niedziela, 5 czerwca 2016

Mały Zdobywca

Weekend. Sobota spędzona na dniach Niepołomic. Szaleństwo, wariacje, poobijany Arek. Mocno poobijany, bo nieostrożny. Nie do zahamowania... Nic nie działa ostatnio- prośby, groźby, nic. Dopiero jak upadnie i zrobi sobie krzywdę, to wtedy na chwilę przestaje. 3 poważne upadki w sobotę sprawiły, że opadłam z sił. I nigdy jeszcze tak nie upadłam. I nigdy nie byłam tak bezsilna, a jak już kiedyś pisałam- bezsilność powoduje u mnie złość. Skutek? Nogi Arka w sińcach fioletowych, policzek w środku przecięty. Dni Niepołomic- zaliczone, ale kosztowały nas naprawdę sporo...
A dziś? Niedziela.
Obiad w Trattorii, potem Ogród Botaniczny i znów upadek. Tym razem kolano. Co dopiero się zagoiło. Siniec wczorajszy dziś spuchnięty i zobaczymy co z nim będzie dalej. Czy przestanie boleć, a jeśli tak- to kiedy. Kolano obtarte, ale tu mogło być gorzej. Upominając Go w Ogrodzie spotkałam chyba jakiegoś wykładowcę. Zatem mówię do Arka:
- Arek, wczoraj były 3 upadki, a dziś biegasz po schodach, proszę Cię przestań!
Na co Pan mówi do mnie cichutko:
- Proszę Panią, zdobywcy nie da się zatrzymać...

Usłyszał ode mnie ów Pan, że mam nadzieję, że Jego słowa się spełnią, bo jak nie to.....! Na marne pójdą te moje ataki serca miejscowe....