wtorek, 31 maja 2016

1! Finał !

Dotarłam do mety. Ale to pierwszy odcinek mety, który pokonałam zaskakująco dobrze. Jestem z siebie dumna. Jestem zadowolona, że przez ostatnie ponad 1,5 miesiąca ćwiczyłam prawie codziennie minimum 45 minut. To mały sukces, ale jakże ważny! Nie od dziś wiadomo, że małe sukcesy tworzą te wielkie, zatem działam dalej i stawiam sobie kolejne wyzwania. To mój sukces. Moje indywidualne ćwiczenia, które potrzebowało moje ciało i moja dusza.
Ok. 40 przebiegniętych kilometrów
minimum 20 godzin hula-hop
brzuszków nawet nie zliczę, ani ćwiczeń Pilatesu, bo nie o to też chodzi. Chodzi o wytrwałość i ciąg dalszy :)
Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak wsłuchać się w siebie i zaplanować najbliższe dni.

poniedziałek, 30 maja 2016

2! Przedostatni dzień :)

Dziś poniedziałek, przedostatni dzień treningów ciała mego. Masakrycznie śpiący poranek mi się dziś przytrafił, nie wiem czy to te zmiany pogody, w sensie słońce i wiatr naprzemiennie...nie lubię tego. Nie lubię takich rozlazłych chwil. Na szczęście przytrafiają się sporadycznie. Może to kobiece dni temu winne..?
 Dziś oczywiście w planach brzuszki. I razowy makaron ze szpinakiem.
Tymuś dziś jest tak spokojny, że wprawia mnie w osłupienie. Sam bawił się do południa cały czas. Przyszedł się przytulić parę razy i tyle. Pewnie i On potrzebuje chwili spokoju. Bo starzy jak zwykle cały weekend balowali :) Teraz już spi. A zasnął w parę sekund! Coś ten dzień ospały jakiś...

Edit:
brzuszki, dużo brzuszków i ćwiczeń na inne partie ciała zaliczone w tym Pilates.

4 i 3

W sobotę byliśmy na kolejnej Komunii Świętej. I od razu to napiszę: za dużo jedzenia! Kusiło, kusiło i skusiło. Oczywiście nie sposób było wszystkiego spróbować i chyba 4 dania gorące to lekka przesada...czułam się jak na weselu. Obok mnie przechodził Kamil Stoch ze swoją ekipą i fan clubem, który miał imprezkę w tym samym lokalu, tyle że na dole. Uśmiechnięty jak zawsze i życzliwy dla wszystkich dookoła chcących zrobić sobie z Nim selfie. My jak to My- nie zrobiliśmy. Może kiedyś :P
Po komunii czułam się ospała na maksa, obolała od szpilek i siły na trening zabrakło.

Niedziela
Grill w Niepołomicach z Sąsiadami jako-taki, a to dlatego, że pierwszy raz przegonił nas deszcz. Trudno. Jeszcze nie jeden grill nas czeka :) Wróciliśmy cali w kurzu, bo wiało pod koniec już bardzo mocno. Dzieci umorusane po pas. Nie- sory. Po czubek głowy. Myłam, prałam wszystko łącznie z butami. Za to mało zjadłam, po sobotniej Komunii czułam, że jedzenie to ostatnie, czego chcę. Machnęłam brzuszki. I sama siebie podziwiam :D

piątek, 27 maja 2016

Słoiczek szczęścia # Dzień Matki

Co jest w środku?
Tajemnice.
Tajemnice prosto z serca,
które sobie leżakują.
Zakręcone
już schowane.
Słowa w nich
tam zapisane
łezki z oczu
wycisnęły.
Utworzyły szachownicę
uczuć
tych najgłębszych,
prostych,
rodzicielskich.
W ruloniki się zwinęły,
żeby było im wygodnie.
Niech tam śpią,
niech leżakują,
bo za serce tak ujmują...!
Niech to będzie tajemnica.
Uczuciowa
przeplatana
szachownica.

6! i 5!

