środa, 31 grudnia 2014

Ostatni post w 2014 roku!


Fajnie być rodziną 2+2 i w takim składzie będziemy witać Nowy Rok. Lazania zrobiona. Podobno czeka na nas ciasto czekoladowo-sernikowe. Karmi żurawinowe- schłodzone. Gry przygotowane. Nastrój- jest. Towarzystwo również. 

Kochani,
zabawy szalonej,
nocy przetańczonej,
spełnienia marzeń,
sylwestrowych wrażeń!

AnciaMamcia.

wtorek, 30 grudnia 2014

Do O... nr 11

Czytaj.
Tak jak obiecałam,
tak jak wcześniej
Ci pisałam-
znów się u mnie
pozmieniało.
Samo z siebie
tak się stało.
Czy pomogłeś
w osiągnięciach?
Rewanż dla mnie
po napięciach?
Myśli moje
rozbiegane
oczy moje
roześmiane
i kończyny
zbyt ruchliwe
oraz serce
tak szczęśliwe...
Wiesz dlaczego
tak się dzieje,
że mi wiatr
pomyślny wieje?
Patrzysz? Widzisz
moje zmiany
i sukcesy,
dalsze plany...?
Co mi powiesz
teraz na to?
Czy pomogłeś
mi w tym ...?
Tak na koniec
tego roku,
późną porą
w ciemnym mroku
tak się teraz
zastanawiam
wiesz Ty czego się
obawiam?
Że pomagasz,
dopingujesz,
że te plany
Ty sam knujesz...
albo chyba
zwariowałam.
Znów do Ciebie
napisałam.
Znów Ci wszystko
wygarnęłam,
łącznie z tym
co osiągnęłam.
Dumny? Smutny?
Rozzłoszczony?
Zachowaniem swym
skruszony?
Choć być może
znasz me plany
Jesteś
odseparowany.
Nie mów nic
i znów uciekaj,
ciesz lub złość się
i nie zwlekaj.
To kolejny rok
bez Ciebie.
Dali Ci już
miejsce w niebie?

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Czego Wam życzyć?

Kochani,
ten rok był dla Nas nadzwyczaj pomyślny, zarówno w sferze zawodowej jak i osobistej. Szczerze powiedziawszy, to nie pamiętam tak dobrego roku...
Jak zapewne wiecie jesteśmy już we czwórkę. Euforia to mało powiedziane. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że sprawy przybrały taki obrót. 
Chciałam życzyć Wam wszystkiego co najlepsze. 
Niech te Święta będą dla Was czasem, który spędzicie wspólnie z Rodziną. Oprócz tego życzę Wam radosnych, spokojnych Świąt, pięknej choinki, pysznych potraw i wszelkiej pomyślności na Nowy Rok. Niech przyszły będzie tak dobry dla Was, jak ten był dla Nas. 
Cieszcie się sobą nawzajem tak, jak my cieszymy się sobą. 

P.S. Są pierniki pieczone przed porodem, a z nich ma być choinka. Będzie fotka, jak się uda :-)))
Nasza "prawie" ubrana choinka :)

Piernikowa choinka- z BMW i traktorem :)

wtorek, 9 grudnia 2014

Bo to zła interpretacja była...!

Dziś zobaczyłam zdjęcie w Gazecie Wyborczej, takie oto:











To komentarz do testu gimnazjalistki, która chciała wziąć udział w konkursie historycznym. Podobno Jej zdolności z zakresu historii nie były powalające, ale chciała spróbować. Nauczyciel w taki oto sposób (jak na zdjęciu) skomentował predyspozycje uczennicy. Co zrobił? Delikatnie rzecz ujmując- skutecznie podciął skrzydła tej młodej osobie i moim skromnym zdaniem przekroczył wszelkie kompetencje. Jakim prawem napisał takie słowa? Kto dał Mu na to pozwolenie? Gdzie wsparcie ze strony Pedagoga, że może innym razem? Że niestety, ale są lepsi od Niej? Że jeśli trochę się podszkoli, to może spróbować za rok? Gdzie docenienie, że chciała spróbować? Gdzie się podziała tak szeroko dziś rozpowszechniana technika motywacji?! Gdzie szacunek, który należy się bezwzględnie każdemu? Moi drodzy Czytelnicy, gdyby to moje dziecko przyniosło do domu coś takiego, to jak słowo daję: nie ręczyłabym za siebie. Oj, coś czuję, że nauczyciele nie będą mieli ze mną łatwo...czas pokaże. A wiecie dlaczego? Dlatego, że jak pamiętam swoją szkołę średnią, to z reguły przy interpretacjach wierszy dostawałam komentarz: "błędna interpretacja". Cóż, zwykle moje wypracowanie nie było zgodne z opracowaniem pani Polonistki, która bez niego nie prowadziła lekcji. (coś w stylu opracowania dla nauczycieli). Dałam za wygraną. Stwierdziłam, że choćbym nie wiem jak się starała i co napisała i tak prawdopodobnie Polonistka uzna inaczej. Często kończąc pisanie mojej interpretacji wierszy byłam naprawdę zadowolona, że to wszystko moje, że napisałam je sama...ale na nic to się zdało. Mogłam przyjąć metodę innych uczniów, żeby pisać dokładnie tak, jak podpowiadały opracowania, ale tego nic zrobiłam. Nie zrobiłam tego również na maturze ani pisemnej, ani ustnej i .....z powodzeniem ją zdałam. A dziś? Pani Polonistka  dalej wałkuje te same lektury z uczniami, z opracowaniami...rok w rok to samo. Przypuszczam, że lekcje języka polskiego wyglądają tak samo jak kiedyś. I popatrzcie jaki to los przewrotny, że założyłam wierszowanego bloga...wiem, że moje wiersze to w zasadzie rymowanki i ciężko w nich szukać poezji typu Szymborska, jednak coś mi się wydaję, że Pani Polonistka nawet połowy by nie napisała...A Wy drodzy Czytelnicy? Jak zapatrujecie się na takie komentarze nauczycieli? Macie jakieś skuteczne metody, argumenty? Bardzo jestem ciekawa, czy Wam również nauczyciele dawali uwagi według określonych szablonów pochodzących z ich opracowań :) Moja Polonistka nigdy nie zapytała, czy potrafię pisać wierszem... do głowy Jej to nie przyszło, ale dała mi kiedyś "bardzo dobry", za wypracowanie na temat dowolny. Potem niestety nie mogła uwierzyć, że napisałam je sama... i myślałam, że Jej ręka uschnie, kiedy wpisywała ocenę do dziennika :)

piątek, 5 grudnia 2014

WIELKA akcja "Zwierzaki Pocieszaki"

Już jest!
Nowa,
rymowana,
długo tak
wyczekiwana!
To książeczka
o zwierzakach,
o pociesznych
POCIESZAKACH.
I nie mała to afera,
dziś odbyła się premiera!
Będzie wzmianka
na Onecie
w różnych miejscach
w internecie.
Pomagamy więc
Dzieciakom,
zwierzakowym
POCIESZAKOM!
Dla Fundacji to cegiełka-
Twoja pomoc będzie wielka!
Dziesięć wierszy
rymowanych,
drukowanych,
malowanych
mogą być pod Twą choinką!
Niech nakłady wszelkie
znikną !!!

Kochani,
to idealna okazja na to, by zrobić komuś wspaniały prezent i zasilić konto fundacji. Więcej szczegółów o akcji tu: KLIK oraz o fundacji "Kawałek Nieba" tu: KLIK.


wtorek, 2 grudnia 2014

Pora rozpocząć 38 tc

Zwariowany tydzień. Tyle się dzieje. Marzę o tym, żeby wreszcie był spokój. Tylko my i dzieci. I nic innego. Żadnego zamieszania związanego z działką, kredytem, firmą, egzaminami...za dużo tego. O porodzie nie wspominając. Wczoraj rozbolały mnie nerki. Rozbolały do tego stopnia, że się położyłam i wzięłam 2 panadole. Niby zgodnie z zaleceniem lekarza, bo ja niechętna do leków jestem barrrdzo, ale cóż. Wyjścia nie było. Nie przeszło od razu, więc w pół godziny spakowałam do końca torbę moją do szpitala i Dudusia. Na wszelki wypadek, gdyby mnie zostawili na dłużej. Wypiłam ze trzy litry, posłusznie wzięłam dawkę syropu, na noc alveo i wyciąg z aloesu. POMOGŁO.
Przedwczoraj byłam z kolei na badaniach odnośnie wszelkich bakterii (czyli wszystkim dobrze znane wymazy). Wyniki jutro. A dziś? Byłam z rana na badaniach krwi. Wyniki też jutro. Wracając ze szpitala i parkując ostrożnie w garażu co by sąsiadce autka nie uszkodzić- uszkodziłam swoje. Ręce mi opadły. Brawa dla innej sąsiadki, która wywalczyła zamontowanie ni z dupy ni z oka tego właśnie słupka. Teraz musimy wjeżdżać tyłem w miejsce garażowe, ale potem z wózkiem najlepiej żebyśmy przefrunęli, bo przejechać między autami na pewno nie przejedziemy.
Skutek tego taki, że dziura w aucie, którą zrobił Tomasz nadal sobie JEST i w dodatku teraz mój cudowny szlaczek na drzwiach również. To, że jestem zła to chyba nie jest dobre określenie. Jestem bezradna. A to jest stan dla mnie najgorszy. Należę do tych osób, które zawsze starają się znaleźć jakieś wyjście, ale teraz nie wiem czy takie będzie. Walczyć z administracją? A może z Sąsiadką? Kto ma na to czas i siłę? My chyba nie...Mamy sto tysięcy innych rzeczy na głowie. Aruś wrócił ze żłobka z gorączką. To było do przewidzenia, bo noc właściwie zapowiadała jakieś choróbsko. Budził się ponad 10 razy i skarżył się na katar. Odebrany wcześniej, przyszedł do domu i się rozpłakał. Moja Pchełka. Położyłam Go na drzemkę, ale płacze co chwilę przez sen. Katar jest naprawdę duży. Zobaczę co będzie jak wstanie (jeśli w ogóle porządnie zaśnie...), bo znając nas pewnie wieczorem pojedziemy od razu do naszego lekarza. Katar trwa już drugi tydzień, a to do Arusia nie podobne...
Jutro do odbioru są moje wyniki badań, ale nikt po nie się nie wybiera, bo to przedostatni dzień nauki Tomasza do egzaminu. W czwartek już będzie PO. W czwartek zatem, odbieram wyniki i idę na wizytę do ginekologa. To już jedna z ostatnich wizyt, bo właśnie rozpoczął się 38 tydzień ciąży. Byle dotrwać...i nie zwariować.
P.S. Św. Juda uruchomiony. Oby pomógł.

