sobota, 30 kwietnia 2016

Odliczam! (32)

Kuzynostwo dopisało, pogadaliśmy, opróżniłyśmy butelkę wina, zjedliśmy risotto i zupę groszkową z paluszkami z ciasta francuskiego. Było bardzo sympatycznie! Dzieci szalały i wymyślały sobie różne zabawy. Jak na to, że nie widują się za często to naprawdę bawili się razem prawie cały czas. Harmider był, że hej, ale wieczór udany :) Brakowało mi tego :) Dobrego wina, pogaduszek aj! Fajnie, że ktoś chce nas odwiedzać :) A dziś poranek bardzo leniwy i przez to, że poszliśmy później spać, to i później wstaliśmy. Poranek był  nieco niezorganizowany :) Koło południa poszłam biegać. Jest sukces. Pobiegłam truchcikiem od skrzyżowania aż pod sam wał bez przerwy. Taki sam dystans z powrotem- bez przerwy. Później chodnikiem marsz. Wpadłam prosto pod prysznic, zaaplikowałam peeling z wyciągu z czarnej borówki, potem raz i dwa oliwkę lawendową i wiosna nastała w pełni :) Wczorajsze wino- spalone bez dwóch zdań :)

piątek, 29 kwietnia 2016

Odliczam (33)

Dziś w skład treningu wchodzi doprowadzenie jakie takie mieszkania do stanu używalności, bo idzie weekend i dziś odwiedza nas kuzynostwo :) Teraz póki zupa groszkowa hula w termomiksie nie pozostaje nic innego jak nałożyć hula-hop i śmigać. Jak Tymon wstanie to zjemy obiad i idziemy do sklepu po coś dobrego na wieczór. Jest zatem sporo do zrobienia. Czy wiecie może, kiedy nadejdzie ta 100% wiosna?!

Edit: 45 minut hula-hop. Mięśnie bolą, nie wiem czy bardziej mogą. W jednym punkcie czuję wbijanie tysięcy szpilek. Oby tak dalej! :)

czwartek, 28 kwietnia 2016

Odliczamy! (34)

Dziś mam wolny dzień. Zaprowadziłam Arusia do przedszkola. Zimno jak diabli. Powietrze zimne, ale świeci słońce. Po przyjściu do domu zjadłam moje owsiankowe musli, który to przepis znalazłam wczoraj na jednym z blogów i nieco zmodyfikowałam dla siebie. Potem zabrałam się za moje magiczne koło i wykręciłam dziś znów 50 minut. Brzuch mój wołał pomocy :) Oj dobrze mu tak :) I dobrze jest również mi :) Inna skóra na brzuchu się robi i bardzo się z tego cieszę. Teraz zajadam pastę z łososia, jajka i suszonych pomidorów. Za chwilę siadam do zadań komputerowych, aby przyjrzeć się nieco naszym firmowym zaległościom. Przeznaczam na to czas do godz. 14.00. Potem szybki obiad i może bieg? Katar nadal trwa. Tabletki jeszcze nie pomogły. Bieg dzisiejszy pozostaje pod znakiem zapytania. O 16.00 uciekam po Arusia. Miłego dzionka!

środa, 27 kwietnia 2016

H-hop + Mel B #dzień3- moje wyzwanie(35)

Dziś trzeci dzień mojego intensywnego treningu. Katar i krew z nosa skutecznie utrudniają bieganie, z resztą pogoda dokłada swoje.Ćwiczyć z tym diabelstwem też nie łatwo. Dziś 50 minut kręcenia hula-hop oraz 10 minutowy trening na mięśnie brzucha. Do końca maja pozostało 35 dni. Zaczynam odliczanie!

wtorek, 26 kwietnia 2016

Rozkręcam się! #dzień2- moje wyzwanie(36)

Kolejny, już sama nie wiem który mój maraton z hula-hop. Dziś czas- 40 minut bez żadnego upadku. Po wczorajszym 30-minutowym kręceniu dziś kręcić łatwo nie było. Z każdym obrotem jednak skóra bolała mniej. Teraz też boli. A boleć musi. Cała talia obolała, ale cieszy mnie to niezmiernie. Ciekawe jak będzie jutro :) Jak tylko krew z nosa przestanie się sączyć od tego kataru, to może dołożę jeszcze inne ćwiczenia. Oby tak dalej...!