Niepołomice. Tam ostatnio się kierujemy, bo prac z domem jest coraz więcej i ustaleń z tym związanych co nie miara! Mamy już ogrodzenie, oprócz bramy i słupków ją wyznaczających. Wczoraj byliśmy na grillu u K. Arek szalał z dziewczynami, Tymek próbował dzielnie za nimi gonić. Rozmów rodzinnych ciąg dalszy. Trzeba wierzyć, że będzie lepiej, że kiedyś to nastąpi. Gdyby mi ktoś powiedział, że ten rok będzie taki przełomowy, to nigdy bym nie uwierzyła. Odwiedziliśmy wczoraj moją mamę i Tomasza mamę z okazji Dnia Matki.
Na wsi okazało się, że jest nowa Pani Królikowa z małymi królikami w brzuchu oraz 3 małe kotki. Arek sobie jednego wybrał i chyba z wzajemnością się polubili. Wczoraj pierwszy raz piły mleko z miski. Ubaw i atrakcja niemała dla naszych chłopców. Oprócz tego spróbowaliśmy już pierwszych truskawek prosto z pola. Mniam! Chłopcy biegali i przewracali się w polu, rzucali bryłki ziemi gdzie popadnie. Widać, że im tego brakuje i podoba się im taka "inna" zabawa :) Zdjęcia są. Tym razem tylko dla nas.
Wczorajszy trening był bardzo zagrożony, ale po powrocie bardzo, bardzo późnym wieczorem do mieszkania zdążyłam dać sobie niezły wycisk. 1,5 godziny intensywnego kręcenia hula-hop spowodowało, że jedynie co mi doskwierało to kolano. Tak intensywne ćwiczenia z zaciśniętym brzuchem i rękami w przód lub w górze powoduje, że przestałam się już męczyć przy tego rodzaju wysiłku i jedynie co to zaczynam obciążać kolano właśnie. Forma urosła- niezaprzeczalnie, ale najwyższa pora zmienić sobie i urozmaicić te moje wygibasy. Bo co mi po kręceniu, które nie męczy mnie już? Nie o to przecież chodzi, ale o to żeby się zmęczyć, spocić, żeby był efekt. Myślę co dalej i napewno coś wymyślę.
Dziś dla odmiany brzuszki i ćwiczenia, które dołączyłam już jakiś czas temu na uda, pośladki a wszystko to z mojej książki pilates, którą dostałam jeszcze w liceum. Takie rzeczy zawsze się przydają. I na jadłospis sobie tam zaglądam, żeby nie być monotonnym.
Dziś Synki w domu. Teraz śpią, a ja w ciszy czekam, aż wstaną.
Kocham ciszę, zwłaszcza ostatnio i słucham siebie i swoich potrzeb jeszcze bardziej i jeszcze mocniej. I coraz lepiej na tym wychodzę. I cholernie mi z tym dobrze.

środa, 25 maja 2016

8! i 7!

Może dziś znajdę siłę, do tego żeby poćwiczyć tak bardziej efektywnie, bo o wczorajszych marnych wyczynach to szkoda pisać. Spraw rodzinnych jest coraz więcej, jednak powoli miejmy nadzieję wszystko nakieruje się na te lepsze tory. Nic nie zdarza się bez przyczyny i choć zdarzenia są przykre, bardzo osobiste i każdy w rodzinie wolałby ich uniknąć, to jednak konsekwencje ponieść trzeba. Innej rady nie ma. Wszystko minie i miejmy nadzieję, że zmieni się na lepsze. Trzeba przyznać, że chyba nigdy jeszcze nie działo się tak wiele rzeczy na raz. Trzeba iść dalej, byle do przodu...
Dziś zupa- prawdopodobnie krupnik, choć nie wiem czy jeszcze mam kaszę, więc zmienię na grysik i będzie grysikowa. Nie pamiętam kiedy taką jadłam ostatnio. Nawet nie wiem ile mam zapasu jedzenia w pojemnikach...
Dzień do południa znika nie wiem kiedy, a od południa zaczynam gotować, karmić, przebierać Tymcia, potem przygotowywać wszystko na spacer /placyk/, który trwa aż do wieczora, potem maraton z kolacją, kąpielą, czytaniem i tak do dnia następnego. W międzyczasie znoszę fochy Arka, choć doprowadza mnie to do punktu wrzenia. Wszystko wariuje dookoła. Mam ochotę wyjść i oddychać innym, spokojnym powietrzem...potem wrócić rzecz jasna :)
W ogóle ostatnio mam wrażenie, że żyję z dnia na dzień. Gdzieś mi ucieka to, co już było od dawna zorganizowane. Teraz sama nie łapię do końca co się dzieje. Po cichutku zmierzam do punktu, w którym zawsze chciałam być, ale sporo czasu na to trzeba i tu pojawia się kolejny problem. Czas właśnie. Nic na to nie poradzę. Nie jestem wolnym ptakiem, który może wyjść z domu gdzie chce i kiedy chce...niestety. Jestem w domu z dziećmi już od 4 lat i wiem, że wszystkiego naraz nie zrobię. Wiem też, że przez ten czas i tak dużo zrobiłam. Natura moja jednak umiaru nie zna i jak zwykle chciałaby więcej. Moja obecna dewiza na najbliższe dni to "byle do przodu" właśnie.
Tego się trzymam kurczowo.