środa, 19 listopada 2014

Podświetlane Śniegowce

Wypuszczeni na manowce
napotkaliśmy śniegowce
a w śniegowcach jest kożuszek
dla zmarzniętych małych nóżek
i śniegowce kolorowe
trochę są seledynowe,
a od spodu podświetlane-
Dziecię Me uradowane,
tylko śniegu nam brakuje.
Aruś śniegu wyczekuje :)







piątek, 14 listopada 2014

A może konkurs na dobry temat?

Wzięłam zeszyt
ten z wierszami
(sernik siedzi
w piekarniku)
zatem myślę
nad rymami
przy odgłosie
minutników...

Może konkurs
by ogłosić
dla Was drodzy
Czytelnicy
i o temat
Was poprosić...?
U mnie pusto
w mózgownicy...

Atramentów
nie brakuje
zwykle kolorami
piszę
i choć teraz się
rymuje
w głowie głucho...
ciszę....słyszę...

środa, 12 listopada 2014

35 tc

Jeszcze tylko pięć tygodni! Cieszyć się już, czy nie? Moja przezorność czasem mnie irytuje, bo właśnie często hamuje mój entuzjazm, że wszystko może się zdarzyć, żeby nie zapeszać...jak stara baba- wiem. Taka natura moja wstrętna. Zatem, po cichutku, delikatnie- zaczynam się cieszyć. Za niedługo będziemy we czwórkę. Matko, czy to się dzieje naprawdę??? Dziać to się dopiero zacznie. Bomba :)))))) I dziś nic mi nie jest straszne!
Szacunkowa waga Dudusiów w 35 tygodniu ciąży to 2,5 kg. Jutro idę na USG i zobaczymy ile waży Mój Mały Drugi Mężczyzna. Matkooooooooooooooooooooooooooooo! To jednak się dzieje naprawdę :P

P.S. Łóżeczko nie skręcone, na razie się wietrzy. Pokrowiec od materaca wyprany, prześcieradła, ochraniacze również. Ciuszki- czekają na pranie i prasowanie. Dlaczego ja tego jeszcze nie zrobiłam?! Torba nie spakowana. Koszul do porodu- brak. Pieluszki tetrowe Mama przecina i obszywa. Jestem niezorganizowana jakaś. Nawet lista, którą zrobiłam- nie pomaga. Chce mi się śmiać z tego, że nie jestem gotowa. Co się ze mną dzieje?! Jakaś głupawka mnie dopada. Nawet teraz parskam śmiechem. Czy ja powinnam być matką dwójki dzieci?!?

poniedziałek, 10 listopada 2014

I po weekendzie...

W sobotę byliśmy na Kazimierzu z Piwowarkami. Było cudownie. Znów mogłam patrzeć na ludzi. Młodzi, ładni, roześmiani na maxa. Ale przyjemnie. Nastrój się udzielił. Znowu rozmawialiśmy o planach związanych z domami. Jak tak dalej pójdzie, to nasze chałupki będą szybciej niż myślę. A myślę dużo. Oj dużo. Jak na kobietę w ciąży przystało, co najchętniej wszystko chciałaby od razu, teraz, już i w tym momencie. Ostatni zwrot nawet Aruś przejął. "Mamo, pomóż mi w tym momencie!" Wczoraj Piwowarki wpadły do nas i zrobiliśmy krem czekoladowy dla dzieci, frytki i lody. Ja pozostałam przy frytkach. Dzieci jak zwykle szalały, że cho cho! Trójka dzieci i na szczęście trójka rzeczy do przemieszczania się, sprawiły, że jakoś w miarę się godzili. W miarę :) Co prawda osioł dostał kopniaka w tyłek, ale co tam. Widocznie zasłużył.
A dziś?
Słońce świeci do szyby jak oszalałe. Pogoda jest wymarzona. Jakbym jeszcze okna miała bardziej czyste, zapewne byłoby lepiej. Błogo mi. Wypiłam dziś przecier z pomidorów z pieprzem i to chyba on sprawił, że jest tak cudnie. Ale piernik dobry. Teściowa jest mistrzynią, jeśli chodzi o ten przecier właśnie. Pomidorowy, gorący i z pieprzem. Mmmmmmmmmmmm.

Aż się Duduś zaczął wiercić. Tajniaczy się. Jak ja kładę ręce na brzuchu, to się wiertoli, że hej, ale jak ktoś położy- nagle cisza. Spokój. Jakby Go nie było. Co za Ancymon rośnie? :)
Aruś śpi. Pokolorowaliśmy biedronkę, gąsienicę, konika polnego, aż wreszcie usłyszałam: "Mamo, ja chcę BMW! Narysuj BMW. Ja będę wyklejał". Wprawę już mam. Biorąc pod uwagę, że Aruś głównie gustuje w BMW właśnie i w samochodach strażackich. Od weekendu ok. 10 pojazdów i koniec. Rysujemy, albo wyklejamy. Nie żadne tam zwierzątka. Zgodził się w sobotę na muchomora. WOW.
Kończę wpis, bo mam fajną książkę do czytania. Wykładam się na sofie, odsłaniam brzuch do słońca, niech i Duduś korzysta. I doceniam ciszę obecnie panującą. Tylko muszę jeszcze wydrukować "Traktoja Toma, Staja, Bumke i Kombajnika. Nie wolno mi zapomnieć o Majuszku i Lotce". Polecam :)

piątek, 7 listopada 2014

Oł noł !

No i stało się. Ojcostwo zaszalało. Poszło dziś, po wszystkich załatwieniach dokumentów, badań ciążowych- poszło na kawę. Razem. Sami. Do południa, tak po prostu. WOW. Ojcostwo nawet  trzymało się za ręce i śmiało do rozpuku, kiedy jedno czytało w myślach drugiego. Oł noł! To tak się jeszcze da? A dlaczego oł noł? A no dlatego, że zeżarło po pączku! (jeden z jabłkiem, drugi z serem- ja z serem!) I poszły postanowienia, poszły wyrzeczenia i dietki w dal. Ojcostwo wypiło wielką białą kawę, powłóczyło się po sklepach, kiedy Potomek przebywał tam, gdzie zwykle. Poobserwowało ludzi, posnuło plany na przyszłość. Wymyśliło kolejny pomysł na biznes. (który to już z rzędu?!) A na koniec zamiast kupić sobie, dla siebie to co w planach miało- kupiło welurową pidżamę i dwie pary skapecioch dla Potomka. Jak zwykle.

wtorek, 4 listopada 2014

To już 34 tc.....!

Święta minęły. Dzień Zaduszny również. Pogoda dopisała niesamowicie. Sama przyjemność ze spacerowania po oświetlonych, kolorowych cmentarzach. Jak zwykle w tym roku zostawiliśmy samochód na osiedlu mojej siostry i razem z nimi pojechaliśmy na cmentarz tramwajem. Aruś jechał pierwszy raz.tak na poważnie, bo z zeszłego roku to nic nie pamięta. Był w szoku. Ach Ci chłopcy! Arusia fascynują TYLKO wszelkiego rodzaju pojazdy i kolory, ewentualnie marki owych pojazdów. A tramwaj....jego odgłosy, zamykane drzwi, naciskanie guzika, pasażerowie i przystanki, no coś wspaniałego. w dodatku siedział z Mają i Julcią więc wiadomo... Był brat z Ewą i Mateuszkiem, Kaśka z Nikolą, Mama, My i Piwowarczyki z dziećmi. Przemaszerowaliśmy cały cmentarz, a potem pojechaliśmy na wieś, żeby tam również odwiedzić groby zmarłych. Aruś wyspał się na cmentarzu. Potem obiad u Piwowarczyków, rozmowy o domu, papierach, załatwieniach itd.itp. W dzień zaduszny pojechaliśmy na wieś, gdzie zjechało się prawie całe kuzynostwo. Ilość dzieci z roku na rok rośnie :) Fajnie, że zaczynają się razem bawić, pomimo różnic wiekowych. Było bardzo sympatycznie.
A ja? Rosnę. Cóż wg kalendarza porodu aktualnie jestem w 34 tc. i do rozwiązania pozostało 6 tygodni. Nadal 8 kg na plusie. Jadłabym sernik na śniadanie, obiad i kolację. Jadam bardzo różnorodnie. Nadal codziennie gotuję. Tomasz twierdzi, że moje pomysły na jedzenie zaskakują Go coraz bardziej. Ciążą, ach ta ciąża, niby podobna, ale jednak inna. Czuję ruchy tylko o określonych porach. Delikatne to Dziecię Moje, bo nawet jak się rusza, to wręcz łaskocze, a nie tak jak Aruś- kopniak i po sprawie. Najbardziej rusza się o godzinie 23.00-24.00 bo zwykle wtedy się kładę do łóżka i jestem zmuszona zmieniać pozycję, bo tak mnie łaskocze w brzuchu, że normalnie parskam ze śmiechu. Ciekawe jaki będzie nasz drugi Duduś :) Strzelec, czy już Koziorożec? Oto jest pytanie, bo różnica tych znaków raczej spora...Wyprałam wózek i jego wszystkie akcesoria. Odświeżone i tak lubię! Teraz mam zamiar przygotować ciuszki i ewentualnie uzupełnić to, czego brakuje. Czeka mnie zatem tona prania i prasowania. Przez to, że piwnica została posprzątana przed świętami już na zimę, mam dostęp do pierwszych zabawek Arusia, które powoli przynoszę, żeby mógł je znowu poznać i żeby wiedział, że za niedługo będzie musiał się nimi dzielić. Znowu śpi z krówką, którą przypinałam do gondoli, gdy był noworodkiem... Słodkie to! Nie mogę się doczekać tego zamieszania, kiedy pojawi się Dzidziuś. Jestem bardzo ciekawa, jak to będzie i jestem bardzo dobrej myśli. Sporo jeszcze muszę przygotować i pozmieniać nieco w naszym małym mieszkaniu, ale lubię zmiany i pewnie stąd mój optymizm. To będzie dobry czas. Grudzień i Święta. Grudzień to taki miesiąc, że zwykle wręcz znika z kalendarza, bo sporo wolnych w nim dni.
A i jeszcze coś: Aruś mówi, jak najęty. Wszystko powtarza, zwłaszcza wierszyki typu: Murzynek Bambo, Okulary, Rzepka i Abecadło. Jestem z Niego mega dumna. Jest bardzo samodzielny i robi siku na stojąco do kibelka, jak na prawdziwego młodego mężczyznę przystało. Owszem, czasem chce siku na nocnik, ale przy kibelku też potrafi. I od czasu odpieluchowania nie zsikał prześcieradła ani jeden raz. Zdarzyło się to tylko na początku, w pierwszym tygodniu, kiedy musiał kontrolować pęcherz. Póki co, zdrów jak rybka. My z Tomaszem również. Oby tak dalej. Na te wszystkie wirusiska panujące gorąco polecam ciepłą wodę do dzbanka z miodem i cytryną. Ciepłą, ale nie gorącą, bo miodek straci witaminy. A do zup i ogólnie jedzenia przemycam czosnek i choć Aruś się trochę buntuje, to jestem zadowolona, gdy zje choć kilka łyżek. Najdłuższe zasłyszane słowo, które Aruś mówi to: motocyklista. A, że nie ma "r" to słowo rzeczywiście brzmi tak, jak się go pisze.
-Aruś, powiedz helikopter, proszę!
-Nie powiem wititoptej!
Kocham to :) Kocham po prostu!

