środa, 19 listopada 2014

Podświetlane Śniegowce

Wypuszczeni na manowce
napotkaliśmy śniegowce
a w śniegowcach jest kożuszek
dla zmarzniętych małych nóżek
i śniegowce kolorowe
trochę są seledynowe,
a od spodu podświetlane-
Dziecię Me uradowane,
tylko śniegu nam brakuje.
Aruś śniegu wyczekuje :)







piątek, 14 listopada 2014

A może konkurs na dobry temat?

Wzięłam zeszyt
ten z wierszami
(sernik siedzi
w piekarniku)
zatem myślę
nad rymami
przy odgłosie
minutników...

Może konkurs
by ogłosić
dla Was drodzy
Czytelnicy
i o temat
Was poprosić...?
U mnie pusto
w mózgownicy...

Atramentów
nie brakuje
zwykle kolorami
piszę
i choć teraz się
rymuje
w głowie głucho...
ciszę....słyszę...

środa, 12 listopada 2014

35 tc

Jeszcze tylko pięć tygodni! Cieszyć się już, czy nie? Moja przezorność czasem mnie irytuje, bo właśnie często hamuje mój entuzjazm, że wszystko może się zdarzyć, żeby nie zapeszać...jak stara baba- wiem. Taka natura moja wstrętna. Zatem, po cichutku, delikatnie- zaczynam się cieszyć. Za niedługo będziemy we czwórkę. Matko, czy to się dzieje naprawdę??? Dziać to się dopiero zacznie. Bomba :)))))) I dziś nic mi nie jest straszne!
Szacunkowa waga Dudusiów w 35 tygodniu ciąży to 2,5 kg. Jutro idę na USG i zobaczymy ile waży Mój Mały Drugi Mężczyzna. Matkooooooooooooooooooooooooooooo! To jednak się dzieje naprawdę :P

P.S. Łóżeczko nie skręcone, na razie się wietrzy. Pokrowiec od materaca wyprany, prześcieradła, ochraniacze również. Ciuszki- czekają na pranie i prasowanie. Dlaczego ja tego jeszcze nie zrobiłam?! Torba nie spakowana. Koszul do porodu- brak. Pieluszki tetrowe Mama przecina i obszywa. Jestem niezorganizowana jakaś. Nawet lista, którą zrobiłam- nie pomaga. Chce mi się śmiać z tego, że nie jestem gotowa. Co się ze mną dzieje?! Jakaś głupawka mnie dopada. Nawet teraz parskam śmiechem. Czy ja powinnam być matką dwójki dzieci?!?

poniedziałek, 10 listopada 2014

I po weekendzie...

W sobotę byliśmy na Kazimierzu z Piwowarkami. Było cudownie. Znów mogłam patrzeć na ludzi. Młodzi, ładni, roześmiani na maxa. Ale przyjemnie. Nastrój się udzielił. Znowu rozmawialiśmy o planach związanych z domami. Jak tak dalej pójdzie, to nasze chałupki będą szybciej niż myślę. A myślę dużo. Oj dużo. Jak na kobietę w ciąży przystało, co najchętniej wszystko chciałaby od razu, teraz, już i w tym momencie. Ostatni zwrot nawet Aruś przejął. "Mamo, pomóż mi w tym momencie!" Wczoraj Piwowarki wpadły do nas i zrobiliśmy krem czekoladowy dla dzieci, frytki i lody. Ja pozostałam przy frytkach. Dzieci jak zwykle szalały, że cho cho! Trójka dzieci i na szczęście trójka rzeczy do przemieszczania się, sprawiły, że jakoś w miarę się godzili. W miarę :) Co prawda osioł dostał kopniaka w tyłek, ale co tam. Widocznie zasłużył.
A dziś?
Słońce świeci do szyby jak oszalałe. Pogoda jest wymarzona. Jakbym jeszcze okna miała bardziej czyste, zapewne byłoby lepiej. Błogo mi. Wypiłam dziś przecier z pomidorów z pieprzem i to chyba on sprawił, że jest tak cudnie. Ale piernik dobry. Teściowa jest mistrzynią, jeśli chodzi o ten przecier właśnie. Pomidorowy, gorący i z pieprzem. Mmmmmmmmmmmm.