poniedziałek, 23 maja 2016

9!

Padam z nóg. Ubiegałam się dziś trochę za Tymkiem, choć Jego kolan uchronić przed upadkiem nie zdołałam. Na dzisiejszy wieczór mamy jeden temat- DOM. Mnóstwo spraw do omówienia, czyli budowy ciąg dalszy. Na szczęście sałatka ze słonecznikiem już dawno zjedzona, teraz popijam pierońsko dobre białe wino.
Chyba dzisiejszy dzień będzie bez treningu. A co tam :) Nawet woły nie pomogą!

niedziela, 22 maja 2016

Weeekeeend :D (10)

11-cie dni do końca pierwszego cyklu treningów
sobota
Sami za sobą nadążyć nie możemy i chyba tak nam pozostanie. A to za sprawą zwrotu planów sobotnich, które miały być na krakowskim rynku. Okazało się, że wieczorem dostałam mms-a z pięknym widoczkiem. Rano zadzwoniłam do adresatów, żeby pochwalić, że fajnie i że "gdzie to tak?" Zatem po obgadaniu szczegółów ustaliliśmy, że rynek nie zając i poczeka na niedzielę i organizujemy piknik w tym magicznym miejscu. Ale nastąpiła kolejna zmiana planów, bo podjeżdżając pod nasz nowy dom, okazało się, że jest tak bosko, że nie mamy ochoty jechać dodatkowe paręnaście kilometrów, a potem jeszcze na nogach do miejsca docelowego. Na szybko zrobiłam ślimaczki z ciasta francuskiego, żeby spakować coś na przekąskę, owoce, kawę w termosie, kupiliśmy soki, kiełbasę na grilla i parówki oraz uwaga- kaszankę, bo i tacy się znaleźli co na nią ochotę mieli. Jedzenia było sporo i zastanawialiśmy się kto to wszystko zje! I zjadło. Łącznie 10 osób. Miło było, fura śmiechu, fura rozgrzebanego piasku (który był z przeznaczeniem do ogrodzenia), która tymczasowo robiła za piaskownicę. Przywieźliśmy dwie fury kurzu, błota, piachu i Bóg jeden wie czego jeszcze. Nigdy, NIGDY w życiu nie widziałam moich dzieci tak brudnych i tak szczęśliwych zarazem. Arka skarpetki ściągnęłam pod wieczór i wrzuciłam prosto do reklamówki ze śmieciami. Istna masakra. Ważyły chyba z 10 kg, a to z kolei przez wodę, która była dodatkową atrakcją dla dzieci. Skąd woda u nas pod domem? A z ogromnej beczki, którą dostaliśmy tymczasowo od Rodziców, bo wody na budowie potrzeba non stop. Zaworek tak korcił wszystkich po kolei, że chlapanie było co chwilę. Dzieci pobawiły się u naszych nowych sąsiadów (przy okazji wreszcie poznałam Sąsiadkę!) i dzień upłynął sami nie wiemy kiedy. Sporo zdjęć, fajnych ujęć, z których napewno nie raz się pośmiejemy. Było słonecznie, pięknie, świeżo i gorąco. Czy tak tam już zawsze będzie? Ptaki śpiewają, świerszcze grają i wszystko bym oddała, by móc tam posiedzieć przy ognisku! Jesteśmy szczęściarzami. Goniliśmy za dziećmi, o mały włos nie wylądowałam na kolanach u Pana koparkowego, który bardzo chciał mnie przewieźć (!!!- widzicie mnie tam- wiem- !!!) Wszędzie rozłożone koce, koszyki, jedzenie, biegające dzieci i prawdziwe życie przez duże Ź. Tak nam właśnie minęła sobota :)

10 dni do końca#
A dziś? Byliśmy w kościele na krakowiaków. Dzieci jak zwykle pobłogosławione, przywitane przez księdza. I co się okazuje? Że w kościele też spotykamy Sąsiadów :) A to żeśmy się dosiedli, a co!

