, bo wietrznie dziś bardzo. Jeśli nie- to ćwiczenia z aplikacji, którą niedawno pobrałam i hula-hop. Co raz lepiej mi się ćwiczy. Samopoczucie bez dwóch zdań mam zupełnie inne. Energii więcej, uśmiechu więcej i satysfakcji co nie miara! Jest dobrze. Jest chęć i zapał, aby ćwiczyć dalej. I niech tak zostanie... :) Przydałby mi się taki np. Pudzianowski. On to napewno pokazałby mi jak to robić najlepiej..!

czwartek, 12 maja 2016

20! O matko!

Środa- Pozostało- 21!
To jeden z tych dni, w którym dzieją się tak ważne i osobiste rzeczy, że nie mam głowy nawet myśleć o jakichkolwiek ćwiczeniach. Inne sprawy są ważniejsze.

Czwartek- 20 dni do końca maja
Dzień wolny. Wróciłam z M1. Przemaszerowałam sobie całą trasę i całe M1 wzdłuż i wszerz. Nic konkretnego nie szukałam, po prostu chciałam się na czymś skupić. Wychodząc zakupiłam precla i bubble tea z melonem i truskawką. Pękające kulki? To jest toooo :)

Marsz- zaliczony.
Hula-hop stoi przygotowane. Zanim Arek wróci urządzę mini dyskotekę. Będzie głośno i będzie się działo :)
Edit:
Pół godziny hula-hop zaliczone.