wtorek, 20 grudnia 2016

Szafa Dziadka

Na własne życzenie wkradło się zamieszanie przedświąteczne. Jak zwykle związane jest z układaniem, pakowaniem, oddawaniem itd. Przewożę już część rzeczy do domu, bo już mogę. Miało nie być zamieszania, a jest. A jednak. Ciągle sprzątam i ciągle piasek wnosi się i wnosi. Musimy zacząć od podstawowych potrzeb od nowa. Od wycieraczki, mopa, czajnika (żeby zrobić kawę!), śrubokrętów itp, itd. Od drabiny! Matko, dopiero teraz miałam okazję przekonać się, że drabina jednak nie jest taka zła. Jest niezbędna. Na wsi jest, wypróbowałam ją przecierając okna i to już postanowione, że drabinę swoją powinnam zakupić. Kiedy? Nie wiem :) Napewno nie powinnam już więcej skakać po krześle tam i z powrotem, bo krzesło stoi na płytkach...
W mieszkaniu minimalnie widać na półkach większy luz, ale minimalny naprawdę. W głowie mi się nie mieści, ile rzeczy jest w naszym mieszkanku, a przecież ja minimalistką jestem! Nie mniej jednak jest nas cztery osoby, a te najmniejsze dwie mają najwięcej rzeczy...
Dziś za sprawą brata mojego T. przyjechała szafa Ś.P. Dziadka Adama i Babci Janci oraz okrągły stolik  i dwa krzesła. Totalna prowizorka, jednak przyjemnie mi się patrzy na mebel, który ma już swoją historię. Czyszcząc szafę znalazłam narysowane ołówkiem jedynki i krzyżyki, w których miały być montowane drzwi i drążek. Ile to już lat minęło, od kiedy ktoś to zaznaczył...? Znalazłam w szafie również stary medalik z Matką Boską Częstochowską...! Ciekawe czyja to sprawka :) Nie muszę pisać, że już jest mój? Własnie dlatego mam taki ogromny sentyment do starych kufrów, skrzyń, szkatułek i szaf. Wszystkie mogłyby być moje :)
Teraz stoi umyta i się wietrzy. Zaaplikowałam w nią wszystko co było możliwe, łącznie z olejkiem pudrowym. Na sam początek początków szafa Dziadka będzie w sam raz :)
Przewieźliśmy również nasze łóżko sypialniane oraz materac. Stoją i czekają na skręcenie. Materac rozwinięty, pokrowce spakowane do pralni.
Jeszcze trochę i dom zacznie być prawdziwym domem!

czwartek, 15 grudnia 2016

Dla Dudisia!

Dudku,
Tymciu najkochańszy
to są drugie urodziny!
Wszystko Twoje
i dla Ciebie,
razem z Tobą się cieszymy!
Bądź nam dalej jaki jesteś
nigdy się nie zmieniaj!
Ucz się nadal mówić pięknie
i piosenki śpiewaj!
Jesteś Dudku najwspanialszy!
(powiem Ci w sekrecie)
każde dziecko i Ty również
jest jedyne na tym świecie :D

środa, 14 grudnia 2016

Ostatni dzień...!

Tak obiecują Nasi na budowie. Nasi, tak ich nazwałam, żeby szybciej było. W końcu przebywają w naszym domu już chwilę, zatem są Nasi :) Najchętniej sama zerwałabym te kartony zabezpieczające płytki na podłodze, ale wiem co się kryje "pod" :D Pełno białego pyłu...unoszącego się- co tu kryć- nawet w powietrzu. Dom trzeba ogrzewać i wietrzyć zarazem, ale to już będzie moje zadanie. W przeciwnym razie można poczuć się trochę jak w konserwie...Damy radę, tylko niech już skończą na ten moment. Następnym razem jak przyjdą to chyba osadzać część drzwi, na które czekamy i jeszcze trochę poczekamy :) O całości drzwi nie wspominając...
W niedzielę przewiozłam już pierwsze pakunki, żeby choć trochę zrobić miejsca w pokoju u Chłopców. Znów czeka mnie runda pakowania/oddawania/sprzedawania pewnych zabawek, które u nas zalegają. A, że Mikołaj w tym roku łaskawy był, to coś mi się wydaje, że Gwiazdka gorsza nie będzie...
I znów miejsce na półkach z powrotem się zapełni!
Co planuję dalej?
Docelowo przewieźć ramę łóżka i materac- na tym mi chyba najbardziej zależy, żeby już ani chwili nie zalegała w piwnicy. Po prostu szkoda mi tego i już. Gdyby się udało, to i z Czernichowa parę skarbów zabiorę, a jest co!
Ma przyjechać kontener na gruz, więc jest szansa na jakikolwiek wstępny porządek wokół domu. Nie uwierzę, dopóki nie zobaczę...
A póki co:
Podłoga, ściana w salonie już prawie skończona! Hura!!! A, nie mówiłam, że uda się przykleić na ścianę bez listew wykończeniowych? A nie mówiłam? Jak się chce, to się da!!!
Nie mogę się doczekać piątku. Nareszcie pojadę i zobaczę całość :D

niedziela, 11 grudnia 2016

What a wonderful...day !!!