piątek, 31 października 2014

Dynia duży ma swój brzuszek, a na brzuszku jej fartuszek

W zeszłym roku na halloween, specjalnie dla Arusia wycinaliśmy dynie. Jak ten czas leci! Sami zobaczcie! Aruś miał wtedy rok i 2 miesiące :)


A w tym roku... również przyjechały dynie. Ze wsi. A jakże! Jedna mała, druga no nie powiem... nawet nie odważyłabym się jej podnieść. Ledwo uniosłam tę mniejszą. Pomysłów na przyozdobienie dyń jest masa. Mi wpadł do głowy "pomysł nie taki straszny", głównie ze względu na Arusia, co by w nocy koszmarów nie miał. Wieczorem dokończyliśmy wspólnie wyciąganie miąższu, mi pozostało malowanie. Ostała się tubka specjalnej farbki białej właśnie, a że uwielbiam biały kolor to efekt taki oto:

Czego się nie robi dla dzieci? Teraz to wiem :) W tym roku nasza dynia, a właściwie dwie to staruszka, która ma założone okulary i fartuch. Aktualnie stoi na stoliku na balkonie i świeci sobie. Tyle radochy! A z resztą sami zobaczcie:




Wycięty fartuch posłużył jako śliniak i korona (koronę dla Mamusi wymyślił Aruś!) Kreatywnie, nie powiem! Tomasz uznał, że to śliniak....hmmm cóż...





Zrobiliśmy też dziś porządki w piwnicy. Uwielbiam robić porządki w piwnicy, serio! Jakoś tak mi lżej na zimę :) I musiały odbyć się właśnie dziś. W sumie mamy dwa regały przetworów. Skąd tyle tego?! I wreszcie mogę swobodnie po nie sięgnąć. Aruś już przymierzył się do sanek. Wszystko przed nami. 

po to, by nie zapomnieć, że oprócz dyń, cukierków i przebrań mamy nasze pełne zadumy Święto Zmarłych. Dobrej nocy.


czwartek, 30 października 2014

Mądrość 4

Wczoraj jechaliśmy na zakupy. Ja jak zwykle maszeruję garażem do samochodu i już mam wsiadać, a Aruś mówi do Tomasza:
Oooooo! Tato! Zmieniłeś koła?!

Hmmm. Cóż. Rzeczywiście nie zauważyłam, że mamy już zimówki. Wniosek? Dziecko mi przypomni :) Mój Mały Spostrzegawczy Mężczyzna :)

Mądrość 3

Kupiłam sobie torebkę biało-niebieską. Aruś pyta: Mama masz nową tojebkę? Tak Arusiu. Kupiłaś sobie? Tak. A gdzie? W sklepiku.
Ze trzy m-ce później kupiłam sobie przez allegro torebkę z frędzlami, ale że aukcja kijowa i w regulaminie mieli, że wysyłka trwa nawet do dwóch miesięcy, to temat odpuściłam i stwierdziłam, że dojdzie wtedy kiedy wyślą i już. W międzyczasie zobaczyłam wymarzoną torebkę (również z frędzlami) z h&m. Kupiłam. Po tygodniu przyszła również ta z allegro. Aruś wraca ze żłobka, widzi torebkę na stole i mówi:
Mama, masz nową tojebkę?
Tak Arusiu.
Kupiłaś sobie?
Tak. W sklepiku.
Aruś: Ojej, znowu?!


Tak to jest jak wychodzi słońce

Są takie osoby, które do szczęścia potrzebują ludzi. Niby ja też, ale to czego naprawdę potrzebuję to słońca. Jestem zodiakalnym lwem. I jak na niego przystało kocham ciepłe, wręcz gorące klimaty. Wysokie temperatury nie są mi straszne. Sprawa jest prosta.
+20 stopni- chłodno.
+30 stopni- ciepło
Powyżej +30 stopni- idealnie....:)
O minusowych temperaturach pisać nie będę, bo już sam fakt, że takowe występują- psuje mi humor. Sporo kosztuje mnie w zimie wychodzenie na zewnątrz, ale wiadomo- zdrowie ważne i chłód również.
Tak już mam, że jak wychodzi słońce, to chce mi się żyć. Słońce daje mi najwięcej energii. Jego promyki pobudzają, powodują uśmiech i sprawiają, że dzień i świat wygląda zupełnie inaczej. Tak jest dziś. Od rana. Efekt tego taki, że obiad na dwa dania zrobiony. Zupa pomidorowo-czosnkowa z lanym ciastem i na drugie makaron z kurczakiem, cebulą i duszoną marchewką posypany parmezanem. Jest i deser- gorąca czekolada. Pranie zrobione, łazienka wysprzątana. Błahe to czynności, ale jakże sprawnie ogarnięte w ten słoneczny i wbrew pozorom "ciepły" dzień. Do szyby u mnie- prawie 20 stopni! Spacer z Arusiem- zaliczony. I tak można żyć. Co innego kilka dni temu. Świata nie widać. Kraków zamglony, zasmrodzony i zasmogowiony. Byliśmy na polu, choć krakowski alarm smogowy przekroczony był chyba ze trzy razy... Mam się dusić w mieszkaniu? Stwierdzam, że jeden piernik. Wczoraj pojechaliśmy do sklepu zakupić kilka przyborów biurowych dla Arusia i jak wysiedliśmy z samochodu, to aż mnie zatkało....tym powietrzem. Czuć było dym i spaliny. Coś strasznego. Ludzie zaczynają chodzić w maskach. Co to za klimat?! Czy to naprawdę XXI wiek? Władze mają zamiar... władze przymierzają się do... w planach jest...chyba naprawdę szkoda to komentować. Z ich zamiarów, planów i zamierzeń efekt będzie może widoczny za kilka, a raczej kilkanaście lat. A my? Trujmy się. Leczmy dzieci czym się da. To  nic, ze bez skutku, ale leczmy! Cóż innego nam pozostaje jako rodzicom?! Bogu dzięki, że jakoś się wszyscy trzymamy i nie chorujemy. Może te tony cebuli, czosnku, cytryny i miodu dają efekty?
W takich chwilach naprawdę marzę o tym, żeby się wyprowadzić. Najlepiej już. I w takie miejsce, gdzie słońce nie będzie miało problemów z przedarciem się przez kłęby smogowych chmur. Gdzieś, gdzie wyjdę rano, usiądę z kawą jeszcze w pidżamie i będę wdychać świeże powietrze. A dookoła będzie cisza, a jedynym co ją przerwie będzie ćwierk ptaków. I wiecie co? Znalazłam takie miejsce.

środa, 29 października 2014

Do Ewy C.

Droga Ewo,
chciałam napisać do Ciebie kilka słów, głównie z powodu, że inspirujesz tyle kobiet...tyle zmian ile się dokonało, a to głównie przez Ciebie i Twoje ćwiczenia.

Zacznę jednak od początku. Jestem normalną dziewczyną i nigdy nie miałam problemów z nadwagą. Moja sylwetka jest w miarę proporcjonalna, waga do wzrostu również. W roku 2012 urodziłam Synka. Po pierwszej ciąży zostało mi 2 kg... Ale wbrew pozorom to nie było takie proste. W sumie przytyłam 10 kg.(dziecko 3720, łożysko 1,5 kg i wody płodowe).To nie geny, a moja silna wola. W dwa tygodnie po porodzie założyłam swoje krótkie spodenki sprzed ciąży. Ale ile mnie to kosztowało...? Codziennie odżywiałam się zdrowo. Zero słodyczy (na które na szczęście ochoty nie miałam), zero fast foodów, zero białego pieczywa- nic, dosłownie nic! Codziennie porcja warzyw i owoców. Duża porcja i dodatkowo jedna zasada. Przed każdy posiłkiem szklanka wody, a wiadomo kobieta w ciąży powinna jeść często, ale za to w małych porcjach. Tym samym- piłam dużo. Tak wszystko wyglądało przez 9 miesięcy. Okres karmienia spowodował, że przytyłam 2 kg, bo cały czas wydawało mi się, że mam mało pokarmu, więc podjadałam nawet w nocy- głównie domowego sernika, żeby uzupełniać wapno...Zrzuciłam nadprogramowe 2 kg po kilku miesiącach, kiedy przestałam karmić mojego Maluszka. Wróciłam na siłownię, potem nauczyłam się pływać. Nie jest to poziom nawet zaawansowany, ale sam fakt przepłynięcia basenu samodzielnie powoduje uczucie szczęścia i tego, że jednak potrafię. Teraz jestem w drugiej ciąży. To już ósmy miesiąc. Mam 8 kg na plusie. Odżywiam się zdrowo, nawet bardzo zdrowo. Wiem, że to dla dobra mojego i mojego dziecka. Ilość spożytych przeze mnie owoców, warzyw, kasz przekracza wszelkie granice :) Mąż się śmieje, że nie nadąża robić zakupów. Razem ze mną w tej ciąży przeszedł na dietę i ubyło Mu ok. 8 kg. Śmiejemy się, że przeszło na mnie. Kiedy zaszłam w ciążę polubiłam Twój profil na facebooku. Jesteś dla mnie inspiracją, każdego dnia oglądam przemiany Dziewczyn i gorąco im kibicuję, nie mogąc się doczekać, kiedy sama zacznę. Nawet mój Mąż stwierdził, że może On też powinien ćwiczyć z "tą Chodakowską" :D Do porodu pozostało mi jeszcze ok. 7 tygodni. Codziennie smaruję swoje ciało, przynajmniej dwa razy dziennie, chcąc uniknąć rozstępów. Jeśli się pojawią, to będę miała satysfakcję, że zrobiłam naprawdę wszystko, żeby ich nie było. Chcę Ci podziękować za zdjęcia śniadań, które zamieszczasz, za ćwiczenia, za przemiany Dziewczyn, bo piękne to przemiany! Dokonują niemal cudów...udowadniają, że się da. Pewnie teraz zastanawiasz się, dlaczego to wszystko piszę...? A dlatego, żeby się zobowiązać. Chcę po porodzie zrobić sobie zdjęcie. Chcę zadbać o siebie raz jeszcze. Chcę uzyskać sylwetkę o jakiej zawsze marzyłam, ale tak naprawdę nigdy nie osiągnęłam, bo bycie szczupłym to jeszcze nie wszystko. Pomyślałam sobie, że jeśli do Ciebie napiszę i się zdeklaruje to nie będę miała odwrotu. I żadnej wymówki, że dwójka dzieci na głowie, dom itd. itp. A potem zrobię drugie zdjęcie i będę liczyć na dobre słowo :)
Ja trzymam kciuki za Ciebie. Osiągnęłaś niesamowity sukces motywując tysiące kobiet. Naprawdę szczerze podziwiam :) Oby więcej takich ludzi. Ludzi, którzy potrafią się cieszyć każdym dniem, dla których sukces jest powodem do dumy, którzy potrafią wziąć życie w swoje ręce i którzy się w pełni realizują.
Trzymaj kciuki również za mnie. Termin porodu wypada mi na święta Bożego Narodzenia, a więc od nowego roku mogę zacząć myśleć o tym, żeby zmieniać swoje ciało. I żeby mieć wreszcie upragniony "kaloryfer" na brzuchu. Żeby założyć sukienkę, swobodnie i bez obaw, że coś jest nie tak. W końcu jestem matką, ale przede wszystkim kobietą. Pozdrawiam serdecznie i życzę Ci dalszych sukcesów. 

