niedziela, 25 października 2015

15 lat temu

Dokładnie 15 lat temu zaczęliśmy ze sobą BYĆ. A dziś po piętnastu latach zobaczyłam fundament pod nasz DOM. Czasem szczęścia nie da się opisać słowami... :)

czwartek, 22 października 2015

Sama na placu boju

To ten dzień. Dzień, w którym jestem sama w domu. Nareszcie mogę zrobić zaległe rzeczy związane z (kiedyś!) podjęciem pracy, doszkalaniem się itp. Aruś w przedszkolu, a Tymuś na wsi. Cieszę się czasem, który płynie dziś tylko dla mnie. Znalazłam wreszcie chęć zmiany swojego CV i portali pracowniczych, żeby było tam tylko to, co aktualne. I jest. Zrobione. Uporządkowałam również swoją mailową skrzynkę pocztową i zostało w niej zaledwie 5 maili. Te istotne i sentymentalne dla mnie, zostały wydrukowane i schowane głęboko, pośród innych moich "sekretów i skarbów". W laptopie też mniej, ponieważ i tu segregacja nastąpiła. Cały czas mam ochotę porządkować, ogarniać, systematyzować...tak czuje moje wewnętrzne JA i tego się trzymam. Powoli odczuwam ulgę. Fugi lśnią, fronty też. W szafach mniej zdecydowanie. Czuję większy luz. Potrzebuję tej przestrzeni jak nigdy dotąd i nie odpuszczę, dopóki wszystkiego nie pogrupuję. Miło potem usiąść i przez chwilę (bo dzieci ten stan szybko zmieniają) popatrzeć na efekt. I naprawdę powiem, że nie mam zielonego pojęcia skąd bierze się w tak małym mieszkaniu tyle papierków, świstków, rzeczy niewiadomego pochodzenia...Uaktualniając profile swe wypiłam dziś gorącą czekoladę i zrobiłam sobie makaron razowy z łososiem. Zjadłam sama i bez pośpiechu. W trakcie jedzenia, upominałam siebie, że nie muszę się nigdzie dziś śpieszyć. Popatrzyłam za okno. Wyciągnęłam przez chwilę nogi. I odetchnęłam- w ciszy. W zupełnej ciszy. Tak mi tego brakowało...

czwartek, 15 października 2015

10 m-c!

Miesiąc za miesiącem goni
i piętnasty się ukłonił.
Dziś piętnasty października,
znów kolejny miesiąc znika.
Tymuś za to drepcze sobie,
przy kanapie, przy komodzie
i zaczyna dokazywać,
bardzo chciałby już wygrywać :)
"Mama" już usłyszeliśmy,
bardzo się rozczuliliśmy,
Aruś się Nim opiekuje,
upomina, dokazuje
i przybiega "w razie złego"
mówi:
"Nie chcę Dudka mieć innego"
"Nigdy Dudka nie sprzedamy!"
Moje Dwa Synusie- Mamy :D

środa, 14 października 2015

Tymon na łóżko wychodzi!

A to psikus od Tymusia,
bo na łóżku u Arusia
sam tam wyszedł nie wiem jak!
W szoku byłam dziś, oj tak...
znowu mi się przypomniało,
że z Arusiem tak bywało,
że się wszędzie wspinał sam.
Takich dwóch Synusiów  mam :)

