sobota, 28 czerwca 2014

Piosenka nr 2

To jes
to jes
to jes
nicije
to jes...
nicije
to jesaaaa

Śpiewa to na zawołanie :)

Piosenka Arusia nr 1

Ogó-gek ogó-gek zie zie ogó-gek...

i tak w kółko...

Monolog- odsłona 2

Aruś rozlał kakao po raz enty
Udaję, że nie widzę, tylko biorę kolejny głęboki wdech.
I co słyszę?
- Ściejaj Ajuś sibko, ściejaj mama nie paci tejaz.

I wytarł.

Dialog- odsłona 1

- Aruś, co chcesz zjeść na śniadanie?
- cisza
- Aruś, zrobić Ci parówkę, jajo, może płatki?
- cisza
- Aruś, możesz mi powiedzieć wreszcie co chcesz zjeść?
- Nie mam pojęcia...!

Monolog Arusia- odsłona 1

- Kto to wyjał? (wylał)
  Mamusia.
  No przecieś, zie mamusia.

Dialogu nie stworzyłam, bo zbierałam szczękę z podłogi...

czwartek, 26 czerwca 2014

Zupa prosto z kałuży

Choć pogoda
dziś deszczowa
zupa wyszła
wyborowa
własnoręcznie
zamieszana
stąd na wierzchu
zupy- piana.
Wodę Mamcia
zmontowała,
bo z kałuży
zabierała
na łopatkę
i w wiaderka.
Ilość zupy
wyszła wielka.
Syncio
rozbawiony trochę
całkiem niezłą
miał radochę
i kałuże
Jego były
i kalosze
pomoczyły
przejrzystymi
kropelkami
znów. Kolejny
dzień za nami :)


Słomiana Wdowa

Tomasz wybył znów na rajdy,
pewnie mają sporo frajdy,
ja mam frajdę też nie małą,
kuchnię miałam dziś zalaną.
Chociaż Tomasz reperował,
coś źle chyba zamocował...
To nie dla mnie te klimaty,
w domu bez Tomasza/Taty
Aruś tak się dopytuje,
że mi głowa już pulsuje...
Jutro z domu wybywamy,
gdzieś przed siebie wyruszamy :)

wtorek, 24 czerwca 2014

Do O... nr 10

Nic się dalej nie zmieniło
Wzrokiem Ciebie mierzę
wzrokiem Ciebie prowokuję
stoisz tam. Nie wierzę.

Widzę Ciebie bardzo blisko,
ale się nie ruszasz.
Nie ma  w Tobie żadnych gestów.
Nie muszę Cię słuchać.

Wzrokiem siebie tak mierzymy
z dużej odległości
wszystko wypośrodkowane teraz.
Cud obojętności.

Czekam dalej, może jednak
może się odezwiesz,
albo jednak, tak jak było
w sobie się zaweźmiesz.

Wczoraj znowu był Dzień O...
nic mi nie wypadło,
powiem Tobie na dodatek,
zniczy nie zabrakło.

I wiesz co Ci powiem jeszcze?
Cud obojętności
tak się teraz rozpanoszył,
na dobre zagościł.

I co teraz? Jak się czujesz
kiedyś obojętny?
Bez różnicy dla mnie teraz
czyś nadal zawzięty...

Jak tak teraz widzisz
całe życie moje...?
Po coś bliskim zafundował
częste niepokoje?

Jakbyś zrobił mały gest
to może bym uległa
lecz nie robisz. Twoja sprawa.
Nie jestem już wściekła.

Mógłbyś ze mną wypić kawę,
mógłbyś zażartować,
bo nie powiem potrafiłeś
dobrać dobre słowa.

Mógłbyś mi coś ugotować,
bo mi smakowało,
ale widzisz... urządzenie
dzisiaj gotowało.

Mógłbyś mi coś zreperować,
sam wiesz jak dokładnie,
ja też wiem, że potrafiłeś
wszystko skrupulatnie.

Kawy raczej razem 
już nie wypijemy,
różnych kuchni, dań i potraw
nie zasmakujemy.