p.s. ale i tak pierwsze co kupię, to czerwone sandały na szpilce :P

poniedziałek, 20 października 2014

Ona cz. VI

Ona.
Idzie
dość odważnie.
Zamyślona
i nie patrzy dziś uważnie.
Idzie z rana żwawym krokiem
zatroskana.
Image znowu swój zmieniła,
przedtem włosy poskręcane,
teraz są wyprostowane.
Kolor włosów w brąz zmieniony
i pod słońce oszroniony.
Często lubi siebie zmieniać,
nie chce chować się gdzieś w cieniach.
Gęste włosy i błyszczące
w słońcu dziś połyskujące
wiatrem lekkim są podwiane,
artystycznie poplątane
i z innymi dziś włosami
z klasycznymi obcasami
przystanęła wtem pod drzwiami.
Szuka czegoś w swej torebce,
uśmiech Jego usta łechce.
Czemu dzisiaj się zmieniła?
Nieświadomie zaskoczyła.
Zmierza ku Niej jak najprędzej,
by zobaczyć jeszcze więcej...
Skąd on...? Długo
na Nią czeka?
Ruszył z miejsca
i nie zwleka...
I podchodzi do Niej śmiało,
obserwuje Inną całą.
Ją. Jej kolor tak się mieni...
Są. Oboje odmienieni.
On. Jak dobrze
dziś wygląda.
Ona w Niego też spogląda.
I nie może wyjść z zachwytu
szuka z tyłu gdzieś uchwytu.
Jest ten uchwyt
więc otwiera.
Czemu razem...
czemu teraz...
Wzrok Ich ten
odwzajemniony,
przez Nich samych
jest speszony.
Wszystko takie niedorzeczne,
czasem bardzo niebezpieczne.
Ona wspina się po schodach,
czuje wzrok na swoich nogach.
On wygłasza komplementy,
Ona szybciej w górę, tędy...
Weszła i się odwróciła,
blask niebieski zobaczyła,
uśmiech ten nieodgadniony,
cały dzisiaj odmieniony.
Teraz Ona obserwuje,
On słowami Ją stopuje,
nie chce by tak zaglądała,
by się czegoś dowiedziała.
Znów Jej myśli wyprostował
w samo sedno ripostował.
Znowu wszystko zrozumiała.
Teraz już nie zaglądała...
Dzisiaj bardzo jest zajęta.
Jego mina...czy przejęta?
Odwróciła się plecami.
Raz kolejny Ją omamił.
Dzisiaj się już nie odwróci.
Dzisiaj wszystko się ukróci.
Stała tyłem zamyślona,
znowu Nim onieśmielona.
Znów wszystkiemu On był winien.
Ona winna...On powinien...

Ona cz. V

Siedzi zamyślona.
W swój monitor
znów wpatrzona.
Znowu jest zapracowana.
Smutna i skoncentrowana.
Brwi teraz ściągnęła.
Palcem ust dotknęła.
Wzrok swój odwróciła,
torbę otworzyła.
Wyciągnęła.
Szminka.
Znów czerwona
i powoli wykręcona...
dotykana...
placem jej serdecznym,
widok niebezpieczny.
Ta do ust przylgnęła.
Kolor swój powzięła
jakby stamtąd była,
pięknie się zmieniła.
W trakcie malowania,
w trakcie dotykania
znów do Niej podchodzi,
wzrokiem po Niej wodzi.
Zdanie swe wyraził.
Wyznaniem poraził.
Co się wtedy działo?
Serce trzepotało
i wzrok się krzyżował,
świat wkoło wirował.
Tak. Wszystko intymne.
Nie zawsze niewinne.
Tyle wystarczyło,
by Go znów zwabiło...

Formułka na nerwa nr 35

Elegancie Picowany
coś żeś dzisiaj niewyspany.
Co żeś w nocy dziś porabiał?
Tylko nie mów, żeś obłapiał...!
Pracowałeś! Tak myślałam,
właśnie to podejrzewałam...!
Wzrok masz jakiś rozbiegany...
chyba żeś przepracowany!
Nikczemniku! Bezwstydniku,
wzrok Twój znów jest przy guziku!
Gdzie tam znowu mi zaglądasz?
Chociaż średnio dziś wyglądasz,
nie oszczędzę Ciebie zatem!
Chcesz przez łeb dziś dostać batem?
To za mało jest dla Ciebie?
Masz się czuć przecie jak w niebie!
Dziś Sąsiadce mej pomożesz,
co ma w domu kilka stworzeń
i Ty jedno wyprowadzisz...
za "guzika" mi zapłacisz...

c.d.n.

Przymilanka nr 6

Nos Ci wsadzę w Twoje ucho
razem z mym oddechem
i dostaniesz gęsiej skórki
przepełnionej śmiechem,
potem mocno Cię obejmę,
że prawie uduszę,
pewnie znowu Cię do śmiechu
głośnego przymuszę...

Dom moimi oczyma

Kiedyś Tomasz mnie zapytał
jaki chcę mieć dom?
Nie, nie wierzę, że zapytał.
Boże, Mój Ci On!

Nowy dom będziemy mieli
nie dla nas dom stary,
wielki stół będzie w salonie,
krzesła nie do pary

Długi stół to jest podstawa
oj tak moi mili
bardzo chciałabym by przy nim
wszyscy się zmieścili

Będę miała wielki kufer
w kufrze będą skarby
będę miała w nich pamiątki
od żywych, po zmarłych

Wielki, ciężki cenny kufer
będzie miał swój zapach,
który sam się w nim wytworzy
zapewne po latach...

Będę miała też dla siebie
osobisty kącik,
żebym mogła w nim składować
różne bibelotki.

Właśnie teraz zapisuję
już kolejny zeszyt,
wszystko pójdzie do gablotki,
ależ mnie to cieszy!

W kuchni będzie wirowało,
będzie się w niej działo,
raz się będzie gotowało,
potem będzie wrzało

Niechby jeszcze każde danie
smaki uzyskało,
niechby wszystkim, łącznie z gośćmi
niechby smakowało!

Będę w domu mieć kryształki
różne świecidełka,
a w łazience wkomponuję
malutkie lusterka

Niech ze ścian w półmroku
niechaj mi migocą,
niechaj mi migocą
tak jak gwiazdy nocą!

W łaźni naszej będzie okno,
będzie dosyć duże,
będzie sobie wystawało
na bok, na podwórze

Jak się będziesz chciał wykąpać
w naszej łaźni dużej
przy okazji się przysłuchasz
za oknem naturze.

Tomasz będzie miał swą strefę
oazę spokoju
będzie kreślił w gabinecie
dla swego rozwoju

Niech się piętrzą Mu szpargałki
i inne bazgrołki
niech tam koty Mu fruwają
i robią koziołki!

A w spiżarni będę miała
miejsce na przetwory,
będzie miejsce też na ciasta,
różne inne twory...

Każda półka będzie służyć
odpowiednio- czemuś,
żebym długo nie szukała
ot. np. dżemu.

Będą stały też nalewki
od Piwowarczyków,
może wspólnie wypijemy
przy ciepłym kominku?

Będą wina też czekały
na różne okazje,
będą sobie dojrzewały,
taką mam fantazję.

Będę w zimie stać z łopatą,
mogę nią odśnieżać,
może przez to będę zdrowsza,
silna, bardziej świeża?

Będzie pralnia i bawialnia,
będzie tętnić życie,
będę cieszyć się przyrodą,
codziennie, obficie!

Kiedyś z dziećmi ulepimy
wielkiego bałwana,
ulepimy...przyzdobimy
od samego rana!

Niech tarzają się w śniegowcach
i w kombinezonach,
ależ będę z tego dumna
jako Matka- Żona!

Wszystko będzie tam solidne
zdrowe i rodzinne,
wszędzie będą rozsypane
akcenty dziecinne

Kto wie? Może jeszcze by przygarnąć
Pana Tofla-Stróża?
Żeby bronił nam dobytku,
całego podwórza...?