Aż się Duduś zaczął wiercić. Tajniaczy się. Jak ja kładę ręce na brzuchu, to się wiertoli, że hej, ale jak ktoś położy- nagle cisza. Spokój. Jakby Go nie było. Co za Ancymon rośnie? :)
Aruś śpi. Pokolorowaliśmy biedronkę, gąsienicę, konika polnego, aż wreszcie usłyszałam: "Mamo, ja chcę BMW! Narysuj BMW. Ja będę wyklejał". Wprawę już mam. Biorąc pod uwagę, że Aruś głównie gustuje w BMW właśnie i w samochodach strażackich. Od weekendu ok. 10 pojazdów i koniec. Rysujemy, albo wyklejamy. Nie żadne tam zwierzątka. Zgodził się w sobotę na muchomora. WOW.
Kończę wpis, bo mam fajną książkę do czytania. Wykładam się na sofie, odsłaniam brzuch do słońca, niech i Duduś korzysta. I doceniam ciszę obecnie panującą. Tylko muszę jeszcze wydrukować "Traktoja Toma, Staja, Bumke i Kombajnika. Nie wolno mi zapomnieć o Majuszku i Lotce". Polecam :)

piątek, 7 listopada 2014

Oł noł !

No i stało się. Ojcostwo zaszalało. Poszło dziś, po wszystkich załatwieniach dokumentów, badań ciążowych- poszło na kawę. Razem. Sami. Do południa, tak po prostu. WOW. Ojcostwo nawet  trzymało się za ręce i śmiało do rozpuku, kiedy jedno czytało w myślach drugiego. Oł noł! To tak się jeszcze da? A dlaczego oł noł? A no dlatego, że zeżarło po pączku! (jeden z jabłkiem, drugi z serem- ja z serem!) I poszły postanowienia, poszły wyrzeczenia i dietki w dal. Ojcostwo wypiło wielką białą kawę, powłóczyło się po sklepach, kiedy Potomek przebywał tam, gdzie zwykle. Poobserwowało ludzi, posnuło plany na przyszłość. Wymyśliło kolejny pomysł na biznes. (który to już z rzędu?!) A na koniec zamiast kupić sobie, dla siebie to co w planach miało- kupiło welurową pidżamę i dwie pary skapecioch dla Potomka. Jak zwykle.

wtorek, 4 listopada 2014

To już 34 tc.....!