Coś dla stóp

Chcę podzielić się z Wani moją opinią na temat maski co stóp, którą zakupiłam w biedronce za ok. 15 zł. Chciałam spróbować czegoś nowego i jak zobaczyłam tę maskę, to pomyślałam, że może spróbuję. Przyniosłam do domu, odczekała swoje i wre wczoraj znalazłam czas, by ją rozpakować i wreszcie użyć. Otóż:
najpierw trzeba dokładnie umyć i osuszyć stopy. Rozcinamy opakowanie i wyciągamy z saszetki dwa foliowe buty z wkładkami zapachowymi w środku. Stopy wkładamy do środka i otulamy je "foliową skarpetką" i na wierzch zakładamy bawełniane skarpety, które przytrzymają folię we właściwym miejscu. Efekt i wrażenia?
Powiem szczerze, że nigdy nie przypuszczałabym, że to jest tak mega nawilżający zabieg! Po lecie moje stopy były lekko suche na piętach, a teraz?! Aksamit! Bardzo polecam tego rodzaju maseczki i uważam, że w porównaniu z tymi tradycyjnymi nie mają żadnych szans. Skarpety trzymamy na stopach godzinę zegarową. W trakcie odczuwałam najpierw chłód, a potem ciepło. Bardzo przyjemne odczucie o zapachu eukaliptusowym. Po wyciągnięciu stóp, wcieramy pozostałości w skórę i czekamy, aż się wchłonie. Cóż, powiem tyle, że mam dziś na stopach bawełniane skarpetki, w których się ślizgam jak wariatka, bo mam tak łagodne stópki. Bez żadnego ścierania (które jest cholernie niezdrowe, bo naskórek narasta nierówno i rogowacieje!), bez wysiłku mam dziś stópki jak niemowlak! Na opakowaniu pisze również, że efekt złuszczania następuje samoistnie po 4-5 dniach, tyle że u mnie złuszczać nie ma co, ale może i Wam pomoże taki specyfik! Polecam.

Wałek do ciasta + dżemik i basta!

Robi nasz Aruś postępy nie tylko w angielskim jak się okazuje. Dziś byłam w przedszkolu odprowadzić Go rano, żeby wspólnie dać prezent Paniom z przedszkola z okazji Dnia Nauczyciela i co usłyszałam? Że grupa Arusia podobno przejawia zdolności artystyczne. Co fakt, to fakt, bo odkąd zmieniły się Panie u Arusia w grupie, tak ciągle słyszymy w domu jakieś powiedzonka, przysłowia, mądrości, wierszyki i piosenki. Już sławny wierszyk o wężu słyszał chyba każdy (ale tu podobno Zosia miała swój udział:P). Fajnie, że mój Synuś lubi muzykę, bo ja ją kocham od zawsze i żyć bym bez niej nie mogła. Zatem podśpiewujemy codziennie i na dobranoc również, oprócz czytania książek. Zapisaliśmy Arusia od początku tego roku na warsztaty kulinarne, za namową Pani z przedszkola właśnie, bo podobno Aruś najwięcej bawi się w kuchni i coś gotuje. Myślę sobie, że to może przez to, że mnie ciągle przy kuchni widzi...? Tak czy siak kiedyś robili koktajl, potem sałatkę owocową, a teraz dżemik truskawkowy dostaliśmy do domu! Ależ to cieszy rodzica! I brawo tu dla Pani, której najwyraźniej bardzo się chce :) Jak przyszedł z przedszkola z tym słoiczkiem, to był jeszcze ciepły i zastygał :) Tak się Aruś w gotowaniu rozkręcił, że jak robiliśmy ostatnio pizzę, to On wałek w dłoni dzierżył! Klepał, wałkował na wszystkie strony, układał składniki, smarował i ....dyrygował. Ubaw po pachy! Następnym razem muszę strzelić fotę. A póki co- dżemik:

poniedziałek, 12 października 2015

Formułka na nerwa nr 36

Ups to teraz się podziało,
śniegiem wszędzie posypało
i zrobiło się ponuro.
Chmura mknie za drugą chmurą.
Tak się aura zeszpeciła
wszystko wkoło ochłodziła,
a pan Nerw nie zauważył
i wypadek się przydarzył.
Rano zbierał się jak zwykle
i minuty rankiem nikłe,
bo za szybko uciekały
tak Mu na złość wyprawiały.
Jest i On- odpicowany.
Stoi boski Pan-nad-Pany.
Myśli, że Mu się udało,
że mu minut w czort zostało
a tu dupa. Do widzenia.
Nie spasował ni odzienia,
nie spasował też obuwia
ale idzie krokiem żółwia
i coś grzebie w swojej torbie
tak jak Grek początkiem w zorbie,
ślamazarnie, choć do taktu
i nie widzi wkoło traktu.
Idzie, stąpa nań odważnie,
choć mu kinol nieźle marznie
to jak zwykle nieświadomy
Finał prawie już wiadomy.
Jak nie piz...e jaki długi
łbem zawadził o framugi,
o drzwi stare na przedmieściu.
Że też stare drzwi zbezcześcił!
O Ty łajzo! Ty Ofermo!
Niech pochłonie Cię Inferno!
Szkoda drzwi i tej framugi!
Wstawaj Faflu, boś za długi!
Patrz pod nogi Ty Pieronie!
Patrz pod nogi, nie na dłonie!
Tamte i tak do krwi zdarte!
Ryło też jest nic nie warte!
A coś myślał?! Czegoś szukał-
Żeś kopytem czarnym frukał?
Ot, kolejna jest nauczka.
To nie ja. To śniegu sztuczka.
Do mnie nie miej ni pretensji
ani żalu. Innej wersji
nie wymyślę. Nic nie zmienię.
Wszystko winne Twe odzienie.
Zbieraj gnaty Patafianie,
bo zrymuję jeszcze lanie!