Dawno temu u dentysty

Zapoznani z gabinetem
Aruś wkroczył tam z impetem,
podotykał, pooglądał,
słyszał wiertło koło ząbka,
ale wiertło nie wierciło
tylko małe cyk zrobiło,
potem lampka zaświeciła,
Pani Doktor cyk zrobiła,
Pani Doktor wniebowzięta
(bo te włosy, te oczęta)
w komplementach znów skąpani
wyszliśmy uradowani.
Pierwsze koty precz za płoty
ominęły nas kłopoty.

niedziela, 19 października 2014

Składam serdeczne podziękowania...

Matka Browar książek
w zbiorach poszukała,
Monia swoją pracę
nawet podesłała,

Łukasz swoją pomoc
również oferował
(swoją też niedawno
pilnie komponował).

Kasia podesłała
wszystkie miesięczniki,
co ich nie czytają
przeciętne ludziki,

Ani P. dziękuję
za Jej licencjata,
przez to moja praca
również w treść bogata.

Dorota pomogła
swym segregatorem-
wiedziałam od razu-
stamtąd coś wybiorę!

Kamil się wykazał-
przesłał orzeczenia,
z orzeczeń powstały
moje uściślenia.

I Anetę również
w tym miejscu wymienię-
szablon wypełniła,
dobre z Niej Stworzenie

I Piwowarczykom
oraz Mojej Mamie
I naszym Pietrzykom-
Wam- za pilnowanie.

(Wiecie o kim mowa-
ta Kręcona Głowa
skupić się nie dała,
bo jeszcze za mała).

Drogiemu Mężowi
za formatowanie...
pomoc się przydała.
Dzięki Ci .....

Wszystkim tu dziękuję-
wpis Wam dedykuję,
wszyscy udział macie
w moim licencjacie!

Jednego żałuję,
trochę się buntuję,
nie ma pozwolenia
ni rozporządzenia,

by licencjat pierwszy
był pisany wierszem.
Ja nie chciałam prozą!
Boże! Nie! O zgrozo,

ale napisany
i nie rymowany.
Cóż mi pozostaje?
Znacie me zwyczaje...

(mam swojego bloga,
na szczęście, na Boga.)

Agnieszce należy się
podziękowanie,
głównie przede wszystkim
za motywowanie!

Za cenne wskazówki,
za cenne porady,
dzięki Niej ma praca
nabrała ogłady.

Ankieta powstała-
dzięki Respondenci!
Pięknie w szwach pękała
(mam to w mej pamięci).

Tak jak już wspomniałam
pracę obroniłam,
wpis dla Was kolejny
dzisiaj zamieściłam

Wszystkim posłodziłam?
Wszystkich wymieniłam?
Do rzeczy przechodzę
już więcej nie słodzę,

bo za dużo lukru-
lukier przecież z cukru,
niech zagości koniec-

ŚCISKAM WASZE DŁONIE :)

poniedziałek, 13 października 2014

Geny, ach te geny...!


Który bardziej ucieszony?
Który mocniej zakręcony?
Jest tu Aruś i jest Tata...
tak jak pokazują lata...

Nie da się ich oszukać. Są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Nie da się nie zauważyć podobieństwa- Dzieci i ich Rodzice.
Wśród naszych znajomych większość par ma już dzieci. Jedno zwykle podobne do Mamy, drugie do Taty. Podobne to mało powiedziane. To jakby zdarta skóra z Rodziców. Niby wiadomo, jak to się dzieje...a jednak to tak bardzo zadziwia! Jak się patrzy na ich zdjęcia z przed lat i porównuje z ich Dziećmi to aż się wierzyć nie chce! Geny...ach te geny...! Daleko szukać...? Proszę bardzo.


Wykopki

"Boże broń, żebyś zbierała ziemniaki!" No tak. A jakże. W tym roku nic z tego. Za to w tym roku pierwszy raz uczestniczy w tym Aruś. Wyobraź sobie. Pole. Dużo pola za stodołą. Gdzie wzrokiem sięgniesz, wszędzie pola zielono-żółte. A to rosną kalafiory, a to kapusta, a to brokuły, a u nas ziemniaki. Patrzę w prawo- jarzynki. Wśród nich kolorowe kwiatki, tylko dla ozdoby. Dla pocieszenia oczu, dla poprawienia humoru, żeby ładniej wyglądało. "Żeby się do nich uśmiechnąć"- jak mawia Tomka Mama. Idę pod górę, żeby zobaczyć skąd dochodzi odgłos traktorów. Naprzemienny. Jeden przestaje, inny zaczyna i tak w kółko. Po drodze jak zwykle znajduję dwie czterolistne koniczyny. Już ich nawet nie zbieram. Zrywam, chowam do kieszeni i jak zwykle o nich zapominam. Dziś wykopki. Aruś maszeruje po polu z Dziadkami, Tatą i wujkiem. Słońce świeci niemiłosiernie. Grzeje jak oszalałe. Siadam za stodołą, koło folii gdzie zostało jeszcze trochę papryki. Siadam na plastikowej paczce. Opieram się i czuję zapach- zapach świeżo odkopanej, mokrej ziemi, chryzantem i trawy. Do tego słońce tak mocno wszystko ogrzewa...Wdycham powietrze, jakże inne od tego w Krakowie. Aruś już na traktorze z Dziadkiem. Totalny relaks. Może się zdrzemnę. I w tym momencie zaczyna się taniec brzucha. Dzidziuś wariuje. Czyżby też szczęśliwy...? Podnoszę koszulkę, żeby dostał choć trochę tego ostatniego słońca. Matko! Co wyprawia! Pierwszy raz w tej ciąży tak intensywnie czuję Jego ruchy. Jest mi tak błogo, że nie ruszam nawet koniuszkiem palca. Za to co się dzieje w moim brzuchu...! Oddaję się tej chwili. Trwam. Niech ten czas się zatrzyma. Nie chcę do Krakowa. Nie chcę wracać. Chcę, żeby świeciło słońce i żeby było słychać tylko dalekie odgłosy traktorów. I nic więcej. Chcę wdychać to powietrze. Nagle słychać Arusia. Mamo! Patrz! Patrz Mamo, jaki ziemniak! No rzeczywiście, niezły okaz...To dla mnie? Dziękuję. I biegnie dalej do Dziadka. Po drodze się przewraca. Tak mu się to podoba, że przewraca się znowu. A co jak będę brudny?! Nic! Aruś, możesz brudzić się do woli! Zatem znów się przewraca. Wrzuca ziemniaki do wiaderka. Układa ziemniaki w skrzynkach, żeby było równo. Mamo! Patrz! Motyl! Siedzi na kwiatuszku! Mamo! Dziadek ma trakoja! Trakoj sypie ziemię! Mamo, biegamy! O nie. Wołami mnie nie ruszą. Dzidziuś szaleje, Aruś szaleje. Słyszę żarty Tomka z Mamą. Jak zwykle upomina Ją, żeby nie robiła 10 rzeczy na raz. I zarzeka się, że ostatni raz jest z Nią w parze. Boże, obydwoje siebie warci :) A ja urywam się na spacer i po drodze zjadam nieidealne jabłka, resztki malin, nieziemskie winogrona.  Tylko orzechów coś mniej. Nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba...Zajadamy pyszności z grilla i moje ulubione kanapki czosnkowe. Wypala nam mordki, bo Ania czosnku nie żałowała. Obdarowani brokułami, kalafiorami, cebulą, ziemniakami, jajkami i marchewką, miodem- wracamy. Ja zrelaksowana, ale taka śpiąca, że po drodze głowa mi leci. Ja chcę takiego powietrza! Takiego zmieszanego! Następnym razem zakręcę trochę w słoiku i zabiorę. Aruś brudny, nie do poznania. Ale jaki szczęśliwy. Tomasz w dresach. Dresy w ziemi. Ziemia w samochodzie. Ale bosko. Kocham jesień. Kocham tę piękną polską jesień na wsi. Że też czasu nie da się zatrzymać...









środa, 8 października 2014

Co w ciąży słychać...?