Potem zaplanowany obiad w naprawdę niezłej restauracji, gdzie zjadłam pyszne risotto z kaczką i gruszką, Tomasz makaron ze szparagami i bobem, ehhh same pyszności! Zatem zaległy rynek zaliczony. Pooglądaliśmy konie i obrazy, pogadałam sobie z przemiłą starszą Panią Malarką, kiedyś może się skuszę na Jej obraz, kto wie? I do wieczora plac zabaw. Teraz Tomasz śmiga po winko. Teraz czas tylko dla siebie, bo dzieci padły jak zaczarowane.
A trening? Kto wie? Napewno jakiś będzie :)

piątek, 20 maja 2016

12:) # Na podbój NCK! Tańce, hulanki i swawole :)

Jesteśmy już po przedstawieniu. Tym razem zostaliśmy zabrani na wesołą i nieco patriotyczną wycieczkę po naszej polskiej ziemi. I tak wędrowaliśmy z dziećmi od gór, aż nad morze. Przedstawienie uważam za udane. Arek- tym razem jako Góral- uśmiechnięty jak zwykle- wystąpił wraz z koleżanką mówiąc razem wierszyk do mikrofonu. I jak na to, że nawet nie wiedzieliśmy, że będzie mówił go tylko z koleżanką to poszło wyśmienicie. Nie przekrzyczeli się nawzajem, mówili równiutko i zrozumiale. Potem jeszcze wziął udział w tańcach i jak na chłopczyka, który za tańcami "raczej średnio" to również było ok.
Na poprzednim przedstawieniu były piosenki bardziej chwytające za serce, natomiast tym razem obyło się bez łez. Może to za sprawą Tymcia, który (choć grzecznie oglądał całe przedstawienie) to jednak raz podjadał, raz popijał, raz na siedzeniu, a raz pod....:) Nawet potańczył w kółeczko, kiedy i dzieci na scenie tańczyły. U Tymka obstawiam większą muzykalność. U Arka- odwaga zaś jak zwykle bierze górę :)
Oprócz tańców- dzieci przedstawiały również piosenki angielskie, zatem i Arek znów był na scenie, a potem był jeszcze balet- ale tu już jakby to ująć "nie nasza bajka" :) Czekał na nas jeszcze szybki i w sporym zamieszaniu poczęstunek, zatem szybko się uwinęliśmy.
We czwórkę pełni wrażeń udaliśmy się biegiem i z wariacjami po drodze do samochodu, a stamtąd jakoś tak nas poprowadziło na kawę do McDonalda. I tam spotkaliśmy innych Rodziców, z którymi co dopiero się pożegnaliśmy :D Dzieci pobawiły się (jakby jeszcze było mało!) i wróciliśmy do domu na sam wieczór.
Arek co chwilę (dalej z uśmiechem od ucha- do ucha!) dopytywał, czy: ładnie występowałem? A ładnie mówiłem? a widziałem Cię Mamo! Machałaś mi! I Dudi mi machał! I tańczył! Widziałem!
Szczęśliwy, uśmiechnięty i to najważniejsze. Teraz chrapie jak smok. To znaczy chrapią swa smoki.
Moje dwa cudowne Smoki :D

Ja natomiast spadam do treningu. Dobrej nocy!

czwartek, 19 maja 2016

Szczęśliwa 13- nastka :D

To magiczny dzień, w którym zrobiłam tyle rzeczy, że aż się sama dziwię. Balkon lśni, nowy kwiatek doczekał się ozdobnej doniczki. 5 prań wysuszonych! Pozostało-2 :) Mieszkanie również zyskało inny "odcień" :D I moja skóra też!!! Bo po zasłużonym maratonie zafundowałam sobie ogrzewanie się w słońcu :)

Trening brzucha mego dziś- nie powiem- szalony :) A mięśnie nie bolą :) Dziś zaczęłam od rozgrzewki na hula-hop, potem gimnastykę rozciągającą i zaraz po niej intensywny marsz do miejsca, w którym zwykle zaczynam biegać.