W sobotę tak jak pisałam w poprzednim poście były urodziny Tymcia. Klubokawiarnia LikeKonik rzeczywiście spełnia wszystkie wymogi odnośnie organizacji imprez dla dzieci. Wcześniej podpytałam Koleżankę, która poleciła i zaryzykowałam. Wydaje mi się, że dzieci były zadowolone. My- dorośli- również, bo mogliśmy posiedzieć spokojnie przy cieście i kawce. I tak to jest, że jak się idzie na imprezę gdzie "wszystko jest gotowe" to się okazuje, że nawet głowy zapomnieć można. I potwierdza się, że im mniej ma się na głowie, to gorzej- tak u mnie zdecydowanie. Tam wszystko było gotowe, a ja w pewnych momentach nie wiedziałam co ze sobą począć! Jak dla mnie scenariusz na urodziny był super przygotowany. Poprosiłam o motyw przewodni Świnki Peppy i Kubusia Puchatka, bo to ulubione postacie Tymka na ten moment. Był czas na opowieści, zagadki, konkursy, rysunki na pamiątkę, były tory przeszkód z poduszek, tunele i przede wszystkim Bartek, który zajął całe towarzystwo! Na koniec była chwila bajki na dużym ekranie. Poczęstunek dla dzieci naprawdę na poziomie- nie tylko same chrupaki, ale i owoce, warzywa, popcorn i oczywiście słodkości- w tym tort ze Świnką Peppą właśnie. Tymek dostał fantastyczne prezenty, idealne na Jego wiek i choć tematyczne, to nie powielił się ani jeden! :) Bardzo się cieszę, że dopisali Ci co mogli, a Ci co nie- mam nadzieję, że dopiszą innym razem :) Grudzień to taki szalony miesiąc, że rzeczywiście nie każdy zawsze może być :/
Wyszliśmy przed 16.00 na krakowski Rynek, a tam- pokaz wielkich baniek mydlanych i cały Rynek w tradycyjnych światełkach choinkowych w odcieniu ciepłej, żółtej bieli. Przyznam szczerze, że dawno czegoś tak pięknego nie widziałam. Jednak klasyka sprawdza się zawsze i po raz kolejny się to potwierdziło. Imponująco wyglądają te światełka w klasycznym kolorze i przy tradycyjnej zielonej choince, cały Rynek się mieni jednym kolorem. nie jest pstrokato, nie ma neonów, atmosfera 100% świąteczna. Udzieliło nam się, bardzo. Było +12 stopni, nikt nie zmarzł, można było spacerować do woli i załapać się na kolejne krakowskie pyszności m.in. grzańca, ale my tacy głodni, że pojechaliśmy na obiad z Sąsiadami. Po obiedzie z nimi- wparowaliśmy do drugich Sąsiadów i tak samo z siebie zrobiło się after party urodzinowe. Dzieci szalały, ja mogłam posiedzieć przy stole (wstając tylko po to, żeby ...yyy właściwie nie wiem ! :)
Do mieszkania przyszliśmy o 22.30, dzieci padły w locie, a my przy nich.
Napewno zapamiętam ten dzień z powodu mnóstwa uśmiechów, żartów, dobrego towarzystwa i wina, ciepłego wiatru w grudniu i przepięknej krakowskiej atmosfery na Rynku.

Piękną aurę miałeś Dudku
w dniu drugich urodzin
żadnej łezki, żadnych smutków!
Torcik dzień osłodził.
To dla Ciebie mój Słodziaku!
Pięknie się złożyło,
że na Święta zawitałeś...!
Dwa latka przybyło!
Znów wspominam tamtą chwilę,
łza się w oku kręci,
nikt mi tego nigdy niczym
nie wymaże z mej pamięci...

piątek, 9 grudnia 2016

W kuchni rządzę JA!

Zwłaszcza dziś. Czasem dopada mnie wena w gotowaniu taka, że aż sama się boję. Dziś naszła mnie ochota na razowy makaron (wstążki). Zeszłam na dół do piwnicy i w warzywach znalazł się por! Oooo- pomyślałam, idealnie. Wyszedł mi dziś makaron ze słonecznikiem, na cebuli z lekko uduszonym porem :D Posypany parmezanem smakuje naprawdę świetnie! Do tego dziś barszczyk czerwony z ziemniakami, bo Tymek bez zupy nie istnieje :) Dziś Tymcio nasz ma urodziny w żłobku, a jutro urodziny dla rodziny i znajomych.
Zbieram się po moje Latorośle, zupa stygnie :)

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Coraz bliżej!