Właśnie trwa. 30 tydzień mojej drugiej ciąży. Nie mogę w to uwierzyć. Czas leci tak szybko, czasem wręcz za szybko. Nie mam czasu skupić się na ciąży, tak jak to było za pierwszym razem. Ruchy dziecka są mniej odczuwalne i zmęczenie również. Żadnych dolegliwości, absolutnie żadnych nie stwierdzam. Aruś zajmuje prawie cały mój czas. Mam wyrzuty sumienia, że nie rozmawiam z brzuszkiem, nie relaksuję się odpowiednio...W ciągu dnia Aruś zadaje 100 pytań, na które muszę udzielić odpowiedzi i to nie byle jakiej, o nie...! Całe szczęście, że przez 4 godziny w ciągu dnia Aruś zadaje te pytania w żłobku :) Jestem zatem w części odciążona. Samopoczucie mi sprzyja, nie sądziłam, że drugą ciążę zniosę lepiej jak pierwszą. Wiem, jeszcze nie ma co zapeszać, ale jest naprawdę super. Czasem tylko zapominam i za szybko rano wstaję z łóżka. A teraz coś dla tych, którzy twierdzą, że jak przysłowiowa matka siedzi w domu, to nic nie robi, a więc:
- 7.20 pobudka moja i Arusia, włączamy Trakoja Toma, Strażaka Samego lub ostatni hit, którymi są rosyjskie bajki typu Multik Raskraska, czyżby zamiłowanie po Mamusi do rosyjskiego?
- szybka toaleta i make up, ograniczony, ale zawsze jakiś musi być
- 8.00 ogarniam Arusia, Jego toaleta poranna, ubieranie, kakao, pakowanie plecaka, bo musi w tym uczestniczyć
- 8.25 wychodzimy do Żłobka (rzecz jasna do przedszkola, bo Aruś chce być w przedszkolu, a nie w żłobku! Boże Broń!)
- 8.30 wracam. Zbieram wieczne pranie z suszarki, składam, paruję, upycham do półek, ogarniam mieszkanie łącznie z podłogą, wietrzę pościel itd. itp. Robię sobie śniadanie i koniecznie kawę inkę w tej ciąży. Połykam 6 tabletek. Od razu przygotowuję owoce, które zjadam po śniadaniu, ewentualnie orzechy laskowe, pistacje, migdały i takie tam do chrupania. Ostatnio dołączyłam też jogurt. Jem w spokoju. Sama. Ewentualnie z facebookiem, lecz najczęściej z włączoną ulubioną muzyką. Opróżniam zmywarkę, ładuję następne naczynia. Załączam zmywarkę i ....pralkę. Generalnie pranie to jak mycie zębów. Co będzie przy dwójce dzieci? Oby mi było dane wkrótce się przekonać :) Sprzątam łazienkę po porannych czynnościach Arusia (Mama! Ja sam! Łącznie z tym, że musi się rano zważyć. Odgapia ode mnie). Zajmuje mi to jakieś 1,5 godziny.
- 10.00 Przygotowuję obiad. Obiad musi być. Zdrowe odżywianie się, zwłaszcza w ciąży to podstawa. Czasem przygotowuję osobny obiad dla mojego T., który ostatnio przywiązuje dużą uwagę do tego, co je. A, że kobieta w ciąży ma swoje zachcianki, to gotujemy nieco więcej. Wyciągam pranie i wieszam. Wyłączam zmywarkę. Sprzątam po gotowaniu. Siadam. Chwila dla siebie, trwa zwykle nie dłużej niż 20-30 minut, chyba że obiad bardziej wymagający, bo czasochłonny to nie mam jej w ogóle. Przecież była, jak jadłam śniadanie!
-12.20 wychodzę po Arusia,
12.40 wychodzimy ze Żłobka i idziemy na plac zabaw. (Tędy Mamo, tędy idziemy! Mikołaj też idzie! Mamo, Mikołaj ma wózek! Ja też chcę wózek! Mamo! Siadłem na Dzidzię! CO? Siadłeś na Dzidzię? Aruś, nie wolno siadać na Dzidziusiach, bo zrobisz im krzywdę! Mamo, ja siadałem! Aruś, ale tak nie można itd...itd... Mamo! Leci listek! A Ty listku! Mamo ces listek? Mamo! Kamycki! Ces Mamo kamycka? Mamo! Patrz honda civik! A czyja? Jakiegoś Pana, albo Pani, mówiłam Ci. Mamo, cejwona? Tak, czerwona. Mamo, chcę uchu! Mamo, a wies Tymek nie jadł obiadu! Aruś chodź, chciałeś się huśtać. Mamo, idziemy na pacejek! Ja chce na pacejek! Mamo, Mikołaj jobi uchu! Ja tes sce! Dobrze, idziemy się huśtać.
- Docieramy na plac zabaw, w toku i natłoku zdań. Z placu schodzimy ok. 13.20.
- Mamooooo, nie sce spać! Arusiu, jesteś zmęczony, nie ma już dzieci, Mikołaj też poszedł, idziemy.
- 13.30- jesteśmy w domu. Toaleta Arusia, picie, siku, picie, siku, picie, siku....pisać dalej?
- 13.40- Aruś ŚPI.
- 13.40 jem pierwszą porcję obiadu. Dużo piję. Bardzo dużo, z uwagi na nerki, które dokuczały mi w pierwszej ciąży.
- 14.00 za godzinę Aruś wstanie. Siadam na sofie i ucinam sobie drzemkę, ale przed tym nastawiam zegarek, żeby nie być nemo jak się pierwszy obudzi.
- 14.50 otwieram oczy. Powieki ciężkie, ważą 100 kg. Błoga cisza, chyba, że dzieci sąsiadów hałasują w ogródkach.
- 15.00 /mniej więcej/ Aruś się budzi. Mamo, Mamusiu, mogę iść? Mamusiujo! Mamuńciusiuniu (Skąd On to wymyśla?!) Idę Arusiuniu!
- 15.15 ubieram Arusia, dojada sobie drugi obiad. A również z nim jem, drugą małą porcję. Bawimy się, czytamy, oglądamy bajki, układamy puzzle. Aruś wysypuje z pudeł wszystko co może. Mamo! Ale ja muse! Jobie gajaz! (Robi garaż). Albo gotuje. Nie przestaje mówić ani na chwilę. Łącznie z tym, co chcę zjeść, co chcę pić, czy zjadłam, czy wypiłam. Tuli Dudusia i mówi: Bądź grzeczny, to pojedziemy nad morze. Aruś! Już byliśmy nad morzem! Ale pojedziemy jesce! Aruś, pojedziemy, ale już byliśmy. Powiedz Dudusiowi, że czekasz na niego, że chcesz się z nim bawić! Aruś: wstawaj Dudusiu! Dam Ci auto!
- 16.00 albo idziemy na plac zabaw, póki pogoda sprzyja, albo siedzimy na balkonie i opowiadamy, co widzimy.
- 17.30, 18.00 lub 18.30 Tomasz dociera do domu. Odbiera telefony, je z Arusiem na kolanach. Aruś ciągnie Go wszędzie, gdzie może. Opowiada co w żłobku. "I był kompot". "Mam w bidonie" "Asia dała mi".
- 16.30 przygotowuję Arusiowi kisiel, jogurt, budyń lub owoce w zależności od tego co jadł dzień wcześniej.
- Po obiedzie i z rozrzuconymi zabawkami nie da się przejść. Sprzątam. Aruś wyciąga znowu. Ja upycham. Tomasz mówi: po co? Zaczynam się irytować. Sama nie wiem czemu. Dzień jak co dzień.
- Omawiamy, w miarę możliwości co w firmie. Spotkania, zlecenia, co się podobało klientom, a co nie. Ustalamy, co trzeba robić. Przerywamy. Aruś przebija się głosem, bo: "Tatoooo! Baw się!" Mamo: "Nie patrz", albo Mamo: "Patrz!"
- 19.00 nie wierzę. Sprzątam. Przygotowuję kolację. Tomasz przygotowuje sobie trzy posiłki na następny dzień. Arek ogląda bajki.
- 19.30 idą się kąpać. Włączam sobie coś spokojnego. Piję. Dużo piję. Połykam 4 tabletki. Przypominam sobie, że jestem w ciąży.
- 20.00 kolacja, kakao, czytanie rzepki, lokomotywy, żyrafy, Hilarego, abecadła, murzynka Bambo i... trwało by to bez końca.
- ok. 21.00 Aruś idzie spać.
Siku, przykryj mnie Tato, pić Tato- chcę wooooody! Tatuńciu! Tatusiu! Taaaaatoooo! Wody chcę! chcę sikuuuu! Tato ja chcę........... kupkę!
- 21.20. Aruś śpi. Oglądamy "Na wspólnej" nudne jak flaki z olejem. Gadamy z godzinę, zanim zorientujemy się która godzina. Sprawy nasze, firmowe, Arusiowe, żłobkowe i wiele wiele innych. Jak rozmawiamy, to tracimy poczucie czasu.
- 23.00 kąpiel i spanko.
Tomasz- pobudka o 6.30, Ja 7.20 i kolejny dzień przed nami.
Jakby co, to ja tylko siedzę w domu.
 Decyzja o posiadaniu Dzieci była najlepszą w życiu. Czasem kocham to zamieszanie :)

poniedziałek, 6 października 2014

Ona cz. IV

Kiedyś przy Niej zaniemówił
i w połowie uciął zdanie,
zrzucił winę na rajstopy i ubranie.
Wtedy
był naprawdę blisko...
co do głowy znów Mu przyszło?
Nie,
nie chciała spojrzeć w oczy Jego
w te niebieskie,
przecież one wszystko wiedzą...
i ukradkiem wzrokiem
po Nim
gdzieś przemknęła.
Nie wierzyła,
Pewnie zmyśla.
Z tego komplementowania
znów się lekko uśmiechnęła
i do końca dnia świadoma,
ale nadal nie wierząca
unikała Go bez końca.
Doskonale się tym bawił.
Komplementy wciąż o ustach
Jej
czerwonych
teraz prawił.
Patrzył jak je malowała,
nie chciał, żeby przestawała.
Trzymał dystans jak przystało.
Nieruchome Jego ciało,
za to słowa
tak!
Ruchliwe,
idealne,
 pieszczotliwe
odbijały się od ściany,
ależ był uradowany!
U Niej zaś odwrotnie było.

Nie raz ciało Ją zdradziło.
Za to słowa
pomyślane-
nigdy nie wypowiedziane.

Tak Im zatem dni mijały.
Słowa w uszach Jej dźwięczały,
nawet w nocy się z Niej śmiały
oddech potrafiły zmienić
lecz nie chciała ich docenić
i nic z nimi nie zrobiła.
Swoje myśli
swoje słowa
głębiej skryła.
I wiedziała.
On.
Pewnego dnia przestanie
i nie zwróci już uwagi
ni na usta, ni ubranie.

Młoda
Głupia
Niedojrzała-
zatem ma to,
czego chciała.

sobota, 4 października 2014

Dzień 1 X zapamiętamy na długo...

Umówiliśmy spotkanie
na umowy podpisanie,
no i Mamcia się wybrała
lecz dowodu zapomniała.

A notariusz jak notariusz
już zapisał swój scenariusz,
bez dowodu ani rusz,
dowód musi być i już!

Trzeba wracać do Krakowa,
mogła wcześniej myśleć głowa...
Wpierw Arusia podrzucamy
i z placyku wyjeżdżamy,

nagle słychać wielkie buch!!!
Auta zatrzymany ruch.
Ruch wręcz uniemożliwiony-
prawy-tylni uszkodzony.

Biedne nasze BMW.
Trzeba w oczy spojrzeć złu.
Wróciliśmy po mój dowód-
był to najważniejszy powód.

Tomasz biegnie przez ulicę.
Nie. Policja. Dobrze widzę.
Mandat. W sumie zasłużony.
Tomasz Mój- oszołomiony.

Co się dzisiaj jeszcze stanie?
Co październik ma w swym planie?
Choć umowa podpisana
(działka nasza zaklepana),

to męczący był to dzień.
Niech ten dzień już skończy się!
Nagle Aruś wymiotuje...
i wyraźnie źle się czuje...

Noc. Nie wspomnę o czuwaniu,
o na przemian naszym spaniu...
A to tylko jeden dzień.
Nic. Już nic nie zdziwi mnie.

wtorek, 30 września 2014

W oczekiwaniu na...

Jest oddana i nie wierzę...!
Zmówię dzisiaj trzy pacierze!
W dniu dzisiejszym jest przyjęta,
jestem dzisiaj wniebowzięta!
Wreszcie poszła w dziekanaty!
Niech testują ją plagiaty!
Niech czytają recenzenci,
jeśli tylko mają chęci!

Jest akceptacja :)

Wszystkie wersy zatwierdzone,
choć nie rymowane
i na razie, na ten moment
już sformatowane.
Spisy tabel i rysunków,
by było logicznie,
spis wykresów i przypisów
też chronologicznie.
Coś obrona się przesuwa-
mało ochotników.
Próżno szukać zaliczenia
końcowych wyników.
Chyba będę z tym czekała
aż do końca ciąży...
byle tylko- po raz drugi-
przed porodem zdążyć !