Przebiegłam w piernik i jeszcze trochę, a jak mi dobrze było!!! Kwiat we włosy wpięłam i biegłam dalej. Miny kierowców- bezcenne :) Słońce, ciepło i wiatr we włosach, ach co za dzień!!! Gdybym miała skrzydła, to uniosłyby mnie nad wszystkich- tak właśnie się dziś czułam :) I tak naprawdę, to wewnątrz nadal czuję, że jestem bardzo wysoko :D

Ubranie dla Arka przygotowane na jutrzejszy występ w NCK. Zabieramy Tymka. Będzie, będzie się działo! I będzie zabawa :D

środa, 18 maja 2016

14- czyli równe dwa tygodnie !!!

Czasu coraz mniej i za dwa tygodnie moje pierwsze wyzwanie gimnastyczne dobiegnie końca. A wczoraj za sprawą dobrego humoru mojego Małża (tak, od dziś tak na Niego mówię), a przez to również i mojego- ubawiliśmy się przy kręceniu hula-hop, że hej! Małż wykręcił wczoraj 50 minut :) Żebyście widzieli, jak nadrzuca biodrem, gdy kółeczko się zsuwa! No komedia jak nic! Zatem wczoraj bite dwie godziny hula-hop się kręciło. Wspólne ćwiczenia są naprawdę fajnym klimatem i niezmiernie cieszę się, że możemy je wykonywać razem. W ogóle wczorajszy humor mojego Męża był tak wyostrzony, że już dawno takiego nie słyszałam :) Podoba mi się to, oj bardzo :)

A dziś- zaliczyłam już małą bo 15-minutową rozgrzewkę z hula-hop. Na ten moment to musi wystarczyć.
Zaraz idę zrobić sobie kawę i przygotować obiad dla Tymusia, bo pewnie się za niedługo obudzi. Dziś w planach sporo ćwiczeń i choć ta pogoda doprowadza mnie do szewskiej pasji, to dzielnie (a zwłaszcza dziś! bo półmetek!) fikać zamierzam.

Edit:
i znów Mąż dołączył :) Pobija swoje rekordy jak nic! Ja wykręciłam dodatkowe 45 minut, w sumie dziś godzinka zaliczona. A jutro- BIEG :D

wtorek, 17 maja 2016

15- czas upływa :)

Dzisiejszy dzień podobny do wczorajszego. Wczoraj miałam postanowienie, że nogi nie wychylę na zewnątrz, bo jak zwykle nie przeszkadza mi wiatr, tak ten obecny nie daje żyć! Jest bardzo zimny i nieprzyjemny. Stało się inaczej. Dzieci...! One bez placu zabaw żyć nie mogą, więc ustąpiłam. A dziś? Się okaże. Może chociaż na chwilę...

Z treningów odpadły biegi, bo męczące jest biec pod wiatr. A sport w moim wydaniu ma być przyjemny. I przyznaję się bez bicia, że ćwiczenia na brzuch, uda czy inne części ciała są dla mnie coraz bardziej nudne. I aż głowa paruje mi, co sobie urozmaicić. Jedno jest pewne- że nie przestaję ćwiczyć, bo samopoczucie jak i kondycja skóry uległy zmianie. Chcę więcej! Zakupiłam sobie wczoraj balsam z pomarańczą i imbirem. Zapach mnie powalił! Jestem jak najbardziej na tak :)

Dziś na obiad klopsy od babci, zatem gotuję tylko ziemniaki. Mam luz w tym zakresie :)

Plan na dziś:
hula-hop, ćwiczenia w domu. A tak naprawdę to chciałabym pobiec przed siebie, ale niechże przestanie tak wiać!

Edit:
50 minut hula-hop zaliczone oraz 10 minut ćwiczeń na brzuch również z hula-hop. I rozciąganie mięśni. Zakwasów ani śladuuuu :D

poniedziałek, 16 maja 2016

Pozostało 16 dni do końca maja

17- niedziela- czyste lenistwo, grill w Niepołomicach i pogoda a fe! Słońce nie rozpieszczało :(

Hula hop- 25 minut
Dodatkowo ćwiczenia na brzuch :)
Leżę i kwiczę ! Ałć!

sobota, 14 maja 2016

Pozostało- 18 :)

Wczoraj był piątek 13 maja. Wieczór okazał się bardzo przyjemny, bo zamówiliśmy sobie dwie sałatki i wypiliśmy po 1/4 kieliszka wina białego. Ni w ząb nic nie ćwiczyłam. Miałam biec, ale rozpadało się, że hej i tak pada również dziś.