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Hula-hop! #dzień1- moje wyzwanie(37)

Od dziecka, od małej dziewczynki hasającej po wiejskich drogach i okolicach towarzyszyła mi guma do skakania i hula-hop. W tamtych czasach miałam plastikowe, które wiadomo- po dłuższym czasie wypłowiało, ale nie pękło oj nie! Szanowałam zabawki :) Było to moje jedno z ulubionych zajęć, które dawało poczucie, no właśnie? Czego? A tego, że się kręciło wszystko dookoła i fakt, że hula-hop w ogóle nie spadało sprawiał, że chciało się go kręcić jeszcze dłużej. Oj wytrwała byłam w tym bardzo. A dziś? Miłość nie przeminęła. Ok. 3 lat temu kupiłam sobie ciężkie hula-hop z wypustkami, które dodatkowo podczas kręcenia uciskają skórę i .... szybko można dostać siniaków :) Jest składane, plastikowe i strasznie rzegocze. Z czasem musiałam się z nim rozstać, bo w naszym małym M nie ma szans, żeby po nocach tak buszować. Za mała przestrzeń na taki sport. W dzień z kolei nie ma szans, bo dzieci podlatują i chcą łapać. I bingo. 3 miesiące temu znalazłam przez przypadek hula-hop równie ciężkie i z plastiku, ale obite pianką! I o taki sprzęt mi właśnie chodziło. Mogę nim kręcić wieczorem dowoli, bo w razie upadku nic nie słychać. No i nie rzegocze. Ale pochwalić się muszę, że już mi nie spada! A trening z nim trwa 30 minut :) Kiedy nie mogę pobiec, zamieniam wtedy biegi na kręciołki z hula-hop. Biodra, pośladki, uda i co najważniejsze brzuch- pracują! Zakładam ręce za szyję i hulam sobie! I muzyczka na uszach :D Tak, to można ćwiczyć. Ciekawe, czy będzie jakiś efekt :) A może i Wy spróbujecie?

Znalezione obrazy dla zapytania obręcz decathlon
zdjęcie- źródło: internet

Moja składana obręcz fitness do kupienia w decathlonie :)

wtorek, 19 kwietnia 2016

Suche włosy? No problem!

Wizyta u fryzjera zawsze działa na mnie kojąco. Włosy odżywione, wymuskane, zaaplikowana ampułka witaminowa naprawdę działa cuda. Mam włosy śliskie i miękkie w dotyku i jak zwykle przerzedzone, co by je nieco zdyscyplinować. Moje włosy z natury są suche, zwłaszcza na końcach, które są prostowane z reguły raz na tydzień/raz na pięć dni- przy myciu głowy. To sprawia, że pomimo rzadkiego mycia włosów stają się suche na końcach. Zawsze używałam najczęściej szampony i odżywki z salonów fryzjerskich, bo długość włosów i ich ilość sprawia, że zwykłe szampony raczej "nie dawały rady". Ale! Mam słabość od czasów technikum do szamponów z linii Elseve L'oreal. Jest (nie wiem od kiedy) nowa odżywka z sześcioma olejkami kwiatowymi do włosów suchych. Cud- miód. Działa naprawdę świetnie. Z tej serii posiadam szampon do włosów farbowanych, żeby zadbać o kolor, który nieco płowieje po jakimś czasie. Razem tworzą naprawdę świetny duet. Polecam!








czwartek, 14 kwietnia 2016

Szatan na rowerze!