środa, 24 września 2014

Druga fajna wyprzedaż w FD!

Gratki, szmatki
i szpargały
przeważyły
Twe regały?
Krew nie raz już
Cię zalała
gdy zawartość
z nich spadała?
Może spadło
Ci na głowę
i zakląłeś
brzydkim słowem?
Może to się
już nie zdarzyć...!
Czas wziąć udział
w wyprzedaży!
Osiedlowa
i wśród swoich
pośród kolorowych
stoisk
z Sąsiadami
towarzysko
w naszym parku,
a więc blisko!
Chcesz dołączyć
w tę sobotę?
Może właśnie
masz ochotę-
pooglądać
porozdawać,
graty swoje
rozsprzedawać?
Możesz udział
wziąć w wymianie
potrenujesz
targowanie!
Albo może
masz Znajomych
lub Kuzynów
zagraconych?
Dołączajcie!
Przybywajcie!
I stoiska
rozkładajcie!

piątek, 19 września 2014

Dla Niej. Na 40-te urodziny.

Taka jedna...
córki Matka,

ponoć dziś 
Czterdziestolatka...

Ponoć trochę
zwariowana,

rzadko kiedy
nadąsana...

Dziś. To dzisiaj
wielki dzień.

Co ten dzień
przyniesie Jej?

Pożyjemy,
zobaczymy.

Dziś dzień 

mojej

Katarzyny.

Mama, idź do domu!

W zeszły piątek usłyszałam,
że mam iść do domu sama,
a więc poszłam, tak zrobiłam
i Arusia zostawiłam.

Tak. Już teraz sam zostaje,
buzi wszystkim wkoło daje.
Dzisiaj w nocy się rozpłakał,
co usłyszał również Tata?

"Ja chcę teraz do przedszkola!"
ale późna była pora,
prośba zatem poczekała,
ale z rana nie zwlekała.

Aruś poszedł znów do żłobka,
znowu swych kolegów spotkał.
Znowu nie chciał iść do domu,
użył stanowczego tonu

i powiedział mi dobitnie:
że jest głodny. Nieźle. Sprytnie.
Zatem zjadł co Mu zostało,
ale ciągle było mało...

ubrał buty jakimś cudem
i pomachał z wielkim trudem...
plecak znowu wziął na ramię,
za to rączki nie dał Mamie.

Wrócił zatem nadąsany,
"sfochowany" Synuś Mamy :-)

czwartek, 11 września 2014

Słowa w środku zapisane niechaj będą tam schowane- dzień trzeci w żłobku.

Dziś z rozrywki jest powtórka,
dla mnie pierwsza cud-laurka!
Razem to ukartowali,
razem rączkę odbijali.

Choć laurka ciut surowa
(przez to, że nie-kolorowa)
najcudniejsza jest na świecie-
dało mi ją Moje Dziecię!

Słowa w środku zapisane
niechaj będą tam schowane,
niech tam w środku leżakują.
Kto wie? Może się zrymują?

*

Wspólny dzisiaj był posiłek
i nie mały to wysiłek
by ogarnąć zamieszanie :)
Dały radę obie Panie :)

*

Został dziś na pół godziny
i to z mojej wręcz przyczyny,
żeby chwilę być bez Mamy.
I nie płakał. Mój Kochany.

środa, 10 września 2014

Drugi dzień w żłobku

Bardzo chciał dziś iść do dzieci,
szybko zjadł śniadanie,
jogurt w plecak sam spakował,
plecak wziął na ramię.

W progu trochę był speszony,
ale był tam Stasio,
potem ściągnął kamizelkę,
przywitał się z Asią.

Do zabawek Go pognało,
że o mnie zapomniał,
jak spadł z kury po raz enty-
wtedy oprzytomniał...

I roześmiał się wesoło
z tych wszystkich wariacji,
oj coś czuję- sporo będzie
jeszcze akrobacji...

Posadzony samodzielnie
zjadł dziś serek danio-
ciocia Asia pilnowała-
Aruś patrzył na Nią

chyba nawet Mu pomogła,
bo już nudno było,
jak znam życie pewnie znowu
gdzieś Mu się spieszyło...

I chyba się polubili,
bo się przytulali,
chcieli klocki też układać,
razem też się śmiali.

Klocki zbierał do pudełka,
zawołał też "siku",
siku było na kibelku,
a nie na nocniku.

Rozdał potem Paniom buzi,
nie chciał iść do domu
i powiedział mi z uśmiechem,
ciepłym głosem tonu:

"Mamo wiesz co? Coś Ci powiem:
fajnie mi tu było"
Nie ma chyba takiej mamy-
każdą by wzruszyło...

wtorek, 9 września 2014

Pierwsze koty za płoty- dzień w żłobku nr 1

Czy to żłobek czy przedszkole?
Oj przeróżne tam swawole
i krzesełka i stoliki
i zabawki i chodziki.

Aruś motor dziś testował
i w garażu nim parkował
nic nie płakał, próg przekroczył
i na kurę nawet wskoczył.

A to heca! A to gratka!
Taczki były jak u Dziadka!
Sporo taczki przejechały,
choć zawartość wysypały :P

Kura była z materiału
i dodała Mu zapału.
Przetestował też jamnika,
jadł na niby z talerzyka,

zrobił Mamie również kawę,
niezłą Aruś miał zabawę!
I do domu nie chciał iść,
jutro znowu musi przyjść.

Samodzielny, bez pieluszki
poukładał też garnuszki,
poukładał kolorami,
dzielnie bawił się z Paniami.

Fajnie, bo ma Rówieśników-
strasznie dużo tam chłopczyków,
mają również ciocię Asię-
pomoc Asi również zda się!

Jeszcze choć nie dojechały-
będą różne materiały
pomocnicze i biurowe,
kredki, farbki- wszystko nowe.

Na kibelku zrobił siku,
usiadł grzecznie przy stoliku.
Taki żłobek- fajna sprawa,
chyba przeszła mi obawa...

Byli z Panią na peronie,
fajny żłobek w dobrym tonie :)




Mama, nie ma dzieci!

Coś plac zabaw opróżniło
wszystkie dzieci przesiedliło
i ponuro, głucho, pusto
jakby ktoś na chwilę usnął.
Aruś woła: "nie ma dzieci"
nawet słońce nie chce świecić...
Aruś chciałby do przedszkola!
I na Niego przyjdzie pora.
Twierdzi, że chce iść uparcie,
wciąż czekamy na otwarcie...
Pójdzie Aruś wpierw do żłobka
i ciekawe kogo spotka?
Moje Dziecię pójdzie w świat
w wieku dwóch skończonych lat :)
Jestem podekscytowana,
pewnie tak jak każda Mama :)

wtorek, 26 sierpnia 2014

Formułka na nerwa nr 34

Jak to zatem znów się stało,
że się stało to, co miało?
Polskie Morze. Ja na brzegu...
Któż dołącza do szeregu?
To Pan Nerw mój ukochany!
Stoi boski Pan nad Pany.
Oczy znów ma rozbiegane,
myśli w głowie zasupłane.
Nic się zatem nie zmieniło-
włosy tylko Mu pokryło
jakimś żelem, brylantyną...
taki zwyczaj dawno minął!
Włosy w strąki zgrupowane
specyfikiem posklejane...
W głowie plan mi się kotłuje...
Najpierw Panu wiwatuję,
ręką moją wymachuję
na dzień dobry salutuję.
Oj coś mina nieszczęśliwa
tak to z Panem Nerwem bywa.
Ja na Niego, On do tyłu
buty kurzą się od pyłu,
Ja przyspieszam, by Go dotknąć,
nawet nie wie- musi zmoknąć!
Wszedł do wody po kolana,
woda, zimna w wodzie piana
I na Niego w mig naparłam,
wszystkie siły w sobie zwarłam,
wycofałam się do tyłu
z zimnej wody w piasek pyłu.
A Pan Nerw? Oszołomiony.
Stoi w wodzie zaskoczony.
Widzę fale z tyłu wielkie,
nadciągają siły wszelkie!
I przykryły Pana Nerwa.
I nastała krótka przerwa.

Znów Go w pole wypuściłam.
Znów kolejny plan ziściłam.
Zmyta z włosów brylantyna-
przecież to jest Jego wina!
Jak się włosy posklejało,
brylantyną smarowało,
to się karę otrzymało-
w zimnym morzu wykąpało.

Ktoś tam potem Mu pomagał,
bo o ręcznik ponoć błagał,
żeby ukryć swe łysiny,
bo zabrakło brylantyny.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Ciążowe hormony to nie żarty

Kpią na wszystkie
świata strony

zmiksowały się
hormony

wielką bombę
utworzyły

lont na końcu 
podpaliły

chciałam bombę
dziś rozbroić

chciałam nerwy
swe nastroić

lecz odwrotny 
nastał skutek

we mnie złość
i we mnie smutek.

Klucz w kaloryferze

Wieszam pranie i nie wierze
leży klucz w kaloryferze!
Jak to? Skąd on? I od czego?
Znowu sprawka to jest Jego...
Po kim taki pomysłowy?
Skąd Mu przyszło to do głowy?
I od kiedy klucz ten biedny
leżakuje niepotrzebny?

Mądrość 2

- Arusiu, co Spider Man robi w pralce?!
- yyy jest mokry i wyciąga pranie...

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Mądrość 1

- Mama, boji bombej! Posamuj maściem!
(Mama, boli bombel, posmaruj maścią!)

- Aruś, znowu spadł Ci widelec? Mówiłam Ci, żebyś Go pilnował, bo jak spadnie będzie brudny!
- Tudno, umyj mi.

- Moge powiedzieć Dudusiowi?
- Możesz.
- Kocham Cię Dudusiu!

- Moge powiedzieć Dudusiowi?
- Możesz.
- Tata w pracy Dudusiu!

wtorek, 5 sierpnia 2014

Zagadka?

Wczoraj. Tak. Dokładnie.
Co było? Kto zgadnie?
Sama Wam podpowiem,
zanim ktoś się dowie:
Dwa latka minęło,
nóżki za pas wzięło.

Zostawiło upominki
od Chłopczyka
i Dziewczynki,
albo raczej od Dziewczynek-
różnorodny upominek.