Wszystkoś zepsuł
co cna i do zera.
Słyszysz, widzisz te litery?
Czy znów nie dociera?

Fartuch i do malowania!

Dzisiaj mamy stanowisko
wcześniej ułożone,
potem taśmą z każdej strony
mocno podklejone.
A powierzchni jest tak dużo,
bo na całym stole,
dodatkowy rozłożony
na nasze swawole.
Co tylko namalowałam,
było poprawione,
przez Arusia pędzel duży
grubo przyzdobione.
Przypomniały mi się czasy
kiedy malowałam,
nawet swoje pędzle duże
w piwnicy schowałam.
Muszę je odnaleźć zatem
znowu się przydadzą,
znowu suche, białe kartki
kolorem przygładzą.
I szczęśliwy mały Aruś,
tak, szczęśliwy cały
farbki, albo raczej woda po nich
bardzo smakowały...
jak się tylko zagapiłam,
to się okazało,
że z pędzelka tak zabawnie
na kartkę kapało,
trzeba było więc językiem
wody posmakować,
przy okazji całą buzię
nieźle wysmarować.
Mogę sobie upominać,
strofować do woli,
Aruś śmiechem znów próbuje,
na przekór, powoli...
Fartuch śniadaniowy zatem
spełnił swe zadanie
i oszczędził raz kolejny
Arusia ubranie :)
Dziury w kartkach się zrobiły,
bo kartki namokły,
kartki teraz się zmarszczyły,
kolorem nasiąkły.
Tu uwieczniam, na pamiątkę
nasze arcydzieła,
teraz wena już odeszła,
nogi za pas wzięła :)






Dzień Matki i Dzień Ojca

Były kwiatki na Dzień Matki,
wczoraj był Dzień Ojca,
wykonałam więc z Synusiem
razem w świetle słońca
nasze dzieło laurkowe
dla Taty Tomasza,
nieźle go to zaskoczyło
tutaj to ogłaszam.
Gardło chyba miał ściśnięte,
wzrokiem gdzieś pobłądził,
zaraz potem jak TE słowa
Aruś jeszcze wtrącił:
ot, magiczne duże słowa
wcześniej przećwiczone,
powiedziane po cichutku,
nic nie przestawione.
Tak więc słońce i laurka
i słoneczne lato,
Aruś w takim otoczeniu
mówi:
"Kocham Cię Mój Tato".


piątek, 20 czerwca 2014

Licencjat wierszem ?!?

Chcę licencjat pisać wierszem!
Czemu tylko prozą?
Takie nudne to pisanie,
o matko, o zgrozo...
Jakby wierszem pozwolili
licencjata pisać,
jakby potem pozwolili
jeszcze go przeczytać,
wtedy by się nie nudzili
jakbym Im czytała,
gwarantuję, cała sala
głośno by się śmiała...
zdania zatem są złożone,
i kolejne piszę,
ale rymy się wtrącają,
wszak teraz mam ciszę.
I pukają, przeszkadzają
w głowie przeskakują,
trza uważać by ich nie wpleść,
bo pracę zepsują...

czwartek, 19 czerwca 2014

Historia pierwszego dzwonka

Maja wczoraj powiedziała:
"kwiaty znów będę sypała",
tak mi wczoraj oznajmiła
i plan mały wymyśliła,
by Arusia wyposażyć
i dzwoneczkiem Go obdarzyć.

Dzwonek to nie byle jaki,
wszak pokonał spore szlaki,
wprost z Londynu przywędrował,
Ktoś go Komuś podarował,
dawno, dawno, dawno temu,
stał na półce tak samemu

i na dziś dzień tak się nadał,
Aruś dzwonkiem dzisiaj władał
i miał dzwonek wyjątkowy,
bo angielski, pamiątkowy
i Londynem oznaczony,
bardzo dobre nadał tony.