niedziela, 11 października 2015

Full organisation!

Jak mnie czasem dopada taki stan, że wszystko muszę poukładać, przesortować, przeglądnąć to strach się bać. W białej skrzyni skumulowało się mnóstwo pluszaków, zabawek do kąpieli dawno zapomnianych i przez to nie używanych i wiele wiele innych zabawek, z których Aruś jak był mniejszy to korzystał. Dzisiejszym popołudniem ni to z tego ni z owego wysypałam wszystko i tak się zaczęło...Wszystkie pluszaki nie tylko ze skrzyni, wylądowały w pralce. Zabawki plastikowe w wannie, a nawet we dwóch wanienkach dziecięcych i są przygotowane do umycia. Pewnie zajmę się nimi w tym tygodniu o ile tylko Tymon to jakoś zniesie. Patrząc dziś na pokój Arusia z przykrością stwierdzam, że nieco trzeba go odświeżyć, odgruzować ze wszystkiego właściwie i należy to zrobić jak najszybciej. Uporałam się już z powiedzmy 1/3 jego asortymentu, ale jeszcze sporo zostało do zrobienia. Podłoga i listwy lśnią, łącznie z tym, że wytarte na koniec pronto. Pachnie. Tadeusz (nasz kwiatek) znów odzyskał bijącą po oczach zieleń, bo nieco się zakurzył stojąc na szafie. Powrócił na parapet i zobaczymy, czy tej zimy kaloryfer znów będzie mu przeszkadzał. Gordi zatem ma sąsiada- Tadeusza. Łóżko Arusia odświeżone, łącznie z materacem i pościelą. A co w planach? A więc:
zakup nowego żyrandolu, bo ten woła o pomstę do nieba!
zakup nowych świecących gwiazdek i ozdób na ścianę
trzeba zawieść również bmw do Dziadka do garażu i automatycznie zwolni się połowa pokoju.
Pewnie zastanawiacie się, jak można korzystać z pokoju, w którym stoi auto o takich gabarytach? A można, jak się cały dzień spędza albo w przedszkolu- albo na placu zabaw :) Zima się zbliża, pogoda jest paskudna to i miejsce w pokoju jest niezbędne do zabawy. Część rzeczy wylądowała w koszu ze względu na stan nieużywalności z powodu usterek, a część zostanie spakowana i kto wie? Może znajdą się jacyś chętni, żeby je odkupić. Książek tylko nie tykam. Bo to skarb największy. I chyba, że by się jakaś w mak rozsypała, to dopiero wtedy pozbyłabym się jej, a tak to absolutnie! W końcu używane i wyeksploatowane świadczą o tym, jak bardzo się przydały i wiele wniosły, łącznie ze śladami po ząbkach :) Jutro dalszy ciąg porządków. Bardzo chciałabym się z tym uporać :) dobrej nocy.

A jednak...!