Święta minęły. Dzień Zaduszny również. Pogoda dopisała niesamowicie. Sama przyjemność ze spacerowania po oświetlonych, kolorowych cmentarzach. Jak zwykle w tym roku zostawiliśmy samochód na osiedlu mojej siostry i razem z nimi pojechaliśmy na cmentarz tramwajem. Aruś jechał pierwszy raz.tak na poważnie, bo z zeszłego roku to nic nie pamięta. Był w szoku. Ach Ci chłopcy! Arusia fascynują TYLKO wszelkiego rodzaju pojazdy i kolory, ewentualnie marki owych pojazdów. A tramwaj....jego odgłosy, zamykane drzwi, naciskanie guzika, pasażerowie i przystanki, no coś wspaniałego. w dodatku siedział z Mają i Julcią więc wiadomo... Był brat z Ewą i Mateuszkiem, Kaśka z Nikolą, Mama, My i Piwowarczyki z dziećmi. Przemaszerowaliśmy cały cmentarz, a potem pojechaliśmy na wieś, żeby tam również odwiedzić groby zmarłych. Aruś wyspał się na cmentarzu. Potem obiad u Piwowarczyków, rozmowy o domu, papierach, załatwieniach itd.itp. W dzień zaduszny pojechaliśmy na wieś, gdzie zjechało się prawie całe kuzynostwo. Ilość dzieci z roku na rok rośnie :) Fajnie, że zaczynają się razem bawić, pomimo różnic wiekowych. Było bardzo sympatycznie.
A ja? Rosnę. Cóż wg kalendarza porodu aktualnie jestem w 34 tc. i do rozwiązania pozostało 6 tygodni. Nadal 8 kg na plusie. Jadłabym sernik na śniadanie, obiad i kolację. Jadam bardzo różnorodnie. Nadal codziennie gotuję. Tomasz twierdzi, że moje pomysły na jedzenie zaskakują Go coraz bardziej. Ciążą, ach ta ciąża, niby podobna, ale jednak inna. Czuję ruchy tylko o określonych porach. Delikatne to Dziecię Moje, bo nawet jak się rusza, to wręcz łaskocze, a nie tak jak Aruś- kopniak i po sprawie. Najbardziej rusza się o godzinie 23.00-24.00 bo zwykle wtedy się kładę do łóżka i jestem zmuszona zmieniać pozycję, bo tak mnie łaskocze w brzuchu, że normalnie parskam ze śmiechu. Ciekawe jaki będzie nasz drugi Duduś :) Strzelec, czy już Koziorożec? Oto jest pytanie, bo różnica tych znaków raczej spora...Wyprałam wózek i jego wszystkie akcesoria. Odświeżone i tak lubię! Teraz mam zamiar przygotować ciuszki i ewentualnie uzupełnić to, czego brakuje. Czeka mnie zatem tona prania i prasowania. Przez to, że piwnica została posprzątana przed świętami już na zimę, mam dostęp do pierwszych zabawek Arusia, które powoli przynoszę, żeby mógł je znowu poznać i żeby wiedział, że za niedługo będzie musiał się nimi dzielić. Znowu śpi z krówką, którą przypinałam do gondoli, gdy był noworodkiem... Słodkie to! Nie mogę się doczekać tego zamieszania, kiedy pojawi się Dzidziuś. Jestem bardzo ciekawa, jak to będzie i jestem bardzo dobrej myśli. Sporo jeszcze muszę przygotować i pozmieniać nieco w naszym małym mieszkaniu, ale lubię zmiany i pewnie stąd mój optymizm. To będzie dobry czas. Grudzień i Święta. Grudzień to taki miesiąc, że zwykle wręcz znika z kalendarza, bo sporo wolnych w nim dni.
A i jeszcze coś: Aruś mówi, jak najęty. Wszystko powtarza, zwłaszcza wierszyki typu: Murzynek Bambo, Okulary, Rzepka i Abecadło. Jestem z Niego mega dumna. Jest bardzo samodzielny i robi siku na stojąco do kibelka, jak na prawdziwego młodego mężczyznę przystało. Owszem, czasem chce siku na nocnik, ale przy kibelku też potrafi. I od czasu odpieluchowania nie zsikał prześcieradła ani jeden raz. Zdarzyło się to tylko na początku, w pierwszym tygodniu, kiedy musiał kontrolować pęcherz. Póki co, zdrów jak rybka. My z Tomaszem również. Oby tak dalej. Na te wszystkie wirusiska panujące gorąco polecam ciepłą wodę do dzbanka z miodem i cytryną. Ciepłą, ale nie gorącą, bo miodek straci witaminy. A do zup i ogólnie jedzenia przemycam czosnek i choć Aruś się trochę buntuje, to jestem zadowolona, gdy zje choć kilka łyżek. Najdłuższe zasłyszane słowo, które Aruś mówi to: motocyklista. A, że nie ma "r" to słowo rzeczywiście brzmi tak, jak się go pisze.
-Aruś, powiedz helikopter, proszę!
-Nie powiem wititoptej!
Kocham to :) Kocham po prostu!