Tony takie dobre były,
że Tomasza pożyczyły
w Jego dłoniach też dźwięczało.
Nasze pierwsze. Boże Ciało.
I Majusi pomysł wielki.
Tu szacunek dla Niej wszelki.

wtorek, 17 czerwca 2014

Pilnować rozporków, bo wstyd!

Wyszło na wierzch szydło z wora,
niestosowna była pora
gdy Mu szydło wystawało
i z majtkami tak zwisało.
Wór felerny, bo rozpięty,
co za nieład niepojęty!

Wór- to Jego był rozporek,
co za duży miał otworek.

Szydło- było przyrodzeniem,
moja mina- zniesmaczeniem...!

niedziela, 15 czerwca 2014

1 miejsce AnciMamci !

Pierwsze miejsce otrzymałam,
tego się nie spodziewałam,
że me wiersze Ktoś wyróżni
w tej blogowej wielkiej próżni,
ale jednak tak się stało,
że się Komuś spodobało,
to jak w postach opisuję,
to, że w postach się rymuje
każda strofa, każdy wers,
ten kto czyta wie jak jest.
Jest mi dziś niezmiernie miło,
że się Mamcię wyróżniło.
Teraz dla Niej będzie wers,
dla Szaleństwa Pani S.:
nawet nie wiesz, co zrobiłaś...
bardzo mnie uszczęśliwiłaś,
cieszę się, że gusta Twoje
się wpisują w rymy moje.
Cieszę się i podskakuję,
tylko Tobie dziś rymuję!
A Wam wszystkim drodzy mili,
wrzucam, byście zobaczyli
bloga nieco szalonego
i do Świata Szymkowego
czasem sobie zaglądnęli,
tutaj link, byście kliknęli:

http://swiatszymka.blogspot.com/

Serdecznie dziękuję :)

piątek, 13 czerwca 2014

Ciąża swoje prawa ma, czyli ryba z krówką

Ciąża swoje prawa ma
doskonale wiem to ja
w organizmie namieszała,
smaki mi poprzestawiała.
Najpierw ryba,
potem krówki,
nektarynki
i borówki,
potem garście słonecznika
i wnętrzności mają bzika.
Z pięć marchewek co surowe
i chrupiące, bardzo zdrowe.
Jak mnie ktoś pyta o smaki,
mówię:
smak mój teraz wieloraki!

Jak mam to inaczej ująć?
W międzyczasie śliwki żując.........?

środa, 11 czerwca 2014

Dla Pana Wójta

Do Wiesława z życzeniami
przyszliśmy tu dziś nie sami
lecz z Druhami i Druhnami,

żeby w grupie salutować,
imieniny dziś świętować,
ale też i negocjować

ot, samochód co strażacki,
superszybki, zawadiacki,
co to w akcji jest wariacki,

bo o przyszłość Straży chodzi,
dla prestiżu nie zaszkodzi,
z tym nie sposób się nie zgodzić.

Zdrowia, szczęścia też życzymy,
uśmiechnięte mamy miny,
bo nasz Wójt ma imieniny!

Jak samochód się pojawi,
wszystkich nas to ułaskawi,
Wójt po wioskach się rozsławi.

Będą kiedyś drugie tury,
wzrosną znów temperatury
odnośnie kandydatury

wtedy My zagłosujemy,
Wójta drugi raz poprzemy
Dziś w tym dniu już o tym wiemy!


wtorek, 3 czerwca 2014

Nowina o bocianach :)

PRZYFRUNĘŁY NAM BOCIANY!!!
Mają szansę nasze plany,
mają szansę na spełnienie,
takie ciche me pragnienie.
Teraz fruną dalej w świecie,
niech kto inny ma też Dziecię.
Niech Ich bocian uszczęśliwi
i potomstwo umożliwi,
albo dzieci niech rozmnoży,
niech Im czuwa palec boży.

Powróciłam w dobre tony,
opadają mi hormony,
bo to, co nawyrabiały...
och! naprawdę przesadzały...
Chyba byłam "ciut" zawzięta
w każdej sprawie nieugięta.
Wena do mnie powróciła.
Będę rymem znów mamiła :)