A dziś sobota. Sprzątam i nic nie widać. Dzieci mało spały, mało zjadły obiadu (a dziś ugotowałam młode ziemniaki z koperkiem i z młodą kapustą!) i do tego mieli jeszcze łososia, który ostał się ze wczoraj. Średnio im dziś apetyt dopisuje.

Za oknem siąpi i z domu nie chce się wychodzić. Zobaczymy, czy nas gdzieś poniesie, czy dzień dzisiejszy spędzimy w domu. Ehh tak patrzę przez okno i stwierdzam, że mój kwiatostan na balkonie wygląda gorzej niż źle. Jeszcze w taką pogodę... Najwyższa już pora odnowić kwiatki po raz drugi w tym sezonie!

Edit:

Wysprzątałam jednak sporo, nawet widać. Mąż dzielnie pomagał. Dzieci utrudniały, ale co tam! 5 worków znów spakowałam!

Przy tegorocznej Eurowizji wykręciłam 45 minut hula-hop i szybko śmignęłam brzuszki oraz dołączyłam ćwiczenia na pupę oraz mięśnie rąk. Pora najwyższa wziąć się i za nie :)

A Szpaczek niestety zagrożony. A tak trzymałam kciuki! Jest w tym roku kilka naprawdę fajnych piosenek. Niech wygra najlepszy! :)

Dobranoc!

piątek, 13 maja 2016

Pozostało- 19!

Właśnie wróciłam z zakupów razem z Tymciem. Dziś na obiad łosoś z piekarnika z ryżem, a dla nas osobno będzie kasza gryczana na cebuli z warzywami. Goszczą już u nas w kuchni ogórki gruntowe, rzodkiewki i inne pychotki, bo mini warzywniak w Proszowicach otwarł się kilka dni temu. Mąż ma okazję znów robić tam codziennie zakupy. O! I kalarepa już chrupie głośno :P
Co dziś w planach? Ach...
Jak to zwykle w piątek staram się ogarniać co się tylko da, żeby na jutro zostało jak najmniej. (Dzieci oczywiście skutecznie utrudniają moje wysiłki i w mig robi się znów rozgardiasz). Pranie w koszu mam wrażenie, że dosłownie się rozmnaża po cichutku, kiedy nikt nie widzi. Dopiero tyle tego było i znów dwa pełne kosze! Brrrr!
Ostatnimi dniami znów jestem smakoszką kawy. Przerwa w jej piciu spowodowała, że teraz jej smak doceniam jeszcze bardziej i co o dziwo- zaczynam od niej dzień. Aktualnie piję o smaku orzechowym i z mlekiem.
Mam dziś w planach- oczywiście ćwiczenia. Jeśli pogoda pozwoli to pobiegnę, bo wietrznie dziś bardzo. Jeśli nie- to ćwiczenia z aplikacji, którą niedawno pobrałam i hula-hop. Co raz lepiej mi się ćwiczy. Samopoczucie bez dwóch zdań mam zupełnie inne. Energii więcej, uśmiechu więcej i satysfakcji co nie miara! Jest dobrze. Jest chęć i zapał, aby ćwiczyć dalej. I niech tak zostanie... :) Przydałby mi się taki np. Pudzianowski. On to napewno pokazałby mi jak to robić najlepiej..!

czwartek, 12 maja 2016

20! O matko!

Środa- Pozostało- 21!
To jeden z tych dni, w którym dzieją się tak ważne i osobiste rzeczy, że nie mam głowy nawet myśleć o jakichkolwiek ćwiczeniach. Inne sprawy są ważniejsze.