Nasza Trzydziestka w formie aktów i scen

Użyte rekwizyty:
basen, a w nim piątka dzieci, ciastka, sałatki, napoje, alkohol, śliwki spod drzewa, jeżyny prosto z krzaka, papierówki spod jabłoni, maliny również z krzaków, pomidory, ogórki i papryka ze szklarni, cebula, marchewka, pietruszka, kabaczki, cukinie, patisony i buraczki czerwone z pola, rosół w garnku najlepszy na świecie, ogórki kiszone ze słoja tak wielkiego, że sięgał Arusiowi po pas i wiele innych stworów oraz pyszności z girla

AKT 1 SCENA 1
Ja i Tomasz w Czernichowie.
Ciut za wczas, bo w dnia połowie
w tym dniu byłam rozluźniona,
Tomka Mama- ciut speszona...
Nie wiem czemu, jak i po co?
Dziś koncepcje nie obchodzą
i Rodzice wyjeżdżają,
tak! Natychmiast- oznajmiają.
My po sobie spozieramy
lecz nic się nie odzywamy.
Wzroki mamy rozbiegane,
ciągnie Tata szybko Mamę.
Nie wiem co to za komedia,
pusta myśl i tylna, przednia...

Szybko autem odjechali
ręką Nam nie pomachali.

SCENA 2
W kuchni więc się rozgościłam,
kurki w gazie podkręciłam
i makaron i mig odcedzam,
Tomasz czynność mą uprzedza
słowem głośnym, niewierzącym
i krzyczącym i proszącym...
Cóż się dzieje? Cóż u diabła?!
Miska, łyżka w zlew mi wpadła!
Pali się tam na podwórku?!
Słyszę "Sto lat" głosy chórku...!
Stoję w kuchni oniemiała,
bo Familia oszalała!

AKT II SCENA 1
Para bucha z makaronu,
biegnę z kuchni w głosy tonu,
przystanęłam za Tomaszem
i zmierzyłam się z hałasem.
Oczy z orbit wyskoczyły,
gości zliczyć nie zdążyły!
Z tortem wielkim maszerują
i pod nosem wyśpiewują!
Oczy znów żeśmy przetarli,
dla Arusia tak się zwarli?!
Urodziny przyspieszyli?
Czemu nas nie uprzedzili?!

SCENA 2
Patrzę w tort i nie.. nie wierzę
z dołu, z góry wzrokiem mierzę,
tort i gołe me popiersie!
(Wstyd napisać to w tym wersie),
piętro niżej Tomasz leży
i bogactwo Mu się szerzy...
bo w monetach wypoczęty,
na Nim kocyk naciągnięty.
Są też dwa kreskowe kody
tort...na NASZE jakby gody,
na TRZYDZIESTE URODZINY
od najbliższej nam RODZINY.

AKT III SCENA 1
Kosz z różami trzydziestoma
i wycieczka wykupiona
i szampany procentowe
etykietą ozdobione,
nowe mamy też ubranie-
"po trzydziestce- lepsze branie".

Taki dzień nam zgotowali.
Wszyscy to ukartowali.
Wszystko było ustalone,
ale przez nas ponaglone...

EPILOG
Z naszej strony był wyjątek,
popołudnia był początek,
a my na wieś już jedziemy,
samochodem szybko mkniemy,
teraz to się nie spóźnimy
i Rodziców w mig zwolnimy,
bo strażacka uroczystość,
wykażemy większą bystrość,
żeby na czas się zebrali,
żeby szybciej pojechali...

No to żeśmy wykazali...
plany Im pokrzyżowali,
mieli w domu gdzieś się schować,
mieli dom udekorować...
Psikus zatem z naszej strony...
był hmmm cóż.... niewydarzony :)

W przedstawieniu udział wzięli:
Teresa, Celina i Józef,
Lucyna, Konrad, Maja i Julia,
Katarzyna i Nikola,
Mirosław, Ewa i Mateusz,
Anna, Tomasz i Arkadiusz + miejmy nadzieję Tymon,
Trzy Koty i Miśka, Kilkanaście Kur i dumny Kogut.

Wniosek:
Lepszej trzydziestki mieć nie można!
Dziękujemy za przedstawienie :-)
Fotki później.


sobota, 19 lipca 2014

To jeszcze nie koniec!

Życie mi inaczej płynie
po ostatnim egzaminie
trochę jestem na pustkowiu,
jakby słońce było "w nowiu"
jakby coś nie w kolejności...
trochę smutek mi zagościł...
Nie ma kawy i znajomych
i tematów niewiadomych
wszystko było kwestią czasu,
nie ma studiów i hałasów,
nie ma rozmów, nie ma debat,
nie nadejdzie nowy temat.
Trzeba znowu coś wymyślić.
Pora w głowie to uściślić.

Pa Pa pielusio!

Poszły hen pielusie,
Aruś ma majtusie.
Pielusie daleko,
za górą, za rzeką.
Odpieluchowany
Aruś Mój Kochany.
Coś łatwo to poszło...
Serce się uniosło.
Reszta w notatniku,
o trzech dniach w nocniku :)
Nie chciał już pielusi.
Aruś- Syn Mamusi :)

Nie ma jak z Dziadkiem

Może to być wierszyk,
może to być bajka,
rano karmił kurki,
potem zbierał jajka,
karmili też kotki,
pieska też karmili
i krok w krok za rękę
z Dziadkiem gdzieś chodzili,
a to po jarzynki
hen hen za stodołę,
a to na spacery
daleko gdzieś w pole.
...
Nawet się nie wtrącam
nawet w to nie wnikam
i z lekturą na leżaku
w wersach się zamykam.
...
Nawet się nie wcinam
i nie dyskutuje,
za to z książką
gdzieś na sobie
lekko pochrapuje :P

(i od siódmej rano
po polu w piżamie,
takie Aruś na wsi
właśnie miał ubranie :)
Na wsi jest inaczej,
oj zdecydowanie,
a przebrany był dopiero
jak już zjadł śniadanie).

Miasto, a wieś

Rzecz się działa na terasie,
wszyscy jedli w pełnej krasie,
całe dnia tak na powietrzu,
tak od rana aż do zmierzchu.
Tak żeśmy tam dnie spędzali,
z domu mało korzystali.
Oj inaczej tam niż w mieście...
może by tak robić częściej...?

Kolba kukurydzy

Kolba kukurydzy
już spałaszowana.
Tak. Jestem szczęśliwa
jako Jego Mama.
Co pod nos podsunę,
to chętnie skosztuje,
serce w środku puchnie,
dusza się raduje :)



Babka z cytrynowym lukrem

To piaskowa babka
babka lukrowana
idealnie masa
była ubijana.
cytrynowym lukrem
na wierzchu polana
w wieczór była cała,
połowa do rana :)

Kompot, ale jaki!

Kompot gotowany
prawie jak u Mamy
różne owocności
wprost same pyszności.
Dwa kubki wypite
przez mego Arusia
znowu tak sam z siebie
nikt Go w tym nie zmuszał.
Mimo, że kwaskowy
i tak Mu smakował,
może właśnie przez to
Aruś repetował?


Pa Pa Smoczusiu!

Siódmego miesiąca,
jeszcze dnia trzeciego
roku dwa tysiące
jeszcze czternastego
smoczuś zażegnany-
bardzo szybko
przez Arusia
zapomniany.
Jak to zatem się odbyło?
Co się wtedy wydarzyło?
To u Mamy w notatniku...
tam zapisków jest bez liku...
W nagrodę podusia,
pantofle w nagrodę,
powoli wchodzimy
na przedszkolną drogę :)













czwartek, 3 lipca 2014

Oszukali mnie! Banda Złodziei

Eleganckie pudełeczko
co się zwie Magnackie Mleczko
folią szczelnie owinięte
leży. Póki co zamknięte.
I skusiły mnie słodkości
okazałam swe słabości
i pudełko otworzyłam.
Ależ się rozochociłam...
Czekoladka z rąk wypadła...!
O żesz w mordę! Cóż u diabła?!
Patrzę, mrugam jak Hilary-
czekoladki nie do pary!
Nawet na tym oszczędzają!
Czekoladki wykradają!
Potem ładnie zafoliują
w międzyczasie w gębie żują!
Ooo Ciężarna zbuntowana...
partia zła...wybrakowana...

wtorek, 1 lipca 2014

Oranżada w wannie

Nic Arusia nie wybieli
jak ma kredki do kąpieli
i do tego musujące
gwiazdki mocno bulgoczące.
I czerwono się zrobiło
jak się wszystko rozpuściło.
Jeden mały problem powstał,
mały kubek w wannie został
i przez kubek "oranżady"
usłyszałam głośne zwady
i Tomasza upomnienie,
szybkie z wody wychodzenie...
Taka fajna woda była...
lecz Arusia przechytrzyła,
bo tak sprytnie się podszyła...
w oranżadę się zmieniła :)

sobota, 28 czerwca 2014

Piosenka nr 2

To jes
to jes
to jes
nicije
to jes...
nicije
to jesaaaa

Śpiewa to na zawołanie :)

Piosenka Arusia nr 1

Ogó-gek ogó-gek zie zie ogó-gek...

i tak w kółko...

Monolog- odsłona 2

Aruś rozlał kakao po raz enty
Udaję, że nie widzę, tylko biorę kolejny głęboki wdech.
I co słyszę?
- Ściejaj Ajuś sibko, ściejaj mama nie paci tejaz.

I wytarł.

Dialog- odsłona 1

- Aruś, co chcesz zjeść na śniadanie?
- cisza
- Aruś, zrobić Ci parówkę, jajo, może płatki?
- cisza
- Aruś, możesz mi powiedzieć wreszcie co chcesz zjeść?
- Nie mam pojęcia...!

Monolog Arusia- odsłona 1

- Kto to wyjał? (wylał)
  Mamusia.
  No przecieś, zie mamusia.

Dialogu nie stworzyłam, bo zbierałam szczękę z podłogi...

czwartek, 26 czerwca 2014

Zupa prosto z kałuży

Choć pogoda
dziś deszczowa
zupa wyszła
wyborowa
własnoręcznie
zamieszana
stąd na wierzchu
zupy- piana.
Wodę Mamcia
zmontowała,
bo z kałuży
zabierała
na łopatkę
i w wiaderka.
Ilość zupy
wyszła wielka.
Syncio
rozbawiony trochę
całkiem niezłą
miał radochę
i kałuże
Jego były
i kalosze
pomoczyły
przejrzystymi
kropelkami
znów. Kolejny
dzień za nami :)