W minioną sobotę Chłopcy już po raz kolejny pojechali do Dziadków. My w tym czasie pojechaliśmy do domu, żeby powoli zacząć uprzątać...w zasadzie całość. Jak to na etapie "prawie" końcowym bywa, niby wszystko jest już zrobione, ale pozostają jeszcze detale, które również zajmują sporo czasu naszym Specom :)
Nie wytrzymałam dłużej i umyłam okna na górze, ale od środka. Były nieco zachlapane w niektórych miejscach, na szczęście żadnych zadrapań i trwałych uszkodzeń nie zauważyłam. Jednak sporo czasu zajęło mycie okien "z pierwszego". To chyba najgorsze mycie, bo prosto po skończonej budowie... Chwalę teraz wszystkie cuda techniki, które niewątpliwie sprawę ułatwiają, jednak ciężko nazwać to, co pozostało po moich paznokciach...
Ale jaka zmiana! Jaki widok i blask! Akurat w ten dzień co chwilę świeciło mocne słońce i efekt był naprawdę piękny...! Duże tafle okien pod tym względem są dla mnie magiczne. To takie wielkie oczy na świat :)
Na dole ustawione są wciąż rusztowania, więc tam się nawet nie zapędziłam, zmiotłam tylko z dolnych szyb wszelki pył, kurz moją specjalną szczotką, którą to Mąż upolował przy okazji na ostatnich zakupach. Przydała się bardzo. Nawet to pomogło, żeby wpadło jeszcze więcej światła!
Fachowcy nasi dają sobie i nam (!) jeszcze max 1,5 tygodnia i twierdzą, że to koniec prac na ten moment. Bardzo się cieszę, bo to oznacza, że w święta mogę choć na chwilę przekroczyć próg i cieszyć się, że plan na ten rok został zrealizowany.
We wtorek przyjeżdża podłoga, naprawdę nie mogę się doczekać!!!
I co najważniejsze: wypiliśmy pierwszą kawę u Sąsiadów!!!
Jak za starych dobrych czasów, co prawda w lekkim pośpiechu obgadaliśmy sprawy "na topie", trochę się uśmialiśmy z tych naszych budów, ale też pooglądaliśmy ich wnętrza i choć są zupełnie inne niż nasze, to również bardzo fajnie wszystko wygląda. Kolorowe krzesła przy stole to chyba najmocniejszy akcent, który widać aż do mnie przez okno! U Sąsiadów, choć sporo jeszcze drobnych prac do zrobienia, to naprawdę można poczuć się jak w domu.
Tomasza zaczęło skręcać, że i Jemu włączyło się wicie naszego gniazda. Teraz nie tylko ja, ale i On ewidentnie marzy o tym , żeby rano obudzić się przed dziećmi, nastawić ekspres z kawą i wspólnie ją wypić.


Jeszcze w pidżamach 
Jeszcze zaspani
Spijają kawę
Wspólnie
Zakochani
Słońce zagląda
budzi o poranku
Na nowo 
młodych
spełnionych.
Kochanków... 


A poza tym, mamy już wyczyszczony, nieco oszlifowany nasz sufit z betonu. Zakupiłam satynowy lakier z minimalnym srebrnym brokatem. Tomasz opowiedział mi jak wyglądało czyszczenie kawałek po kawałku- szczerze podziwiam i majstrów i efekt końcowy. Jest idealnie.
Zanosi się, że w spadku po Babci i Dziadku Tomasza dostanę dokładnie taką samą szafę, jaką miałam u siebie w domu w dzieciństwie. Miło będzie mi znów z niej korzystać... I powspominać trochę... Jakoś bardzo przemawia do mnie drewno starego PRL-u niż płyty-dykty pseudo drewniane, oklejane. Choć wiem, że takie również posiadam i zabiorę do domu, to jednak sentyment w tym przypadku bierze górę :) Grunt, to znaleźć dla szafy takie miejsce, by mogła nam jeszcze trochę posłużyć.
Jeszcze najnowsze zdjęcia:











piątek, 2 grudnia 2016

Płyną...

Tak gorące, słone
płynie każda
w swoją stronę
i wyznacza nowy szlak...

Dziś niech zmierza
dokąd pragnie
niech rozpuści się
niech spadnie
wszystko jedno jak...

Może płynie ich za dużo
może one czemuś służą
może...
jednak
niech spływają...
chociaż słony mają smak...