czwartek, 28 stycznia 2016

Babski, ferie i ciasto na koniec

Widziałam się z koleżankami na babskim wieczorze, który okazał się być szybkim spontanem- ale chyba bardzo potrzebnym. Nie ukrywam, że bardzo chciałam wyjść z domu- zarządzając go i tym samym pragnęłam oderwać się od moich ciągłych rozmyślań, które mam wrażenie nic nowego nie wnoszą. Niby ten rok jest rokiem zmian, czuję to, ale z drugiej strony jest tak wiele czynników blokujących każdy mój ruch...tkwię w zawieszeniu. Wiem, że taki constans też jest potrzebny i zapewne za jakiś czas wiele się zmieni, ale ja chciałabym już. Mam chwilowo wszystkiego dość. Bezsilność jest na tyle mocna, że na ten moment nie znajdę słów, by opisywać w szczegółach cokolwiek. Nudzi mnie zima, a właściwie pseudo- zima. Wczoraj na spacerze z Tymusiem dało się wyczuć wreszcie ciepły front powietrza. Dziś jest podobnie, ale wiało niemożliwie. Na osiedlu spotykam raptem dwie spacerujące mamy. Co jest grane? Nie ma do kogo ust otworzyć. Pośmiać się, zażartować. Jestem Ja- samotna. Jestem Ja- smutna. Jestem Ja- zawieszona w jakimś dziwnym martwym punkcie, a możliwości jest tak wiele... Gdyby nie dwie rozmowy rekrutacyjne, które nieco podniosły mnie i moje ego na duchu, to nie istnieje nic, co mogłoby spowodować stan podobny. Dziś z ferii wraca Aruś. Był u dziadków od poniedziałku. "Dla odmiany" posprzątałam wszystko co się dało na Jego powrót i upiekłam ciasto. Bardzo się cieszę, że już wraca- stęskniłam się, a jednak działam jak robot. Gdzie jestem Ja?

czwartek, 14 stycznia 2016

"Wolny" czwartek

Moje mieszkanie znów prawie lśni. To miał być dzień tylko dla mnie, no i był- dla mnie i dla mojego sprzątania. Wypucowałam blaty, wnęki odpastowałam, nastawiłam dwa prania, rozebrałam choinkę i zrobiłam dwa stroiki, bo w sumie czas świąteczny jeszcze trwa. Dostałam od znajomych złotą butelkę, która teraz robi za piękny wazon, a w nim stroik właśnie. Szczerze powiedziawszy to taki "eko stroik", bo z suchych gałęzi pomalowanych granatowym sprayem. Napracowałam się dziś bardzo. Zrobiłam segregację w dokumentach i porządki w łazience. Całość zakończyłam o godz. 14.00. Wtedy wypiłam białą kawę, zjadłam dwie kanapki i postanowiłam wyruszyć przed siebie, gdyż została mi ponad godzina wolnego, by potem pędzić po Arka do przedszkola. Nakręcona wczorajszym basenem i wciąż jeszcze "przy energii" skierowałam swój marsz w stronę wałów. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się takich widoków oraz przygód. Jakich? A takich:
- o mały włos nie weszłam w zdezelowaną studzienkę, tym samym cudem nie skręciłam kostki
- o mamma mia wystraszyły mnie przydrożne psy, jakby chciały mnie połknąć w całości! Why?
Przecież ja lubię psy...
- ominęłam zużytą prezerwatywę rozwleczoną na środku leśnej drogi...
- ominęłam też jeszcze nie użytą prezerwatywę w gold opakowaniu- wow! Chyba ktoś się spieszył i wypadła...
- pozazdrościłam dwóch pięknie ubranych choinek w światełka takie, jakie od zawsze mi się podobają- wielkie kolorowe kule!!!
- widziałam całkiem niezłe ogrodzenie panelowe, gabiony, drewnopodobną elewację, kałużę w kształcie psa
- oraz piękne zachodzące słońce- miałam wrażenie, że świeci tylko dla mnie!
I ta cisza, gdy stałam na wałach. Przestrzeń, a w tej ciszy jeden odgłos- stukanie młotka. Czy Wy też lubicie, gdy ktoś stuka i puka na zewnątrz? Mi przypomina się wtedy dzieciństwo...to jeden z najlepszych odgłosów...albo piła mechaniczna, działająca gdzieś w oddali...
To słońce przypomniało mi o wiośnie. Tęsknię za nią, choć zima wcale się nie dała jakoś szczególnie we znaki, a właściwie to prawie wcale jej nie ma w tym roku! Ale i tak tęsknię...
Posłuchałam tej ciszy z zamkniętymi oczami, a żeby te chwile zatrzymać pstryknęłam kilka fotek:








wtorek, 12 stycznia 2016

Pasują idealnie !!!

Odnalazłam właściwy rozmiar korony. Pasuje jak ulał! Kolor, fason stworzony przeze mnie i dla mnie. Niech żyją wizualizacje! I szpilki stare wyrzucone do wirtualnego pudła. W nowych obcas się nie złamie! A i kolor mają inny. I co? Wyglądam jak prawdziwa księżniczka, serio!

czwartek, 7 stycznia 2016

Za dużą mam koronę!

"Padłaś? Powstań! Popraw koronę i zasuwaj!"
Ale co zrobić, kiedy korona jest za duża, zsuwa się z czoła i przesłania oczy...? Kiedy nie można jej zwyczajnie udźwignąć? Kiedy wszystko się plącze i miesza nie tak, jak powinno? I co zrobić, kiedy przy kolejnym powstaniu łamie się obcas?!