Arek- szatan na rowerze
czasem patrzę i nie wierzę.
Czasem też odwracam głowę,
czasem napominam słowem...
ale gdzie...i tak nie słucha!
Wnet ucieknie z drogi mucha!
Dystans- 10 kilometrów.
I bez bluzy. I bez swetrów.
Jeszcze nie ma czterech lat.
A już złapał w żagiel wiatr.
Ten, kto wtedy był to wie,
że Arkadiusz szybko mknie.
I niczego się nie boi.
"Mamo przecież się zagoi!"

wtorek, 12 kwietnia 2016

Koktajl Mołotowa

Pomieszanie z poplątaniem- tak nazwałabym ostatnie dni, które dają hmmm sporo wrażeń i wydarzeń. Cała codzienność niby taka zwykła, ale jednak podrasowana a to chorobą, a to przyjemnościami. Jeśli mowa o przyjemnościach to niewątpliwie był to wyjazd ze znajomymi do czterogwiazdkowego hotelu w Krynicy. Było - jak się można domyślić- cudownie. Taki błogi z pozoru weekend, który minął tak szybko, że sami nie wiemy kiedy. I już nawet nie ma czasu się nim cieszyć i celebrować to, co się tam zdarzyło. Jedzenie, kolacje, śniadania do pokoju ahh! Kiedy tak było ostatnio?! Okolica piękna, zielona- nasycona również innymi barwami, które odważnie się mieniły w lekkich oparach unoszącymi się nad potokiem. Jego szum w pokoju przy uchylonych drzwiach balkonowych. Jednostajny szum, łagodzący wszelkie napięcia i zmęczenia. Jego przezroczysta barwa, w którą można by wpatrywać się godzinami. Dobrze nam było. Oj dobrze. Nawet moja wysypka poantybiotykowa okazała się groźna i niegroźna zarazem. Pomimo kiepskiego stanu nie mogłam odmówić sobie masaży, saun (!) suchych i ziołowych, a nawet basenu, co wierzcie mi przy takiej wysypce nie jest takie proste. Wyjazd udał się, nie powiem. Ale! Na drugi dzień przyjazdu okazało się, że Arek zachorował u dziadków. I tu zamilknę, bo ten kto ma małe dzieci dobrze wie, jak taka wiadomość działa na podświadomość. Nie pozostało nic innego, jak tylko tłumaczyć sobie, że obydwoje są w dobrych, a nawet najlepszych rękach, w jakich tylko mogliby być. I z takim nastawieniem minął romantyczny weekend we -uwaga- czworo :) Teraz popijam lampkę wina po ciężkim dniu. To drugi dzień, kiedy jestem z chłopcami w domu. Dzisiejszy dzień był po prostu męczący. Nie to, żebym musiała rozdzielać dwóch delikwentów, ale sprostać oczekiwaniom na zmianę jak nie jednego, to drugiego proste nie było. Drapię zatem swoje kończyny, bo goi się wszystko to co jeszcze pozostało i swędzi, że hoho! Arek ten tydzień przedszkola raczej ma z głowy, więc jutro powtórka z rozrywki. Potrzeba mi jedną dużą furę siły. Ktoś dysponuje i się podzieli?

p.s. Biegam. Dystans- 4,7 km x 4 dni daje 18,8 km. Obym nie przestała. I jeszcze hula-hop ulubione moje. Kręcę i kręcę. Niech no tylko coś z tego się wyrzeźbi :)

piątek, 1 kwietnia 2016

Piątek wieczór...

Znów sprzątanie. Przecież dopiero robiłam to na Święta! Uwijam się szybciutko jak tylko mogę, żeby jak to zwykle nie zostawiać porządków na sobotę i broń Boże niedzielę. Pranie wiruje, zaraz wrzucam następne. Łazienka błyszczy na nowo. Wychodzę z niej, a tu niespodzianka! 3 chlebki słonecznikowe upieczone przez Męża mojego :) Wieczór umilony smakiem i zapachem, który unosi się pewnie w całej klatce. Pyycha, jeszcze ciepły i z eko miodem :) Wciąż jeszcze łykam antybiotyk, ale popijam symboliczną lampkę wina, Kto umyje podłogi....?