Stało się. A jednak! Dzisiejszy dzień to ten, w którym Aruś nie miał drzemki i dał radę wariować cały dzień. Aż nie wierzę. Śpioszek mój kochany, rośnie i jest coraz starszy, to i w końcu musiała nastać ta wiekopomna chwila. Dziś też przypominaliśmy sobie kolory po angielsku oraz pięknie Aruś policzył do 10 bez pomyłki, ale to już po naszemu. Powiedział mi też wierszyk o kotku z pamięci, o wężu zatem dzień dzisiejszy obfity w sukcesy. Zmieniliśmy też płytę w samochodzie na angielską, bo wreszcie dostaliśmy ją z przedszkola, więc umilamy sobie przejażdżki piosenkami po angielsku :) Rośnie Aruś to widać i słychać również ponieważ zadaje coraz bardziej poważne pytania typu: czemu Boziuś jest na boso? Skąd bierze się woda w wodospadzie? A czemu tam leci? A w kranie? A gdzie leci rurami?
- Niech Aniołek ten nade mną mnie pilnuje Mamo i Dudka też niech pilnuje. Powiedz Mu Mamo.
- Aruś, sam powiedz do Aniołka, przecież Cię słyszy.
- Aaa to już usłyszał i pewnie popilnuje...

piątek, 9 października 2015

Trochę o mnie...

Serdecznie dziękuję za nominację od Kubka w groszki / Z pamiętnika Kobietki. Na przepis o mnie składają się następujące odpowiedzi, które mam nadzieję powiedzą innym jaka jestem tak naprawdę, zatem:
Jaka jest Twoja ulubiona zaleta?
Hmmm wydaje mi się, że akceptuję wybory życiowe innych ludzi. Nie próbuję zrozumieć, tylko akceptuję. Czasem zastanawiam się co skłania ich do podjęcia takich czy innych decyzji, ale na tym koniec. Uwielbiam w ludziach ich różnorodność. Doceniam ich wielorakie koncepcje i patrzenie na świat.
Jak brzmi Twoje motto?
Żyj i daj żyć innym- zdecydowanie.
Gbybyś nie była sobą, to kim chciałabyś być?
Odkąd tylko pamiętam zawsze miałam poczucie, że urodziłam się na zamku. Nie wiem skąd to się bierze i nie potrafię tego wytłumaczyć. Może jednak istnieje inne wcielenie? Do tej pory mam tak, że gdy wchodzę w mury zamkowe ogarnia mnie niewytłumaczalny stan, łzy podchodzą do oczu, dostaję gęsiej skórki i serce bije zdecydowanie szybciej. Nie wiem kim kiedyś byłam, ale wiem, że mogę być tylko postacią związaną z zamkami, królami itp. Gdyby dane mi było włożyć na siebie prawdziwą suknię balową z gorsetem to prawdopodobnie rozpłakałabym się za szczęścia.
Jak wyobrażasz sobie szczęście?
Założenie sukni balowej :) A na ten moment szczęście moje to dwójka najwspanialszych na świecie Synków i Mąż, jakiego nigdy bym nie zmieniła na nikogo innego. Nigdy.
Jakie błędy najłatwiej wybaczasz?
Przeżyłam w życiu naprawdę wiele i wiele wybaczyłam. Bez wątpienia potrafię wybaczać, jednak chciałabym przy tym szczerej rozmowy, albo choćby jednego magicznego słowa.
Ulubiona postać w historii?
Może to ta, którą kiedyś byłam? A poważnie to uwielbiam Wisławę Szymborską, ale to za Jej twórczość. Idoli jako takich nie mam.
Ulubione bohaterki w rzeczywistości?
Lubię Martynę Wojciechowską za Jej osiągnięcia, za wszechstronność. Potrafi cieszyć się życiem, realizować swoje pasje, a przy tym wychowywać swoją córeczkę oraz Meryl Streep za wszystkie kreacje aktorskie, podejście do życia i poczucie humoru.
Co najbardziej cenisz u przyjaciół?
To, że akceptują mnie (mam taką nadzieję :P) taką jaka jestem, że choć rzadko się z nimi widuję to potrafimy ze sobą porozumieć się bez słów. I to umysłowe zrozumienie może istnieć tylko między przyjaciółmi właśnie. Cieszę się, że ich mam.

p.s. Dziękuję za nominację i za to, że mogłam chwilę pomyśleć o sobie i moim wewnętrznym "ja". Bo nie pamiętam, kiedy wcześniej miałam taką możliwość. Dzięki Moniu!

Nominuję:
Matkę Browar, może znajdzie chwilkę?
Francja po mojemu
oraz
Rzeczy zebrane :)