Czwartek- 20 dni do końca maja
Dzień wolny. Wróciłam z M1. Przemaszerowałam sobie całą trasę i całe M1 wzdłuż i wszerz. Nic konkretnego nie szukałam, po prostu chciałam się na czymś skupić. Wychodząc zakupiłam precla i bubble tea z melonem i truskawką. Pękające kulki? To jest toooo :)

Marsz- zaliczony.
Hula-hop stoi przygotowane. Zanim Arek wróci urządzę mini dyskotekę. Będzie głośno i będzie się działo :)
Edit:
Pół godziny hula-hop zaliczone.

wtorek, 10 maja 2016

22 :)

Dziś nastawiłam 4 prania. Matko, skąd tyle tego?! W termomiksie hulała zaś zupa ogórkowa. Jak zwykle plac zabaw zaliczony do oporu. Dzieci wybiegane i szczęśliwe :)
Dziś pobiegłam do wałów, przez wał do końca drogi i z powrotem. Dystans- 5 km. 2 przerwy na oddech i rozruszanie kolana, które się "odezwało". Na wałach zaliczona mała gimnastyka. Zaraz śmignę kilka brzuszków i zmykam pod prysznic. Teraz zmiana- Tomasz biega i pobija swoje rekordy. Może wreszcie zrobię zaległą maseczkę, która czeka na mnie już od dłuższego czasu...?

poniedziałek, 9 maja 2016

Dni mijają! Pozostało- 23 !!!

Nie wiem jak to zrobię, ale muszę się dziś spiąć i nadrobić zaległości ze wczoraj. Obiecałam sobie i tak będzie. Głowa od zmiany pogody mnie pobolewa. A! I boli mnie migdał. I słońce wczoraj przypiekło mi czoło. :P I ogólnie ten dzień jest jakiś kiepski. Leniwy taki. Za to wieczór planuję intensywny.
Edit:
45 minut hula-hop
15 minut ćwiczeń na brzuch/uda/pupę

Jest już 1 osoba, która powiedziała, że wyglądam inaczej :D
Ale cicho-sza...:)

Pozostało- 24

Raczej nie można zaliczyć biegania w szpilkach na Komunii za prawie 1,5 rocznym Tymiem...? A może jednak...? Nogi wchodzą mi do... Nie mam wprawy w chodzeniu na obcasie. Kurde, a kiedyś tak śmigałam :( Tymon był na przyjęciu urodzinowym chyba z godzinę, a potem pojechał do Babci. Uff. Usiadłam przy stole. Porozmawiałam, umalowałam się (w sensie wzmocniłam make-up- bo tak to jest, jak młodzież się dosiada :P) i wypiłam ciepłą kawę. Wypiliśmy. Razem. Arek biegał jak szalony i w ogóle nie zawracał głowy.
Dzień bez treningu. Buuuuuuuuuuu!

sobota, 7 maja 2016

Pozostało- 25!

Ostatnio wszystko dzieje się w tempie jeszcze szybszym niż do tej pory. Rano do godz. 11.00 wspólnie z Mężem ogarnęliśmy całe mieszkanie, żeby było już gotowe na resztę weekendu. Potem pojechaliśmy szybciutko z Sąsiadami i ich znajomymi do Puszczy Niepołomickiej. Było bardzo wesoło, wszystko takie zakręcone, bo wspólnie z dziećmi to czasem niełatwo sprawę wycieczkowania ogarnąć. Dzieci zjadły cały prowiant i nadal głodne były. Dotleniliśmy się, że hej! Arek przejechał na rowerze całą trasę. Wracał, żeby nadgonić i wyprzedzał, żeby zawrócić i przejechać jeszcze raz. Ile zniosą te Jego chude nóżki...? Dzisiejszy dystans spacer + miejscami marsz oraz bieg za Arkiem- 6,8 km.
Potem pojechaliśmy na "obiad" do food trucków, czyli jedzenia na kółkach. Arek padnięty zamówił sobie naleśniki z bananami i czekoladą, ja pierogi z warzywami, Tomasz fachowego burgera, a Tymuś pierogi z kurczakiem. Zamieszania i ludzi było, że hej! I choć męczące są momentami takie wyprawy to i tak lepiej w ten sposób spędzać czas, niż siedzieć w domu z dziećmi!
Teraz przygotowania do jutrzejszego ważnego dnia. Jutro Komunia Św. Majusi.
A dziś jeszcze parę brzuszków.
Dobrej nocy!

piątek, 6 maja 2016

Odliczam 26 !

Piątek, piąteczek, piątunio!
Tak się kończą właśnie spontany u Sąsiadów, że z placu zabaw na boisko, a potem na pizzę do ich mieszkania...! I powiem szczerze, że mi ta pizza wadziła niezmiernie przy kręceniu hula-hop. Pełny żołądek dobrze nie działa i już. W tym właśnie momencie skończyłam kręcić równą godzinę. Wszystko mi do gardła podeszło, ale dla takich chwil towarzyskich człowiek żyje. Zatem nie narzekam. Ruch zaliczony. To najważniejsze.

A z nowości, to Aruś dziś był na kolejnej wycieczce do teatru Groteska. Podobno wilk wysiadywał jajka i nawet się mojemu Synkowi podobało. Czekałam na Niego przed przedszkolem na powrót i dotarli o 15.45. Czekał rower, kask, andrut w kieszonce od roweru oraz Ja z Tymciem. Aruś się bardzo ucieszył :)

czwartek, 5 maja 2016

Pozostało (27)

Tymuś na wsi. Dziś na śniadanie stwór omletopodobny, pieprzny jak piernik, że zionę ogniem jak smoczyca. Deszcz dziś wisi w powietrzu. Cisza i spokój w mieszkaniu. Tysiąc myśli w głowie jak mądrze wykorzystać każdą dzisiejszą godzinę. Iść na łowy ubraniowe? Ogarniać piwnicę? Przygotować rzeczy dziecięce niepotrzebne? Coś sporo tego. Popijam poranną kawę Inkę. Dodałam do niej pół łyżeczki syropu klonowego, bo mi oczy wypala. Plan na dziś: kroki. Dużo kroków. Kurcze, będzie padać, czy nie...? Słyszę odgłos piły mechanicznej. I dalej nie wiem co dziś wymyślę. :)

Edit:
Kroki zamieniam dziś na ćwiczenia, może Mel B..? Nie chcę tracić aż tak dużo czasu... Bo aktualnie porządki w piwnicy wzięły górę. 6 worków zabawek...trzeba coś z tym zrobić. Część już hula w pralce. Znalazł się też grill i stolik z krzesłami już stoją na balkonie wypucowane. Zaraz idę tam z powrotem. wyrzucę śmieci, resztę warzyw zamierzam wrzucić do garnka i zrobić coś dobrego. Dziś jeszcze ginekolog! Wypadałoby nie zapomnieć :)

Edit!
Jednak mnie poniosło! Co za dzień szalony! Złowiłam spodenki na lato, jeden elegancki top i koszulkę. Poszłam pieszo na os. Strusia. Z powrotem też pieszo, ale do połowy, bo zaczął padać deszcz. Przemoczona, zmęczona jestem już po prysznicu. A że dziś matury, to kupiłam sobie tradycyjnie precelka i popijam kawę, żeby smakiem chociaż przypomnieć sobie tamte piękne dni. Powodzenia Maturzyści! :D

środa, 4 maja 2016

Odliczam- 28

Ale dni umykają! Aż nie wierzę! Zauważyłam pierwsze skromne dziurki na brzuchu. W tych miejscach chyba powinien się pojawić pierwszy widoczny mięsień. Plan na dziś- hula hop. Czyżby po nim naprawdę było widać efekty...?
Jest godzina hula-hop. Mąż świadkiem :)

Odliczam- 29 !

Wtorek 2 V 2016 r.
Dni ubywa! Bieg w samo południe- ok. 5 km. Moja kondycja wzrasta :) Wyszło słońce i było mi za ciepło. Potem szybki wypad do Niepołomic. Grill u brata z Piwowarczykami i Jasiówkami. Jak za dawnych czasów. Aż się łezka w oku kręci...Powrót baaaardzo późnym wieczorem. Dzieci padnięte, umorusane po pas. Hurtem do wanny wrzucone i doprowadzone do stanu poprzedniego. Gorący prysznic i spanko. Zakwasy lekkie są w uwaga- udach! Nareszcie :)
Kiedy my wreszcie posiedzimy w mieszkaniu?! Chyba nigdy :D

Odliczam- 30

Poniedziałek 2 V 2016 r.
Nic! Nic dziś nie ćwiczyłam :(
Wyrzuty sumienia, że nie miałam czasu na jakikolwiek sport.
Buuuu :(
Wracamy do domu.
Wieczór- spontan u Sąsiadki.

Odliczam- 31

Niedziela 1 V 2016 r.
Pobyt na wsi. Grill- kiełbasa, filet spałaszowane oraz kanapki czosnkowe :)
Pół godziny na rowerku.
Zawsze to coś...ale szału nie ma :/